Paryż, dzień III


Dzień trzeci w Paryżu

Miał się zacząć od Muzeum D’Orsay. Po przybyciu na miejsce okazało się że w poniedziałki jest nieczynne, pomimo że sprawdzaliśmy na necie i nic nie było o tym mowy. No cóż, ruszyliśmy dalej naszą bardzo turystyczna trasą:

1. most Aleksandra III
2. Mały Pałac (Petit Palais)
3. Duży Pałac (Grand Palais)
4. Aleja Pól Elizejskich (Avenue des Champs-Elysees)
5. Łuk Triumfalny
6. Wieża Eiffla
7. Pałac Inwalidów
8. dzielnica Montmarte

wiem, wiem. Strasznie dużo jak na jeden dzień. Pewnie gdyby muzeum D’Orsay byłoby czynne, nie wyrobilibyśmy się z tym wszystkim.
Słońce pięknie nas grzało a my biegaliśmy od miejsca do miejsca.


Ciekawostki:
Łuk Triumfalny zmienia kolor w zależności od tego jak/czy słońce go oświetla (tak jak na zdjęciu poniżej)
• Metalowa konstrukcja Grand Palais podtrzymująca szklany dach waży podobno więcej niż Wieża Eiffla!!!
• Czekanie w kolejce na wieżę Eiffla w szczycie turystycznym trwa prawie 2h, kolejka do toalety jest prawie taka sama
• Anglik który stara się mówić po francusku, w kafejce i tak kupuje muffinki i coca-colę 😉
• Francuzi (prywatnie) nie tolerują aby muzułmanki nosiły chusty. Podsłuchałam rozmowę Francuza z kumplem obcokrajowcem…oj dosadnie było..
• Gdyby nie tłumy turystów, Montmarte byłby najbardziej czarownym miejscem Paryża
• Lunch w podobno najdroższej dzielnicy Paryża i tak jest tańszy niż w Dublinie


Poza tym mamy nowych znajomych w Paryżu. Tym razem nie poszliśmy z nimi na kawę ale na wódkę… Ale to ich pomysł!
Wieczorem poszliśmy na winko i coś lekkiego do zjedzenia. Właściciel knajpki polecił nam paterę serów i wędlin jako przekąskę do wina. Poszły więc 2 karafki wina, oraz różne sery pleśniowe…w tym bardzo pleśniowe. A te różne wędliny to były: taki nasz pasztet, taka jakby włoska szyneczka prosciutto, taka kiełbaska jakby hiszpańska chorizo i taki kawałek jakby naszej konserwy turystycznej! Aaa, i do tego jeszcze były małe ogóreczki konserwowe. Hmm, kuchnia francuska jest bardzo wykwintna!
Jak byliśmy w trakcie drugiej karafki to zaprzyjaźniliśmy się ze stolikiem obok. (oni byli w trakcie któregoś z kolei piwa). No i kazali nam – swoim przyjacielom Polakom – wypić drinka zwanego „orgasmic”. Była to wódka (chyba z wodą bo słaba) z malinką. Pije się taką wódkę i na koniec zjada ze smakiem malinkę. Po przyjaznym wypiciu wódeczki z naszymi Francuzami i po ostatnim kęsie „konserwy turystycznej” stwierdziliśmy że jednak nie mamy takiej głowy do wódki… jak Francuzi i że czas wyspać się przed kolejnym dniem.

Moze Cie tez zainteresowac
Paryż Wersal Segovia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s