Irlandczycy poniżej 10 roku życia

Dziennikarka, Rosita Boland, przeprowadziła serię wywiadów z Irlandczykami, którą nazwała Dziesięć Dekad Irlandzkiego Życia. Rozmawiała z osobami w wieku od poniżej 10 lat do powyżej 90.  Te rozmowy zafascynowały mnie i podzieliłam się ich jedną częścią z Wami, tłumacząc i publikując rozmowy z osobami powyżej 90 roku życia. Okazało się, że Wam się również spodobały. Dziś przedstawię Wam najmłodsze pokolenie, które wzięło udział w rozmowach. Nie oznacza to, że oni nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Ba, dzięki nim bardzo dużo dowiecie się o dzisiejszym społeczeństwie irlandzkim. Oceńcie zresztą sami:

Eva Flaherty: ‘Some parts about communion are really hard to understand’ / Ciężko mi zrozumieć pewne aspekty związane ze św. komunią.

image (2)

Eva Flaherty, ma osiem lat, mieszka w  Moycullen w hrabstwie Galway

Jest nas w sumie piątka, licząc chomiczkę. Moja mama, tata, młodszy brat Jamie i Ellie, moja chomiczka. Dostałam ją na siódme urodziny. Nazwana została na cześć piosenkarki Ellie Goulding, która ma blond włosy.

Kocham Ellie. Czasem zamykamy wszystkie drzwi i wypuszczamy ją, żeby sobie swobodnie pobiegała. Jest zwierzęciem nocnym. Bardzo chciałabym, aby Ellie była w mojej sypialni, ale ja mam płytki sen, a kółko, w którym całą noc biega, jest hałaśliwe.

Najbardziej lubię jeść pizze oraz rybę z frytkami. Najgorsze dla mnie są oliwki i grzyby. Mój pięcioletni brat Jamie, uwielbia grzyby. To dlatego, że każdy człowiek jest inny.

Jamie uczy się tańca irlandzkiego i lubi oglądać Michaela Flatley oraz Riverdance. (założyciel Riverdance). Słyszymy jak trenuje sam w pokoju, dochodzą do nas odgłosy jego tanecznych kroków.

W szkole lubię matematykę. Podoba mi się w niej to, że można dodawać i odejmować. Można to robić na trzy sposoby: na palcach, na kartce lub w głowie. Liczenie w głowie jest najtrudniejsze, ale lubię je najbardziej. Matematyka jest fajna, bo jest wyzwaniem, a ja lubię wyzwania. Lubię też plastykę, bo jestem z niej naprawdę dobra.

Kim jest Michael D Higgins? (prezydent Irlandii). Nie wiem. Za to znam kogoś, kto ma na imię Michael.

Wkrótce moja komunia. Mam elegancką sukienkę po kuzynce. Z okazji komunii będziemy mieć zamek dmuchaniec i to mnie najbardziej ekscytuje.

Jeśli jedno moje życzenie mogłoby się spełnić, to chciałabym, aby moja przyjaciółka Aveen, zamieszkała z nami. I żeby przyniosła ze sobą swego szczeniaczka, Holly.

Gabriella Martins: ‘I think God is a boy, and he has brown hair and peach skin’ / Myślę, że Bóg jest chłopcem o brązowych włosach i brzoskwiniowym kolorze skóry.

image

Gabriella Martins ma siedem lat i mieszka w miasteczku Drogheda, w hrabstwie Louth

Urodziłam się w Polsce. Mój tatuś, Timi, pochodzi z Nigerii a mamusia, Jolanta, z Polski. Rodzice pobrali się w Nigerii. Moja siostra Rebecca urodziła się już w Irlandii. Przyjechaliśmy tutaj kilka lat temu.

Moje ulubione zwierzęta to delfiny. Chciałabym jednego mieć, są słodkie i wydają śmieszne odgłosy. Trzymałabym swojego delfina w ogródku za domem, w dużym akwarium. Nazwałabym go Śmieszek (Giggly), bo delfiny się dużo śmieją. Mam dwa psy, amerykańskie bull terriery, wabią się Rocky i Jazzy.

Ze słodkości najbardziej lubię wata cukrową, a ze zdrowych potraw, ziemniaczki z sosem pieczeniowym.

W szkole lubię plastykę i irlandzki. To, co mi się podoba na zajęciach plastyki to, to że malujemy. Raz robiliśmy sylwetki postaci. Sylwetki są czarne. To tak, jakbyś przeszła ze słońca prosto w cień i wtedy stajesz się nagle cała ciemna. Twoje rysy twarzy też są ciemne i widać tylko twój zarys, czyli takie twoje linie. Muzykę też lubię, a najbardziej One Direction. W szkole nie lubię pisania, bo mi od tego ręka drętwieje.

Wierzę w Boga. Myślę, że jest chłopcem i ma brązowe włosy i brzoskwiniową skórę. Bóg stworzył świat i polecił Noemu zbudować arkę dla zwierząt, bo ludzie byli dla nich źli i je zabijali. Bóg mieszka w niebie ze swym synem, Jezusem, z Marią i Józefem, oraz aniołem Gabrielem.

Myślę, że raj jest tam w górze gdzie wszystkie chmury i, że jest pełen aniołów. Anioły mają taki pilot z guziczkami do sterowania chmurami. Naciskają odpowiednie guziczki i wtedy pada deszcz albo jest pochmurno.

Najstraszniejszą rzeczą jak mi się przydarzyła, to było obejrzenie filmu o dziewczynce o imieniu Coraline. Trochę podobny do Alicji w Krainie Czarów. Ta dziewczynka miała oczy z guziczków. Właśnie to było takie przerażające. Ponadto, boję się też tarantuli. Widziałam raz jedną w książce na zdjęciu, pewien mężczyzna miał ją na ręce.

Najfajniejszą rzeczą jak mi się przydarzyła, było pójście do cyrku tutaj w Drogedzie. Klauny robiły śmieszne rzeczy i oblewały czymś ludzi, mnie nie oblali.

Chciałabym zostać lekarzem albo nauczycielem. To, co mi się podoba w pracy lekarza to, to że pomagają osobom chorym, które tego potrzebują. W pracy nauczyciela podoba mi się możliwość uczenia się o dzieciach. Jeżeli mogłabym mieć jakieś życzenie, to takie, żebym w szkole średnie nie miała zadań domowych w piątki.

Dorośli i dzieci różnią się tym, że ci pierwsi nigdy nie mają czasu na zabawę. Zawsze są tacy zajęci pracą. Dzieci zawsze mają czas. Dlatego też lepiej jest być dzieckiem.

Dexter Comerford: ‘The difference between children and adults? Children are active’ / Różnica pomiędzy dziećmi a dorosłymi? Dzieci są aktywne

image (1)

Dexter ma dziewięć lat i mieszka w Dublinie.

Moje pierwsze wspomnienie jest związane z tym jaki powiedziałem pierwsze słowo, którym były drzwi (door). Powtarzałem je potem jak najęty, uderzając zabawkowymi samochodzikami w drzwi.

W wolnym czasie gram w piłkę nożną. Lubię ruch. Kibicuje angielskiemu klubowi piłki nożnej, Chelsea, gdyż moi rodzice studiowali w Londynie. Gram na lewym skrzydle tak jak mój ulubiony gracz, Eden Hazard. Jest graczem Chelsea i w zeszłym roku zdobył tytuł Gracza Roku (artykuł pochodzi z czerwca 2015).

Najbardziej uszczęśliwia mnie gra na Xboxie oraz strzelanie bramek.

Najstarszą osobą, jaką znam jest moja babcia Carmel. Nie wiem, jednak ile ma lat.

Co sadzę o dorosłych? Cały czas tylko rozmawiają i wcale nie zwracają uwagi na dzieci, szczególnie jak spotkają kogoś, kogo dawno nie widzieli. Kolejną różnicą jest większa aktywność dzieci. Dorośli lubią sobie odpocząć po posiłku, a dzieci chcą na przykład, pójść grać w piłkę.

Najstraszniejsza rzecz, jaka mi się przytrafiła, miała miejsce podczas przerwy wielkanocnej. Pojechałem do Irlandii Północnej i poszedł na most linowy Carrick-a-Rede. Należy po nim iść w towarzystwie dorosłego, ale ja o tym nie wiedziałem. Przeszedłem samodzielnie, było wietrznie i naprawdę strasznie. Wiatr porywał mnie na wszystkie strony i wtedy pomyślałem, że mam nadzieje, że to jeszcze nie jest mój czas na umieranie. Popatrzyłem w dół i widok nie pomagał.

Najwspanialszy prezent, jaki dostałem to iPod, był podarunkiem na dziewiąte urodziny. Mogę na nim grać w gry i słuchać radia. Lubię radio.

Ze swoich własnych rzeczy najbardziej lubi Xbox. Gdybym miał dużo pieniędzy kupiłbym iPada. Moje ulubione programy to Mecz dnia oraz Dennis the Menace i Gnasher (kreskówka o super aktywnym chłopcu z wieloma pomysłami). Gnasher to pies Dennisa.

W szkole lubię w-f, historie oraz plastykę. W naszej szkole są dziewczyny (w Irlandii są szkoły męskie, żeńskie lub koedukacyjne), ale dziewczyny są nudne. Wydaje mi się, że nie lubią zbytnio sportu.

Lubie robić origami, czyli rzeczy z papieru. Robiliśmy papierowe helikoptery i ja swój zaprojektowałem sam. Nie było to wcale łatwe, a ponadto mój helikopter miał długie śmigła. Poszliśmy na dwór i podrzuciłem helikopter w powietrze. Poleciał od razu do góry i kręcił się i kręcił. W sumie zrobił 31 obrotów. Potem wleciał na dach szkoły i już go nie zobaczyłem. Każdy krzyczał podekscytowany i pytał mnie jak zbudowałem ten helikopter. To chyba był moment, gdy poczułem największą dumę w swoim życiu. To było wczoraj.

Gdyby jakieś moje marzenie mogło się spełnić to chciałbym latać. I chciałbym też być niewidzialny.

Z potraw, najbardziej smakuje mi pizza, natomiast gotowanej marchewki naprawdę nie lubię. Pomagam mamie piec. Robimy razem ciasta i crumble (owoce zapiekane pod kruszonką).

Gdy będę starszy, chciałbym grać zawodowo w piłkę nożną. Wiem jednak, że to nie jest takie łatwe. Chciałbym być artystą, ale nie takim od śpiewania bo akurat śpiewać nie lubię.

Tak naprawdę, to nie wierzę w Boga, chociaż on podobno jest dobry i kocha każdego. Uważam, że niegrzecznie jest ignorować gdy ktoś coś do nas mówi i nie odpowiadać. Gdy podniesiesz głowę w stronę nieba i spytasz Boże, podobają ci się moje buty?, on nie odpowiada.

Irlandczycy w wieku 90 lat +

Pamiętacie jak kiedyś zachwycałam się zbiorem wypowiedzi starszych Irlandczyków zebranych w książkach o nazwie Vanishing Ireland? Dwa lata temu Irish Times drukował cykl rozmów z Irlandczykami i w każdym odcinku rozmówcy byli mniej więcej w tym samym wieku. Co odcinek byli to oczywiście inni rozmówcy i młodsi o 10 lat niż ich poprzednicy. Każdego miesiąca oczekiwałam na nową odsłonę  bo czytanie tych wypowiedzi czyli tak naprawdę o czyimś życiu uważałam za pasjonującą lekturę. W pierwszym odcinku, jak już się domyślacie, przedstawiono rozmowy z osobami powyżej 90 roku życia. Postanowiłam dla Was je tutaj spisać. W nawiasach są moje przypisy. 

 Rozmawiała  z nimi i rozmowy spisała dziennikarka Rosita Boland.

Where do people go when they die? Jesus, Mary and Joseph, that’s a queer question’ / Gdzie ludzie idą po śmierci? Jezus, Maria, Józef – co za dziwne pytanie. Lucy Carty

image

Lucy ma 103 lata i urodziła się w maju w roku 1910 (artykuł pochodzi z kwietnia 2014). Jest najstraszą z dziewiątki rodzeństwa, ale tylko jedno z nich wciąż żyje. Jej rodzice utrzymywali się z gospodarstwa rolnego w hrabstwie Wicklow. Lucy zaczęła pracować w wieku 11 lat gdy jej mama zmarła. Początkowo zajmowała się ósemką młodszego rodzeństwa. W wieku lat 14 wyjechała do miejscowości Strokestown w hrabstwie Roscommon do swojej dalszej rodziny, która prowadziła tam pub i sklep spożywczy. Nie płacono jej za pracę, którą często kończyła o północy. Później Lucy spędziła kilka lat ze swoją siostrą opiekując się jej dziećmi. Gdy kuzynka Lucy zmarła osieracając trójkę dzieci, Lucy wzięła je pod opiekę. Po czasie, gdy i te dzieci wyrosły, została z jednym z nich z – Máire O’Rourke. Była z nią przez niemal resztę swojego życia, opiekując się później i jej dziećmi.

Lucy nigdy nie wyszła za mąż. Gdy obchodziła setne urodziny dostała czek od prezydenta Irlandii w wysokości 2,540 euro (czek dawany stulatkom w Irlandii zwany  Centenarian Bounty ”). Lucy wydała te pieniądze na przyjęcie urodzinowe na które zaprosiła krewnych i przyjaciół. Przyjęcie odbyło się w hotelu Clarion w Cork i było na nim 170 gości! Máire, która pomagała przy zorganizowaniu przyjęcia, mówi że Lucy była na nim do 2.30 nad ranem i poszła do łóżka dopiero po długich namowach. Jeszcze dwa lata temu Lucy mieszkała z Máire i jej rodziną w mieście Cork a teraz jest dość aktywną rezydentką oddziału geriatrycznego w uniwersyteckim szpitalu w Cork. Odwiedza ją tam wiele osób, wśród stałych gości jest oczywiście Máire i jej rodzina.

Potrafię się przejść korytarzem. Jeśli jest ktoś kto może wyjść ze ma się przejść to korzystam z tego. Trzeba wstać i się przejść. Trzeba być aktywnym. Nie ma sensu siedzieć i mówić “nie potrafię tego zrobić”. Jeśli będziesz tak postępować to znaczy że się poddajesz. To najważniejsza rzecz jakiej się w życiu nauczyłam: nie poddawać się. Po tym jak się przejdę, siadam bo zrobiłam swoje. Jeśli nie chodzisz to rdzewiejesz.

Jakie mam wspomnienia związane z mamą? Miała długie czarne włosy. Zawsze miała je związane i zakładała na nie szal na mszę. Pamiętam jak raz szłam z mamą na mszę bożonarodzeniową. Było ciemno i szłyśmy przez pola i zarośla ponad jedną milę a mama niosła zapaloną świecę w lampionie by oświetlić nam drogę. Wciąż widzę to światło przebijające przez cztery szklane ścianki lampionu.

Powiedziano mi że mam tyle samo lat co ICA (Stowarzyszenie Irlandzkich Kobiet Wiejskich). Wspaniale było być ich częścią, byłam członkinią stowarzyszenia przez wiele lat. Do dziś mnie odwiedzają. Zawsze lubiłam gotowanie oraz pieczenie a także robienie chleba. Gdy ktoś przychodził z wizytą nie wypuszczałam go zanim nie wziął ze sobą trochę mojego chleba. Wciąż uwielbiam gdy ktoś mnie odwiedza, odwiedzający przynoszą tyle rożnych nowin.

Kto to Enda Kenny (premier Irlandii)? To główna osoba. Musi przyjść i mnie odwiedzić. Znam tu wszystkie triki ale nie wyjawię ich przed tobą.

Jestem szczęśliwa. Miło tutaj być. Gdy wchodzę do jakiegoś miejsca to wiem czy mi się spodoba czy nie od razu, i to miejsce właśnie od razu przypadło mi do gustu. Wciąż potrafię chodzić i mój słuch jest dobry, niestety mój wzrok jest już słabszy.

Lubię słuchać muzyki. Nie pamiętam swoich snów ale myślę że z ich powodu czasem się budzę w nocy. Chodzę na mszę o godzinie 9 każdego ranka. Gdzie według mnie idą ludzie po śmierci? Jezus, Maria, Józef, co za dziwne pytanie. Nie wiem gdzie ktokolwiek idzie po śmierci.

‘I didn’t believe in working all week, drinking all weekend’ / Nie byłem wyznawcą pracy przez tydzień po to by pić przez cały weekend – Paddy O’Connell

image (1)

Paddy ma 91 lat, mieszka w Rathanker, w pobliżu Passage West,  w hrabstwie Cork. Był rolnikiem dopóki nie skończył 70 lat.

Urodziłem się około 12 mil stąd, w Carrignavar. Mój tato był rolnikiem, miał 140 akrów. Na tamte czasy to było to duże gospodarstwo. Było nas dziewięcioro dzieci. Moja babcia i ciocia mieszkały z nami. Ja byłem czwartym dzieckiem, teraz żyjących nas została piątka.

Pamiętam mój pierwszy dzień w szkole. Miałem około sześciu lat. Nauczyciel kazał nam rysować pomiędzy linijkami w zeszycie. To był okropny dzień. Potrafiłem liczyć do 100 i napisać wszystkie liczby, przeliterować swoje imię oraz trochę czytać. Nauczyła mnie tego wszystkiego moja siostra, Margaret, która później została zakonnicą. Gdy ciocia, ta która z nami mieszkała, przyszła po mnie po lekcjach, płakałem i mówiłem, że ja już nie chcę więcej tam wracać. Następnego dnia Margaret poszła do szkoły porozmawiać i przeniesiono mnie do wyższej klasy.

Uwielbiałem gospodarstwo rolne. Doiłem krowę lub nawet dwie każdego ranka przed pójściem do szkoły. Jeździliśmy na kucykach. Mieliśmy konie. Uprawialiśmy żyto, owies, rzepę, buraki, kapustę i marchew.

Przestałem chodzić do szkoły gdy miałem 14 lat. Tak się wtedy robiło. Zostałem w domu i zająłem się rolnictwem i tak samo zrobiło moich dwóch braci. Najstarszy dostał gospodarstwo rolne od wujka, który się nigdy nie ożenił. Dwie moje siostry zostały zakonnicami, dwie znalazły pracę a jedna została w domu aby się nim zajmować.

Gdy miałem około 15 lat, zainteresowałem się psami rasy greyhound. Miałem te psy wiele lat, zazwyczaj dwa lub trzy w tym samym czasie. Mój ulubiony nazywał się Rathanker Rose. Często coś wygrywałem i zarobiłem trochę pieniędzy na tych psach. Lubiłem też wyścigi psów. Przez wiele lat byłem członkiem klubu Barrymore i w zimie chodziliśmy na wyścigi w każdą niedzielę. Teraz nie mam psów. Nie miałbym nic przeciwko żeby mieć chociaż jednego ale nie byłbym w stanie sam się nim zająć.

Kitty była sąsiadką w Carrignavar. Pobraliśmy się w roku 1952 i kupiliśmy to gospodarstwo tutaj w Rathanker. Liczyło ono 110 akrów i był tam stary dom. Odnowiłem go zanim się pobraliśmy i mieszkaliśmy w nim sześć lat. Potem wybudowaliśmy dom w którym wciąż mieszkam.

Mieliśmy ósemkę dzieci. Nie wyobrażam sobie jak mogłoby to być nie mieć dzieci. Byłaby to sama żałość. Duże rodziny to było wtedy coś normalnego. Były rodziny większe od naszej, takie które miały po 10 i 12 dzieci.

Nigdy nie piłem i Kitty też nie. Gdy miałem bierzmowanie, ślubowałem że nie będę pił aż do 21 roku życia a gdy osiągnęłam ten wiek, przystąpiłem do Pioneers (towarzystwo zrzeszające abstynentów). Byłem ich sekretarzem przez wiele lat w  Carrignavar.

Nie przemawiało do mnie pracowanie ciężko w tygodniu a potem picie przez cały weekend. Widziałem jak inni mężczyźni tak robili, oni pili zdecydowanie za dużo. Gdy mieszkasz na wsi, wiesz wszystko o ludziach. Widzisz ludzi w niedzielny wieczór, którzy nie są w stanie dojść do domu. Twoje zdrowie to twoje bogactwo.

Moja wiara katolicka jest dla mnie ważna. Ciężko mi więc było gdy słyszałem o tym wszystkim co się działo w kościele (wykorzystywanie seksualne dzieci przez księży, pralnie Magdalenek itp). Przez wszystkie lata w naszych rodzinach były siostry zakonne i księża. Było więc ciężko. Starałam się jak mogłem abym zachował wiarę. Gdy moje dzieci były małe też dbałem o ich wiarę. Jeśli daję radę to staram się być w niedzielę w kościele.

Odnowiłem prawo jazdy dwa tygodnie temu, ale tym razem już tylko na rok. Jeżdżę do Passage i do Douglas. Mam tam dwie córki. I jeżdżę na mszę. Dzięki temu jestem niezależny. Jeżdżę lokalnymi drogami ale nie mam już tej szybkości aby jechać głównymi, szybkimi drogami.

W telewizji oglądam program Nationwide. Trochę czytam, głównie gazety – Examiner . Byłoby lepiej gdyby był Cork Examiner ; było więcej na temat Cork.

 Oczywiście, że gdy osiągasz pewien wiek, ciężko jest widzieć, że twoi przyjaciele umierają. Ale z czasem staje się to łatwiejsze. Kitty zmarła na raka w roku 2005. Chorowała przez 3 lata. Ona miała świetny charakter i cała była wspaniała. Świat i życie jest inne bez niej. Jest smutno. To wszystko co mogę powiedzieć.

To co najbardziej cenię w ludziach to uczciwość. I na tym etapie swojego życia, nauczyłem się że jeśli nie dbasz o swoja pracę nie będziesz miał wiele w życiu. Musisz pracować ciężko.

Wciąż chciałbym pracować jako rolnik, gdybym tylko był młodszy, nawet mimo tego że tak wiele się w rolnictwie zmieniło. Nikt zapewne jednak nie tęskni za ręcznym dojeniem krów. Przestałem pracować około 20 lat temu gdy mój syn Gerard przejął gospodarstwo. Mieszka ze mną tutaj oraz moi dwaj wnuczkowie Jack i Gerard. Zostanę tu i będę mieszkał ze swoją rodziną tak długo jak tylko będę mógł.

‘I don’t understand all the moaning about Seamus Heaney. His poetry didn’t rhyme’ / Nie rozumiem całej tej żałoby z powodu śmierci pisarza Seamusa Heaney. W jego poezji nie było rymów.  – Eamon Hayes

image

Eamon Hayes ma 91 lat, jest emerytowanym chemikiem farmaceutą i mieszka w miejscowości Portumna, w hrabstwie Galway, w tym samym domu w którym się urodził.

Mój tato był chemikiem z Dublina, który zaczął pracować tutaj w Portumnie i założył  własny biznes. Ożenił się z miejscową nauczycielką i wychowali mnie i siódemkę mojego rodzeństwa. Urodziłem się w domu nad sklepem w środku miasteczka i wciąż tu mieszkam, nad tym sklepem. Prowadzą do niego schody ale mi to nie przeszkadza, daję radę jeszcze się po nich wspinać.

Moja mama była nauczycielką i chciała abyśmy wszyscy zdobyli edukację. Uważała, że jest to bardzo ważne. Wszyscy zostaliśmy wysłani do szkoły z internatem gdyż nie było wiele szkół średnich w pobliżu. Byłem w szkole św. Mari w Dundalk. Byłem drugim dzieckiem a praktykę odbyłem w Dublinie. Gdy zdobyłem kwalifikacje, moi rodzice powiedzieli, że jeśli nie chcę osiadać w takiej dziurze jak Portumna, dają mi wolną rękę abym został przedstawicielem handlowym dla firmy typu Glaxo. Przedstawiciel w tamtych czasach dostawał samochód a to było coś jak na tamte lata. Ale ja postanowiłem, że dołączę do sklepu taty i będę razem z nim pracował.

Zostałem więc w Portumnie gdyż był rok 1945, zaraz po wojnie, i widziałem że będą się działy nowe rzeczy. Wszelkie medyczne zaopatrzenie, które docierało z USA lub Anglii, zamiast być wysyłane dla wojsk było dostępne dla cywilów. Po czterech latach wojny to był wielki przełom dla nas. Widziałem wspaniałą przyszłość dla przemysłu farmaceutycznego.

Odnowiłem sklep, następnie ożeniłem się z Kay, a miałem wtedy 32 lata. Kay była pielęgniarką. Pracowała w szpitalu w Dublinie, Belfaście i w Stanach.

Mieliśmy czwórkę dzieci. Jestem bardzo dumny z moich dzieci. Oni wszyscy mają dobrą pracę. Pracowałem razem z tatą aż do jego emerytury a następnie przejąłem sklep. Mój syn ożenił się z chemiczką i sklep wciąż funkcjonuje.

Jedną z pierwszych rzeczy jakie zrobiłem po ślubie był zakup żaglówki za £30 oraz przystąpiłem do klubu jachtowego Dromineer. Nie było nas na to stać gdy byliśmy dziećmi bo była nas ósemka. Kay, ja i dzieci często miewaliśmy pikniki na rzece Shannon. Pływaliśmy przez całe lato a dzieci były wychowywane na rzece. Łowiliśmy też ryby. Kay była w tym dobra, o wiele lepsza niż ja.

Pomogłem założyć amatorskie koło teatralne Portumna Players. Jestem jedynym żyjącym współzałożycielem. Przygotowywaliśmy kiedyś dwie sztuki rocznie a gdy w Athlone ruszył festival amatorskich kół teatralnych, zdobyliśmy nagrodę za sztukę pod tytułem Paul Twining. To był prawdopodobnie jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Zazwyczaj grałem dość główne role w sztukach, ale musiałem w końcu zaprzestać. Rodzina się powiększała i tak samo biznes.

Mieliśmy bardzo dynamicznego księdza w parafii. Był wyjątkowym człowiekiem. Razem z kilkoma innymi osobami założył  pod koniec lat czterdziestych ubiegłego wieku Portumna Development Company. To było stowarzyszenie, którego celem było jak najlepsze wykorzystanie naszej lokalizacji przy rzece Shannon jako ośrodka turystycznego z możliwością łowienia ryb, pływania czy żeglowania. Stowarzyszenie wciąż działa.

Mam dwa radia. Jedno jest ustawione na stację Lyric (to stacją z muzyką klasyczną) a drugie na RTE 1 (pierwsza stacja radia państwowego – coś odpowiednik polskiej jedynki). Wiem, że mógłbym zmieniać fale ale nie chce mi się tego robić za każdym razem, dlatego mam dwa radia. Muzykę czy jazz i takie tam mam na kanale Lyric a wiadomości na RTE.

Lubię stare kawałki jazzowe i lubię poezję. Ale musi się ona rymować. Nie rozumiem tego żalu i żałoby z powodu tego człowieka co zmarł niedawno, Seamus Heaney (uważany za jednego z najwybitniejszych irlandzkich poetów współczesnych). Jego poezja się nie rymowała. Wolę takich poetów jak Wordsworth lub Shelley.

Większość wieczorów idę na drinka z kolegami mieszkającymi w pobliżu. Wypijam Guinnessa albo whiskey jeśli jest zimno. Robię tak około cztery razy w tygodniu. To mnie uszczęśliwia i chyba tych z którymi się spotykam też.

Fart ma duże znaczenie w życiu. Mówię na to dary od Boga. Miałem dużo szczęścia w życiu. Gdy byłem w jakimkolwiek kryzysie, prosiłem Boga aby mi pomógł i zazwyczaj tak robił. Jestem katolikiem i moja wiara jest dla mnie bardzo ważna.

Chodzę na niedzielną mszę i o ile pogoda nie jest zła idę również każdego ranka. Uważam, że mam za co dziękować Bogu i najmniej co mogę zrobić to przynajmniej pójść do kościoła.

Śmierć jest prawdopodobnie końcem, tak sobie myślę. Nie zadaję jednak żadnych pytań, chodzę po prostu do kościoła i oddaję Bogu w ten sposób szacunek.

To że ludzie umierają czy znikają jest częścią życia. Przyjaciele. Rówieśnicy. Nie zaprząta mnie to za bardzo. Może mam twarde serce.

Moja żoną chorowała na Alzheimera i gdy zachorowała musiałem zwrócić na nią całą moją uwagę. Było bardzo ciężko. Kiedy umarła, 10 lat temu, nie płakałem przez około dwa tygodnie. A później coś we mnie pękło.

‘Women who drive today are not independent at all’ / Kobiety które dziś jeżdżą samochodami wcale nie są niezależne.  – Emer Cosgrove

image (2)

Emer lat 93, urodziała się w Clontarf (Dublin), pracowała jako korektor tekstów, urzędnik państwowy oraz matka. Mieszka w Blackrock, Dublin.

Wyszłam za mąż za Joe w wieku 22 lat. W tamtych czasach zakonnice mówiły że należy się ożenić przed osiągnięciem 21 lat lub iść do zakonu. Zanim wyszłam za mąż pracowałam jako korektor w Women’s Life, wtedy gdy Maura Laverty była głównym edytorem a potem zostałam urzędnikiem państwowym.

Musiałam odejść z pracy gdy wyszłam za mąż (prawo w Irlandii w tamtych czasach nakazywało kobietom pracującym w sektorze państwowym, porzucić pracę po wyjściu za mąż). szkoda mi tego było, tym bardziej że nie byłam już tak zajęta. Przez pierwszych kilka lat małżeństwa mieszkaliśmy w Wexford, a następnie w latach 1940tych przeprowadziliśmy się z powrotem do Dublina do Walkinstown. Wtedy to były rogatki miasta. Moi rodzice kupili dom zaraz obok naszego. Od tamtej pory już zawsze mieszkałam w Dublinie.

Mieliśmy siódemkę dzieci a teraz mam szesnastkę wnuków. Na dzisiejsze czasy to duża rodzina ale wtedy nie było to nic nadzwyczajnego. Joe pracował jako pomocnik w Fiacie. Joe palił i zmarł na rozedmę płuc. Ja nigdy nie paliłam, nigdy nie piłam i mam awersję wobec osób które chodzą do pubu. W moim domu nie serwuję alkoholu.

Joe miałby teraz 100 lat. Cała rodzina zebrała się razem aby to uczcić. Tęsknię za nim bardzo –  wszystko robił dla mnie. Pokazywał mi co jak działa. Zmarł 22 lata temu. Ale każdy musi umrzeć, nie chodzi się wokół marudząc ludziom, że twój mąż zmarł. Po prostu żyjesz każdym dniem.

Nie rozumiem dlaczego kobiety w dzisiejszych czasach chcą niezależności finansowej. W naszym domu pieniądze zawsze były wspólne. Nie liczyło się to kto je zarobił.

Nigdy nie prowadziłam samochodu. Joe zawoził mnie wszędzie a gdy umarł byłam za stara żeby się nauczyć. Myślę jednak, że dzisiejsze kobiety które potrafią jeździć wcale nie są niezależne. Bo kończy się to tym, że one muszą wszędzie jeździć, wożą dzieci do szkoły, na zajęcia dodatkowe, sportowe itp każdego dnia. Nie są takie wolne i niezależne jak myślą. Mają pralki i zmywarki, których myśmy nie mieli, ale wciąż nie mają ani minuty dla siebie. Kobiety mają teraz o wiele więcej pracy niż miały w moich czasach.

Zarazem jednak jestem przerażona gdy wiedzę jak mężczyźni zajmują się domem, to jest praca kobiety. Wiem, że są panowie kucharze w restauracjach, ale nie uważam że mężczyzna powinien gotować w domu. To zadanie kobiety aby zająć się domem i dziećmi. Gdy mam gości, najpierw podaję obiad mężczyznom a dopiero potem kobietom. Chłopaki muszą zostać najpierw obsłużeni bo nie mają cierpliwości aby czekać.

Ogród to moje hobby. I zawsze należałam do różnych stowarzyszeń, przez całe swoje życie. Jedną z rzeczy z których jestem najbardziej dumna to to, że byłam założycielką grupy aktywnych emerytów. Nie sądzę jednak żeby takie grupy były nadal potrzebne. Teraz ludzie robią kursy związane z emeryturą zanim nawet na nią przejdą.

Kilka lat temu założyłam swój klub Knit Wits. Spotkania odbywają się u mnie w poniedziałkowe wieczory. Ten klub jest dla moich wnuków, ich przyjaciół i kogokolwiek innego kto chce przyjść i nauczyć się szycia i robienia na drutach. W każdy poniedziałek przychodzi około 20 osób i uczą się nawzajem.

Zawsze głosuję. Każdy rząd jest krytykowany gdy rządzi a to dlatego, że gdy jesteś w partii stajesz się człowiekiem zawsze odpowiadającym “tak”. Dlatego myślę, że osoby nie związane z żadną partią są lepsze. Ale one z kolei nic nie mogą zrobić. Nie głosuję na partię tylko na ludzi.

Jestem katoliczką i chodzę na mszę. Takie są zasady. Jak jesteś w klubie też postępujesz zgodnie z zasadami a jak ci się nie podoba to nie należysz do niego. Moja wiara jest dla mnie bardzo ważna. Modlę się cały czas i za każdego.

To co smutne w starości, to umieranie członków rodziny i przyjaciół. To jest bardzo smutne i staje się coraz smutniejsze. Teraz znam więcej ludzi w Glasnevin (największy cmentarz irlandzki) niż żywych jak to powiadał kiedyś mój dziadek. Myśl o śmierci nie zaprząta mnie jednak zbytnio. Ludzie nie powinni trwać w żałobie zbyt długo, Bóg tego nie chce. Bóg mówi, że jest życie po śmierci ale ja nie próbuję go sobie wyobrazić.

Często modlę się za niewierzących bo uważam, że ich życie jest smutne. Każdy chrześcijanin, który wierzy w Boga ma przyjaciela i nie jest samotny.

Nauczyłam się w życiu, że są tacy ludzie którzy zawsze ci pomogą i są tacy którzy myślą tylko o sobie. Nie uważam że ludzie się z czasem zmieniają. Myślę, że zawsze jesteśmy tacy sami. Co najbardziej cenię w ludziach? Dobroć i życzliwość. Bez wahania, tak –  dobroć i życzliwość.

I feel I made a contribution. I must try to refrain from making a kind of idol of myself’ / Czuję, że się przysłużyłem. Muszę się teraz pilnować żeby nie zrobić z siebie idola.  – TK “Ken” Whitaker

image (3)

 TK stworzył przełomowy “Pierwszy Program Ekonomicznego Rozwoju” w roku 1958. Był dyrektorem Centralnego Banku Irlandii oraz założycielem Ekonomicznego i Społecznego Instytutu (Economic and Social Research Institute).

Nie jestem specjalnie zaskoczony, że mam 97 lat. Wierzę w geny a moja mama też niemal dożyła setki. Upływające lata nie są czymś co mnie kłopocze. Uważam, że naprawdę mam szczęście – w tym wieku wciąż zachowałam sprawność umysłu oraz umiejętność wyciągania wniosków i ocen.

Jedną z pierwszych rzeczy które pamiętam to miejsce gdzie mieszkaliśmy w Drogheda. Dom nazywał się Raj (Paradise Cottage) i ja zawsze myślałem że pod tą nazwą kryje się jakaś mistyka i energia. Była nas tylko dwójka dzieci, ja i moja siostra. Mieszkaliśmy w tej Paradise Cottage i uważaliśmy, że jej nazwa sprawiała, że jesteśmy odcięci od zwyczajności.

Jako dzieciak mieszkający w Drogheda, pamiętam, że chodziłem na pola z bykami i krzyczałem do nich. Jak tylko mnie widziały, uciekałem aby szybko przeskoczyć przez ogrodzenie. Tak naprawdę to jedyny moment w życiu gdy się bałem.  I nawet mimo że się bałem podobała mi się ta zabawa ucieczki przed zagrożeniem. Mam odpowiedni poziom pewności siebie. Nie żyję pod presją ani w strachu.

Miałem szczęście, co do ścieżki zawodowej jaką podążyłem. Zostałem pracownikiem rządowym bardziej z ciekawości ale okazało się to dla mnie dobre. Trochę niezręcznie mi to mówić, ale to że nim zostałem było też dobre dla kraju. Czuję, że się przysłużyłem. Muszę tylko uważać żeby sam z siebie nie zrobił jakiegoś idola. Na szczęście dwie bardzo rozsądne panie znosiły mnie przez dość długi czas. Miałem niesamowicie dobrze rozwojową pracę i dużą pomoc i wsparcie ze strony moich obydwu żon.

Są takie momenty gdy brakuje ci partnerstwa oraz tego bodźca gdy ktoś inny jest częścią twojego życia.  Szczególnie teraz zdarza mi się być samemu przez dłuższy czas i brakuje mi towarzystwa. Jednocześnie, nie uważam że mam źle – zostało mi dane długie życie oraz zdrowie, mam więc całkiem pokaźną część dobrych rzeczy jakie się przytrafiają w życiu.

Ciężko jest żyć dłużej niż tylu twoich rówieśników i przyjaciół. Czasem jest to mniej lub bardziej stresujące, zależy o kogo chodzi. Z odejściem niektórych z nich potrafisz się pogodzić dość łatwo.

Uważam, że szczęście i przypadek odgrywają dość ważną część w życiu. Są zdarzenia wielkie, które mają miejsce tak naprawdę bez twojego udziału ale mają wielki wpływ na twoje życie. Życie byłoby dość nudne gdyby nie zdarzały się w nim niespodziewane okazje. Sukces był dla mnie ważny ale był też dla mnie trochę niespodzianką. Gdy zostałem pracownikiem rządowym nie miałem pojęcia, że dojdę po szczeblach kariery tak wysoko. Nie myślałem, że moje rady związane z ekonomią okażą się tak rozsądne i trafne.

Myślę, że najgorszą rzeczą jaka się może zdarzyć gdy jest się na świeczniku, to nie zauważenie swoich błędów. Uważam, że powinno się być zawsze otwartym ale też umieć bronić swoich poglądów. Najważniejszym motorem działań powinna być odpowiedzialność.

Czego naprawdę nauczyłem się w życiu to ważność sprawiedliwego osądu oraz nie wyciągania pochopnych wniosków, w szczególności gdy ktoś ma inne zdanie niż ty. Oraz staranie się zobaczenia w każdym jakiejś jego zalety. Cenię ludzi którzy są wszechstronnie wykształceni oraz którzy mają umysł badający nowe idee.

Z rozmysłem nie oglądam za dużo telewizji. Bardzo rzadko włączam telewizor jako przerywnik na nudę. Oglądam czasami ten program z Vincentem Browne (program o polityce i bieżących sprawach). Uważam, że ma pracę wymagającą sprawiedliwego osądu.

To co mnie najbardziej cieszy to dzień spędzony na połowie łososia. I kilka pintów piwa na zakończenie takiego dnia.

Jestem chrześcijaninem i staram się żyć według odpowiednich zasad. Wierzę w życie po śmierci. Myślę, że ważne jest aby starać się zachować równość i przywiązanie do reguł, które kształtują podstawy cywilizowanego zachowania.

Czy mam coś do powiedzenia na temat obecnego stanu ekonomi Irlandii? Pominę to pytanie jeśli pozwolisz. Ale powiem jedynie, że chciałby zobaczyć ciągłą poprawę w warunkach standardu życia w Irlandii.

Żałuję kilku rzeczy w swoim życiu ale staram się je racjonalizować aby nie trapić się nimi. Chodzi o pewne sprawy, które chciałem zrobić, ale nigdy nie zrobiłem. Lista jest zbyt długa aby ją tu wyliczać. Nic natomiast nie zaprząta mi sumienia. Mimo, że mam 97 lat nie niosę ze sobą bagażu pełnego żalu co do przeszłości. Jestem spokojny i pogodzony ze swoim życiem.

Spłonąć od spojrzeń

Opisuję czasem na blogu bieżące wydarzenia w Irlandii. Składam je w słowa, zdania, interpretuję subiektywnie dodając do tego swoją wiedzę i doświadczenie oraz obserwacje. Staram się pisać tak aby było zrozumiale i bez niepotrzebnych niedomówień czy nieporozumień. I widzę, że nie zawsze się udaje. Cóż..taka chyba uroda słowa pisanego. A może jakbym pisała wiersze umiałabym wyraźniej ale i piękniej wszystko czym chcę się z Wami podzielić, przekazać? Niestety nie potrafię i podziwiam osoby, które ten dar i talent mają. Wśród takich osób jest Małgorzata Południak, którą (jak sam twierdzi) zainspirowałam (w tym miejscu czerwienię się bardzo mocno) i która jeden z jej przepięknych wierszy, dedykowała mi.  Dzielę się nim tutaj z Wami

 

Spłonąć od spojrzeń

Prawdziwe historie smakują
truskawkami, chyba że zbliża się lipiec.
Ktoś jest do kogoś podobny, przed, czy po?
.
To jak przejście przez bramę Belfastu,
by spłonąć w protestanckiej dzielnicy.
Wyobraź sobie wagę chmur, liście herbaty
ukryte w ciele.  Nie zawsze dym wskaże kierunek
buszowania wiatru.
.
Zostajemy w domu, pękają ściany,
mniej lub bardziej kruche. Tąpnięcia.
Po wszystkim, tłum przejdzie i pójdzie.
Przepłynie rzekę, muł osiądzie na twarzach.
Nie ma końca. Bo jak rozległy może być ból?
.
Spaliłam wiersz, za mocno pachniał tytoniem
z twoich książek.
.
Wiem, zrobiłam Wam smak na więcej. Bardzo proszę więc jeszcze jeden, też między innym o Deszczowej
.
Droga
Irlandzkie poetki piszą o Belfaście i o końcu
końców. O wieczorze w Dublinie, królowej Magii,
dziewicach, dziwkach, Magdalenkach, ich dzieciach,
cieniach, które rozciągnęły się od północy na południe.
.
The Wild Atlantic Way i stajesz przede mną z plecakiem,
termosem z kawą. Popatrz w dół klifu. Obraz rozwija się,
przywierasz do skały, nasłuchujesz. Poetki patrzą w słońce,
nad brzegiem oceanu plotą o figlach z rybakami.
.
Wyobrażają sobie dni, kiedy głodne sączyły krople whiskey
o smaku pól torfowych. Znad urwisk okrzyki niosą się, zatrzymują.
Nie chodzi o ciebie, a o chłód muzealnych posadzek. Puste kurhany.
Odciśnięte kciuki na kamieniach, ich linie. Ołówek rozmaże się,
ślad po nim na zawsze pozostanie tajemnicą.
.
Zdolność naprawiania błędów wymowy, odwzorowywania
szablonów. Budzenia się w nocy, na wyspie, w środku wilgoci.
Mam tę samą czerwień na ustach, co Seamus Deane.
Kilka nowych książek, rzeczy, starszego mężczyznę. Dom
nad oceanem.

Dziękuję Małgosiu za Twoje pisanie… i nie tylko za to…

10+ osób z Irlandii, które wstrząsnęły światem..

Okay, tytuł nieco dramatyczny, ale to wszystko przez Klub Polek na Obczyźnie. Projekt majowy ma na celu przybliżenie sylwetek dziesięciu osób z kraju, w którym mieszkamy. Osób, które są znane w swojej ojczyźnie, a może i poza nią. Osób, które w jakiś sposób wpłynęły na losy swojego kraju, dodały mu koloru lub zmieniły na lepsze.

Przyznaję, że projekt wydawał mi się na początku banalny ale im bardziej o nim myślałam tym bardziej uznałam, że wcale nie musi być banalny a raczej należy go potraktować jako ciekawe wyzwanie. A to dlatego, że nie będę państwu pisać o irlandzkich Mickiewiczach czy Słowackich bo nie dowiecie się państwo niczego nowego ode mnie. Irlandia wydała światu całkiem sporą liczbę utalentowanych osób, które są powszechnie rozpoznawane. Spróbuję więc trochę przewrotnie i pod prąd.

Przedstawiam państwu moją bardzo prywatną i subiektywną listę. Taki irlandzki groch z kapustą.

1. Irlandia a w szczególności Dublin to kraina literatów (o czym pisałam tu). Nikomu nie trzeba wymieniać takich pisarzy jak James Joyce, Samuel Beckett czy W.B. Yeats. A czy znacie państwo pisarza Ross O’Carroll Kelly lub też tak naprawdę, dziennikarza Paula Howarda? Paul Howard stworzył fikcyjną postać Rossa – rugbisty z południa Dublina. Howard pod postacią Rossa parodiuje bogatych Dublińczyków mieszkających na południu, ich sposób mówienia, styl życia i wartości. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat współczesnych Irlandczyków a przede wszystkim Dublińczyków to sięgnijcie po jakąś z książek Rossa.. najlepiej zacznijcie od South Dublin: How To Get By On, Like, €10,000 A Day”. Ostrzegam jedynie, że będziecie musieli szybko nauczyć się “dialektu” południowodublińskiego bo inaczej nic nie zrozumiecie. 🙂 Wszystkie pozostałe książki są już bardziej powieściami o życiu fikcyjnego Rossa.

2. Nazwę Guinness pewnie słyszeliście chociaż raz w życiu. Arthur Guinness założył najsłynniejszy browar irlandzki a sławna księga rekordów też nosi jego nazwisko (mimo że na pomysł księgi nie wpadł żaden z rodzinny Guinnessów tylko jeden z dyrektorów fabryki). Dziś browar Guinness irlandzki już nie jest a amerykański (kupiony przez grupę Diaego), ale i tak nigdzie nie smakuje tak jak w Irlandii. Wszelkie głowy państw i oficjele odwiedzający Irlandię, prowadzeni są do dublińskiej fabryki Guinnessa lub też po prostu częstowani trunkiem w pubie. Poniżej przedstwiam państwu starą ale moją ulubioną reklamę Guinnessa.

3. Nie mają Irlandczycy za bardzo kim się chwalić na polu sportowym (to nasz wspólny mianownik z nimi). Niby cieszą się z golfisty Rory McIlroya, ale on jest z Irlandii Północnej no i trochę nie wypada po tym jak powiedział, że wolałby występować w barwach Wielkiej Brytanii. Mają swoich rugbistów w tym ukochanego Briana O’Driscoll, który kilka tygodni temu odszedł na emeryturę. Ale to Katie Taylor zburzyła mur berliński. Dwa lata temu, wszyscy oszaleli na punkcie tej złotej medalistki w boksie kobiecym na Olimpiadzie w Londynie. Szaleństwo to na dodatek było bardzo zaraźliwe. W dniu w którym Katie walczyła w półfinale, wszyscy dostaliśmy wiadomość w pracy, że jeśli ktokolwiek ma ochotę zrobić sobie przerwę na lunch około godziny drugiej po to by obejrzeć walkę to proszę bardzo – udostępnimy w tym celu dwie sale konferencyjne.

Filmik poniżej przedstawia jak w rodzinnej miejscowości Katie zareagowano na jej zwycięstwo. Oczywiście, kawałów z nią w roli głównej było mnóstwo, wszystkie w stylu: Katie miała tylko 4 lata gdy ciosami zburzyła Mur Berliński.

4. Chcielibyście żebym wspomniała jakiegoś irlandzkiego aktora? Proszę bardzo, mogę sypać jak z rękawa: Colin Farrell, Liam Neeson, Pierce Brosnan, Jonathan Rhys Meyers etc ale czy wy wiecie, że znienawidzony Joffrey z Games of Thrones to Jack Gleeson z Cork? 🙂

joffrey-baratheon-1024

 

5. Krwawa historia Irlandii (kolejny nasz wspólny mianownik) bohaterów narodowych i patriotów wydała wielu. Jednakże percepcja tego czy dany człowiek wielkim patriotą był i czy postąpił słusznie, jest zmienna za każdym razem – wszystko zależy od rozmówcy. To w sumie tak jak polskie kłótnie na temat Piłsudskiego czy Wałęsy. Ale jest jedna osoba (i to w gronie żywych), którą każdy Irlandczyk bardzo ceni a wręcz wielbi. Mary Robinson, bo o niej mowa, była pierwszą kobietą prezydentką Irlandii (kadencja tu trwa 7 lat, kolejna prezydentka po niej to też była kobieta i to rządziła przez dwie kadencje. Możecie sobie więc państwo wyobrazić, że wiele irlandzkich dzieci swego czasu podobno bardzo poważnie pytało: czy u nas w Irlandii mężczyźni mają zakaz kandydowania na prezydenta?) Dodatkowo Irlandczycy cenią Mary Robinson za pracę na rzecz ONZ którego była Komisarzem, i jako pierwszy Komisarz ONZ odwiedziła Tybet.

MARY ROBINSON

6. Chyba żaden inny naród nie jest tak umuzykalniony i nie ma tak pięknych głosów. Wszyscy pewnie znacie U2, The Cranberries, The Corrs, Westlife, Enya, Boba Geldofa, Chris de Burgha. Ale ja wam chciałam przedstawić moje najnowsze odkrycie, zespół sióstr pochodzących z Donegal – The Henry Girls. Tylko posłuchajcie…..

PS. Wiem, teledyski mają przaśno amatorskie, ale to tylko dodaje im autentyczności. 

PS 2. To nie one występują w tym teledysku, jeśli chcecie zobaczyć jak wyglądają (jedna piękniejsza od drugiej) zerknijcie tu

7. Kto, występując jakiś czas temu na spotkaniu Izby Gmin Zjednoczonego Królestwa, powiedział: “dziękuję za przywilej bycia tutaj. To, że zostałem tu zaproszony mógłbym porównać do otrzymania propozycji kochania się z królową – wiadomo, że to zaszczyt ale nie wiadomo czy ci się spodoba.”  No jak myślicie, kto sobie pozwolił na taki żart, który kompletnie nie pasował do miejsca? Ale wiedział, że przyniesie mu rozgłos a co za tym idzie darmową reklamę? Guru  marketingu, mistrz cięcia kosztów czyli Michael O’Leary. Nie znacie??? Naprawdę?? Szef Ryanaira… Ryanairem każdy z Was kiedyś leciał (chyba że nie mieszkacie w Europie to ewentualnie uwierzę, że nie). Ryanaira się nienawidzi, wiesza na nim psy, nazywa podniebnym pekaesem…ale żadne inne linie nie są tak punktualne, nie gubią bagaży i nie kosztują majątku tak jak Ryanair. Chyba nie muszę dodawać do tego, że Irlandczycy czasem w żartach stwierdzają że Michael O’Leary powinien być premierem Irlandii?

Ryanair chief executive Michael O'Leary.

 

8. 20 lata temu gdy koncert Eurowizji odbywał się w Irlandii, w trakcie przerw taniec i muzykę irlandzką szerszej publiczności  przedstawili Gerry Ryan i Cynthia Ni Mhurchu czyli Riverdance. Od tego momentu rozpoczęła się Riverdancemania mimo, że wielu Irlandczyków krytykowało występ, twierdząc że muzyka nie taka i stroje nie są tradycyjne. Jeden z założycieli Riverdance, Michael Flateley odszedł w roku 1996 i założył podobny zespół występujący pod nazwą Lord of the Dance.

riverdance 1

9. Veronica Guerin to irlandzka dziennikarka pisząca dla Sunday Independent w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Walczyła ona piórem z gangami narkotykowymi. Niestety, za tą walkę oddała najwyższą cenę  – swoje życie. Została zabita przez mafię w roku 1996. .W sumie można stwierdzić, że jej śmierć zmotywowała rząd i władze do podjęcia odważnych decyzji. Rozpoczęto walkę z dilerami narkotyków  oraz powołano Criminal Assets Bureau, które to przygląda się nielegalnie zdobytym majątkom oraz gdy trzeba odbiera je właścicielom lub ściąga wielkie podatki.

Osobom zainteresowanym historią dziennikarki polecam film, którego tytuł to jej imię i nazwisko (do obejrzenia między innymi na netflixie) polecam również moją ciut obszerniejszą notkę na ten temat tutaj.

veronicaguerin

10. Philomena Lee to kolejna dzielna Irlandka walcząca z niesprawiedliwością i o zadośćuczynienie. Pewnie poznaliście państwo historię pralni Magdalenek, gdzie więziono kobiety a ich dzieci sprzedawano do adopcji (więcej pisałam o tym tutaj). Część kobiet nie byłą więziona, i nie były w pralniach Magdalenek a jedynie przebywały w zakonie gdzie pracowały na siebie. Siła indoktrynacji była tak wielka, że nie przyszło im do głowy, żeby się sprzeciwiać. Pani Philomena była jedną z takich kobiet i użyczyła swojej historii życia na potrzeby książki i filmu, dzięki czemu znów zrobiło się o sprawie głośno. Syn Philomeny, wywieziony do Stanów, nigdy biologicznej matki nie poznał mimo, że nawzajem się szukali, pytając o siebie w tym samym zakonie – dawnej pralni Magdalenek. Okazuje się, że tysiące dzieci i matki szukają się nadal nawzajem. Niestety, wciąż z małymi efektami bo utrudniają to zarówno kościół jak i państwo, przerzucając odpowiedzialność jedni na drugich jak piłeczkę pingpongową. Najczęstszą wymówką jest brak dokumentów z tamtych lat. Pani Lee, ponownie więc użyczyła swej historii i imienia aby pomóc byłym Magdalenkom i ich dzieciom. Tym razem na potrzeby nowego projektu o nazwie Philomena, który ma na celu lobbowanie i naciskanie na rząd aby w końcu dokumenty z tamtych czasów były udostępnione tym którzy o to proszą.

I oto zamykam moją listę 10 osób, które każdy Irlandczyk zna. No może ośmiu bo nie każdy zna Henry Girls lub ogląda Games of Thrones 🙂

Dublin oczami dublińskiego pisarza

Dublin.

Plural proper noun.

There is a Dublin of the rich of course, and a Dublin of the poor. That’s standard stuff. But there’s more than that. The rich like a little multiplicity after all; the poor are wealthy in variation. And then there’s the neither rich nor poor – the getting by, the middle mass, the bulk. Where do they live?

They live in Dublin with the others. A million kittens in a sack, down by the river.

Working Dublin, queer Dublin, junkie Dublin, media Dublin, party Dublin, executive Dublin, homless Dublin, suburbian Dublin, teenage Dublin, gangland Dublin, Dublin with the flags out, mother Dublin, culchie Dublin, Muslim Dublin, the wind ripped rain at eleven o’clock in the morning on Pearse street in February Dublin, drunken Dublin, hungry Dublin, Dublin of the vice squad and the syphilis outbreak, dancing Dublin, pro-Cathedral Dublin, writer’s Dublin, politician’s Dublin, Dublin on the telly, Bono’s Dublin, Ronnie Drew’s Dublin, Bloomsday Dublin, the Dublin of Arbour Hill and Kilmainham Jail, Gandon’s Dublin, Durcan’s Dublin, Teaching English as a Foreign Language Dublin, Jewish Dublin, the emigrant’s Dublin, the immigrant’s Dublin, Dublin where they beat you up, railings Dublin, Dublin where they rob you, fanlight Dublin, Dublin where they rape you, golf club Dublin, Dublin where they kill you, the American Dublin, the St. Patrick’s Day Dublin, the Phoenix Park Dublin, serial killer’s Dublin, paradise, scary Dublin, money in the brown envelopes Dublin, traffic jam Dublin, property Dublin, inept Dublin, the Dublin you can’t afford, the Dublin that needs you, the Dublin that doesn’t, Dublin with its view of the hills, Dublin with the sea in the bay and the river stumbling towards it, drunk.

Dublin.

Keith Ridgway, The Parts

DublinRiverLiffey