Przepraszam, czy tu strzelają?

Po tym, jak już pozachwycacie się zielenią Irlandii, jej zjawiskowymi widokami nadmorskimi i oceanicznymi, otwartością tubylców, ich poczuciem humoru oraz życzliwością, nasłuchacie się irlandzkiej muzyki w pubach, napijecie Guinnessa, najecie ryby z frytkami i octem oraz spotkacie Sinead O’Connor w zacisznej kawiarence, jakby zza mgły zaczną do Was docierać jakieś inne, dziwne sygnały i glosy.

Zobaczycie, w jak ciężkim stanie jest tutejsza służba zdrowa, jak kuleje transport publiczny, jak zarządzane przez kościół są państwowe szkoły, jaki panuje nepotyzm i kolesiostwo w małym kraju, gdzie każdy zna każdego, jak finansowane są pokolenia rodzin darmozjadów, jakie nadużycia finansowe panują w spółkach państwowych, jak zostawieni na pastwę personelu są osoby starsze przebywające w domach opieki. Zobaczycie te i inne okropności i wady, które widzieliście też w swoim kraju i które przypomną Wam, że trawa wcale nie jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu.

Do jednej rzeczy się jednak nigdy nie przyzwyczaicie i nie będziecie umieli spokojnie o niej opowiadać przyjaciołom w Polsce (bo Rodzicom nigdy o tym nie wspomniecie, aby ich nie stresować). Nigdy nie przywykniecie do niemal cotygodniowych strzelanin. Irlandia w porównaniu do innych krajów europejskich ma bardzo wysoką liczbę strzelanin oraz konfiskaty broni. 

Według danych pomiędzy rokiem 2010 a marcem 2015, w Irlandii miało miejsce 194 strzelanin, w wyniku których zginęło 28 osób. Do 134 z nich doszło w Dublinie. W tym samym czasie, w całym kraju skonfiskowano 420 sztuk broni.

Nie obawiajcie się jednak o moje życie. Te strzelaniny są brutalną walką gangów lub pojedynczych przestępców. Jednak to, co początkowo próbowałam oswoić, żartując, że Irlandczycy biegają po ogródkach swoich szeregowych domków i strzelają, w rzeczywistości jest koszmarem. Mimo, ze te zamieszki nie dotyczą bezpośrednio mnie ani moich bliskich czy znajomych i nie dzieją się w mojej dzielnicy ani na moich ścieżkach, bezkarność gangów oraz ich brawura przeraża i obraża. Czasem zastanawiam się, czy mieszkam w kraju europejskim, czy gdzieś daleko w kraju bezprawia? Od niemal roku, cały kraj obserwuje walkę dwóch gangów: rodziny Hutch z rodzina Kinahan. Według różnych obliczeń 11 lub 14 osób zginęło w wyniku tej walki, a raczej zaczyna to przypominać metodyczną  i dobrze zaplanowaną próbę zabicia wszystkich członków jednej rodziny przez druga. Zamachy maja miejsce nie tylko w Irlandii, ale też poza jej granicami, najczęściej w Hiszpanii, którą irlandzcy baroni narkotykowi, upodobali sobie jako miejsce kryjówki. Wiecie, jak się to wszystko zaczęło? Od tego, jak grupa gangsterów, przebranych za policjantów, weszła do hotelu, w którym odbywało się zgrupowanie bokserów, i rozpoczęli strzelaninę…

CDN

image

 

40 uwag do wpisu “Przepraszam, czy tu strzelają?

  1. Za każdym razem, kiedy mój syn jedzie na dłużej do Dublina, zaczynam gderanie na temat bezpieczeństwa… Tyle że w mojej okolicy Polacy wymachują nożami na innych, więc wiesz, jak jest!

  2. Czyli serial Love/Hate (nota bene bardzo dobry moim zdaniem), który wielu Irlandczyków tak krytykowało za negatywne przedstawienie Dublina jako siedliska gangów narkotykowych, wcale tak daleko od prawdy nie odbiega…

  3. Gangsterów póki co nie spotkałam w naszej okolicy, ale na brak psychopatów nie można narzekać. Jeden mieszkał w sąsiedztwie, zasłynął m.in. tym, że zadzwonił sam na posterunek, żeby poinformować, że będzie strzelał przez okno do sąsiadów. Popularne rozrywki w tych stronach, to podpalanie samochodów – jak mieszkam tu ponad 10 lat, to z 15 spalonych samochód widziałam, a 4 z nich należały do osób, które znam. Powody bywają idiotyczne, np. znajoma rzuciła chłopaka, a ten z zemsty podpalił samochód jej mamy. Albo młody Francuz przyjechał na kilkumiesięczny kontrakt samochodem, zostawił na publicznym parkingu, gdzie auto wpadło w oko travellersom. Pierwszej nocy tylko mu rozebrali auto z różnych elementów, co ciekawe, nie ruszając prywatnych rzeczy, a oficer gardy poradził zdezorientowanemu Francuzowi, by auto sam sobie odholował, bo jak zostawi na tym parkingu, to mu je spalą. Nie, garda nic nie zamierza z tym zrobić. Francuz zabrał swoje rzeczy, ale auto zostawił, rano było oczywiście spalone. Z innych historii z sąsiedztwa – jedna pani otruła drugiej pani psa, bo się pokłóciły. Mnie i moim koleżankom z pracy groził pewien były więzień, dostał zakaz zbliżania się na 10 metrów, a my miałyśmy dzwonić na specjalny numer, gdyby się pojawił. Na szczęście facet gdzieś zniknął.
    Masz rację – Irlandia to nie tylko piękne krajobrazy i zabawy w pubach. Irlandia to też przestępcy, alkoholizm, samobójstwa, morderstwa, depresje, gwałty, przemoc domowa. Tylko smogu jeszcze nie ma 🙂
    Pozdrawiam i życzę, żeby nigdy ścieżki gangsterów przypadkowo nie skrzyżowały się z Twoimi. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

    • I to mnie właśnie dziwi – skąd w tych skądinąd, przyjacielskich i życzliwych Irlandczykach, tyle agresji?

      Mnie też trochę dziwnych przypadków spotkało, a raczej niebezpiecznych ludzi gdzieś tam przewnięło się po drodze. https://mikasia.wordpress.com/2014/03/19/zlo-czyha-za-rogiem/

      A wczoraj przyjaciółka poinformowała mnie, że jej Mężowi ukradli motor spod domu. Mieszkają w zacisznej miejscu spokojnej dzielnicy. Kilka dni później znaleźli rower w parku. Doszczętnie spalony.

      • Może ta życzliwość i przyjacielskość jest u nich wyuczona i mechaniczna a nie wrodzona? Nieszczerość i często dwulicowość jest ich drugim imieniem:) Irlandia jak każdy inny kraj ma swoje dobre i złe strony, przestępczość z całą pewnością tu kwitnie, za co poniekąd możemy obwiniać mało interwencyjną Gardę. Sama byłam świadkiem strzelaniny na jednym z osiedli w środkowej Irlandii, poinformowałam Gardę niemal po pierwszym strzale i kiedy oni się pojawili? Po 40 minutach kiedy było już po wszystkim:) a dodam, że posterunek znajdował się ok 10 min drogi z tego osiedla. Oczywiście, oficjalnie do dziś nie wiadomo kto strzelał, nieoficjalnie wszyscy wiedzą, że byli to członkowie jednej z rodzin Travellersów 🙂 Pisz więcej Kasiu, bo fajnie się Ciebie czyta:)

        • Być może, ale jeśli jest nawet wyuczona i mechaniczna to wolę ją niż niemal wrodzoną opryskliwość i podejrzliwość Polaków.
          Co to Travellersów to całkiem inna sprawa – policja woli ich nie tykać, aby nie zostać oskarżona o uprzedzenia i dyskryminację. Oni są niezłym ewenementem jeśli chodzi o równość mieszkańców tego kraju pod wieloma względami. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam.

  4. U znajomego w bloku (północny Dublin), w mieszkaniu za ścianą była swego czasu strzelanina, chodziło o dług i narkotyki. Jeden trup, ściany na korytarzu podziurawione przez kolejne 2-3 dni (dopóki ktoś tego nie naprawił), Gardai się potem kręcili po sąsiadach, wypytywali itd. Żadna przyjemność.

    Inny znajomy mieszkał w Castleblaney przez ładnych parę lat, mówi że nie było tygodnia, żeby gdzieś nie strzelali „na mieście”. Trupów może niewiele, ale napięcie się czuło w powietrzu. Castleblaney to miasteczko przygraniczne, IRA, te sprawy.

    U nas (południowy Dublin) póki co cisza. Odpukać.

    • Piękna opowieść: oldskulowy i stereotypowy podział na dobre Południe i złą Północ. Południe z takimi hiper super dzielnicami jak Crumlin, Drimnagh, Rialto, Ringsend, Ballyfermont, Dolphins Bar, Clondalkin nie mówiąc o różnych częściach Jobstown, tallagah, Firhouse czy nawet marley park lub Rathfarnham. Słyszałam też o takich osobach, które mówią że mieszkają w zachodnim Dublinie, żeby czasem nie powiedzieć, że w północnym. A ten podział ma się jak kwiatek do kożucha.

  5. No tak, mieszkalam w roznych ciekawych dzielnicach i .m.in w Tallaght czy centrum miasta przy fabryce Guinessa i zawsze mialam oczy dookola glowy, ale dokladnie tak samo czulabym sie w swoim miescie, w Polsce w okreslonych dzielnicach. Jasne ze bajki nie ma, ale jakos nie czuje sie tu bardziej zagrozona niz w Polsce; a w porownaniu z tym co obecnie sie dzieje w Europie – mam wrazenie ze Irlandia naprawde dalej jest zasciankowa w tych ich rozrobach.

  6. Jak zarządzane są szkoły panstwowe przez kościół ? Zaciekawiło mnie to ponieważ mój syn idzie w tym roku do szkoły niestety katolickiej bo w innej nie ma miejsc, ale i tak planuje go przenieść do nie katolickiej jeśli tylko zwolni się miejsce.

    • wiadomo szkoła, szkole nie równa ale z tego co obserwuję, to w szkołach katolickich nauczyciele i dyrekcja są bardziej autorytarni i nie ma tam demokracji. Jest modlitwa raz lub dwa dziennie a lata gdy dzieci mają komunię i bierzmowanie, są niemal całkowicie stracone pod względem nauki – większość czasu poświęca się na przygotowanie do tych uroczystości, chodzenie do kościoła itp. Dzieci innej wiary i tak muszą uczestniczyć w lekcjach religii – niby pośrednio bo po prostu muszą być obecne w klasie, ale jednak muszą. Pieniądze idą z pieniędzy państwowych, ale przynależność do danej parafii oraz świadectwo chrztu, decyduje o przyjęciu. Oczywiście, zależy gdzie i wiele innych czynników ma na to wpływ, ale słyszałam już o setkach szkół od znajomych z pracy, mających dzieci niemal wszędzie w Dublinie oraz w Irlandii i tak to mniej więcej wygląda. Akademicko też podobno się nie przykładają, ale to już pewnie, też według zasad „każda pliszka swój ogonek chwali” – chociaż jak słyszę od znajomych co ich dzieci robią w szkołach, to te bez religijne wydają się mieć ambitniejszy program nauczania. Nie kieruj się tym co ja mówię jednak tylko popytaj w okolicy o swoją szkołę. Nie pytaj jednak tylko Irlandczyków, bo im ten stan rzeczy w większości nie przeszkadza. Umów się na rozmowę z dyrekcją szkoły – to Ci też pomoże w zrozumieniu podejścia do rodziców, problemów itp. I poszukaj na forach opinii na temat szkoły. Powodzenia

      • Z tym świadectwem chrztu to w ogóle szopka jest. Naszą córę ochrzciliśmy jak już miała trzy latka skończone, tylko po to, żeby ją do szkoły przyjęli. To znaczy może by i bez tego przyjęli, ale się nasłuchaliśmy historii różnych i woleliśmy na zimne dmuchać. Durne to jest jak nie wiem co. Znajomi nam obłudę sugerują, że skoro tacy niewierzący jesteśmy to powinniśmy twardo na swoim postawić. Ale księdzu jawnie powiedzieliśmy przed chrzcinami jak sytuacja wygląda i nie robił żadnych problemów, pochlapał ile trzeba, papierek wystawił. Dziwny świat. Jak w Polsce chciałem wcześniej te chrzciny załatwić to mnie Biblią poszczuli i innymi woglami. Apage!

        • Podobno w Irlandii jedna trzecia rodziców chrzci dzieci ze względu na szkołę – Ci znajomi, którzy zarzucają Wam obłudę to pewnie nie Irlandczycy? 🙂 Moja znajoma, widząc że jej ulica jest na 6 miejscu w rejonie dobrej szkoły, postanowiła udać że jej dziecko nie jest ochrzczone, będąc przekonana, że miejsce się znajdzie – bo niby ileś tam procent ma być miejsc dla osób innych religii lub ateistów. Jednak jak przyszedł czas na składanie papierów to wydygała i złożyła też to świadectwo chrztu. Mówiła, że ważne aby córka się dostała a potem po roku czy coś pójdzie i powie, że jednak zmieniła wiarę lub dokonała apostazji. W sumie to była kilka lat temu, przypomina mi się że muszę ją spytać jak to się dalej potoczyło i czy córka jest w szkole jako katoliczka czy nie 🙂

    • Moja córka w tym roku rozpoczęła edukację, jesteśmy ateistami, mieszkamy w małej miejscowości, w której są tylko dwie szkoły, męska i żeńska. Jako, że nasze dzieci są nie ochrzczone zapisaliśmy córkę do męskiej by miała większe szanse dostania się do niej. To nie była nasza szkoła pierwszego wyboru, (bo tą była Education Together, ale byliśmy na 90 miejscu) więc pozbawieni złudzeń zapisaliśmy ją jeszcze do katolickiej.
      Dostała się i to co mnie razi w tych szkołach to:
      – miękkie programowanie katolickie/chrześcijańskie. Religię wykłada ta sama osoba, która prowadzi inne lekcje, czyli Pani, która uczy ich literek, matematyki, kolorów, której w pełni ufają i nasiąkają wiedzą od niej wychodzącą mówi też, że jest Bóg, który wszystko widzi, słyszy itd itd.
      Dzieci nie potrafią wyfiltrować tego, wkurzało mnie to bardzo, religie powinien prowadzić Ksiądz w sutannie lub Siostra, dlaczego chyba nie muszę tłumaczyć. Gdy kupowaliśmy książki do szkoły poprosiliśmy zestaw bez podręcznika do religii czym wywołaliśmy sensację w sklepie, a sprzedawczyni powiedziała, że tak się nie da. Niektórzy nawet nie zdawali sobie sprawy że ów podręcznik dotyczy religii (bez komentarza, ale poziom wiedzy Irlandczyków niczym mnie już nie zdziwi, choć bardzo ich lubię)
      – dyscyplina. Dzieci przychodzą rano do szkoły i stają pod murem, jak bydło i ze sobą nie rozmawiają, nie biegają, nie wychodzą poza linię, a rodzice stoją naprzeciwko jak drugie stado baranów. Przychodzi Pani i wszystkie grzecznie idą gęsiego do klasy, jak w jakimś obozie.
      – segregacja, niby przypadkowa, ale w to nie wierzę.Pewnego dnia przychodzimy z żoną po małą i patrzymy przez okno i widzimy jeden stolik z dziećmi kolorowymi i nasza córa ( tu wyprzedzam, nie jestem rasistą, w dupie mam, kto jaki ma kolor twarzy), żona mi mówi zobacz segregacja rasowa, białe dzieci siedzą razem a kolorowe przy stole koło wejścia, mówię jej no coś Ty to nie te czasy, zresztą nasza córka też siedzi przy tym stoliku.
      Okazało się, że Pani dla wygody wszystkie nie wierzące owieczki posadziła razem dla własnej wygody, chcąc/ nie chcąc pokazując inny: to są inni. Dyrekcja zapewniała nas później, że to przypadek, że później i tak miksują miejsca.
      – kłamstwa. Mieliśmy umowę z Dyrekcją, że podczas modlitwy i religii nasze dziecko będzie wychodzić z klasy a podczas religii będzie przerzucana do klasy gdzie w tej samej chwili nie będzie religii, W któryś piątek, przychodzę po dziecko, byłem wcześniej, zaglądam przez okno a córka ma złożone dłonie do modlitwy i recytuje zdrowaśki.
      – brak zainteresowania dzieckiem. Stał się cud i zadzwonili do nas z Education Together, że zwolniło się miejsce. My zachwyceni, córa w płacz, że ona ma już koleżanki i kolegów i nie chce innej szkoły. Namówiliśmy ją by poszła na próbę, zgodziła się, było spoko ale następnego dnia rano mówi że dziś idzie do starej szkoły no i namawianie by poszła do nowej, ale nie i nie. Ok idziesz do starej, następnego dnia do nowej później do starej i tak w kratę, raz trzy dni tu, raz cztery tam.
      Z katolickiej nikt do nas nie zadzwonił czemu córka opuszcza zajęcia, czy jest chora a może coś się stało. Natomiast z Education Together zadzwonili po drugim miksie.
      W końcu, któregoś dnia rano córka mi powiedziała, że dziś chce do starej, zdenerwowałem się i powiedziałem jej, ok, jak dziś tam pójdziesz to będziesz już tam chodzić do końca, osobiście wolałbym byś chodziła do tej nowej bo tam się więcej nauczysz i dowiesz o świecie. I powiedziała ok czym mnie strasznie ucieszyła i tak codziennie rano stoję szczęśliwy w korku na autostradzie wioząc córę do szkoły gdzie może pobiegać, pobawić się w berka, gdzie na święta śpiewa mi o płatkach śniegu na przedstawieniu a nie o Jezusku, gdzie pełno jest dzieci różnych ras i do tego jeszcze dzieci niepełnosprawne a każde inaczej ubrane a dyrektorka zna imię każdego.

      Gdy odbierałem rzeczy z katolickiej szkoły Pani powiedziała mi, że teraz mają za mało dziewczynek….

      • Chciałem się zalogować przez Google+ ale jakoś się zawiesiła ta opcja, cały czas się łączył i połączyć nie mógł więc jest jako anonim. Przepraszam

      • dość ciekawe przeżycia delikatnie mówiąc. Dobrze, że to już za Wami. Dużo słyszałam złych rzeczy o szkołach katolickich, dobrych wcale ale może dlatego, że o dobrych się nie mówi? Może inaczej – ludzie opowiadają różne rzeczy, wcale nie mówiąc ani uważając, że jest to złe, ale według mnie jest. Coś mniej więcej jak Twoje przykłady – są osoby, które opowiadając to, nie widziałyby w tym nic złego. Jeśli chodzi o Educate Together to słyszałam raczej dobre rzeczy, ale znów dla mnie to brzmi trochę jak porównanie do normalnych polskich szkół – i może na tym tle Educate Together wydaje się o wiele lepsze od katolickich? Natomiast, świetne wydają mi się szkoły Church of Ireland. Z tego co słucham to są szalenie przyjazne i skupione na dzieciach i rodzicach. I przyjmują też dzieci nie należące do Church of Ireland – dbają o to by różne kultury, rasy i religie się spotkały. To jest całkiem inne od katolickich, które są bardzo homogeniczne (z wyjątkiem oczywiście dzielnic gdzie mieszkają niemal sami obcokrajowcy).

        • Dla mnie jako ateisty wszystko co ma w nazwie Church, jest związane z religią jest nie do przyjęcia.
          Wszyscy mają jakiś interes w tym, by przerobić Cię na „swojego”.
          Osobiście uważam, że świat powinien być wolny od jakiejkolwiek religii.
          W Polsce niestety też jest religia a w każdej sali krzyż, to nie te czasy gdy My chodziliśmy do szkoły, jak chciałeś dziecko posyłać na religię to chodziło wieczorami na zajęcia przy kościołach i tak powinno zostać a szkoły powinny być wolne od jakiejkolwiek religii.
          Wiara łączy, religie dzielą.
          Pozdrawiam i będę śledził bo sporo można się dowiedzieć na Twoim blogu.

          • ja w Polsce miałam religię w szkole, ale to i tak nie to co tutaj. Tutaj jest jeden i ten sam nauczyciel przez cały rok w każdej klasie szkoły podstawowej. Uczy wszystkiego w tym i religii. I to wydaje mi się nie w porządku. Dziecko uczy się od niego wszystkiego, chłonie wiedzę i religia staje się dla niego taką częścią nauczania a nie wiary. Tym bardziej, że przekazuje ją nauczyciel, który uczy wszystkiego.
            Również pozdrawiam i „do zobaczenia” 🙂

  7. Witam.

    Wpadłem tu przypadkiem, szukając przepisu na grzaną whisky. I czytam o strzelaninach, szkołach itp.
    Wyjechałem z Irlandii w sierpniu 2009 roku po około 4 latach pobytu razem z żoną i z synem… I chyba nie było dnia w którym nie tęsknię za moją wyspą i LIMERICK, gdzie też gęsto od broni i travellers’ow…
    To nigdy dla mnie nie był raj, jednak pomimo, że przecież jestem u siebie, pracuję w kraju i prowadzę swoją firmę nigdy chyba zdania nie zmienię- Irlandia jest krajem prostszy, łatwiejszym i przyjemniejszym do życia…
    Nie odczuwasz tego tak jak ja tego nie odczuwalem będąc tam- bo po prostu żyjesz tam i tym oddychasz, to jest jak powietrze, które Cie otacza. I w którymś momencie wydaje Ci się, że tak jest wszędzie, że tak też jest w Polsce…
    Wracasz, jak ja, i po początkowym „szoku kulturowym” w Polsce (nie no super, fajnie, jestem u siebie) zaczynasz zderzac się z rzeczywistością, która NIGDY się tak naprawdę nie zmieniła. I proszę was, zanim pomyślcie o powrocie, bardzo mocno się zastanówcie, czy naprawdę warto… Zwłaszcza, jeśli macie dobra prace lub własny biznes w Irlandii. Uwierzcie, że jeśli w Polsce coś może być proste, to na pewno nie będzie, bo ktoś zawsze ma cel, żeby zarobić na tym „komplikowaniu” wszystkiego. Bo to chyba jedyny cel tego, co się dzieje w naszym kraju…

    Pozdrawiam

    • Jarku rozumie Cię bardzo dobrze. Myślę, że większość osób które są czytelnikami bloga zgodziłaby się z Tobą. I nie ciągnie nas do Polski, tam czujemy się już bardziej obco niż tu – wizyta czy dwie na rok wystarczą. Co nie znaczy, że widzimy Irlandię tylko przez różowe okulary.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s