Szkoła podstawowa w Irlandii

Opowiadam Wam o różnych aspektach życia w Irlandii, ale nie opowiedziałam Wam jeszcze nic o szkole w Irlandii. Wrzesień jest wyśmienitym miesiącem na wpis w szkolnym temacie. Rozpoczynam od szkoły podstawowej.

W Irlandii obowiązek szkolny obejmuje dzieci od szóstego roku życia, ale wiele z nich zaczyna szkołę już po ukończeniu czterech lat. Szkoła podstawowa dzieli się na osiem klas: tzw. Junior Infants, Senior Infants (te dwa lata nie są obowiązkowe), a kolejne klasy są nazywane tak jak w Polsce, czyli numerycznie od pierwszej do szóstej klasy. Obowiązek szkolny jest właśnie od klasy pierwszej, jednak wszyscy rodzice posyłają dzieci do klas  Junior i Senior Infants, bo nie ma innej alternatywy – to taki odpowiednik polskiej zerówki. Jedyne, o czym rodzice decydują to to, czy wyślą dziecko do szkoły w wieku czterech, czy pięciu lat. W programie nauczania w szkole podstawowej nie ma języków obcych, ale za to jest obowiązkowy irlandzki. Dziecko może być zwolnione z nauki irlandzkiego wtedy gdy, spełnia jedno z poniższych kryteriów:

  • uczyło się poza granicami Irlandii do 11 roku życia
  • chodziło do szkoły w Irlandii, następnie wyjechało za granicę i ponownie wróciło. Takie dziecko musi jednak być poza Irlandią przez co najmniej trzy lata i mieć minimum 11 lat wracając do irlandzkiej szkoły.
  • dziecko, u którego stwierdzono specyficzne potrzeby i trudności w nauce
  • upośledzone umysłowo, które ma problem z nauczeniem się swojego języka ojczystego
  • uczeń obcokrajowiec, który w momencie rozpoczęcia edukacji szkolnej nie zna języka angielskiego.

W większości szkół obowiązuje rejonizacja, ale może się zdarzyć, że mimo tego nie będzie miejsca dla wszystkich chętnych. Czasem jest to kwestia dwóch sąsiadujących ze sobą ulic, których mieszkańcy idą do dwóch różnych szkół, nawet jeśli jedna z nich jest położona dalej od miejsca zamieszkania. Właśnie to determinuje ceny nieruchomości w Dublinie, identyczne dwa domy położone na sąsiednich ulicach, mogą różnić się ceną nawet o 100 tysięcy, w zależności od tego, do jakiej szkoły rejonowej należą, szczególnie jeśli szkoły różnią się znacząco reputacją. Przy składaniu podania o przyjęcie do szkoły, należy potwierdzić miejsce zamieszkania poprzez przedłożenie imiennych rachunków za prąd lub gaz za okres kilku miesięcy.  Podanie o przyjecie do szkoły, składa się zazwyczaj w styczniu w roku, w którym dziecko ma rozpocząć naukę, jednak każda szkoła ma swoje własne rozporządzenia w tej sprawie. Są szkoły, w których o przyjęciu decyduje kolejności zgłoszeń. Zdarza się wtedy, że rodzice składają podanie zaraz po narodzinach dziecka i otrzymaniu jego numeru PPS (odpowiednik pesel). Przy przyjęciu dziecka do szkoły z rejonu bierze się również pod uwagę czy jego rodzeństwo jest w tej samej szkole lub też, czy dziecko jest ochrzczone – to w przypadku szkół pod patronatem wyznań religijnych.

Ogromna większość szkół podstawowych w Irlandii to szkoły powszechne zwane tutaj National Schools.  Są one w większości finansowane przez państwo, mimo tego prowadzone są pod patronatem wyznań religijnych. Niemal wszystkie to katolickie – 90%. W szkołach katolickich dzieci modlą się każdego dnia, czasem raz, a czasem nawet i trzy razy (przed rozpoczęciem nauki, na przerwie obiadowej i na zakończenie zajęć) – to już zależy indywidualnie od szkoły.  Oprócz tego, każdego dnia szkoła ma przeznaczyć minimum pół godziny dziennie na nauczanie religii. Daje to około 180 godzin na rok lub więcej, jeśli szkoła czy nauczyciel prowadzący tak zdecyduje. Często jest to niestety więcej niż czas spędzony na naukę matematyki. Ostatnio w Irlandii powstaje coraz więcej szkół tzw. Educate Together, które nie należą do żadnego religijnego wyznania. Te 180 godzin ze szkoły religijnej, szkoły Educate Together spędzają ucząc się o religiach świata, ale też o innych wartościach, takich jak demokracja, równość, feminizm itp. Szkół tych jest na razie mało, jedynie 82 w całym kraju i znajdują się w większości w miastach. Ten typ szkół jest popularny wśród Irlandczyków, którzy preferują demokratyczne zarządzanie szkołą, gdyż w nich nauczyciele i dyrektor nie są tak autorytarni, jak w szkołach kościelnych. Szkoły są też wybierane przez małżenstwa mieszane, gdzie jeden rodzic jest Irlandczykiem lub też przez obcokrajowców przebywających w Irlandii służbowo, na określony czas, którzy nie chcą mieszać religii do nauki.  Tylko w tych szkołach uczeń zwraca się do nauczyciela po imieniu. W Irlandii są też tzw. szkoły Gaelscoils, gdzie językiem wykładowym jest irlandzki. Uważa się, że szkoły te preferowane są przez rodziców, którzy nie chcą, żeby ich dzieci chodziły do szkoły z obcokrajowcami, ale oczywiście w szkołach tych też zdarzają się dzieci obcokrajowców. Bywają też szkoły kościoła anglikańskiego, tzw. tutaj Church of Ireland. Uważane są za dość prestiżowe, ale to z powodu tego, że zazwyczaj są malutkie z tylko jedną, ale za to 30 – osobową klasą. W szkołach w Dublinie klasy są dość liczebne – około 27 – 32 uczniów. W klasach gdzie jest dużo dzieci z orzeczonymi trudnościami w nauce lub upośledzeniami, klasy mogą liczyć około 15 – 24 dzieci. Jeśli w bardzo licznej klasie jest tylko kilkoro dzieci z mniejszymi trudnościami w nauce, nie jest ona dzielona na dwie mniejsze klasy, a jedynie tym dzieciom przyznawany jest dodatkowy nauczyciel do pomocy lub dodatkowe zajęcia wyrównawcze.

Każdego dnia dzieci są w szkole w stałych godzinach, nie ma zmiennego planu lekcji jak w Polsce. Szkoły zaczynają zajęcia około 9 rano i kończą około 15. Klasę prowadzi jeden nauczyciel, przez cały rok ucząc wszystkich przedmiotów. W Irlandii nauczyciele w szkole podstawowej nie mają specjalizacji przedmiotowych. Zazwyczaj każdego roku nauczyciel się zmienia.

Formalnie uczniowie szkół podstawowych nie mają obowiązku nosić mundurków, ale dokładne wytyczne ustala szkoła. I w taki oto sposób w prawie wszystkich szkołach obowiązują mundurki z tarczą szkoły, zgodnie z regulaminem szkoły.  Mundurki  do niektórych szkół można kupić w niezależnym sklepie i doszyć tarczę, ale do sporej części szkół muszą być kupione tylko u wyznaczonego przedstawiciela producenta szyjącego je na indywidualne zamówienie szkoły. O tym wszystkim decyduje szkoła, ale zazwyczaj mundurki kupowane u wyznaczonego sprzedawcy są droższe. 

W szkołach nie ma stołówek. Dzieci przynoszą swoje własne drugie śniadanie czy też lunch. Książki i ćwiczenia rodzice kupują, większość podręczników jest jednak na co dzień w szkole i dzieci przynoszą do domu tylko te z zadaniem domowym. Zadań domowych nie zadaje się w piątki, nie ma kartkówek ani sprawdzianów, ani ocen. Opisowe świadectwo jest wysyłane rodzicom pod koniec roku szkolnego pocztą. Dzieci zazwyczaj nie mogą przebywać na terenie szkoły wcześniej niż 10 minut przed rozpoczęciem zajęć. Czekają wtedy na boisku w rządku swojej klasy na pierwszy dzwonek, aby wejść do klas. Przerwy spędza się na dworze lub w klasie, nie ma biegania po korytarzach tak jak w polskich szkołach. Nie można dzieci zostawić przed lub po zajęciach na świetlic,y bo takich nie ma. Można za to odpłatnie zostawić je rano w tzw. breakfast club a po południu w tzw. after school prowadzonych przez instytucje prywatne. Czasem te kluby mieszczą się na terenie szkoły, podnajmując od niej pomieszczenia, a czasem w dość odległym od szkoły miejscu. W szkołach nie ma darmowych zajęć popołudniowych, wszelkie dodatkowe kółka zainteresowań są płatne. W małych szkołach zdarza się, że dwa roczniki są ze sobą łączone i mają wspólne zajęcia czyli pierwsza klasa jest w tej samej sali lekcyjnej z drugą itp.

W Irlandii spotkacie też szkoły tylko dla chłopców lub dziewczynek. To pozostałość po podziale kościelnym mimo, że pierwsza szkoła koodukacyjna w Irlandii zaczęła swoją działalność w 1945 roku. 

Państwo pewnym szkołom nadaje statut DEIS (Delivering Equality of Opportunity in Schools). Status ten oznacza, że szkoła dostaje więcej pieniędzy i wszystko to, co napisałam powyżej w temacie wydatków ponoszonych przez rodziców, można skreślić. Dzieci w takich szkołach otrzymują darmowe podręczniki, posiłki, mają dodatkowe darmowe zajęcia lub opiekę na świetlicy. Szkoły te są w biedniejszych i o gorszym statucie społecznym miejscach. Kryteria, według których szkoły są oceniane, aby nadać im ten status to odpowiednio wysoki procent  osób bezrobotnych w rejonie szkoły, mieszkań socjalnych, samotnych rodziców, osób z irlandzkiej grupy społeczno – etnicznej tzw. Travellers, dużych rodzin (piątka lub więcej dzieci), uczniów spełniających kryteria otrzymania darmowych podręczników. W zeszłym roku szkolnym 704 szkoły podstawowe zostały zakwalifikowane jako DEIS, z czego 341 w miastach i 363 na wsiach. Te w miastach dzielone są na dwie kategorie: urban 1 i urban 2. W kategorii numer jeden są szkoły z większą liczbą osób spełniających kryteria klasyfikacji DEIS w drugiej mniejsza liczba, ale wciąż wystarczająco wysoka, aby dostać kwalifikację DEIS. Listę szkół DEIS znajdziecie tutaj (dokument excel o nazwie: DEIS school list 2018 – 2019 school year)

Rok szkolny ma trwać co najmniej 183 dni robocze. Rozpoczyna się we wrześniu lub pod koniec sierpnia. Uczniowie mają dwutygodniową przerwą świąteczną oraz krótsze przerwy w połowie października, lutego i Wielkanocy.

Czy dzieci w Irlandii lubią szkołę bardziej niż dzieci w Polsce? Z obserwacji różnych dzieci i opowieści o szkole, o tym, jak funkcjonuje oraz o stosunku nauczyciela do ucznia, wydaje mi się, że irlandzka szkoła jest bardziej przyjazna, otwarta i życzliwa dzieciom niż polska. A jakie jest Wasze zdanie?

14 thoughts on “Szkoła podstawowa w Irlandii

  1. Przyjazna. W naszej szkole pan dyrektor co rano stoi przed szkoła i wita się osobiście uściskiem dłoni z każdym uczniem. Wszystkich zna po imieniu. A w piątki częstuje cukierkami 🙂

  2. Szkoła irlandzka urzekła mnie tym ,że nie ma mówiąc kolokwialnie “spiny”..prace domowe w granicach rozsądku,a uczniowie którzy przejawiają chęć nauki w kierunku ścisłym albo humanistycznym mają możliwość skoncentrowania się na tychże właśnie już w w secondary school..bez szwanku na końcowym rezultacie..

  3. Popieram powyższe opinie i dodam, że chętnie szkoła pomaga rodzicom z dziećmi wymagajacymi dodatkowej opieki, jak dzieci autystyczne, ADHD i z zespołem Downa

    • to już zależy indywidualnie od szkoły i nauczyciela bo słyszałam różne historie. Ale to fakt, że nie wypędza dzieci z potrzebami czy niepełnosprawne ze szkół tak jak się to ostatnio dzieje w Polsce.

      • Nie wiem czy się wypędza czy nie – u mnie w pracy na przykład nie, aczkolwiek sugeruje się czasem rodzicom takie rozwiązanie. Zresztą trudno się dziwić, bo nasze szkoły są kiepsko dofinansowane i nauczyciel wspomagający jest luksusem. Pracuję np w klasie gdzie mam troje dzieci z różnymi orzeczeniami o niepełnosprawności, w tym jedno nie słyszy, nie mówi, nie ma z nim kontaktu. Do tego mam w tej klasie dziecko narodowości romskiej, z którym też trudno się pracuje. Dziecko z niepełnosprawnościami sprzężonymi ma nauczyciela wspomagającego – jest u mnie na jednej lekcji w tygodniu, a w ogóle jest z tym dzieckiem przez 7 godzin w tygodniu – w 8 klasie. Tyle gmina dała pieniędzy. Trudno w tej sytuacji się dziwić, że namawiałam rodziców chłopca na to, żeby zmienili mu szkołę na szkołę specjalną, gdzie naprawdę są specjaliści, którzy pracują z dzieckiem cały czas, gdzie nauczy się funkcjonować w społeczeństwie, nauczy się samoobsługi. W zwykłej podstawówce, chociaż bardzo się staram, naprawdę nie jestem w stanie mu tak dobrze pomóc. Problemem jest już sama komunikacja z nim (polega na tym, że rysuję obrazki żeby coś wytłumaczyć, jakieś modele mu daję itp), a co dopiero nauczenie go czegoś. A przecież nie mogę całego czasu poświęcić tylko temu dziecku, bo mam całą klasę do nauczenia i jestem rozliczana m.in. z wyników egzaminów zewnętrznych. Z podobnymi sytuacjami w polskiej szkole boryka się wielu nauczycieli, więc nie szafowałabym tak lekko tym “wypędzaniem”. Owszem są nauczyciele i szkoły, które chcą pozbyć się “problemu”, ale nie generalizujmy. Część podsuwa pomysł na inną szkołę po prostu kierując się dobrem dziecka.

        • Uderz w stół? Anika nie mówiłam o jakimś konkretnym podejściu konkretnego nauczyciela, ale o tym jak wygląda podejście do dzieci wymagających specjalnej opieki w polskiej szkole. Sama swoim wpisem potwierdziłaś szczegółowo, że są wypędzane bo taka wada polskiej szkoły.

          • Zrozumiałam, że nie mówisz o konkretnym przypadku, ale nie podoba mi się określenie “wypędzanie”. Przyznasz sama, że jest zdecydowanie nacechowane negatywnie. Brzmi trochę tak jakby nauczyciele wypędzali te dzieci, bo są niepełnosprawne, po to, żeby pozbyć się problemu , a rzecz nie w niepełnosprawności, tylko totalnym niedofinansowaniu polskiej szkoły i kolizji między tym, że dziecko niepełnosprawne teoretycznie może uczęszczać do szkoły publicznej, tyle, że nikt nie pomyślał, że takiemu dziecku powinna być zapewniona dodatkowa opieka, odpowiednie warunki, specjaliści itp.
            Mój komentarz miał jedynie na celu pokazanie skąd się to “wypędzanie” bierze, bo mój przypadek nie jest jakiś odosobniony, większość małych szkół i nauczycieli boryka się z podobnymi problemami i uważam, że stwierdzenie, nawet ogólne – “… nie wypędza dzieci…tak jak ostatnio się to dzieje w Polsce” nie jest sprawiedliwe.

          • Nie ma potrzeby brać tego osobiście do siebie, chyba ze tak lubisz. Tak polska szkoła wypędza dzieci, tak nie zapewnia im dodatkowej opieki ani warunków żeby mogli w niej być. Tak, to bardzo negatywne i niepokojące zjawisko takie dzielenie dzieci na lepsze i gorsze, na te ktore w szkole mogą być i te które są wypędzane.

  4. Zgadzam się ze wszystkim powyżej:) Taki wpis może być bardzo pomocny.
    Ja sama zaczerpnęłam od Ciebie sporo przydatnych informacji półtora roku temu jak sie przygotowywaliśmy do wyjazdu. Nie zgadzam się tylko z jednym: juz pisałaś o szkole w tekście o dzieciach w Irlandii;) Tamtą lekturę przerobiłam, też sie przydała, bo chłopaki zapamiętali, że nie będzie ocen i kartkówek, i zadań w piątki:)

    Moich dwóch synów chodziło do polskiej podstawówki do końca czwartej i szóstej klasy. Rok temu przeprowadziliśmy się do Irlandii i trafili też do 4 i 6 klasy, żeby jeden rok być w tej samej szkole, żeby “dogonić” resztę językowo, zaadaptować się, zresztą i tak jeden rok mieli w “zapasie”, bo w PL poszli jako sześciolatki. Tutaj dyrektor wyliczył, że gdyby tu zaczynali to też na tym etapie byliby w tej 4 i 6 klasie, więc argumentów sporo, że powtarzają, zwłaszcza dla nich;)

    Ale dzięki temu mamy porównanie. Szkoła irlandzka jest bardzo przyjazna, zero stresu, ocen, kartkówek. Jak ktoś choruje to nie musi nadrabiać, uzupełniać zadań (w PL tydzień choroby wiązał się z masą nadrabiania, przez kolejny tydzień- dwa, czy weekendy przerąbane, plus oczywiście materiał bieżący).
    Robią sporo prac plastycznych, PE (czyli WF) tylko raz w tygodniu, ale za to każdego dnia wychodzą na zewnątrz dwa razy (krótka przerwa o 11tej, półgodzinna o 12tej) i grają w piłkę. Nie wychodzą tylko jak bardzo pada, w tamtym roku szkolnym zdarzyło sie to może 3 (!) razy.
    Szkoła jest przygotowana na uczniów, którzy słabo znają angielski, a nawet można posłać dziecko nie mówiące po angielsku w ogóle- nie ma problemu. Każda szkoła ma supporting teachers, którzy prowadzą dodatkowe lekcje angielskiego. Mój syn ma takie lekcje prawie codziennie w grupce 2-3 osobowej.
    W PL nie ma w ogóle takiego rozwiązania- przygotowania na obcokrajowców.

    Książki można kupić samemu nowe albo zdecydować się na wypożyczenie- w takim zestawie są używane podręczniki + nowe zeszyty ćwiczeń, koszt 50 euro. Cały czas piszę o naszej szkole:)
    Minusem na pewno jest brak stołówki, świetlicy (punkt 3pm trzeba dzieci odebrać, rano 9:20, nie wcześniej, więc z pracą 9-17ta kiepsko). Raz w tygodniu ma after school sports- czyli do 16tej. Są tez inne zajęcia (też płatne)- gitara, arts& craft, drama, itp.

    Minusem jest to że materiał jest mega prosty, po doświadczeniach z polskiej podstawówki np. na matmie sie strasznie nudzą. Fajne jest spelling (książka do ang. która polega na nauce pisowni, a my uczymy się z niej również słówek:)
    Uwielbiamy Read at Home- krótkie czytanki na różne fajne tematy- idealne do nauki języka:)

    Minus: czytanie książek. Tutaj dzieci czytaja bardzo mało, a jak juz to krótkie, proste książeczki z masą obrazków. W PL w szóstej klasie czytali W pustyni i w puszczy i w ciągu roku kilka tego typu “grubych” książek. Tutaj w szóstej klasie przerobili chyba dwie książki (ok 200 stron każda), czytając na głos w klasie (!!!), czyli czytanie i przerabianie jednej zajęło chyba 3 miesiące 😉

    Sporo jest wolnego: tydzień na Halloween:), 2 tygodnie na Gwiazdkę, parę dni w lutym (mid term break), 2 tygodnie na wielkanoc (w PL 6 dni wtedy), no ale nie ma tych wszystkich 1, 3 maja, bożego ciała, 3 króli, itp. I to ciekawe bo niby kraj katolicki jako i Polska;) Więc w sumie ilość wolnych dni wychodzi podobnie, zwłaszcza że rok szkolny trwa do końca czerwca.

    Podsumowując: uciekliśmy m.in. przed dobrą zmianą i eksperymentach na żywych organizmach (typu: mój starszy syn który byłby w tamtym roku w eksperymentalnej siódmej klasie, a teraz jeszcze bardzie eksperymentalnej ósmej…).
    Tu jest spokojniej.
    Teraz 13latek zaczął post primary i jest ok.

  5. Hej!
    Zgadzam się ze wszystkim powyżej.
    Taki wpis może być bardzo pomocny.
    Dla mnie wiele Twoich wpisów było i jest. Może nie zgodzę się z jednym: już pisałaś o irlandzkiej podstawówce w tekście o irlandzkich dzieciach;) Przydalo się, zapamiętaliśmy, że nie ma ocen i kartkówek, i zadań w piątki:) Sprawdziło się.

    Moich dwóch synów chodziło do polskiej podstawówki do końca czwartej i szóstej klasy. Rok temu przeprowadziliśmy się do Irlandii i trafili też do 4 i 6 klasy, żeby jeden rok być w tej samej szkole, żeby “dogonić” resztę językowo, zaadaptować się, zresztą i tak jeden rok mieli w “zapasie”, bo w PL poszli jako sześciolatki. Tutaj dyrektor wyliczył, że gdyby tu zaczynali to też na tym etapie byliby w tej 4 i 6 klasie, więc argumentów sporo, że powtarzają, zwłaszcza dla nich;)
    Dzięki temu mamy porównanie. Szkoła irlandzka jest bardzo przyjazna, zero stresu, ocen, kartkówek. Jak ktoś choruje to nie musi nadrabiać, uzupełniać zadań (w PL tydzień choroby wiązał się z masą nadrabiania, przez kolejny tydzień- dwa czy weekendy przerąbane, plus oczywiście materiał bieżący).
    Robią sporo prac plastycznych, PE (czyli WF) tylko raz w tygodniu, ale za to każdego dnia wychodzą na zewnątrz dwa razy (krótka przerwa o 11tej, półgodzinna o 12tej) i grają w piłkę. Nie wychodzą tylko jak bardzo pada, w tamtym roku szkolnym zdarzyło sie to może 3 (!) razy.
    Szkoła jest przygotowana na uczniów, którzy słabo znają angielski, a nawet można posłać dziecko nie mówiące po angielsku w ogóle- nie ma problemu. Każda szkoła ma supporting teachers, którzy prowadza dodatkowe lekcje angielskiego. Mój syn ma takie lekcje prawie codziennie w grupce 2-3 osobowej.
    Książki można kupić samemu albo zdecydować się na wypożyczenie- w takim zestawie są używane podręczniki + nowe zeszyty ćwiczeń, koszt 50 euro. Cały czas piszę o naszej szkole:)
    Minusem na pewno jest brak stołówki, świetlicy (9:20 należy dzieci dostarczyć, punkt 3pm odebrać). Raz w tygodniu ma after school sports- czyli do 16tej. Sa tez inne zajęcia (też płatne)- gitara, arts& craft, drama, itp.

    Minusem jest to że materiał jest mega prosty, po doświadczeniach z polskiej podstawówki np. na matmie sie strasznie nudzą. Fajne jest spelling (książka do ang. która polega na nauce pisowni, a my uczymy się z niej również słówek:)
    Uwielbiamy książkę Read at home z krótkimi czytankami na rózne tematy, idealna do nauki języka.

    Minus: czytanie książek. Tutaj dzieci czytaja bardzo mało, a jak juz to krótkie, proste książeczki z masą obrazków. W PL w szóstej klasie czytali W pustyni i w puszczy i w ciągu roku kilka tego typu “grubych” książek. Tutaj w szóstej klasie przerobili chyba dwie książki (ok 200 stron), czytając na głos w klasie (!!!), czyli czytanie i przerabianie jednej zajęło chyba 3 miesiące.

    Sporo jest wolnego: tydzień na Halloween:), 2 tygodnie na Gwiazdkę, parę dni w lutym (mid term break), 2 tygodnie na wielkanoc (w PL 6 dni wtedy), no ale nie ma tych wszystkich 1, 3 maja, bożego ciała, 3 króli, itp. I to ciekawe bo niby kraj katolicki jako i Polska;) Więc w sumie ilość wolnych dni wychodzi podobnie, zwłaszcza że rok szkolny trwa do końca czerwca.

    Podsumowując: uciekliśmy m. in. przed dobrą zmianą i żeby uchronić dzieci przed eksperymentem na żywym organizmie- starszy syn byłby rok temu w eksperymentalnej siódmej klasie, teraz w eksperymentalnej ósmej…
    Tu jest spokojniej.
    Teraz 13latek zaczął post primary, napiszę nieśmiało że jest ok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *