Planowana ekshumacja masowego grobu dzieci

Pamiętacie jak cztery lata temu pisałam Wam o masowym grobie dzieci, odkrytym w miejscowości Tuam, w hrabstwie Galway? Od mniej więcej lat dwudziestych do sześćdziesiątych ubiegłego wieku, Zgromadzenie Sióstr Bon Secours prowadziło tam dom dla niezamężnych matek. Mieszkająca w okolicy historyczka Catherine Corless, która badała historię domu zakonnego, natknęła się na akta zgonu 796 dzieci. Najmłodsze były niemowlętami, najstarsze miały 9 lat. Dużo dzieci zmarło z powodu niedożywienia, czy też chorób zakaźnych. Pani Corless nie znalazła jednak żadnych danych dotyczących miejsca pochówku dzieci poza zakonem, przyjmuje się więc, że wszystkie zostały pochowane w pobliskim pasie ziemi, który zarazem stał się masowym grobem.  Jeśli chcecie więcej się dowiedzieć na ten temat, odsyłam Was do bardziej szczegółowego wpisu na ten temat Masowy Grób Dzieci oraz na jeszcze wcześniej powstałego mówiącego o instytucjach zakonnych, tak zwanych Pralniach Magdalenek. 

Znacząca ilość szczątków ludzkich została odkryta w podziemnych pomieszczeniach, które wykorzystywano do oczyszczania ścieków. W związku z tym odkryciem Ministerka Catherine Zappone, stojąca na czele Ministerstwa Dzieci i Spraw Młodzieży, zaproponowała, aby rząd wprowadził specjalny program multidyscyplinarny znany jako: “humanitarna akcja kryminalistyczna w celu ekshumacji”. Inicjatywa ta została poparta przez Gabinet.  Działania, które zostaną podjęte w ramach akcji to między innymi:

  • kryminalistyczne śledztwo i odzyskanie szczątków
  • przeprowadzenie systematycznych wykopów ziemskich w celu zlokalizowania potencjalnych miejsc pochówku
  • analiza sądowa wszystkich szczątków i w miarę możliwości ich identyfikacja
  • dokonanie godnego pochówku oraz upamiętnienia i zachowanie pierwotnego miejsca pochówku

Pani minister dodała, że rząd podjął decyzję po zaciągnięciu szczegółowego doradztwa technicznego w dotyczącego prac ekshumacyjnych, w oparcia o doświadczenia  innych krajów.  Jednym z najważniejszych celów w trakcie prac ma być zachowanie szacunku i współczucia dla dzieci, które zostały tam pochowane.

Szacuje się, że koszta mogą wynieść od 6 do 13 milionów euro. Zakon zaproponował, że ofiaruje 2,5 miliona na ten cel, jednak historyczka Catherine Corless uważa, że jest to za niska kwota i że, zakon powinien zaproponować przynajmniej pokrycie połowy kosztów, dodając, że czerpał on korzyści z prowadzenia domu Matki i Dziecka oraz ze sprzedaży dzieci. Zappone rozmawiała o planowanej ekshumacji z papieżem podczas jego sierpniowej wizyty w Irlandii. Oczekiwała, że Watykan zdecyduje się partycypować w kosztach związanych z pracami ekshumacyjnymi, niestety do dzisiaj Watykan milczy w tej sprawie.

Related image

The Glen – tajemiczy wąwóz w Sligo

Jeśli chcecie się poczuć jak Indiana Jones lub po prostu poczuć zew przygody i wyobrazić sobie, że jesteście gdzieś indziej niż w Irlandii, koniecznie wybierzcie się do Sligo do wąwozu zwanego po prostu The Glen.

Znajdziecie się nagle w krajobrazie, który Was zaskoczy, gdyż będzie całkiem inny od tego, do jakiego przyzwyczaiła Was Zielona Wyspa.  Długi na mniej więcej kilometr, głęboki na 180 metrów i szeroki na 12 metrów, The Glen jest jednym z najciekawszych lokalnie zjawisk przyrodniczych. Znajduje się na półwyspie Coolera, na południowej ścianie góry Knocknarea.


Roślinność w Glen jest bujna, a jej różnorodność przyciąga podobno botaników z różnych stron. Wspaniałe warunki do wzrostu mają tu jawor, buk, sosna zwyczajna i dąb. Pomiędzy klifami rosną obficie krzewy a bluszcz i paprocie osiągają sporo rozmiary i zwisają w dół, przypominając lniany z dżungli. 
The Glen jest dość ciekawym zjawiskiem geologicznym, którego pochodzenie nie jest do końca zrozumiałe. Najbardziej prawdopodobne wydaje się, że głębokie szczeliny zostały wyrzeźbione miliony lat temu przez  niestabilny lodowiec.
Nie jest łatwo odnaleźć do niego wejście. Mimo, że zanim się tam wybrałam i wyczytałam wskazówki, na temat wejścia znajdującego się naprzeciw studni i tak za pierwszym razem je przegapiłam. Gdy je już w końcu odnajdziecie, dajcie się ponieść fantazji, że oto przekraczacie bramę do tajnego ogrodu wojowniczej Królowej Maeve, której megalityczny grobowiec znajduje się ciut wyżej na tej samej górze.

Szkoła podstawowa w Irlandii

Opowiadam Wam o różnych aspektach życia w Irlandii, ale nie opowiedziałam Wam jeszcze nic o szkole w Irlandii. Wrzesień jest wyśmienitym miesiącem na wpis w szkolnym temacie. Rozpoczynam od szkoły podstawowej.

W Irlandii obowiązek szkolny obejmuje dzieci od szóstego roku życia, ale wiele z nich zaczyna szkołę już po ukończeniu czterech lat. Szkoła podstawowa dzieli się na osiem klas: tzw. Junior Infants, Senior Infants (te dwa lata nie są obowiązkowe), a kolejne klasy są nazywane tak jak w Polsce, czyli numerycznie od pierwszej do szóstej klasy. Obowiązek szkolny jest właśnie od klasy pierwszej, jednak wszyscy rodzice posyłają dzieci do klas  Junior i Senior Infants, bo nie ma innej alternatywy – to taki odpowiednik polskiej zerówki. Jedyne, o czym rodzice decydują to to, czy wyślą dziecko do szkoły w wieku czterech, czy pięciu lat. W programie nauczania w szkole podstawowej nie ma języków obcych, ale za to jest obowiązkowy irlandzki. Dziecko może być zwolnione z nauki irlandzkiego wtedy gdy, spełnia jedno z poniższych kryteriów:

  • uczyło się poza granicami Irlandii do 11 roku życia
  • chodziło do szkoły w Irlandii, następnie wyjechało za granicę i ponownie wróciło. Takie dziecko musi jednak być poza Irlandią przez co najmniej trzy lata i mieć minimum 11 lat wracając do irlandzkiej szkoły.
  • dziecko, u którego stwierdzono specyficzne potrzeby i trudności w nauce
  • upośledzone umysłowo, które ma problem z nauczeniem się swojego języka ojczystego
  • uczeń obcokrajowiec, który w momencie rozpoczęcia edukacji szkolnej nie zna języka angielskiego.

W większości szkół obowiązuje rejonizacja, ale może się zdarzyć, że mimo tego nie będzie miejsca dla wszystkich chętnych. Czasem jest to kwestia dwóch sąsiadujących ze sobą ulic, których mieszkańcy idą do dwóch różnych szkół, nawet jeśli jedna z nich jest położona dalej od miejsca zamieszkania. Właśnie to determinuje ceny nieruchomości w Dublinie, identyczne dwa domy położone na sąsiednich ulicach, mogą różnić się ceną nawet o 100 tysięcy, w zależności od tego, do jakiej szkoły rejonowej należą, szczególnie jeśli szkoły różnią się znacząco reputacją. Przy składaniu podania o przyjęcie do szkoły, należy potwierdzić miejsce zamieszkania poprzez przedłożenie imiennych rachunków za prąd lub gaz za okres kilku miesięcy.  Podanie o przyjecie do szkoły, składa się zazwyczaj w styczniu w roku, w którym dziecko ma rozpocząć naukę, jednak każda szkoła ma swoje własne rozporządzenia w tej sprawie. Są szkoły, w których o przyjęciu decyduje kolejności zgłoszeń. Zdarza się wtedy, że rodzice składają podanie zaraz po narodzinach dziecka i otrzymaniu jego numeru PPS (odpowiednik pesel). Przy przyjęciu dziecka do szkoły z rejonu bierze się również pod uwagę czy jego rodzeństwo jest w tej samej szkole lub też, czy dziecko jest ochrzczone – to w przypadku szkół pod patronatem wyznań religijnych.

Ogromna większość szkół podstawowych w Irlandii to szkoły powszechne zwane tutaj National Schools.  Są one w większości finansowane przez państwo, mimo tego prowadzone są pod patronatem wyznań religijnych. Niemal wszystkie to katolickie – 90%. W szkołach katolickich dzieci modlą się każdego dnia, czasem raz, a czasem nawet i trzy razy (przed rozpoczęciem nauki, na przerwie obiadowej i na zakończenie zajęć) – to już zależy indywidualnie od szkoły.  Oprócz tego, każdego dnia szkoła ma przeznaczyć minimum pół godziny dziennie na nauczanie religii. Daje to około 180 godzin na rok lub więcej, jeśli szkoła czy nauczyciel prowadzący tak zdecyduje. Często jest to niestety więcej niż czas spędzony na naukę matematyki. Ostatnio w Irlandii powstaje coraz więcej szkół tzw. Educate Together, które nie należą do żadnego religijnego wyznania. Te 180 godzin ze szkoły religijnej, szkoły Educate Together spędzają ucząc się o religiach świata, ale też o innych wartościach, takich jak demokracja, równość, feminizm itp. Szkół tych jest na razie mało, jedynie 82 w całym kraju i znajdują się w większości w miastach. Ten typ szkół jest popularny wśród Irlandczyków, którzy preferują demokratyczne zarządzanie szkołą, gdyż w nich nauczyciele i dyrektor nie są tak autorytarni, jak w szkołach kościelnych. Szkoły są też wybierane przez małżenstwa mieszane, gdzie jeden rodzic jest Irlandczykiem lub też przez obcokrajowców przebywających w Irlandii służbowo, na określony czas, którzy nie chcą mieszać religii do nauki.  Tylko w tych szkołach uczeń zwraca się do nauczyciela po imieniu. W Irlandii są też tzw. szkoły Gaelscoils, gdzie językiem wykładowym jest irlandzki. Uważa się, że szkoły te preferowane są przez rodziców, którzy nie chcą, żeby ich dzieci chodziły do szkoły z obcokrajowcami, ale oczywiście w szkołach tych też zdarzają się dzieci obcokrajowców. Bywają też szkoły kościoła anglikańskiego, tzw. tutaj Church of Ireland. Uważane są za dość prestiżowe, ale to z powodu tego, że zazwyczaj są malutkie z tylko jedną, ale za to 30 – osobową klasą. W szkołach w Dublinie klasy są dość liczebne – około 27 – 32 uczniów. W klasach gdzie jest dużo dzieci z orzeczonymi trudnościami w nauce lub upośledzeniami, klasy mogą liczyć około 15 – 24 dzieci. Jeśli w bardzo licznej klasie jest tylko kilkoro dzieci z mniejszymi trudnościami w nauce, nie jest ona dzielona na dwie mniejsze klasy, a jedynie tym dzieciom przyznawany jest dodatkowy nauczyciel do pomocy lub dodatkowe zajęcia wyrównawcze.

Każdego dnia dzieci są w szkole w stałych godzinach, nie ma zmiennego planu lekcji jak w Polsce. Szkoły zaczynają zajęcia około 9 rano i kończą około 15. Klasę prowadzi jeden nauczyciel, przez cały rok ucząc wszystkich przedmiotów. W Irlandii nauczyciele w szkole podstawowej nie mają specjalizacji przedmiotowych. Zazwyczaj każdego roku nauczyciel się zmienia.

Formalnie uczniowie szkół podstawowych nie mają obowiązku nosić mundurków, ale dokładne wytyczne ustala szkoła. I w taki oto sposób w prawie wszystkich szkołach obowiązują mundurki z tarczą szkoły, zgodnie z regulaminem szkoły.  Mundurki  do niektórych szkół można kupić w niezależnym sklepie i doszyć tarczę, ale do sporej części szkół muszą być kupione tylko u wyznaczonego przedstawiciela producenta szyjącego je na indywidualne zamówienie szkoły. O tym wszystkim decyduje szkoła, ale zazwyczaj mundurki kupowane u wyznaczonego sprzedawcy są droższe. 

W szkołach nie ma stołówek. Dzieci przynoszą swoje własne drugie śniadanie czy też lunch. Książki i ćwiczenia rodzice kupują, większość podręczników jest jednak na co dzień w szkole i dzieci przynoszą do domu tylko te z zadaniem domowym. Zadań domowych nie zadaje się w piątki, nie ma kartkówek ani sprawdzianów, ani ocen. Opisowe świadectwo jest wysyłane rodzicom pod koniec roku szkolnego pocztą. Dzieci zazwyczaj nie mogą przebywać na terenie szkoły wcześniej niż 10 minut przed rozpoczęciem zajęć. Czekają wtedy na boisku w rządku swojej klasy na pierwszy dzwonek, aby wejść do klas. Przerwy spędza się na dworze lub w klasie, nie ma biegania po korytarzach tak jak w polskich szkołach. Nie można dzieci zostawić przed lub po zajęciach na świetlic,y bo takich nie ma. Można za to odpłatnie zostawić je rano w tzw. breakfast club a po południu w tzw. after school prowadzonych przez instytucje prywatne. Czasem te kluby mieszczą się na terenie szkoły, podnajmując od niej pomieszczenia, a czasem w dość odległym od szkoły miejscu. W szkołach nie ma darmowych zajęć popołudniowych, wszelkie dodatkowe kółka zainteresowań są płatne. W małych szkołach zdarza się, że dwa roczniki są ze sobą łączone i mają wspólne zajęcia czyli pierwsza klasa jest w tej samej sali lekcyjnej z drugą itp.

W Irlandii spotkacie też szkoły tylko dla chłopców lub dziewczynek. To pozostałość po podziale kościelnym mimo, że pierwsza szkoła koodukacyjna w Irlandii zaczęła swoją działalność w 1945 roku. 

Państwo pewnym szkołom nadaje statut DEIS (Delivering Equality of Opportunity in Schools). Status ten oznacza, że szkoła dostaje więcej pieniędzy i wszystko to, co napisałam powyżej w temacie wydatków ponoszonych przez rodziców, można skreślić. Dzieci w takich szkołach otrzymują darmowe podręczniki, posiłki, mają dodatkowe darmowe zajęcia lub opiekę na świetlicy. Szkoły te są w biedniejszych i o gorszym statucie społecznym miejscach. Kryteria, według których szkoły są oceniane, aby nadać im ten status to odpowiednio wysoki procent  osób bezrobotnych w rejonie szkoły, mieszkań socjalnych, samotnych rodziców, osób z irlandzkiej grupy społeczno – etnicznej tzw. Travellers, dużych rodzin (piątka lub więcej dzieci), uczniów spełniających kryteria otrzymania darmowych podręczników. W zeszłym roku szkolnym 704 szkoły podstawowe zostały zakwalifikowane jako DEIS, z czego 341 w miastach i 363 na wsiach. Te w miastach dzielone są na dwie kategorie: urban 1 i urban 2. W kategorii numer jeden są szkoły z większą liczbą osób spełniających kryteria klasyfikacji DEIS w drugiej mniejsza liczba, ale wciąż wystarczająco wysoka, aby dostać kwalifikację DEIS. Listę szkół DEIS znajdziecie tutaj (dokument excel o nazwie: DEIS school list 2018 – 2019 school year)

Rok szkolny ma trwać co najmniej 183 dni robocze. Rozpoczyna się we wrześniu lub pod koniec sierpnia. Uczniowie mają dwutygodniową przerwą świąteczną oraz krótsze przerwy w połowie października, lutego i Wielkanocy.

Czy dzieci w Irlandii lubią szkołę bardziej niż dzieci w Polsce? Z obserwacji różnych dzieci i opowieści o szkole, o tym, jak funkcjonuje oraz o stosunku nauczyciela do ucznia, wydaje mi się, że irlandzka szkoła jest bardziej przyjazna, otwarta i życzliwa dzieciom niż polska. A jakie jest Wasze zdanie?

Teledyski nagrane w Dublinie

Obejrzałam dwie serie irlandzkiego serialu prawniczego Striking Out. Główną rolę gra Amy Huberman, prywatnie żona byłego kapitana irlandzkiej drużyny rugby, Brian O’Driscoll. Jednak nie to przykuło moją uwagę, a to, że akcja serialu ma miejsce w Dublinie. Dublin zarówno z lotu ptaka, jak i z perspektywy pieszego, jest w tym serialu magicznie uchwycony. Mnie sprawiało wiele radości rozpoznawanie miejsc, kawiarni czy restauracji. Też tak lubicie? Jeśli tak, to mam dla Was świetną niespodziankę dzisiaj — poznajcie kilka teledysków, które zostały nakręcone w Dublinie.

W roku 1998 zespół The Spice Girls teledysk do piosenki Stop nagrał w północnej dzielnicy Stoneybatter, która obecnie kreuje się na hipsterską.

Miejsce to zostało wybrane, bo podobno przypominało typową ulicę brytyjskiej klasy robotniczej w latach 50 ubiegłego wieku i takiego właśnie tła szukały dziewczyny do swojego teledysku. Filmik przedstawia piosenkarki pukające do drzwi mieszkańców Carnew Street i tańczące na ulicy. Podobno mieszkańcy każdego domu dostali 100 funtów, za wystąpienie w teledysku. Jeśli się zastanawiacie czy rozpoznałam ulicę z teledysku, to przyznam Wam się szczerze, że nawet nie miałam pojęcia o jej istnieniu, gdyż jest to mała rezydencka uliczka, znana tylko osobom mieszkającym w pobliżu.

Myślę, że w kolejnym teledysku rozpoznacie jedną z dublińskich nadmorskich dzielnic zwaną Great South Wall. Dubliński zespół The Script nakręcił tam czarno biały teledysk do teledysku Breakeven. Miejsce łatwe jest do rozpoznania dzięki charakterystycznym kominom. Przed nagraniem teledysku, dublińskie radio FM104 ogłosiło konkurs dla słuchaczy chcących wystąpić w teledysku. Czy zespół jest znany w Polsce? W Irlandii jest dość popularny, a kuzyn mojego kolegi jest perkusistą zespołu i czasem przemyca zakulisowe opowieści.

Chyba nie zdziwicie się, że zespół U2 nagrał w swoim rodzinnym mieście sporo teledysków. Takie najłatwiejsze do rozpoznania? Teledysk do piosenki The Sweetest Thing kręcony na łatwo rozpoznawalnej dzięki swym kolorowym drzwiom i wysokim dzielnicom Fitzwilliam Place, a następnie na Upper i Lower Fitzwilliam Street, aż po Leeson Street i Holles Street.

Oczywiście to nie są jedyne teledyski nakręcone w stolicy Irlandii, wybrałam jednak dla Was te, których artyści są najbardziej znani. Pamiętajcie jednak, ża najładniejsze zdjęcia Dublina nie zobaczycie w tych teledyskach, a w serialu który wspomniałam na początku wpisu. 

 

Ścieżka rowerowa Mullingar – Athlone – Old Rail Trail Greenway

Znacie 42 – kilometrową ścieżkę rowerową z Mullingar do Athlone? Trasa wiedzie wzdłuż nieużywanych już torów wiodących z Mullingar do Athlone. Jeśli oczekujecie scenerii podobnej do opisanej już kiedyś przeze mnie Greenway w Waterford, to się rozczarujecie. Mimo że trasa sama w sobie jest dość monotonna i tak ją polecam. Zachęcam, bo warto mieć nowe doświadczenia, poruszać się na świeżym powietrzu, a jeśli to Wam nie wystarczy, to dajcie się namówić, chociażby ze względu na lokalnych mieszkańców.

Zabraliśmy rowery do pociągu i pojechaliśmy do Mullingar. Zaraz po wyjeździe ze stacji wybraliśmy się na śniadanie. Polecam w tym celu Red Earth – kafejka i sklep z asortymentem ogrodowo  – domowym. Zjedliśmy tam jak zawsze sycące irlandzkie śniadanie, które miało dać nam energię na dłuższą przejażdżkę. W trakcie śniadania, szybko poczuliśmy, że jesteśmy na prowincji. Przy sąsiednim stoliku siedział ksiądz, a przy jeszcze innym dwie starsze panie. Panie w rozluźnionej atmosferze wesołe ze sobą rozmawiały do czasu, gdy jedna z nich podeszła porozmawiać z księdzem. W mgnieniu oka zamieniła się w niezwykle poważną i uniżoną osobę. Zamieniła kilka grzecznościowych formułek z księdzem, po czym on polecił jej przyjść do niego oficjalnie w konkretnym dniu i godzinie, które to zapisał sobie skrupulatnie w kieszonkowym kalendarzu. Pani z gracją odeszła od stolika księdza, po czym siadając ponownie obok koleżanki, zamieniła się z powrotem w uśmiechniętą i zrelaksowaną osobę. Jednak nieważne jak duże było śniadanie i jak wciągająca obserwacja lokalnych zachowań, czas było ruszyć w drogę. Przed samym początkiem trasy zatrzymaliśmy się jeszcze tylko na chwilę przy sklepie ze sprzętem rowerowym i wypożyczalnią rowerów, aby porozmawiać z pracownikiem o trasie. Pan powiedział, że tą, którą wybieramy, nie jest tak popularna wśród lokalnych mieszkańców, jak trasa wokół jezior Owel i Ennell oraz ta wzdłuż Royal Canal. My jednak postanowiliśmy się trzymać planu.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

W opisie trasy mowa jest o tym, że pozna się na niej ciekawych ludzi. Było tak w rzeczy samej. Po około 10 kilometrach spotkaliśmy pewnego pana jadącego z naprzeciwka. Zaczął z nami rozmawiać, niemal momentalnie zawrócił, po to, by towarzyszyć nam i zabawiać lokalnymi opowieściami przez jakieś kolejne 5 kilometrów Ubolewał, że pociąg na tej trasie już nie jeździ i wspominał jego znaczenie dla regionu. Środkowa Irlandia a w szczególności Mullingar są obecnie jednym z biedniejszych rejonów Irlandii, a kiedyś były zagłębiem krowim, i zwierzęta były przewożone pociągami na sprzedaż. Koleje przewoziły również potencjalnych kupujących z targu na targ oraz na wyścigi konne. Popularny swego czasu tor wyścigowy Mullingar Racecourse został otwarty właśnie po tym, gdy otworzona linię kolejową łączącą Mullingar z Dublinem. Na koniec Pan opowiedział nam o tym, że jego córka dwa tygodnie wcześniej urodziła bliźnięta, o porodzie oraz o tym, dlaczego jego żona, która zarazem jest położna, nie była zadowolona z przebiegu porodu. Tak, proszę Państwa, to wszystko i więcej można dowiedzieć się w Irlandii od przypadkowej osoby. Pewnie jeszcze wiele innych ciekawszych rzeczy usłyszelibyśmy, gdyby nie to, że przy końcu opowieści o córce, spotkaliśmy innego cyklistę, który okazał się przyjacielem naszego pana. Obaj panowie miele sobie dużo do powiedzenia i odjechali wspólnie w przeciwnym nam kierunku. Ot, taka trasa na spotkania znajomych i pogawędki.

MAOT (5)

Ślad po tym, że tędy kiedyś podróżowały krowy..

MAOT (6)

a kto powiedział, że nie można mieć ozdób bożonarodzeniowych w lecie?

W pobliżu Athlone możecie sobie zrobić miły przystanek w ciekawym miejscu w okolicy Moate, jednak my, znając już je trochę, zdecydowaliśmy się podjechać do samej wioseczki. Przy szlaku, spotkaliśmy kolejnego miłego pana, którego poprosiliśmy o polecenie miejsca z dobrymi ciastami i kawą. Pan, jak to w takich miejscach bywa, przedstawił się nam, opowiedział o swoich problemach z kręgosłupem, których nabawił się spadając jakiś czas temu z drabiny, o dzieciństwie łącznie z wspomnieniem wizyty JFK w Irlandii i tym jak razem z innymi dziećmi ze szkoły tworzyli powitalny tłum. Żywo pamiętał, że wszystkie dzieci zachwycały się małymi chorągiewkami irlandzkimi, które dostały w łapki, aby nimi machać, oraz wielkie rozczarowanie, gdy po wszystkim, panie nauczycielki, zebrały z powrotem chorągiewki. Na koniec, przy okazji podania nam wskazówek jak dojechać do miejsca z polecanymi ciachami, opisał nam wygląd i położenie swojego domu, Teraz to możemy chyba go odwiedzić, co nie?

MAOT (7)

już na rogatkach Athlone..

Podróż zakończyliśmy na słonecznym tarasie hotelu Raddison w Athlone. Dobra ryba, w towarzystwie piwa, lokalnych przyjaciół oraz rzeki Shannon były świetnym zakończeniem dnia. Potem pozostało nam zapakować się w pociąg jadący do stacji Heuston w Dublinie. Po pokonaniu trasy rowerowej i wypiciu piwka zastanawialiśmy się w pociągu jak z Hesuston dostać się do domu. Czy transportem publicznym z rowerami, czy po prostu wsiąść ponownie na rowery i manewrować? Jak myślicie, co wybraliśmy?

MAOT (8)MAOT (9)