Ty sobie pisz a my „zrobimy interes” a i tak zaszufladkujemy Ciebie i tych co Ciebie czytają…

W zakładce o mnie podaję swój adres mailowy i piszę „proszę pisać”

Dostaję ciekawe/nudne/poetyckie / napisane okropną polszczyzną maile (niepotrzebne skreślić). Są maile zadziorne, maile życzliwe, maile wzruszające, maile głupie. Maile na które chętnie odpowiadam i takie na które mniej chętnie. Ot, samo życie.

Na całkiem osobną kategorię zasługują maile w stylu „zróbmy interes”. Interes taki, że w sumie ja mam coś zrobić a oni nic. Na przykład proponują mi promowanie czyjejś firmy zajmującej się przelewami pieniędzy do Polski… Ja mam oczywiście promować za friko  – bo czemu nie, „popularność twojej strony wzrośnie”.  A niby jak się pytam? „I czemu to właśnie ja mam promować” też się zapytałam. „Bo piszesz o rzeczach bliskich sercu każdego emigranta”. Że co??? Ja?? Śmiem bezczelnie stwierdzić, że te kilka, w porywach kilkanaście osób które mnie czyta (to teraz o Was moim drodzy) jest z innej ligi i ich celem oraz rzeczą bliską sercu nie jest wysyłanie pieniędzy do Polski.

„Zostań częścią zespołu tworzącego nowy portal dla Polonii Irlandzkiej. Jedyny w swoim rodzaju i inny niż wszystkie. Pisz dla nas i rób zdjęcia” oczywiście nic w zamian znowu. Nie mam nic przeciwko, materialistką nie jestem, częścią jakiejś wspólnoty mogę być. Należę do Klubu Polek na Obczyźnie, Blogerzy ze Świata to i do portalu dla irlandzkiej Polonii też mogę. Odpowiadam, że ciekawi mnie w jaki sposób ten portal różni się od tego co już jest i proszę o przynajmniej link do strony beta. Dostaję linka od pana, który nota bene swego czasu w Polsce sprzedawał łapki kurze z Chin (czy na odwrót). Na stronie między innymi reklama sklepu mięsnego i sentencje w stylu „dzień jak co dzień, pada i zasiłki wypłacają”. Rzeczywiście… jedyny ten portal w swoim rodzaju…

Albo tak jak dziś, mail od niejakiej Darii Bednarek. Ktoś napisał książkę o życiu emigrantów w Dublinie i może chciałabym ją zrecenzować. Albo zrobić wywiad z autorem. W sumie nie wiadomo bo mail był sam w sobie „blurbem” Nie zapytano mnie nawet czy ja chcę, czy recenzuję i w ogóle. Od razu pyk streszczenie i na końcu hasło jak chcesz pomóc nam wypromować tę książkę to daj znać. Nie tak dosadnie oczywiście ale o to chodzi. A ja nie wiem nawet czemu ja? Bo mieszkam w Dublinie? W streszczeniu było, że pojawiają się w tym książkowym Dublinie Czesi, Polacy, Meksykanie, Turcy….hola hola. To nie Londyn a mały prowincjonalny Dublin. Turków tu trzy razy mniej niż Polaków o Meksykanach nie wspomnę. I tak wszyscy się spotkali? Pewnie przy wspólnym zmywaku?

To ja napiszę, że Polacy mieszkający poza Polską mają na sercu wysyłanie euro do Polski, jedzenie kiełbasy i pobieranie zasiłków. Nie socjalizują się a tym bardziej nie asymilują a jeśli już to z Turkami z kebaba i Meksykanami z karteli narkotykowych lub Brazylijczykami z faveli. I bardzo w tym miejscu przepraszam wszystkich Turków, Meksykanów i Brazylijczyków za generalizowanie i szufladkowanie ale ma to na celu prześmiewcze przejaskrawienie. A pani Darii Bednarek polecam na przyszłość z butami nie spamować czyjejś skrzynki pocztowej.

pomożecie

43 uwagi do wpisu “Ty sobie pisz a my „zrobimy interes” a i tak zaszufladkujemy Ciebie i tych co Ciebie czytają…

        • Wracając do tematu. Na mojej skrzynce szafowej mam 154 maile z czerwca, z podobnymi blurbami. Żadna z tych pseudo pijarowskich pań i panów nie zapytali, czy mnie interesuje ta, czy inna książka. Mam recenzować, mam motywować redaktorów do recenzowania, a rzeczywistość jest taka, że więcej jest piszących niż czytających. Podobne, źle napisane, Z BŁĘDAMI, irytujące książki, jeden drugiemu podkrada tematy, pomysły. Każdy z autorów chce zaistnieć, a kiedy jeden z recenzentów po przeczytaniu książki, napisał, że historia nudna i przewidywalna, agencja/wydawca odgraża się procesem o zniesławienie… i żąda usunięcia recenzji z gazety. 3,5 tys. znaków kosztuje jakieś 200 – 500 zł, zależy od czasopisma, więc kochana…

          • słyszałam o tej sprawie…czytałam a może Ty mi nawet opowiadałaś? 🙂
            Niewiarygodne dla mnie jest takie podejście i nachalność. Ja rozumiem, że starają się wszystko „sprzedać” ale zaczynają trochę od środka i tym samym zrażają do siebie ludzi. Wystarczyłoby tylko gdy się do tego lepiej wzięli, zaczęli od zapytania / propozycji. Oczekiwałoby się profesjonalizmu, czyli tylko tyle ale wychodzi na to, że aż tyle…

  1. Ludzie szybko wyczuja, ze blog wciska; a to ukryta reklame aparatu, a to promocje na loty, a to cos innego. Jak sie staje trybikiem konsumpcjonizmu, to tylko zranieni konsumenci maja radosc. Przykladem moze byc skokwbokblog, ktory sie kompletnie sprzedal i teraz juz nawet nie ma po co tam zagladac, chyba ze popatrzec jak sie sprzedac…
    Wiec ja nadal zagladam na mikasia, na inne blogi, gdzie nie wciska mi sie reklam.

  2. Muszę ci się do czegoś przyznać (i mogę tym popsuć ci biznesowe zapędy świata internetu wobec twojego bloga:)) Wcale nie mieszkam w Irlandii, co nie zmienia faktu, że z „dalekiej” Polski chętnie Cię odwiedzam. Trochę namieszałem pewnie w wizerunku twojego „targetu”. Może to ich odstraszy :).

    Pozdrawiam.

    P.S. Ale z drugiej strony tak sobie pomyślałem, że teraz to się może nawet zwiększyć zainteresowanie: jest tyle ciekawych polskich produktów do zareklamowania. Wszystkich i wszędzie. A pod tym względem faktycznie niektóre strony wyglądają jak polskie ulice obklejone wszelkiej maści bilbordami – może to jest taki pomysł dla ludzi tęskniących za krajem :).

  3. Spam wszelaki już niedługo nas zatopi. Codziennie dostaję maile co i ile mi urośnie oraz jak bardzo nie wypadną mi skądinąd włosy. To samo z sępami chcącymi podkarmić się cudzym kosztem. Trzeba to przyjąć do wiadomości podobnie jak chłop musi pogodzić się, że mu w burakach chwasty rosną.
    A z drugiej strony podoba mi się stanowisko Kominka, blogera, który w swojej książce przekonuje, że na blogu można i trzeba zarabiać. Walnij więc Kasiu zakładkę „współpraca”, napisz co i za ile możesz wypromować czy zareklamować i sprawa jasna – każdemu natrętowi odsyłaj link!

    • tak, ja też co jakiś czas dostaję maile w stylu „dzięki nam/naszemu produktowi doprowadzać będziesz swoją partnerkę do ekstazy… Zastanawiam się na jakiej podstawie wywnioskowali że lubuję się w osobach tej samej płci? 🙂
      Uważam, że zarabianie na blogu nie hańbi, wszystko można byle nie w nadmiarze. Natręctwa jednak i traktowania mnie z góry natomiast nie trawię. 🙂
      PS. Może w sumie zastanowię się na poważnie nad Twoją sugestią.

  4. A ja wypowiem się z dwóch stron:
    1. W kwestii recenzji: czytać lubię, kiedy mam czas czytam, a ostatnio dużo jeżdżę, więc dużo czytam, jedyne czego wymagam, to formatu na czytnik i gdy mam dostać egzemplarz papierowy „do zwrotu” i termin na „wykonanie zlecenia”, to serdecznie dziękuję. Jeśli agencja dotarła do mojego bloga i przeczytała chociaż jedną recenzję, to wie, że nie jestem ze „słodkopierdzących”. Jeśli tego nie zrobili, dowiadują się w trakcie czytania recenzji. Umowy nikt z nikim nie podpisuje, strachy na lachy, podobnie jak „umowa”, że skoro dostarczyli, to musi być pozytywnie. Nie musi, to nie ja prosiłam o materiały, recenzja jest subiektywną opinią, nigdzie na blogu nie piszę, że jestem krytykiem literackim. Ja nie tracę, pisać lubię, robię to właściwie cały czas, mam za darmo książkę, która może okazać się dobra, a że agencja zyskuje najtańszym kosztem? Super dla nich.
    1.5 Z opowieści wiem, że zdarzają się firmy, które dostarczają jakieś gnioty (pani, paczka przecie warta sto polskich nowych złotych!) i każą je recenzować, grożąc karami. Opcjonalnie wypożyczają sprzęt na tydzień. Ach, och, aj waj, będzie pani miała czytelników, że ho ho! Senkju, baj.
    2. Kiedy szuka się blogera do jakiegoś projektu… to jest poezja i kiedyś o tym napiszę, kiedy zbiorę wystarczającą liczbę materiałów. Nie ma bardziej roszczeniowej grupy, niż blogerzy. No, ok, matki z dziećmi w autobusach. Cenniki na blogach, ceny z kosmosu, frymuśne wymagania. „Jeśli dysponujesz budżetem mniejszym, niż 4 cyfry, to w ogóle do mnie nie pisz”. Batalia o głupi baner, bo blogerowi kasa musi się zgadzać, więc bierze udział w kampaniach, ale jednocześnie chce być „fair” wobec czytelników i baner umieszcza nie taki i nie tam, gdzie zostało to ustalone w umowie. Nie mówię, że powinni całować firmy po stopach, ale jeśli wchodzą do świata biznesu, podpisują umowy, to tam obowiązują inne zasady niż w cieplutkiej blogosferze. Wiele osób sobie z tym nie radzi, bo przecież przeczytali książkę najpopularniejszego blogera i tam jest napisane coś innego.
    2.5 Chociaż są agencje, które też sobie z tym kompletnie nie radzą (co z reguły jest winą klienta), przyjmując śmieszny budżet albo oderwane od rzeczywistości założenia projektu. Przecież wiadomo, że dla wielkiej firmy bloger będzie pracował dla fejmu i funu.

    Rozwiązanie: nie zgadzać się, ale jeśli zgadzać, to na wynegocjowanych zasadach. Po obu stronach siedzą ludzie, a za tymi śmiesznymi mailami z reguły stażyści/praktykanci, którym szef/koordynator dyszy w kark.

    • rozumiem Cię jak najbardziej…ale ja nie o tym. Ja o tym, że natręci, bez pukania i pytania oczekują, że coś dla nich zrobię. I nie wiadomo z czego wzięło się ich takie przekonanie? Nie piszę że podejmę współpracę, nie ogłaszam się. Oczekują, że będę skakać z radości że się do mnie odezwali czy jak????

      • Nie, nasi kochani przyjaciele z blogosfery robią czarny PR wszystkim blogerom, zakładając te swoje pseudoblogi z zamiarem recenzowania „wszystkiego, z czym zapuka kurier” i bloger to od jakiegoś czasu narzędzie marketingu i PR-u (które rozliczane są z liczby publikacji). Okazuje się, że każdego można zmiękczyć odpowiednim produktem, szczególnie blogerów branżowych.
        A w przypadkach opisywanych przez Ciebie, myślę, że dużo jest typowego zachowania Polaków, że „no jak to, rodakowi nie pomożesz?” i „przecież to takie doskonałe pomysły, związane z tematyką bloga” (oczywiście nie czytając niczego, a przeglądając nagłówki, bo identyczne maile trafiają do kilkudziesięciu osób i kto by tracił czas na czytanie).

  5. Bardzo dobrze 🙂 też często dostaję spamy/propozycje np. napisania tekstu „eksperckiego” do jakiegoś portalu, w stylu „jak napisać CV żeby dostać się do korpo”, albo recenzji książki autora, który myśli, że wie o korpo wszystko… No i oczywiście wszystko w celu by „promować” swojego bloga o_O

  6. I bardzo prawidłowe masz podejście, brawo.
    Dlaczego ludzie tak robią? Bo szukają naiwnych bo tych naiwnych wciąż nie brakuje, udało sie raz, uda sie i kolejny i próbują, testują, i tu ważna jest świadomość blogera i asertywność. Będę próbować nadal bo jak ktoś napisał, taka jest ich praca, kwestia zasadnicza w jaki sposób to robią, na tzw.” bezczela” działa, toteż idą jak w dym, działa ale co bardziej świadomych oburza.
    Pozdrawiam 😉

    • Pewnie nie jedna osoba mogłaby powiedzieć, że moje oburzenie nie jest adekwatne do czynu ale ja ogólnie coraz bardziej z wiekiem nie lubię bezczelności. Im starsza jestem tym bardziej mnie drażni ale też jakoś tak wysysa ze mnie powietrze i ogólny spokój ducha. Drażni, irytuje, przeszkadza, swędzi. 🙂
      Pozdrawiam

      • a już się bałam, że to moja wina, że to „zadawanie się” ze mną tak na Ciebie podziałało :* a byłaś „na Dehnelu”?

        w sobotę jest w Kells, swędzi mnie żeby pojechać, ale u nas dla odmiany jest triathlon i panowie chcą kibicować….

  7. Świetny wpis😏 ostatnio byłam w gazecie nadać ogłoszenia modułowe dla Firmy w której pracuję. Tam w jednym z pokoi również wisiał na ścianie taki plakat. Ludzie wieszają tego typu rzeczy z podobnymi „motywującymi” hasełkami, żeby sobie przypomnieć jak bardzo im zależy w danej sprawie. A wystarczy nauczyc sie zadawać jedno proste pytanie, które można wypowiedziec w myślach bądź tez przed lustrem: „czy dałam/łem z siebie cale 100%?” – taki etyczny rachunek sumienia 😏.

    • Anno, o coś całkiem innego mi chodziło dając ten obrazek. Wyśmiewam to, że przeróżne osoby oczekują ode mnie, że ja zrobię dla nich cokolwiek im wpadnie do głowy. I nie dość, że nie potrafią odpowiednio zapytać o moją pomoc/przysługę, to jeszcze są potem oburzone odmową.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s