Teledyski nagrane w Dublinie

Obejrzałam dwie serie irlandzkiego serialu prawniczego Striking Out. Główną rolę gra Amy Huberman, prywatnie żona byłego kapitana irlandzkiej drużyny rugby, Brian O’Driscoll. Jednak nie to przykuło moją uwagę, a to, że akcja serialu ma miejsce w Dublinie. Dublin zarówno z lotu ptaka, jak i z perspektywy pieszego, jest w tym serialu magicznie uchwycony. Mnie sprawiało wiele radości rozpoznawanie miejsc, kawiarni czy restauracji. Też tak lubicie? Jeśli tak, to mam dla Was świetną niespodziankę dzisiaj — poznajcie kilka teledysków, które zostały nakręcone w Dublinie.

W roku 1998 zespół The Spice Girls teledysk do piosenki Stop nagrał w północnej dzielnicy Stoneybatter, która obecnie kreuje się na hipsterską.

Miejsce to zostało wybrane, bo podobno przypominało typową ulicę brytyjskiej klasy robotniczej w latach 50 ubiegłego wieku i takiego właśnie tła szukały dziewczyny do swojego teledysku. Filmik przedstawia piosenkarki pukające do drzwi mieszkańców Carnew Street i tańczące na ulicy. Podobno mieszkańcy każdego domu dostali 100 funtów, za wystąpienie w teledysku. Jeśli się zastanawiacie czy rozpoznałam ulicę z teledysku, to przyznam Wam się szczerze, że nawet nie miałam pojęcia o jej istnieniu, gdyż jest to mała rezydencka uliczka, znana tylko osobom mieszkającym w pobliżu.

Myślę, że w kolejnym teledysku rozpoznacie jedną z dublińskich nadmorskich dzielnic zwaną Great South Wall. Dubliński zespół The Script nakręcił tam czarno biały teledysk do teledysku Breakeven. Miejsce łatwe jest do rozpoznania dzięki charakterystycznym kominom. Przed nagraniem teledysku, dublińskie radio FM104 ogłosiło konkurs dla słuchaczy chcących wystąpić w teledysku. Czy zespół jest znany w Polsce? W Irlandii jest dość popularny, a kuzyn mojego kolegi jest perkusistą zespołu i czasem przemyca zakulisowe opowieści.

Chyba nie zdziwicie się, że zespół U2 nagrał w swoim rodzinnym mieście sporo teledysków. Takie najłatwiejsze do rozpoznania? Teledysk do piosenki The Sweetest Thing kręcony na łatwo rozpoznawalnej dzięki swym kolorowym drzwiom i wysokim dzielnicom Fitzwilliam Place, a następnie na Upper i Lower Fitzwilliam Street, aż po Leeson Street i Holles Street.

Oczywiście to nie są jedyne teledyski nakręcone w stolicy Irlandii, wybrałam jednak dla Was te, których artyści są najbardziej znani. Pamiętajcie jednak, ża najładniejsze zdjęcia Dublina nie zobaczycie w tych teledyskach, a w serialu który wspomniałam na początku wpisu. 

 

11 mniej znanych parków w Dublinie

O Dublinie mówi się, że gdziekolwiek się nie znajdziesz, zawsze masz około 300 metrów do obszaru z zielenią. Zazwyczaj jest to pasek zieleni pomiędzy domami czy apartamentami, popularnie tutaj zwany „The Greens”, ale wszelkich parków różnych wielkości, też jest sporo. Wybrałam dla Was te, które osobiście bardzo lubię, oraz które mają do zaoferowania coś więcej niż tylko zieleń, a ponadto są mniej znane. Celowo unikałam dużych parków, o których napiszę w osobnej notce.

Blackrock Park

Śliczny mały park ze stawem i ścieżkami spacerowymi. Kiedyś w tym miejscu był podmokły przez wodę morską teren. W 1870 roku postanowiono zagospodarować to miejsca i stworzyć park. Odpoczywając w parku macie również widok na morze i pociągi.

Blessington Street Basin

Prawdziwa ukryta perełka. Znajduje się blisko O’Connell Street, ale nieliczni Dublińczycy wiedzą o jego istnieniu. Został otwarty w 1810 roku w celu dostarczania wody północnemu Dublinowi. Oficjalna nazwa brzmi „the Royal George Resoivoir” na cześć króla Jerzego III, ale okoliczni mieszkańcy woleli mówić „basin”. Już nie służy jako rezerwuar, ale za to jako wodna oaza dla ptactwa i odwiedzających. Niestety, dzięki temu, że ma sporo ławek i jest spokojny, czasem przyciąga nieco podejrzane towarzystwo z nieco podejrzanych okolic ulicy O’Connell.

Garden of Remembrance

Poświęcony pamięci tysięcy Irlandczyków, którzy zginęli walcząc o wolność Irlandii. Pomnik Children of Lir stanowi jego kulminacyjny punkt. Nawiązuje do irlandzkiej legendy, w której czwórka dzieci króla Lira została zamieniona w łabędzie na okres 900 lat. To ogród dobry na spokojny odpoczynek i zadumę.

Herbert Park

Znajduje się w Ballsbridge i ma urok oraz zalety małomiasteczkowego parku. Tu spotkacie lokalnych biegaczy i spacerowiczów, osoby grające w tenis, piłkę nożną lub GAA, ale też dzieci na placu zabaw. Nie przegapcie stawu z kaczkami — weźcie ze sobą trochę chleba.

Iveagh Gardens

Zagubiona oaza w centrum miasta. Znajduje się bardzo blisko St. Stephen’s Green, ale nie przebija się przez swego sławniejszego kuzyna, do świadomości turystów niemal wcale. I dobrze, bo dzięki temu pozostaje cichym i niemal wyludnionym miejscem. Dojdziecie do niego od strony Harcourt Street lub też tajemniczym przejściem w rogu parkingu National Concert Hall. Dlatego też warto o nim pamiętać, jeśli wybieracie się na koncert do filharmonii. Ogród zaprojektowano w 1863, znajdziecie w nim wodospad, fontanny, ogród różany oraz rzeźby. W ogrodach odbywają się koncerty oraz letni Vodafone Comedy Festival.

Palmerston Park, Rathmines

Piękny mały park, który jest ogrodzony i ma określone godziny otwarcia. Podzielony jest na dwie części. Jedna ma więcej otwartej przestrzeni i plac zabaw a druga staw, rabaty i ścieżki spacerowe.

People’s Flower Gardens

Założony w 1864 roku znajduje się w Phoneix Park i graniczy z sądem. Blisko stąd do dublińskich ulic przy rzece Liffey –  Quays, ale często jest niedostrzegany. Ma pięknie zadabane rabatki, kilka tajemnych ścieżek, jezioro z łabędziami i gromadę wiewiórek.  Nie jest to duży park, ale jeśli wybieracie się do samego Pheonix Park czy do zoo, to będziecie w pobliżu, więc dajcie się skusić na miłą przechadzkę.

Ranelagh Gardens Park

Położony w samym sercu Ranelagh zwany przez okolicznych mieszkańców “The Convent”, gdyż przez jakiś czas należał do zakonu. Jest mały, spokojny, z dużą ilością ławek i stawem z kaczkami. Jeśli lubicie odwiedzać miejsca, z którymi wiążą się jakieś ciekawe rzeczy, dodam, że pierwszy wypuszczony do lotu balon w Irlandii, startował właśnie z tego parku 19 stycznia 1785. Niestety, po weekendzie park bywa dość brudny.

 

Ogrody przy Royal Hospital Kilmainham

Budynek został wybudowany w roku 1680, jest najstarszym budynkiem klasycystycznym w Dublinie i był wzorowany na pałacu Les Invalides w Paryżu. Przez wiele lat funkcjonował jako szpital, następnie był siedzibą główną tutejszej policji, a od roku 1991 jest siedzibą The Irish Museum of Modern Art (IMMA) – Irlandzkie Muzeum Sztuki Współczesnej. Pierwotnie, ogrody w stylu francuskim, miały pełnić funkcję terapetuczną dla pacjentów szpitala. Z czasem stały się prywatnym ogrodem ordynatora. Dziś są w rękach państwa i każdy może się do nich przespacerować — nawet jeśli nie ma w planach odwiedzenia Muzeum Sztuki Współczesnej.

 

St. Kevin’s Park

Zapomniane miejsce w samym sercu miasta. Jego ukryciu pomaga o wiele częściej odwiedzany, bardziej znany i większy, pobliski St. Stephen’s Green. Szybko zauważycie, że to miejsce było kiedyś placem przykościelnym — ruiny kościoła oraz stary cmentarz są wciąż świadkiem przeszłości parku. Wejdziecie do niego przez bramę, otwartą tylko w trakcie dnia. Otoczony murem pokrytym bluszczem i wysokimi budynkami, St. Kevin’s Park nie jest miejscem, do którego traficie przypadkowo. Mimo tego nie jest opustoszały, szczególnie w porze lunchu. Przychodzą tu osoby, chcące zjeść lunch w plenerze, ale też uniknąć tłumów zapełniających ławki i trawniki St. Stephen’s Green. To chyba najspokojniejszy park dubliński, taki w którym można usiąść i zatopić się w lekturze książki lub posłuchać ptaków i pszczół.

War Memorial Gardens

Ogrody są częścią National War Memorial Park. Powstały ku pamięci 49 tysięcy 400 irlandzkich żołnierzy poległych w czasie I wojny światowej. Wszystkie nazwiska tych żołnierzy są spisane w specjalnej księdze, która znajduje się w budynku parkowym. Można ją zobaczyć po wcześniejszym zaanonsowaniu się. Ogrody są ciekawie zaprojektowane, a gdy uda się Wam je odwiedzić latem, będziecie zauroczeni, ogromem kwitnących róż. Będąc w ogrodach, wprawne oko, zauważy położony po drugiej stronie rzeki Liffey, Phoenix Park. Ten, kto zna obydwa miejsca, wie, z której części Phoenix Park może z kolei obserwować War Memeorial Park.

Jak się już pewnie domyślacie, warto tu również przyjść ze względu na park. Mieszczą się tutaj różne kluby kajakowe, studenckie i policyjny. Chyba ani razu nie zdarzyło mi się być w tym parku i nie widzieć kajakarzy. Towarzyszę im zawsze pieszo. Idę do końca ścieżki wzdłuż rzeki Liffey, a oni płyną obok. Mnie z kolei zawsze towarzysza jacyś trenerzy kajakarzy. 🙂 Jadą sąsiednią ścieżką rowerową, co chwilę pokrzykując kajakarzom instrukcje. Park znajduje się niemal w samym środku Dublina, a jego spokój oraz towarzystwo kajakarzy sprawia, że zawsze wydaje mi się, że wyjechałam gdzieś na wieś.

 

 

Ogrody powyżej opisałam kierując się kolejnością alfabetyczną. Nie są to wszystkie, które chciałam Wam przedstawić, dlatego czekajcie cierpliwie na kolejne wpisy o parkach i ogrodach dublińskich. Który z tutaj przedstawionych lubicie najbardziej?

Dlaczego Irlandczycy nie lubią U2?

Znacie pewnie Boba Geldofa, Sinead O’Connor, Cranberries, The Corrs, Westlife, Enyę czy Chrisa de Burgh. Wszystkich tych irlandzkich artystów popularnością przebija na głowę zespół U2 z piosenkarzem Bono na czele.

Lista najbardziej dochodowych tras koncertowych na świecie zawiera 20 pozycji. Zespół U2 figuruje na niej na miejscu szóstym z trasą Vertigo Tour oraz  na miejscu pierwszym z trasą koncertowa U2 360° Tour. Vertigo Tour odbywała się w latach 2005 – 2006 i przyniosła ponad 389 milionów dolarów dochodu, a U2 360° Tour z lat 2009 – 2011 przyniosła ponad 736 milionów dolarów. Łącznie na wszystkich swoich trasach U2 zarobił prawie 2 miliardy dolarów.  Ponadto zespół może się pochwalić 170 milionami sprzedanych płyt.

Członkowie zespołu od wielu lat współpracują z różnymi artystami, gwiazdami i politykami, aby rozwiązać problemy związane z ubóstwem, chorobą i niesprawiedliwością społeczną. W swoich kultowych już piosenkach U2 często nawiązuje do współczesnych problemów, jak na przykład w utworach Sunday Blooody Sunday czy New Year’s Day. Pierwsza traktuje o zamieszkach w Północnej Irladnii w 1972 roku, a druga o polskiej Solidarności.

Utalentowani, zaangażowani, bogaci, oraz z Irlandii. Wydawałoby się, że nic tylko powinni być wielbieni w swojej ojczyźnie. Jednak Dublin nie oferuje żadnych tras turystycznych śladami U2 jak to robi na przykład Liverpool śladami Beatles. Stolica Irlandii nie promuje różnych U2 tematycznych miejsc, jak to robi z miejscami związanymi z pisarzem Jamesem Joycem i jego powieścią Ulisses, mimo że muzyka U2 jest zanan większej licznie osób niż bohater Leopold Bloom. Jeśli nie wiecie, że zespół tu mieszka, nigdy tego nie odgadlibyście spacerując po dublińskich ulicach. Nigdzie nie ma po zespole śladu, a przechodząc po ulicy Grafton wśród ulicznych artystów, nie dowiecie się, że wiele lat temu na tej samej ulicy, ulicznym muzykiem był nieznany jeszcze wtedy nikomu Bono. Jedyne co możecie często zobaczyć to dość licznie powtarzające się napisy na ścianach dublińskich obwieszczających, że Bono is a Pox (Bono jest kiłą). 

Jednak, zespół lubiany jest przez rodaków, a bilety na dublińskie koncerty zawsze znikają tak szybko jak świeże bułeczki.  Można lubieć muzykę, ale nie cierpieć osoby która ją tworzy? A może to zwykła zawiść, że im się tak powiodło? A może jednak Bono jest sam sobie winny? Irlandczycy uważają go za pozera, który chce się wszystkim przypodobać. Koleżanka Irlandka, ze zniesmaczeniem wspominała mi kiedyś dawny koncert U2 w Nowym Jorku, na którym była i zdziwiła się słysząc jak Bono powiedział do publiczności “o jak to dobrze być w domu”. Kilka dni temu Bono znów zirytował rodaków swoją wypowiedzią podczas londyńskiego koncertu. Dziękował on na nim Brytyjczykom za opiekowanie się irlandzkimi emigrantami przybywającymi do Wielkiej Brytanii.

Według Irlandczyków Bono to hipokryta, który z jednej strony angażuje się w pomoc biedniejszym i poszkodowanym, a sam unika płacenia podatku w Irlandii, przenosząc część płatności do Holandii. Nawołuje do pomocy bezdomnym, ale sprzeciwia się budowie domów socjalnych w swoim dublińskim sąsiedztwie. Uważany jest za osobę, która udaje świętoszka i kaznodzieja zarazem. Drażni również megalomania Bono, który niczym Napoleon mówiący Francja to ja, zrobił się samozwańczym ambasadorem i głosem Irlandii na świecie, mimo tego, że i tak większość czasu mieszka poza Dublinem. Zarzucają mu, że jest showman z bardzo dużym ego, uważającym się za wpływowego gracza w sprawach światowych. Irlandczycy dodają, że przecenia swoje znaczenie i wkład, a jego wypowiedź na TED Talk jest żenująca.

 – Jaka jest różnica pomiędzy Bogiem a Bono?

– Bóg nie myśli że jest Bono.

Anonim

 

W Stanach Zjednoczonych spoglądasz na faceta, który mieszka w rezydencji na wzgórzu i myślisz, że pewnego dnia, jeśli ciężko pracuję, mógłbym mieszkać w takiej rezydencji. W Irlandii ludzie patrzą na faceta w rezydencji na wzgórzu i stwierdzają, że pewnego dnia dorwę tego drania.

Bono

(U2 na dublińskiej ulicy Fitzwilliam Street)

punkty widokowe Dublina

Piękne lato mamy w Irlandii i aż się chce spacerować, podziwiać i robić zdjęcia. A najlepiej z jakiejś wysokiej wieży widokowej, tylko co tu zrobić skoro takowej brak w Dublinie? Na Spire się nie wdrapiecie, ale za to możecie dostać się w kilka innych miejsc, z których widok Was zachwyci, a Dublin rozkocha na całego.

Gravity Bar

Zacznijmy od centrum Dublina. Aby dostać się w to miejsce, trzeba najpierw wydać pieniądze. Jak najbardziej warto, gdyż Guinnessa a na koniec dostaniecie jego kufel do wypicia. Oczywiście pijecie w miejscu z wiodokiem. Zapraszam was do muzeum Guinness Storehouse a w nim do baru widokowego zwanego Gravity Bar. Umieszczony na samym szczycie budynku, zwany również “head of the pint” nawiązując do białej pianki zwiekczającej porządnie nalany kufel Guinnessa.

Howth Summit

Półwysep Howth nęci na wiele sposobów. Port rybacki ze świeżymi rybami, dobre restauracje i kafejki, Muzeum Transportu, Zamek oraz klify. Proponuję tym razem jednak wspinaczkę na szczyt Howth tzw. Howth Summit. Roztacza się stamtąd piękny widok na dalekie centrum Dublina. Zobaczycie również wyraźnie kształt półwyspu oraz miejsce, w którym łączy się z resztą lądu.

Killiney Hill

Romantyczne widoki na Dublin, plażę oraz na położoną na linii brzegowej kolejkę DARTa urzekły między innymi Enyę i Bono, którzy tu mają swoje domy. (z tym że ten ostatni większość czasu mieszka w Nowym Yorku, w Dublinie pojawiając się bardzo rzadko). Spacer po zielonym wzgórzu Killaney to jedna z lepszych i darmowych przyjemoności, jakie oferuje stolica.

Hell Fire Club

Jednym ze szczytów Dublin Mountains jest 383- metrowa górka zwana Mount Pelier. Na jej szczycie wznosi się ruinka dawnego domu łowieckiego zbudowanego około 1725 roku przez Williama Connolly. Domek nazwę swą wziął od nazwy wzgórza. Kiedyś na szczycie wzgórza znajdował się prehistoryczny grób korytarzowy. Pozostało po nim kilka kamieni, gdyż większość została zabrana, aby wybudować właśnie domek myśliwski. Krótko po skończeniu budowy Montpellier Hill w trakcie burzy silny wiatr zwiał dach. Okoliczni mieszkańcy stwierdzili, że to sprawka Szatana, który w ten sposób chciał dać nauczkę za zniszczenia grobu korytarzowego. Od tego momentu uważa się, że siły nadprzyrodzone wzięły wzgórze Montpelier  w swoje władanie  i od czasu do czasu dają o sobie znać. Dlatego też, gdy członkowie irlandzkiego HellFire Club obrali sobie domek myśliwski na miejsce spotkań, reputacja miejsca się tylko pogarszała, wzbogacona o legendy o okultyzmie i satanizmie. Z czasem, ruiny domku myśliwskiego przestano określać nazwą Montpelier a zaczęto o nich mówić HellFire Club i tak pozostało po dziś dzień. Ze wzgórza rozciąga się przepiękny widok na Dublin.

Bray Head

Jeśli jeszcze nie weszliście na Bray Head, to musicie czym prędzej nadrobić to przeoczenie. Do Bray dojedziecie pociągiem z centrum Dublina, a ścieżka prowadząca na szczyt rozpoczyna się w niedalekije odległości od stacji DARTa. Tutaj zobaczycie oczywiście samo Bray, ale w oddali również i Dublin. I właśnie stojąc na szczycie Bray Head, zrozumiecie, dlaczego Dublińczycy często traktują Bray jak część swojego miasta, całkowicie ignorując to, że leży nie tylko poza jego granicami, ale też w innym hrabstwie.

Croke Park

Jedną z atrakcji stadionu Croke Park jest wycieczka Etihad Skyline Tour czyli spacerek po jego dachu. Oczywiście tylko dla tych, którzy nie mają lęku wysokości ,gdyż wjeżdża się na wysokość mniej więcej 17 pięter. Warunkiem skorzystania z tej atrakcji jest tak naprawdę pogoda. Podczas silnych wiatrów czy deszczu wysokościowy spacer jest odwoływany. Gdy pogoda jest sprzyjająca, płacimy 25 euro i…najpierw bierzemy udział w pogadance na temat bezpieczeństwa. Dostajemy specjalne pasy, którymi przypinamy się do wewnętrznej balustrady i możemy podziwiać panoramę Dublina oraz zatrzymać się na dłużej na zrobienie fotek na 5 tarasach widokowych.

PS. Ja mam lęk wysokości.

Convention Centre

Budynek Convention Centre położony jest przy ujściu rzeki Liffey. Rozpoznacie go łatwo dzięki nietypowemu kształtowi. Mój przyjaciel, zwiedzający Dublin po raz pierwszy kilka tygodni temu, określił go żartobliwie mianem przewracającej się puszki.  Do budynku dostaniecie się uczestnicząc, w którymś z licznie tu odbywających się sympozjów, konferencji czy targów branżowych. Spodoba Wam się widok z wyższych pięter na rzekę Liffey. Może uda Wam się wymknąć na najwyższe piętro i stamtąd podziwiać nie tylko panoramę Dublina, ale i też wyraźnie rysujących się w oddali szczytów Gór Dublińskich.

10 rzeczy których nie wiedzieliście o Dublinie

Święty Walenty

Miłości możecie szukać wszędzie, ale Wasze szanse wzrastają w dublińskim kościele  Our Lady of Mount Carmel, znanym też jako Whitefriar Street Church na ulicy Aungier. Dlaczego? Znajduje się tam statua świętego Walentego wraz z jego relikwiami. W dniu 14 lutego można wziąć udział w specjalnej ceremonii, w trakcie której pary, które przygotowują się do ślubu mogą również poświęcić  swoje obrączki.

Most O’Connell

Swego czasu most ten, a raczej jego pierwowzór, to pierwszy most przecinający rzekę Liffey w Dublinie. Dziś tych mostów jest mnóstwo i mimo, że O’Connell Bridge nie jest może najbardziej znanym pod względem turystycznym mostem w Dublinie (takim pewnie jest Ha’penny Bridge), jest za to najczęściej uczęszczanym. Z wielu powodów ma szczególne  miejsce w sercach Dublińczyków. To czego nie wiedzieliście o tym czteropasmowym moście to, to że jego długość równa się jego szerokości.

Guinness

Trunek, który jest nieoficjalnym symbolem Irlandii oraz Dublina nie trzeba Wam przedstawiać? W roku 1759 Arthur Guinness  podpisał umowę najmuj dającą mu prawo do ziemi, na której znajdował się browar. W umowie tej zobowiązywał się płacić 45 funtów rocznie ale czy wiecie, że umowa miała obowiązywać 9 tysięcy lat?

Ukryta rzeka

Najbardziej znane trzy rzeki Dublina to Liffey, Tolka oraz Dodder. W czasach średniowiecznego Dublina, inna rzeka odgrywała bardzo ważną rolę – rzeka Poddle. Tworzyła ona fosę wokół Dublin Castle i w trakcie przypływu łączyła się z rzeką Liffey w miejscu gdzie dziś są ogrody zamkowe  – Dubh Linn Gardens.  Dubh Linn oznaczało mniej więcej “czarne rozlewisko”. Wikingowie, prawdopodobnie właśnie tam cumowali swoje statki a nazwa miejsca dała początek dzisiejszej nazwie stolicy – Dublin. Czy wiecie, że dziś rzeka Poddle jest niemal całkowicie podziemna? Czterokilometrowa rzeka nie jest powszechnie dostępna, ale wciąż jest przepustowa. Możecie się nad nią przejść z Ship Street w stronę Palace Street gdzie się rozwidla i jeden z jej kanałów przepływa pod Olympia Theatre. Następnie łączy się ponownie i wypływa do rzeki Liffey przez ceglany tunel przy ulicy Wellington Quay.

(na mapie zobaczycie w prawym dolnym rogu zaznaczony zamek oraz The Pool czyli to rozlewisko, które dziś jest Ogrodami)

(zdjęcie pierwsze przedstawia Ogrody, a drugie, miejsce w którym wypływa rzeka Poddle do rzeki Liffey przy Wellington Quay – niezbyt fotogeniczne)

Cztery hrabstwa Dublina

Wyspa podzielona jest na 4 prowincje i 32 hrabstwa. Jedna z prowincji, Ulster, znajduje się w Irlandii Północnej i w Republice.  6 z 32 hrabstw jest w Irlandii Północnej. Jeśli jeszcze się wystarczająco nie skonfundowałeś, to zadam Ci kolejne pytanie. Czy wiesz, że oprócz powszechnie znanych 32 hrabstw, od roku 1994 Dublin ma cztery  hrabstwa administracyjne? Są tą: Dublin City, South Dublin, Dún Laoghaire-Rathdown oraz Fingal.

„Good puzzle would be cross Dublin without passing a pub”

Irlandczycy uwielbiają swoje puby i chyba nie znajdzie się większej wioseczki bez pubu. Natomiast w centrum miast i miasteczek trudno znaleźć ulicę, na której nie byłoby pubu. Leopold Bloom, bohater Ulyssesa autorstwa Jamesa Joyce, stwierdził, że niezła by to była szarada spróbować przejść Dublin nie przechodząc po drodze obok pubu. W 2011 roku, za rozwiązanie zagadki wziął się pewien irlandzki programista, Rory McCann, napisał algorytm, który pozwolił mu dokonać tego wyczynu. Do tego celu użył OpenStreetMap aby zaznaczyć ponad 1000 dublińskich pubów a algorytm już zajął się resztą. Co prawda, przejdzie się obok restauracji lub hoteli, które pubami nie są, ale można w nich kupić alkohol. Po prostu nie dało rady inaczej.. Na dodatek trzeba przejść obok Browaru Guinnessa, w którym jest bar. Rory twierdzi, że to się nie liczy bo bar jest wewnątrz browaru i trzeba kupić bilet itp żeby ewentualnie skorzystać z baru. Trasa, która prowadzi od Blackhorse do Baggot Street na mapie poniżej:

Miejsce gdzie jest więcej Dublińczyków niż w samym Dublinie

Największa i najważniejsza nekropolia Irlandii – Glasnevin Cementary, to takie Powązki, Rakowiecki i na Rossie w jednym. To tu spoczywają niemal wszyscy znani i sławni Irlandczycy. Dublin ma pół miliona mieszkańców. Czy wiesz, że cmentarz Glasnevin ma ich o wiele więcej bo milion pięćset tysięcy?

Blow-ins czyli pochodzenie Dublińczyków

Większość Dublińczyków to mieszkańcy stolicy pierwszej generacji, nie zdziw się więc, że drużyna której kibicują w irlandzkim ulubionym sporcie – hurling, to drużyna spoza stolicy. Będzie to drużyna z hrabstwa z którego pochodzą oni lub ich rodzicie. Złośliwi twierdzą, że najmniej ulubiona drużyna to ta z hrabstwa z którego pochodzą teściowie.

Niebezpieczna podróż poza granice miasta

Dla Dublińczyka, każdy Irlandczyk mieszkający poza stolicą to “culchie” – wieśniak, nie ważne czy mieszka w mieście czy na wsi. Za czasów brytyjskich wpływów, miasto Dublin wraz z przedmieściami, zwane było The Pale, a to co było poza tym obszarem było uważane za rebelianckie i bardziej niebezpieczne. Jedynym słowem, podróż poza granice The Pale była odradzana, ale też uważana za zbędną – bo w jakim celu? Dlatego też, dziś Dublińczyk wyjeżdżający poza granice administracyjne Dublina, żartobliwie powie, że wyjdża Beyond The Pale.

Popatrzcie jakie piękne i bardzo aktualne czasowo użycie tego stwierdzenia znalazłam dla Was w reklamie Irlandzkich Linii Kolejowych.

Najmłodsze miasto Europy

Powstanie Dublina oficjalnie datuje się na rok 988 jednak miasto jest najmłodsze w Europie ze względu na wiek mieszkańców. Około połowa z nas ma mniej niż 25 lat.