Fairytale of New York czyli o świętach chociaż nie do końca…

Od razu państwa uprzedzam – nie nie siedzę przed kompem w Wigilię, wpis powstał dwa tygodnie temu i został zaplanowany na dzisiejszą publikację. Ale do rzeczy.

Święta Bożego Narodzenia są takim czasem rodzinnym gdy każdy ciągnie do domu. No właśnie… cieszę się że lecę do Polski na święta żeby spotkać rodzinę oraz przyjaciół, zjeśc uszka i “delfinki” (delfinki to tak naprawdę dorsz w migdałach, popisowe danie mojej bratowej ale nie wiedzieć czemu jej synek mówi na nie “delfinki”).  Czujecie państwo że zapowiada się jakieś “ale”….  Tak, zgadza się. Znajomi w pracy oraz przyjaciele w tym roku pytali mnie “lecisz do Polski na swięta”. Zwróciłam uwagę, że nagle przestali mówić “lecisz do domu na święta”. To pytanie pomogło mi powiedzieć głośno i wyraźnie mało może popularną rzecz ale podejrzewaną przeze mnie od dawna. Mianowicie mój dom jest tu w deszczowej.

santas

Grudzień wyraźnie dał to odczuć bo czułam się jak ryba w wodzie, cudnie i radośnie patrząc jak kolejny już rok tradycyjnie rozpoczyna się odliczanie do świąt. Irlandzko oczywiście ale ja czułam że dla mnie to już było tradycyjnie. Bo tutaj oczekiwanie na święta jest czasem wzmożonego życia towarzyskiego. A dodatkowo wygląda to tak: rozmowy o kupnie indyka, picie grzanego wina, chodzenie na pantominę, włóczenie się po różnych Christams Markets i jedzenie gingerbread manów oraz mince pies. Do tego pięknie udekorowane i oświetlone ulice, restauracje, budynki. Ulice pełne roześminych ludzi, służbowe imprezy bożonarodzeniowe (taksówkarz pewnej nocy mi donosił że nie ma jak Christmas party firmy Google – odbywała się w O2 dla 2,500 tysiąca ludzi). Spotkania z przyjaciółmi, profesjonalni i amotorscy wykonawcy kolęd na ulicach. A w radiu i pubach piosenka którą każdy Irlandczyk (oraz ja też) śpiewa na całe gardło… sentymenatlnie o świętach bo z oddali, aż z Nowego Jorku. Ale też pijacko. Czyli irlandzka dusza w całej krasie.

Dobrych świąt państwu życzę gdziekolwiek jesteście i gdziekolwiek czujecie że jest Wasz dom.

19 thoughts on “Fairytale of New York czyli o świętach chociaż nie do końca…

  1. Co do “domu”..Maz moj pod choinka znalazl plakat z napisem “home is wherever i’m with you”.. i tak wlasnie mysle i czuje… gdziekolwiek.. byle z nim 🙂

  2. Ha! Mnie też zaczyna już trochę irytować pytanie/stwierdzanie: “Czy jedziesz na wakacje/ święta do domu?”, szczególnie w ustach ludzi, którzy wiedzą, ile lat już mieszkamy w Anglii. Aczkolwiek myślę, że to pewien nawyk niż złośliwość czy ignorancja.
    Mój dom też już jest tutaj, choć święta angielskie to chyba jednak nie do końca moja bajka 🙂
    Ale, ale … zapomnijmy już o tym, co nas (a konkretnie mnie :))) drażni i skupmy się na tym co miłe.
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
    Pozdrawiam serdecznie,
    F.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *