Spoleto, Umbria

Może ciężko w to uwierzyć patrząc na moje dwa poprzednie wpisy na temat Umbrii, ale nie mieliśmy najlepszej pogody. Krótko mówiąc zamieniliśmy irlandzki deszcz na włoski. Padało okropnie, tak jak to bywa w kontynentalnej Europie. Deszcz w Irlandii jest inny, niby pada prawie codziennie ale przelotnie, leciutko i da się żyć. Ten irlandzki deszcz generalnie nie przeszkadza w życiu, nie tak jak ten kontynentalny – jak leje to porządnie i potrafi tak lać dzień cały. Tak nam się niestety zdarzyło gdy pojechaliśmy zwiedzać Spoleto. Jak drapaliśmy się w górę miasteczka zaczęło padać, potem na chwilę przestało a potem rozpętała się ulewa. Próbowaliśmy uciec z miasteczka i tej ulewy, ale niestety ucieczka trwała ponad 2h. Ale o tym za chwilę..

Jak inne pozostałe umbryjskie miasteczka, Spoleto jest położone na wzgórzu a im wyżej tym starsza historia miasta i zabudowania. Zaparkowaliśmy samochód u stóp miasteczka, tak aby móc jego starą średniowieczną część pozwiedzać jak należy od samego początku proponowanej przez przewodnik trasy czyli wspinać się pod górę wąskimi, bajkowymi uliczkami. Spoleto jest uważane za jedno z ważniejszych miasteczek Umbrii. Miasteczko pęka w szwach pod wpływem najazdu turystów w sezonie ale najbardziej w trakcie dobrze znanego na całym świecie Festival di Spoleto.

Padało a potem bardzo lało więc zdjęć mam tylko kilka. Udało mi się uwiecznić kilka widoczków po drodze na Piazza del Dumo.

Zanim dotarliśmy na sam plac rozpadało się na dobre. Chcieliśmy wejść do katedry i ją zobaczyć a przy okazji przeczekać deszcz, ale niestety spóźniliśmy się o jakieś dosłownie 4 minuty.. Katedra była zamknięta..

Poczekaliśmy przed wejściem do katedry aż deszcz zelżeje (bo przestać nie chciał) i poszliśmy coś zjeść z nadzieją, że w międzyczasie przestanie padać. Pan właściciel restauracji w której się znaleźliśmy był burkliwym, nie uśmiechającym się Włochem ale żeby chyba przełamać swoją nieuprzejmość i grymas na twarzy, w butonierce marynarki miał około 10 kolorowych kredek. Przyciągały one wzrok jak ordery na mundurach radzieckich wojskowych. 🙂 Dał nam zupę z soczewicy (mimo że wyraźnie poprosiłam o inną zupę z menu a nie lentilkową 🙂 Zamówiliśmy też umbryjską bruschette i makaronową specjalność restauracji… która tak naprawdę była kuskusem z mięsem. Pan wyraźnie miał nas w nosie albo z powodu deszczu całkowicie się zakręcił..

Deszcz przestał lać ulewnie tylko pokropywać co jakiś czas, zdecydowaliśmy się więc ruszyć dalej ale bez marudzenia i zaglądania do każdego kąta. Na wypadek gdyby znów miało zacząć lać chcieliśmy zobaczyć most Ponte delle Torri i twierdzę La Rocca d’Albornozina. Twierdza wybudowana przez kardynała Albornoza w wieku XIV pełniła różne role, między innymi gościła Lukrecję Borgia lub też służyła za więzienie. Do twierdzy można dostać się tylko małym busikiem, który kursuje z placu Campello, ale nam nie bardzo zależało w tym deszczowym dniu aby do niej pojechać. Chcieliśmy móc przejść się mostem Ponte delle Torri. Most ma 10 łuków, jest długi na 230 metrów i wysoki na 70 metrów. A idąc po nim spacerkiem nie odczuwa się tej wysokości, a wiem co mówię bo mam lęk wysokości. Widoki można podziwiać tylko z jednej strony mostu gdyż z drugiej znajduje się wysoki mur. Jednak w połowie mostu znajduję się „okienko” przez które można podziwiać widoki po drugiej stronie.

Na końcu mostu jest wieża i kilka szlaków ale właśnie jak doszliśmy do końca mostu zaczęło lać. Ale tak porządnie. Było coraz gorzej a my zmarznięci i brodzący w deszczu od dłuższego już czasu mieliśmy dość. Mieliśmy kurtki przeciwdeszczowe itp ale to była istna ulewa. I właśnie zaczęła się siesta. Pieprzona siesta! Nie mieliśmy gdzie sie schować, wejść gdzieś żeby coś zjeść i przeczekać. Zdecydowaliśmy się wracać do samochodu i najwyżej podjechać gdzieś dalej gdzie nie pada, albo przynajmniej znaleźć jakąś czynną knajpkę. Schodziliśmy z samego szczytu miasteczka w stronę parkingu z naszym samochodem. Dość długo to trwało a ulewa wydawała się być coraz gorsza, ale to pewnie dlatego, że byliśmy bardzo przemoknięci. Co prawda sprawdzaliśmy prognozę pogody, ale wg niej miały być „occasional showers”  Przemoczona chodziłam po Spoleto i co chwilę rzucałam „k** occasional showers”. Jak już zeszliśmy na dół, spojrzeliśmy w kierunku fortecy – ona byłą naszym punktem odniesienia jak parkowaliśmy samochód. Okazało się, że zeszliśmy z drugiej strony miasteczka niż nasz parking! Nie mieliśmy sił iść znów na samą górę miasteczka i potem z niej schodzić. Włączyliśmy nawigację w komórze i postanowiliśmy dojść do parkingu idąc wokół miasteczka.

Doszliśmy.. nie muszę dodawać, że ulewa była jak istne oberwanie chmury. Woda nie tylko chlupała nam w butach ale nie mieliśmy na sobie skrawka suchej nitki, łącznie z warstwami ubrań pod kurtką. Ani milimetra suchej odzieży. A i pewnie nie muszę dodawać, że jak wyjechaliśmy ze Spoleto to pokazało się piękne słońce? My nie mieliśmy już siły. Chcieliśmy do domu, żeby założyć suche ciuchy i buty..

W Spoleto jest naprawdę dużo do zobaczenia i można tam miło spędzić cały dzień. Mnóstwo zabytkowych kościołów, tajemniczych uliczek prowadzących do niewiadomokąd, teatr rzymski z I wieku, placyki, szlak wokół miasteczka i po murach, forteca itp. Żeby tylko nie ta ulewa… No coż, ale jest przynajmniej pretekst żeby jeszcze kiedyś tam wrócić! 🙂

Moze Cie tez zainteresowac
Dublin city of science Hot toddy In bed with the irish

13 uwag do wpisu “Spoleto, Umbria

  1. Ostatnio wysłałem znajomych na samodzielne zwiedzanie Dublina, bo ‚to tylko przelotny deszczyk”. Byli mokrzy na wylot zanim dobiegli do autobusu. Tyle że wysuszyli się w pubie, jako że sjesty tu nie było 🙂

    • widzisz, wiec to nie to samo..mogli sie wysuszyc i zaloze sie ze jak sie suszyli to przestało padac i mogli dalej zwiedzac…

  2. Chyba nigdy nie zrozumiem aroganckiej postawy wielu włoskich kelnerów, właścicieli knajpek i restauracji. Opisane przez Ciebie zachowanie jest mi doskonale znane, bo ilekroć jestem we Włoszech, spotykam się z tym samym. Szok [bo jak tak można?!] jest tym większy, że w Irlandii takie zachowanie pracowników sektora gastronomicznego jest naprawdę nie do pomyślenia. Jesteśmy przyzwyczajeni do miłych, uczynnych i wesołych pracowników restauracji. We Włoszech chyba trzeba ze świecą takich szukać. Byłam w wielu tamtejszych restauracjach i tylko w jednej spotkałam przesympatyczną kelnerkę – daliśmy jej bardzo duży napiwek, żeby wiedziała, że warto być miłą 🙂 Po wcześniejszych przykrych doświadczeniach już straciliśmy wiarę w kelnerów z klasą.

    Lęk wysokości – wiem, co to za cholerstwo.

    Współczuję ulewnego deszczu, wiem, że potrafi zepsuć urlop. Ale jak na taką niepogodę, to i tak macie całkiem przyzwoite zdjęcia.

    • o nie wiedziałam ze to typowe zachowanie włoskich kelnerów. To prawda, że człowiek przyzwyczaił się do innego charakteru obsługi w irlandzkich restauracjach. Ale w wielu polskich knajpkach też jeszcze jest troche do nadrobienia. Pamietam jak jakis czas temu poszlismy na kolacje w Polsce i ja zagadywalam kelnera i probowalam pozartowac i poprowadzic small talk tak jak sie tu przyzwyczailam. Pan kelner byl delikatnie mowiac malo rozmowny… 🙂
      A tak z innej beczki – co z Twoim blogiem na onecie? Wyswietla mi sie informacja ze liczba postow jest pusta..

  3. W Polsce różnie z tym bywa, to prawda. Niestety ciągle można natrafić na antypatycznych pracowników – także w sklepach, urzędach.

    W Irlandii chyba tylko jeden jedyny raz natrafiłam na naprawdę niesympatyczną osobę – to była właścicielka znanego Ci zamku Ballaghmore. Okropna wiedźma. W broszurce informacyjnej przedstawiała się w samych superlatywach, w rzeczywistości okazało się, że zależy jej tylko na kasie. I wcale nie zabawia zwiedzających żadnymi historyjkami. A poza tym miejsce zdecydowanie nie jest warte odwiedzenia. Jeden z gorszych zamków, jakie widziałam. Totalna komercja.

    Onet nadal nie uporał się z awariami na blogach. Raz jest ok, strona normalnie się wyświetla, innym razem trzeba kilka razy odświeżać. Mam dość tego badziewnego portalu.

  4. Pamiętam pazerną i nieprzyjemną właścicielkę zamku o którym wspominasz. Też nas zostawiła na pastwę losu i sami sobie „zwiedzaliśmy” zamek. Jedyne co nam powiedziała to za ile można ten jej zamek wynająć.
    Myślałam już że przeniosłaś się na wordpressa. 🙂 A onet widzę, że wciąż nawala..

  5. Spoleto widzę, że ma potencjał. Czy wszystkie tego typu miasteczka we Włoszech założone były na wzgórzach? 🙂 Być może jest tak tylko w tym regionie Italii? Deszczyk… Także nie jestem amatorem wody z nieba choć razu pewnego musiałem się z taką ulewą zmierzyć, nie wiem być może już to czytałaś a jak nie to ku pokrzepieniu przemoczonych serc możesz sobie poczytać: http://www.wrobels.pl/wyspy-aran-kawalek-prawdziwej-irlandii/

    A co do tego właściciela restauracyjki to myślę, że to ta aura tak na niego wpłynęła, bo nie chce mi się wierzyć, że ktoś kto ma tego typu biznes nie dbałby o klientów? No chyba, że miał akurat gorszy dzień i akurat na Was trafiło. 😉

    • Nie wiem czy jest tak w całej Italii, ale jest tak w całej Umbrii 🙂 Przeczytałam Twój opis wyjazdu na aran, ale to się nie liczy 🙂 bo Ty tak na własne życzenie . 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s