Manifest „emigranta”

Kasia Eire kilka miesięcy temu na swoim blogu zamieściła bardzo szczery wpis, pod którym i ja się całkowicie podpisuję. Zdaję sobie sprawę, że jej słowa, a zarazem przy okazji też i moje myśli, nie byłyby ciepło przyjęte w Polsce, więc nie dzielę się z nimi na prawo i lewo gdy odwiedzam Polskę.  Niedawno na blogu Peteraznalazłam bardzo mi bliski manifest emigranta, który chciałabym tu nieco zmodyfikować i  rozszerzyć o kilka wniosków.

PS. Wpis w szczególności dla różnego typu hejterów (jak i zdjęcie z kotkiem)

1. Przyjechałam do Irlandii z własnej woli.

Ok, niby nikt nikogo wołami nigdzie nie ciągnie. Jednak część osób przyjechało tu, bo musiało, bo nie mieli pracy w Polsce itp. W naszym przypadku było inaczej. Żyło nam się dobrze w rodzinnym mieście, aż pewnego dnia zachciało nam się zmiany. Chcieliśmy wyjechać, żeby przeżyć przygodę, odkryć nowe miejsce, poznać ludzi, a przede wszystkim spróbować sił na nieznanym nam rynku pracy. Gdy zastanawialiśmy się, do którego miasta (polskiego) chcielibyśmy się wyprowadzić, przyszła oferta pracy w… Słowacji, a potem w Irlandii. Stwierdzamy, że w sumie nie jest to problem, miało być inne miasto, to będzie, to że innym językiem tam mówią, to jedynie taki egzotyczny bonus. 😉 Proces rekrutacyjny w obydwu przypadkach wyglądał tak samo – najpierw kilka rozmów telefonicznych, a następnie rozmowa już na miejscu w siedzibie firmy (oczywiście podróż i nocleg na ich koszt). Zwiedzamy miasto, które potencjalnie może stać się naszym, wieczorem kilka knajpek, żeby poczuć klimat. Odpowiada nam. Sprawdzamy jakie są ceny wynajmu mieszkania (w normalnej dzielnicy a nie jakimś gettcie) i ogólnie koszty utrzymania, żeby upewnić się, że spokojnie można żyć z jednej wypłaty dopóki drugie z nas nie znajdzie pracy na miarę swojego wykształcenia.

Wybraliśmy Irlandię. Z dwoma walizkami lecimy do Dublina. Mamy opłacone mieszkanie hotelowe na miesiąc przez pracodawcę jednego z nas. Dzięki temu mamy miesiąc na znalezienie własnego lokum.  Przylatujemy w piątek 29 lutego. Od poniedziałku jedno do pracy, a drugie szuka zatrudnienia i mieszkania. Umawia się na trzy rozmowy o pracę. W jednej mówią nie, w dwóch innych tak. Którą wybrać?  Decyzja musi być szybka, bo jedna z tych firm kilka godzin po rozmowie dzwoni z informacją, że pracę trzeba rozpocząć od jutra. Minęło dwa i pół tygodnia od przyjazdu. Mieszkanie, które nam odpowiadało znaleźliśmy dopiero pod koniec kwietnia, do tego czasu spokojnie mieszkaliśmy w mieszkaniu hotelowym opłacanym przez pracodawcę .

2. Nie przyjechałam mieszkać w polskim ani jakimkolwiek innym getcie.

Tylko dlatego, że ktoś zbiera znaczki ja też mam je zbierać? Tylko dlatego, że ktoś pochodzi z tego samego kraju, ja też mam mieszkać obok niego? Naprawdę niewielu Polaków mieszka w 10 osób w jednym domu, i wysyła pieniądze do żony z dziećmi w Polsce. Wieczorami niewielu z nas pije wódkę z kolegami, a w walizce z Polski targa surowe mięso. W samolocie niewielu z nas robi burdy, kłóci się, śmierdzi potem i alkoholem. Nie wszyscy mieszkający poza Polską jesteśmy tacy sami. Nie potrzebuję polskiego sklepu pod nosem ani talerza Polsatu na ścianie domu, bo po co? Przyjechałam mieszkać i żyć w innym kraju, więc asymilować się, a nie żyć w jakiejś bańce mydlanej, we własnym odizolowanym świecie.

3. Nie przyjechałam tu dla pieniędzy.

Już pisałam o tym w punkcie pierwszym. Przyjechałam, żeby zdobyć doświadczenie w innym środowisku. Nie zbieram pieniędzy do skarpety, nie wysyłam nikomu z rodziny, nie ciułam na dom w Polsce. Żyję wygodnie tak, jak większość tubylców. Chcę, to jadę na wakacje, mam ochotę, to wychodzę wieczorem do restauracji, teatru, koncert itp.

4. Nie przyjechałam tu na czas określony tym ile zarobię.

Patrz ponownie punkt 3. Przyjechałam tu na jakiś czas, myślałam że rok może? Ale czas ten nie był określony celem w stylu: będę tu aż zarobię tyle a tyle bądź też odłożę na mieszkanie/wesele/remont itp. Przyjechałam pomieszkać gdzieś indziej i pooddychać innym „powietrzem”. Po czasie okazało się, że tutejsze “powietrze” odpowiada mi bardziej niż polskie, i póki co wciąż nim oddycham.

 5. Nie czuje się emigrantem

Nie czuje się, bo nigdy wyjazdu nie traktowałam jak emigracji, tylko jako wyjazd poza miasto rodzinne. Jechałam do kraju, którego język i zwyczaje dobrze znałam. Jechałam do kraju, z którego mieszkańcami pracowałam wcześniej w Polsce, ich styl życia i osobowość bardzo mi odpowiadała. Jechałam do kraju, który wcześniej odwiedziłam w czasie urlopu, byłam nim oczarowana. Świadomie wybrałam miejsce o którym wiedziałam, że będę się dobrze czuć.

 6. Nie czuję się obco ale „u siebie”

Czuję się u siebie, bo od samego początku dobrze się zintegrowałam z tubylcami. Nie czuję szczególnej różnicy miedzy mną, a tymi osobami, z którymi pracuję czy się przyjaźnię. Skumplowanie się z sąsiadką i pójście z nią na wino, czy spacer jest tu czymś zwyczajnym. Może dobrze trafiłam? A może pomaga też to, że Irlandczycy są narodem, który swego czasu wyjeżdżał z kraju bo musiał. Może pomaga też to, że w dzisiejszych czasach Irlandczycy i cała Europa czy Ameryka, wyjeżdża ze swojego kraju często dlatego, że chce, a nie dlatego, że musi. Wyjeżdżają na kilka miesięcy lub lat, bo są ciekawi świata i chcą zdobyć nowe doświadczenia. 

Nie twierdzę, że Irlandia jest rajem na ziemi, bo przecież wszyscy chcieliby tu mieszkać. Jak już pisałam w notce o sobie, znam wady tego miejsca, tak jak zna się wady długoletniego partnera, a mimo to, lub też dlatego, wciąż się go kocha i pożąda. Aby zobaczyć się z rodzicami, czy przyjaciółmi w Polsce potrzebuję w sumie 5h. Owszem, nie może to być wyjazd spontaniczny, i co drugi tydzień, ale zaplanowany i przemyślany, nie jest źle, prawda?! Żyjemy w dobie maili, facebooka, skypa itp. Poza tym jak mieszkałam w Polsce, nie spotykałam się ze znajomymi i przyjaciółmi o wiele częściej niż teraz. Zdarza się tak, że jak przyjeżdżam i spotykam się ze znajomymi, oni stwierdzają, że ostatni raz widzieli się w tym gronie przy naszym poprzednim spotkaniu – mój przyjazd ich motywuje, żeby się w końcu umówić.

Rozumiem, że ludzie wyjeżdżają z różnych powodów i nie zawsze się odnajdują poza swoim krajem. Mam jedynie dość osób, które uparcie chcą mnie przekonać, że wiedzą lepiej ode mnie dlaczego ja wyjechałam, jak ja się tu czuję, jak ja jestem traktowana. Mam dość wysłuchiwania o zmywakach, o nieudacznikach w kontekście osób, które wyjechały z Polski. Gdy jeszcze przed wyjazdem do Irlandii byłam na kursie językowym w Barcelonie, poznałam kilku Niemców w moim wieku, którzy mieszkali i pracowali właśnie poza granicami swojego kraju. Każdy z nich był dumny z tego powodu i szczęśliwy. Jestem z częścią z nich w  kontakcie, i ci którzy wrócili do Niemiec zostali wyłowieni przez headhunterów. Gdy spotykam mieszkających w Irlandii  Francuzów czy Hiszpanów, nie słyszę żeby ich rodacy wmawiali im, że są tu obcy, czy są nieudacznikami, albo że pracują na zmywakach.

Tylko od rodaków mieszkających w Polsce docierają co jakiś czas epitety i pouczanie w „social media” . W innych krajach w kontekście wyjazdów mówi się, że wyjazd osób wykształconych może wydawać się jako brain drain dla kraju, jednak starają się go przekuć na brain gain, czyli wykorzystać to, że ich krajanie wyjechali. Wykorzystać ich cenne doświadczenie pracy w innym kraju, w firmach o zasięgu globalnym lub w środowisku wielokulturowym, stworzyli własną siatkę służbowych, cennych znajomości. Gdy te osoby wracają do kraju są przechwytywane z radością przez firmy czy instytucje rządowe.  Słyszę wokół stwierdzenia, że zdradziłam kraj, że jestem obywatelem innej kategorii w moim nowym kraju. Polski patriotyzm, to deklamowanie wierszy, budowanie pomników i spór o brzozę.  Czekam, kiedy hasło: patriotyzm, będzie rozumiane jako wspieranie ludzi przedsiębiorczych, brak akceptacji dla kombinowania i oszukiwania, obrażania i pouczania innych, a przede wszystkim docenienie osiągnięć i umiejętności rodaków. Czekam aż naród się otworzy i wyjdzie ze swojej ksenofobicznej i klaustrofobicznej zaściankowości.

Polacy, których spotykam w Irlandii to w większości szczęśliwi i uśmiechnięci ludzie, czujący się dobrze w swojej nowej ojczyźnie. Pracują w różnych branżach zazwyczaj zgodnie ze swoim wykształceniem lub doświadczeniem. I nie słyszałam o doktorze na zmywaku, a w Polsce przecież podobno co drugi na kasie to magister  😉 Tutaj Polacy pracują w restauracjach, pubach, w sklepach Dunnes czy Penney’s. Są też stomatologami, farmaceutami, architektami, marketingowcami i specjalistami sektora ICT (tych to od zatrzęsienia tutaj). Co jeszcze takiego robią? Ot, tak jak i w Polsce, to co im w duszy gra i w czym są dobrzy i się z tego utrzymują (!) np:

Wyliczać dalej?

Podejrzewam, że znajdą się osoby, które po przeczytaniu tego wpisu zechcą mnie pouczać lub też obrażać jak to czasem bywa w szczególności w postaci anonimowych dziwnych maili. Darujcie sobie i swoje kompleksy wyładowujcie gdzieś indziej. Mój jest ten kawałek internetu. 

DUBLIN z lotu ptaka

Dublin-View

zdjęcie dla tych którym trzeba przypomnieć że mój jest ten kawałek Internetu.

feck off

60 uwag do wpisu “Manifest „emigranta”

  1. Kasiu, czasami trzeba się wykrzyczeć i cieszę się, że to zrobiłaś 🙂 Od siebie dodałabym tylko, że zmiana kraju nie zmieni człowieka. Jak ktoś kiepsko radzi sobie z życiem, to bez względu na to gdzie mieszka, nadal pewnie będzie sobie kiepsko radził. Natomiast osoba przebojowa poradzi sobie wszędzie, zupełnie bez znaczenia będzie, czy w tym miejscu znajdzie rodaków czy nie. Jesteś przebojową, pełną życia osobą, która wie, czego chce. Inni mogą Ci tylko zazdrościć werwy z jaką idziesz przez życie. Tak trzymaj!

    • bo zawsze ci którzy najgłupiej krzyczą i trollują są bardziej słyszalni. W takim razie czas na zmiany – my sobie spokojnie powiemy to co od dawno chcieliśmy powiedzieć. Nasze kółeczko wzajemnej adoracji 🙂
      Pozdrawiam…u nas też mocno dziś wieje

  2. Niekiedy zabierałem głos w „emigracyjnych tematach”, gdyż miałem w swoim życiu epizod wyjazdowy, za pracą. Spotkałem różnych ludzi, za rodaków niestety głównie się wstydziłem. Nie, nie robili nic złego, ale zachowali się jakbyśmy byli w buszu i walczyli, każdy na własną rękę, o przetrwanie. Zero przyjaźni, zero sentymentów. Na szczęście nie wszyscy byli tacy. „Tubylcy” też byli różni, zazwyczaj nieufni, ale konkretni. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że ktoś dający ci pracę na czarno to przecież cwaniaczek, który kombinuje jak ominąć przepisy i zaoszczędzić. Trudno w komentarzu o szersze wywody. Co dla mnie było najtrudniejsze? Musiałem zrozumieć, że gdy ktoś mnie zatrudnił do malowania to nie interesują go moje fakultety. Dał ci wiadro farby i mały pędzelek? To jedziesz tym małym pędzelkiem nie zaczynając dyskusji, że dwa razy większym byłoby dwa razy szybciej.
    Na koniec powiem jeszcze, że per saldo każdy, kto uczciwie pracował, nie cwaniaczył, to prędzej czy później i tak na tym lepiej wyszedł.

  3. Bardzo fajny wpis. Ostatnio wskoczył mi przed oczy „Horoskop” czyli kontynuacja filmu Kieślowskiego pt. „Pierwsza miłość”. Mieszkam w Polsce. Lubię Polskę 🙂 Mój brat mieszka od wielu lat w Niemczech. Cały czas rozmawiamy o za i przeciw emigracji. Ma żonę Niemkę z korzeniami irańskimi – ojciec pochodzi z Iranu. Ten miks sprawia, że zawsze mamy o czym „poszprechać”. Ale do rzeczy….zapraszam do obejrzenia HOROSKOPU. Nie opisuję. Trzeba obejrzeć 🙂 Wcześniej oczywiście lepiej spojrzeć na PIERWSZĄ MIŁOŚĆ (ciekawscy pewnie sami znajdą) co by zachować ciąg wydarzeń. Pozdrawiam Polaków na całym świecie :-))))

    http://www.ipla.tv/Horoskop/vod-5764704

      • Cóż to nie wina wyjeżdzających…. Bezpieczny Niemiec poza granicami Niemiec to normalka. Bezpieczny Polak już niekoniecznie. A przecież obaj to europejczycy z tą samą flagą UE w głowie! Polak walczący o swoje prawa w Europie to niestety biedny pieniacz…tymczasem Niemiec działający w tym samym kontekście to np. dobry gospodarz. Dziwne? Dla mnie już nie. Świadomość tej zaplanowanej „równości” ułatwia życie w Polsce. A samo przemieszczanie – to przecież normalne! Buźka

  4. Jak najbardziej masz rację. Sama mieszkam za granicą i wkurza mnie takie szufladkowanie, ale też wkurzają mnie ludzie, którzy żyją od 10 lat w obcym kraju i znają zaledwie kilka słów w danym języku. Kilka dni temu nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać, kiedy koleżanka opowiadała mi o polskiej rodzinie w Anglii, gdzie chłopiec upośledzony umysłowo tłumaczy własnej matce, co powiedziała nauczycielka.

    • rozumiem Cię bo sama nie wyobrażam sobie życia w kraju, którego języka nie znam.
      Ale najbardziej wkurza mnie wrzucanie do jednego wora i to na dodatek takiego negatywnego z napisem w stylu „Polacy z doktoratem myją łazienki szczoteczką do zębów w niemieckich domach” 🙂

  5. „Czekam, kiedy hasło: patriotyzm, będzie rozumiane jako wspieranie ludzi przedsiębiorczych, brak akceptacji dla kombinowania i oszukiwania, obrażania i pouczania innych, a przede wszystkim docenienie osiągnięć i umiejętności rodaków. ” Ja tez. Swietnie napisane!

  6. A ja mieszkam w Polsce i wcale nie mam zamiaru wypisywać tu złośliwości. Zgadzam się ze wszystkim. Ale z drugiej strony – Kasiu nie bierz kompleksów wąskiej grupy frustratów za zdanie społeczeństwa, Wiem, że ich wypowiedzi, podobnie jak złote myśli niektórych polityków przebijają się do mediów. Bo są kontrowersyjne, niekiedy barwne, a przede wszystkim utwierdzają ludzi w przeświadczeniu, że klepiąc swoją starą biedę robią dobrze. Bo gdyby pojechali do Londynu to skończyliby pod mostem… Każde uogólnianie jest niezdrowe. Dlatego nie bierzmy zdania durniów za opinie ogółu!

  7. Ciesze się Twoim szczęściem i nawet troszkę zazdroszczę;) Co do kasjerów-magistrów, paru znam i raczej nie wybrali tej pracy z pasji;) Może nie uwierzysz, ale w naszych realiach, w małych mieścinkach o takie stanowisko trzeba walczyć.Sama jeszcze się uczę i (w końcu) pracuję, a szczytem mojej „emigracji” był wyjazd do innego miasta 😀 Twój wpis wspaniale pokazuje, że edukacja, to jednak podstawa podstaw, do tego zapał, zdrowe myślenie i można zdobywać świat 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • yyy…nie bardzo rozumiem o co chodzi z tym szczęściem
      Moniko, kasjerzy z magistrem w Polsce to była moja szczerze zaplanowana ironia – wiadomo że nie takiej pracy chcą ale wyjścia nie mają … i tak to wygląda w Polsce. Natomiast w irlandii żadni Polacy z magistrem czy kilkoma fakultetami nie pracują na zmywaku, pomimo że życzy im tego i wmawia wielu sfrustrowatnych polskich polityków i ich elektorat.
      Tak, bez edukacji cieżko świat zwojować, chociażby miałby to być świat w znaczeniu mikro. Pozdrawiam z aktualnie suchej Deszczowej 🙂 życząc motywacji do zdobywania kolejnych gór 😉

      • Szczęście, bo udało Ci się zrealizować wszystko tak jak chciałaś;) Obracasz się wśród ludzi, którzy Ci pasują i wszystko jest ok 🙂 Ostatnie wyżyny szkolne już za dwa tygodnie, więc życzenia jak najbardziej się przydadzą 😀

          • Dzięki 😀 U mnie teraz wspaniale się przejaśnia, choć styczeń był miesiącem, który mam nadzieję – nigdy nie powróci 🙂 To chyba przez tę pogodę – słoneczko świeci, śnieg topnieje, ptaszki ćwierkają… wiosno przybywaj 🙂 Co do spotkań ze znajomymi – rzeczywiście im człowiek dalej i na dłużej, tym potem są owocniejsze 🙂
            Pozdrawiam serdecznie 🙂

  8. …jak zwykle jestem spózniona;-) Tekst bardzo mnie zaciekawił, spieszę zatem ze swoimi trzema groszami;-) Kasiu, złe zdanie o Polakach za granicą mają politycy…tu w kraju wszystko jest polityczne. Co jemy, na co chorujemy i umieramy, co palimy i pijemy oraz to…jak i z kim się kochamy. Polityczne są…płeć, brzuch, śnieg, cygara a ostatnio i…rura wydechowa. Emigracja to też temat polityczny, ważny temat polityczny!!! bo można nim skopać przeciwnika 😉 Sączą zatem politycy różnej maści…rewelacje o…biednych Polakach zmuszonych do wyjazdu, mieszkających w okropnych warunkach, oszczędzających dla głodnych dzieciaczków, które pozostawili w kraju…Mówią i piszą politycy i dziennikarze niepokorni o…ludziach chorych z tęsknoty za krajem, co to zostali zmuszenii do wyjazdu przez nieudolny rząd, o…rozpitych, też z tej tęsknoty i o…kościołach i kapłanach, bez których…byłoby po nich!
    Pragnę Cię Kasiu uspokoić, że jest taka część społeczeństwa, która Wasze wyjazdy uważa za rzecz normalną. Każdy ma prawo żyć , pracować i rodzić gdzie chce, ile chce i dlaczego chce. Świat, a już na pewno Unia, stoi otworem. Można zamieszkać w wielu wybranych miejscach, o to przecież walczyli odważni!. Podczas moich częstych bytności w Irlandii obserwowałam i miałam doczynienie z różnymi Polakami. Poznałam studiujących, pracujących i mających swoje firmy, którzy z checią podpisaliby się pod Twoim manifestem, ale poznałam też osobiście i słuchałam opowieści o tych, którzy pasują do 6cio punktowego opisu, któremu Twój manifest przeczy. Oni tam są, tacy właśnie jak piszesz…nie wiem czy jest ich teraz coraz wiecej czy mniej, ale rok temu…było się za kogo wstydzić. Wydaje mi się też, że emigracji do Irlandii zaszkodziła jej…wyjątkowa powszechność. Emigracja stała się łatwo dostępna…bo…i bilet tani jak barszcz, ale i wymagania w stosunku do osiedlających się, malutkie i nie przystające do praw jakie tam obowiązują. To działa jak magnes. Jak wszystko, po jakimś czasie unormuje się choć np. emigracja w Stanach jest „różnie „ oceniana a przecież minęły laaaaata całe;-)
    Chciałabym jeszcze przy okazji wspomnieć o innej emigracji, którą tam macie w Eire tj o emigracji politycznej;-) Wiesz Kasiu,że takowa jest?;-) Są to ludzie, którzy wyjechali z Polski bo…w tym „grajdole” nie dało się żyć, bo urzędniczka krzywo patrzyła, bo ZUS się domagał…bo nie szło nic zarobić…Przyjechali do gościnnej Irlandii i…miast żyć, pracować i zapomnieć o „smutnym grajdole”…oni wylewają pomyje na nas, mieszkających w Kraju, oczerniają rząd i ojczyznę nieprzebierając w słowach i obelgach. Wyglada na to,że ja też powinnam napisać manifest i zatytułować go tak…. MANIFEST POLKI, KTÓREJ DOBRZE ŻYJE SIĘ W KRAJU.
    Pozdrawiam serdecznie

    • Oj Reńka, od czego tu zacząć bo obawiam się że nie do końca zrozumiałaś moje intencje:
      – złe zdanie o Polakach za granicą mają politycy i inni Polacy. Nie wmówisz mi że nie. Wystarczy wejść na jakikolwiek artykuł na ten temat i przeczytać wypowiedzi pod tymże artykułem. Wystarczy posluchać jakiekokolwiek kabaretu w tej tematyce. Wystarczy usiąść w kawiarni i posłuchać o czym inni mówią. Wiem że są to mali ludzi, pełni kompleksów ale są. Stąd mój Manifest
      – osoby, które nie pasują do mojego Manifestu nie interesują mnie. Nie o nich w nim mowa i nie ma potrzeby ich tu wrzucać i wałkować bo przecież mój manifest ma cel całkowicie odwrotny
      – „było się za kogo wstydzić” – ale komu było się wstydzić? Ty się za nich wstydziłaś? Może warto nie być Wallenrodem narodów i nie wstydzic się za innych, tylko za siebie? Ja się za nikogo nie wstydzę. I nie przejmuję nimi. Czy w Polsce też się ktoś za takich Polaków wstydzi i pisze o nich w gazetach czy „wsytd” przychodzi wtedy gdy wyjadą oni poza granice Polski?
      – „emigracja jest łatwo dostępna” – nigdy się z tym nie zgodzę. Chyba że masz na myśli emigrację zarobkowo- rozkrokową, czyli taką jak wcześniej pisałam – przyjeżdza się na okreslony czas i żyje w 10 osób w jednym pokoju.
      – wiem że jest emigracja polityczna bo sama jestem jej przedstawicielem. Powód wyjazdu był inny ale jak już „pooddychałam tutejszym powietrzem” ciut dłużej i zaczełam go porównywac z polskim, to wolę jednak tutejsze. Pisalam o tym w punkcie 4 jak i na samym początku nawiązując do wpisy Kasi Eire i podlinkowując tenże wpis
      – Reńko ja nie wylewam pomyj na nikogo, rząd polski i samej Polski nie oczerniam a jeśli już to oceniam z dystansu i realistycznie. (ciekawe, że tak zazwyczaj ocenianie jest trzeźwe spojrzenie na sprawy polskie z dystansu. Prawda boli więc lepiej nazwać ją oczernianiem zamiast porozmawiać na ten temat)
      – Pisz swój Manifest proszę bardzo, na swoim kawałku internetu. Wolność słowa.

  9. …nie mogłam ćwiczyć, przez cały trening myślałam o tym,że żle mnie zrozumiałaś;-) Kasiu, pozwól,że dodam parę wyjaśnień:
    -„złe zdanie o Polakach za granicą mają politycy i inni Polacy. Nie wmówisz mi że nie”…tak, to właśnie chciałam napisać, że myślą tak głuptaki…
    -druga kreska dotyczy tych co nie pasują do Twojego manifestu. Wspomniałam o nich dlatego,że są bardziej widoczni i słyszalni czyli medialni…i dlatego, to oni właśnie kreują opinię o emigracji, po takie właśnie oceny sięgają jw głuptaki, ale i leniwi dziennikarze;-) my to czytamy i….mamy efekt.
    -trzecia kreska to…”“było się za kogo wstydzić” – ale komu było się wstydzić? Ty się za nich wstydziłaś?”…tak, wstydziłam się,nie ma to jednak nic wspólnego z pogardą…To jednak krajan i poprostu wolałabym aby…stał a nie leżał na ulicy…tak samo czuję tu.
    – czwarta kreska, pełna zgoda, ale właśnie dlatego,że emigracja jest łatwo dostępna…jadą tam ludzie nie do końca…świadomi i przygotowani. To nie jest taki wybór jak Twój…to jest może…ucieczka, może ostatnia deska ratunku, albo NADZIEJA…a ponieważ ona umiera najpóżniej…Ci walczą i osiągają sukces.
    -piątą i szóstą kreskę weżmiemy razem…Kasiu, pisząc o emigracji politycznej namalowałam uśmieszek 😉 bo to była humorystyczna część mojego wpisu i w żaden sposób nie wiązałam jej z Tobą. Miałam tu na myśli konkretnych ludzi z ich blogami i komentarzami, które czytam z przyzwyczajenia i obserwuję jak się w tym pisaniu i oczernianiu ojczyzny, czy jak to zwykli pisać, kRAJu 😉 wyspecjalizowali;-) Jak nazwać taka emigrację ?;-) To jest żenujące!
    Reasumując, życzę Wam Kasiu, mieszkającym w pieknej krainie…i sobie, mieszkającej w kraju…wszystkiego najlepszego
    😉 Może kiedyś przyjdzie taki dzień,że ja wyjadę do Irlandii a Ty wrócisz do Polski…to fajna wróżba, bo gdyby się się sprawdziła oznaczałoby to,że Polska jest już pięknym miejscem do życia a ja…spełniłam swoje marzenie;-)
    dobranoc Kasiu i dobrych snów 😉

    • Reńka, ale mnie naprawdę nie interesują ci inni, którzy nie pasują do mojego manifestu. Nie chcę o nich pisać i mówić, po to był mój wpis i mam dosyć „tych innych” wszędzie w mediach. Możemy dać im w końcu spokój i porozmawiać o tych, o których ja piszę? Poza tym, każdy ma swój rozum i nie trzeba nic zwalać na media i obwiniać je za pewne stereotypy.
      – wolałabyś żeby nie leżał nie jest równoznaczne z wstydzeniem się za nich. Trochę mi to dulszczyzną jedzie, ale jeśli opacznie to wybacz
      – kompletnie się nie zgadzam z Twoją czwartą „kreską”. Jak ktoś jedzie aby się przeprowadzić zdąży się na to przygotować mentalnie, jeszcze w Polsce lub tu na miejscu. Świadoma decyzja o przeprowadzce dociera dopiero po pewnym czasie i wtedy jest podejmowana, na podstawie pewnych doświadczeń. Nikt od razu nie wyjeżdżając, nie mówi jadę „na zawsze” albo „na 10 lat”. O tych co jadą na chwilę, i tylko i wyłącznie zarobkowo nie mówię bo z nimi jest inaczej i ich mój manifest nie dotyczy. Oni żyją tak jakby jechali na nocną zmianę do fabryki, pekaesem rajaner i to jest całkiem inna opowieść.
      – osobiście nie przeszkadza mi żebyś mnie wiązała z emigracją polityczną bo jest to prawda i wcale jej nie unikam. Jedynie nie nagłaśniam jej, bo to temat emocjonujący niektórych, a ja tam wolę święty spokój.
      Nie zależy mi na wyjeździe do Polski i zamieszkaniu w niej ponownie. Nie mówię zaparcie „nie” bo życie różnie się plecie, ale nie jest to mój cel czy marzenie. Jednak dziękuje bo rozumie, że powiedziałaś tak w dobrej wierze.
      PS. Czy Ty próbę spełnienia swojego marzenia (tego o wyjeździe do Irlandii) uzależniasz od tego czy w Polsce się poprawi czy miałaś coś innego na myśli?

  10. …nie, Kasiu; ten warunek o…Polsce= piękne miejsce, przypasowałam do Ciebie…jest może taka opcja, że wrócisz…;-)
    Moje marzenie o wyjeżdzie do I. zanim się spełni, pewnie jeszcze trochę pofruwa w obłokach 😉 i jak nastąpi, to pod warunkiem, że mogę fruwać dalej 😉 bo właśnie tak chciałabym być/żyć w Irlandii 😉 Jak widzisz byłby to jeszcze jeden rodzaj emigracji;-)))
    Kończąc temacik emigracji…proponuję zostawić temat do przegadania;-)))
    pozdro

  11. A to patriotyzm to w polskim rozumieniu nie zawiera się przede wszystkim w mottach: „pomóż Polakom przybywającym do Twojego nowego miejsca zamieszkania, choćby to byli zapijaczeni cwaniacy – przecież to Twoi rodacy!” oraz „narzekaj, że nie masz perspektyw i nigdzie nas nie chcą przez ‚te emigrancje'”? 😉

  12. Obecnie mieszkam w NO. Tutaj jest podobnie. Zgadzam się z każdym zdaniem. Wystarczy zamienić nazwy krajów i mimo tego tekst nadal jest aktualny. Jestem na Twoim blogu po raz pierwszy, ale wiem, że stanie się moją lekturą obowiązkową :-))

  13. Céad míle fáilte, sto tysięcy pozdrowień

    Nauczyłem się jeszcze jako dziecko z książki o IRL.

    Ach, jak ja Ci zazdroszczę tej Irlandii. Krajobrazów, architektury, spokoju, bezpieczeństwa, przyszłej emerytury :)). Tego że możesz wyjść do sklepu i nie liczyć pieniędzy przed wejściem.

    W jednym z komentarzy jest, że człowiek przebojowy poradzi sobie zawszy a jak sobie ktoś nie radzi z życiem to nigdzie nie będzie sobie dawał rady. Wydaje mi się że nie jest to tak do końca – warunki zewnętrzne jednak na nas wpływają, w PL jest tak, że czy się stoi czy się leży 1200 ZUSowi się należy, a mało kto ma od razu firmę pozwalającą zarobić i na ZUS i na chleb. Nie da się jednocześnie odłożyć z wypłaty pieniędzy na założenie firmy bo nie ma z czego. Jak to było – byt określa świadomość.

    Zazdroszczę Ci jeszcze w IRL tego, że tam nie było i (chyba) już nie będzie wojny, to nie jest obszar specjalnie ważny strategicznie, nie ma sąsiadów dążących do destabilizacji i przejęcia władzy lub wywołanie wojny, jak np. teraz na Ukrainie. W IRL zawsze będzie spokój, czego Ci życzę.

    Paweł

    Ps. Jest takie powiedzenie, że po drugiej stronie płotu trawa jest zawsze bardziej zielona. A co jeśli ona naprawdę jest bardziej zielona?
    Ps. 2. Nie wracaj tutaj, nie będzie tu nigdy dobrze. :))

    • Zaimponowales mi irlandzkim 😉
      Tak, Irlandii można zazdrościć w pewnym stopniu, tak samo zresztą jak i Polski. Nie można mieć wszystkiego, to wybiera się kraj w którym jest łatwiej i sympatyczniej..
      Myslę, że w tym komentarzu o człowieku przebojowym chodziło bardziej o to, że jak ktoś jest malkontent to zawsze nim bedzie, nie wazne gdzie jest..

      Wiesz, nie jest tak, ze Irlandia ma spokojna przeszlosc. Zawieruch wojennych takich jak w Polsce i ogolnie na kontynencie nie mieli, ale swoje przeszli z bieda i kilkma okresami glodu wlacznie z czasem Wielkiego Glodu gdy liczba mieszkancow ludnosci zmiejszyla sie o jakies 25% i nigdy juz nie wrocila do tego samego rozmiaru.
      A spokoju do konca nie ma, wciaz jednak wyspa jest rozdarta https://mikasia.wordpress.com/2014/07/10/co-z-ta-irlandia-i-irlandia-polnocna/

      PS> Wydaje mi sie (ze pomimo tez i wielu minusow) ta trawa moze byc naprawde bardziej zielona
      PS2. Moze kiedys bedzie? Ale poki co nie wybieram sie ….

  14. Z kilkumiesięcznym opóźnieniem ale i ja dodam coś od siebie 🙂 Podpisuję się w pełni od „manifestem”.Zaliczyłem już wspomnianą emigrację zarobkową -5 lat w ratach w pięknej Grecji,kraju tylko klimatycznie różnym od Irlandii. Nie będę tu się rozpisywał nad obecną sytuacją tego kraju choć przyznam iż męczy mnie propaganda ,że lenie ,oszuści itd …nie do końca jest to prawdą 🙂 Ogólnie wyjechałem na 3 miesiące wróciłem po 2 latach 🙂 a potem jeszcze dodałem kolejnych 3 .Jestem z wykształceniem zawodowym, więc zasuwałem po budowach i tam pracowali mgr jako np.malarze pokojowi ale to lata 2000-2007.Pomieszkałem w pięknym ,ciepłym kraju,z życzliwymi ludźmi,gdzie jak tylko ogarnąłem język odciąłem się od większości rodaków- wiadomo o kim mówię ( nie wstydziłem się za nich po prostu lepiej żyło się bez nich),zarobiłem wróciłem i zderzyłem się z polską realnością.W Polsce mieszkam,pracuję ,jak każdy mam kredyty do spłacania i nie narzekam na kraj,może na naszych politycznych lizo….owszem głosowałem chcąc wybrać mniejsze zło nie wypieram się.Mam 36 lat,wykształconą przyszłą żonę,która w swoim ukochanym zawodzie zasuwa na naprawdę pokręconych umowach zlecenie.Dobrze zarabia to prawda,kosztem przyszłej emerytury( niskie składki) ,która i tak stoi pod znakiem zapytania -nigdy nie przewidzi się zusu i poczynań polityków.Nie biadolę,owszem mogła by zmienić pracę na taką umowną itd ale nie zarobiła by tyle i nie miała by tej satysfakcji z bycia tym kim jest 🙂 Po prostu tutaj jest jak jest ,coś kosztem czegoś,ale uwielbiam nasz krajobraz i kochamy nasze polskie Tatry 🙂 Zaczęliśmy się jednak zastanawiać co z naszym dwulatkiem 🙂 Jak go tu czeka przyszłość?? Czy może wyjechać gdzieś ,gdzie będzie po prostu normalniej,łatwiej,sympatyczniej,spokojniej jemu cokolwiek w życiu osiągnąć?? I teraz właśnie nachodzi nas myśl na ten drugi rodzaj emigracji- wyjechać by było po prostu łatwiej 🙂

    • latwiej i przyjemniej czyli krotko mowiac normalnie 🙂 Ja sie tam nie zarzekam w zadna strone, ani ze tu na zawsze juz jestem ani ze wracam za jakis czas. Po prostu zyje sie fajnie to po co cos zmieniac. Zapewne nablizsze lata tu nadal a co potem czas pokaze. Zycze zeby i Wam zylo sie latwo i normalnie, niezaleznie od tego jaka podejmiecie decyzje. Z dzieckiem moze byc Wam trudniej bo wyjezdzajac z Polski mozecie po jakims czasie zalowac ze nie ma tych wiezi z dziadkami i moze wtedy bedziecie mowic ze takie cos nie jest normalne i latwe? 🙂 Punkt widzenia zalezy od siedzenia 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s