O tym jak pływałam na łódce i o tym jak zostałam rycerzem na białym koniu

Kiedyś będąc w pogodny i słoneczny dzień w Athlone, patrzyłam jak odbywają się tam na barkach imprezy typu wieczory panieńskie. Głośna muzyka, „booze” czyli alkohol i roześmiani ludzie pływający po rzece. Pomyślałam wtedy że im zazdroszczę i że to wygląda mi na całkiem niezły craic.  

Kilka miesięcy później czyli w zeszły piątek sama znalazłam się na takiej łódce. Ekipą z pracy mieliśmy imprezę w pływającej restauracji La Peniche. Wędrówka po Grand Canal. Hmm, może płynęło się jakieś 600 metrów w jedną stronę i 600 w drugą. Ale jaki był craic. Wszyscy oczywiście stali na pokładzie, krzyczeli, pili, śpiewali. Turyści robili nam zdjęcia a turyści Amerykańscy zagadywali nas i mówili jaki każdy jest miły w Dublinie. Po każdej naszej podlewanej procentami pogawędce z Amerykanami każdy stwierdzał, że jakby był na lądzie to nawet nie chciałoby mu się powiedzieć „cześć” ale skoro już utkwił na łodzi to czemu nie.

La Peniche

la peniche 2

Było wesoło bo przepływało się pod tak małym mostkiem, że trzeba było niemal kucać. Następnie było wesoło bo trzeba było przepuścić inna łódkę wiec był powód do machania łapami i wydawania dzikich odgłosów po raz setny. Było wesoło, bo zamykano jedną śluzę i napełniano wodą odcinek w którym staliśmy, zanim mogli otworzyć kolejną śluzę za którą to poziom wody był dwa razy wyższy. Było wesoło bo którymś z kolei Amerykanom na pytanie co za okazja, odpowiedzieliśmy że podroż poślubna. Oczywiście łyknęli że jacyś Irlandczycy zorganizowali sobie podroż poślubna na łódce, po kanale 600 metrów w każdą stronę. Do tego zabrali 40 znajomych. Ale Amerykanie we wszystko wierzą w Irlandii, nawet w to że prezydent Higgins jest Leprikonem. Było miło a do tego było dwóch wynajętych panów (brzmi trochę marzycielsko perwersyjnie) którzy świetnie…… grali na gitarach i śpiewali żeby nam uprzyjemnić wieczór. Świetnie śpiewali, zresztą jak większość Irlandczyków.

Około północy stwierdziłam ze czas na rozsądną ewakuację do domu, w przeciwnym razie może mi grozić wyprawa do Coppers * lub powrót o godzinie szóstej rano. 

Jedyne moje zdjęcie jakie mogę tu wrzucić, widać jak zbliżamy się do przeprawy pod mostkiem

łodka

Polując na taksówkę wkurzałam się że taki ruch na drodze i ciężko złapać taxi. No i nie natknęłam się na jakąś plączącą nastolatkę?? Na ile trzeźwo i rozsądnie się myśli po nocy picia na łódce? Zaczęłam debatę sama ze sobą, zaczepić to dziewczę czy olać i iść dalej? A co jak mi porwie torebkę i ucieknie?  A co jak mi wbije nóż w brzuch (częste tu). A co jak znienacka wyskoczą jej koledzy? Wypite whiskey podpowiedziało że przecież nic z tych rzeczy się nie stanie bo jestem na dość ruchliwej ulicy.

Zapytałam więc dziewczę czy wszystko w porządku. Dziewczę rozbeczało się na dobre i powiedziało że ma atak paniki bo się zgubiło. Dziewczę, nazwijmy ją Kate, miało 15 lat i przyjechało aż z Mullingar ** na koncert Rihanny. I się zgubiło i nie wie gdzie są jej przyjaciele a telefon padł. Zapytałam dziewczę czy zna jakiś numer telefonu na pamieć na który możemy zadzwonić. Dziewczę powiedziało że swojej mamy. Wypite whiskey podpowiedziało żeby dać dziewczęciu telefon, lód z whiskey podpowiedział jedynie żeby dać telefon służbowy a nie prywatny. Jak z nim zwieje mniejsza szkoda J

Dziewczę pogadało z mamą, nazwijmy ją Linda, która potem chciała rozmawiać ze mną. Podeszła do tego bardzo metodologicznie. Na początek dłuższa gadka o sytuacji w jakiej córka się znalazła – matka chyba chciała tak przy okazji zrozumieć na ile trzeźwa (lub nie ) jestem by móc mi zaufać. Widocznie zdałam test, lub też nie miała innego wyjścia i poprosiła mnie ( w sumie powiedziała: błagam cię) abym zajęła się jej córką. Zaprowadziła do najbliższego hotelu, usadziła w jego lobby i dała znać gdzie jesteśmy a ona już kogoś z rodziny zwija (bo nie ma samochodu) i jadą po córkę do Dublina.

Poszłyśmy do najbliższego hotelu gdzie obsługa była bardzo wyrozumiała. Nie tylko pozwolili nam zaczekać ale też napoili nas a nawet przynieśli pizzę która sobie zamówili (serdeczne pozdrowienia dla nocnej zmiany obsługi Hotelu Mespil). Kate nie mogła się uspokoić przez jakieś pół godziny, tak płakała. Linda jak już wiedziała gdzie jesteśmy powiedziała mi żebym jechała do domu, ale w sumie stwierdziłam że już poczekam choćby dlatego że Kate była wciąż przestraszona i roztrzęsiona.

Dowiedziałam się że Kate przyjechała specjalnym autobusem na koncert, który sobie odjechał bez niej do Mulllingar. Że mama pozwoliła jechać na koncert tylko dlatego że Kate była pod opieką przyjaciół którzy mają osiemnaście lat i  że jak widać przyjaciele też olali i pojechali sobie do domu. Że Kate pytała o drogę policję, ale ta nie umiała jej pomóc (????), że taksówkarz podwiózł na miejsce gdzie miał być autobus i nie wziął pieniędzy. Ale autobusu nie było więc dziewczę zaczęło krążyć wokoło w poszukiwaniu i się zgubiło bo na dodatek jakiś kolo zaczął ją zaczepiać i dziewczę spanikowało. A mama mówiła: zawsze jak potrzebujesz pomocy poproś o nią kobietę z dzieckiem. Tylko gdzie o północy miała znaleźć kobietę z dzieckiem? Padło na mnie J

Przez całą podroż do Dublina Linda pisała do mnie esemesy dziękczynne itp. Poprosiła też o mój adres żeby mogła przesłać mały upominek. Whiskey się ucieszyła że coś dostanę, lód podpowiedział ze może nie dawać jednak tego adresu bo Mullingar jest dość pełny travellersów *** (jak np John Joe Nevin ****) i jeszcze mi się któregoś pięknego dnia rozłożą w ogródku. W końcu Linda dojechała i rzuciła się Kate w ramiona, potem mi w ramiona a potem jeszcze Kate też mi w ramiona. Jeszcze chwila a obsługa hotelowa też by do tego dołączyła. Linda chciała mi wcisnąć jakieś pieniądze. A ja powiedziałam jej tylko że ma podziękować obsłudze hotelu i zwiałam. Lód podpowiadał że mogą chcieć mnie podwieźć, a tego chciałam uniknąć z powodu travellersów w ogródku itp. Po jakiejś minucie od zwiania gdy wsiadałam do w końcu złapanej taksówki, usłyszałam tylko swoje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam Kate i Lindę energicznie machające do mnie.

W domu byłam o drugiej!

Coppers * – największa mordownia w Dublinie. Night Club do które chodzi się gdy już nic się nie widzi na oczy, język plącze lub też szuka się one night stand. Póki co nie miałam zaszczytu tam gościć i niech tak pozostanie 🙂

Mullingar **  – minimum godzina drogi od Dublina

Travellers *** – irlandzcy Nomadowie, Irlandczycy prowadzący styl życia taki jak Cyganie. Część z nich wciąż jest w drodze/taborach a część jest osiadła. Niestety nie mają najlepszej reputacji. 

John Joe Nevin **** – Traveller, bokser amator, zdobywca srebrnego medalu na zeszłorocznej olimpiadzie w Londynie

37 uwag do wpisu “O tym jak pływałam na łódce i o tym jak zostałam rycerzem na białym koniu

  1. No fajna ta Irlandia! Coraz bardziej mi się podoba! Niedaleko ode mnie jest prom, zastanawiam się czy nie zrobić na nim takiej imprezy, hm, impreza w poprzek rzeki ;))) W międzyczasie mogli by się ludzie dosiadać i wysiadać, raz ci z lewego, raz z prawego brzegu.

  2. …oj, długo Kasiu będzie Cię Kate wychwalać, będziesz też bohaterką przygody w wielkim mieście…;-) Na barce jeszcze nie piłam…;-)
    Wysłałam Ci maila z linkiem do zdjęcia wrocławskiego powitania neonowego, dotarł?
    pozdr.

    • mi się zawsze jakieś dziwne przygody zdarzają. Chyba mam coś wypisane na czole, jeszcze nie ustaliłam jednak co 🙂
      Pozdrawiam i macham łapką w kierunku anglii 😉

  3. ano jakoś ta histroia to taka jakby jedna z wielu… moja corka do nas przylata i ciekawe ile takich epizodów mnie dopadnie, chociaż ona trochę starsza jest

    a Ty pięknoto, Kasiu – jesteś wspaniała ❤

    • teraz tak sobie myślę że jednak mieć córkę nastolatkę to jakby oczekiwać na atak serca każdego dnia. 🙂 Pewnie Twoja już takich numerów nie wywija skoro starsza.
      A ja powiem szczerze że jakbym była bez procentów w obiegu to pewnie przeszłabym nie zatrzymując się. Taka smutna prawda 😦

  4. Relacja bardzo realistyczna i ciekawa. Myślę że dzięki Tobie wielu zrozumie w Irlandii, ze nie jesteśmy złym narodem. A co do Policji: kiedyś zagubiłem się w centrum nocą ( pierwsze tygodnie pobytu) poprosiłem Gardę o wskazanie mi gdzie jestem i jak mogę dojść do domu. Wyciągnęli mapkę z kieszeni i…. sami stwierdzili, że nie wiedzą gdzie są!… 🙂 Za duże miasto 🙂
    Pozdrawiam. Piotr z MZI

    • ależ zrobiło się patriotycznie Piotrze. 🙂 One nawet nie wiedziały jakiej jestem narodowości, nie rozmawiałyśmy o tym. A tak przy okazji…to w irlandii myślą że jesteśmy złym narodem???
      Czyli policja często sama nie wie gdzie jest? A sprzętu z gpsem nie mają? Dziwne.. 😉

  5. Ty to wiesz jak imprezować 🙂 a dziewczę miało szczęście, że na Ciebie trafiło. pewnie się biedna przez lata całe na koncert już nie wybierze:) w Athlone mieszkałam przez tydzień – to miasto chyba nie śpi w ogóle, to tak przy okazji:)

    • i jak Ci się podobało? Athlone nie ma opini sympatycznego miasta ale z moich przelotowych pzrejazdów przez nie myślę że opinia jest dość krzywdząca.
      A co do miasta, które nie śpi…to chyba większość miast tutaj. Przynajmniej w czasach celtyckiego tygrysa 🙂

  6. Linda powinna w odpowiedni sposób podziękować przyjaciołom Kate, którzy zostawili ją samą. Co do policji? Sadzę, że nawet u nas w Polsce gdyby w nocy, 15-to latka zaczęła pytać policję o drogę, to policja byłaby na tyle rozgarnięta, że zainteresowaliby się nią bardziej, a tutaj nawet nie potrafili wskazać drogi…

    • To prawda Ewcia, jak również firmie która zapewniła transport. Specjalny bilet na przewóz Kate miała.
      Z tą policją to też mnie bardzo zastanawiało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s