punkty widokowe Dublina

Piękne lato mamy w Irlandii i aż się chce spacerować, podziwiać i robić zdjęcia. A najlepiej z jakiejś wysokiej wieży widokowej, tylko co tu zrobić skoro takowej brak w Dublinie? Na Spire się nie wdrapiecie, ale za to możecie dostać się w kilka innych miejsc, z których widok Was zachwyci, a Dublin rozkocha na całego.

Gravity Bar

Zacznijmy od centrum Dublina. Aby dostać się w to miejsce, trzeba najpierw wydać pieniądze. Jak najbardziej warto, gdyż Guinnessa a na koniec dostaniecie jego kufel do wypicia. Oczywiście pijecie w miejscu z wiodokiem. Zapraszam was do muzeum Guinness Storehouse a w nim do baru widokowego zwanego Gravity Bar. Umieszczony na samym szczycie budynku, zwany również “head of the pint” nawiązując do białej pianki zwiekczającej porządnie nalany kufel Guinnessa.

Howth Summit

Półwysep Howth nęci na wiele sposobów. Port rybacki ze świeżymi rybami, dobre restauracje i kafejki, Muzeum Transportu, Zamek oraz klify. Proponuję tym razem jednak wspinaczkę na szczyt Howth tzw. Howth Summit. Roztacza się stamtąd piękny widok na dalekie centrum Dublina. Zobaczycie również wyraźnie kształt półwyspu oraz miejsce, w którym łączy się z resztą lądu.

Killiney Hill

Romantyczne widoki na Dublin, plażę oraz na położoną na linii brzegowej kolejkę DARTa urzekły między innymi Enyę i Bono, którzy tu mają swoje domy. (z tym że ten ostatni większość czasu mieszka w Nowym Yorku, w Dublinie pojawiając się bardzo rzadko). Spacer po zielonym wzgórzu Killaney to jedna z lepszych i darmowych przyjemoności, jakie oferuje stolica.

Hell Fire Club

Jednym ze szczytów Dublin Mountains jest 383- metrowa górka zwana Mount Pelier. Na jej szczycie wznosi się ruinka dawnego domu łowieckiego zbudowanego około 1725 roku przez Williama Connolly. Domek nazwę swą wziął od nazwy wzgórza. Kiedyś na szczycie wzgórza znajdował się prehistoryczny grób korytarzowy. Pozostało po nim kilka kamieni, gdyż większość została zabrana, aby wybudować właśnie domek myśliwski. Krótko po skończeniu budowy Montpellier Hill w trakcie burzy silny wiatr zwiał dach. Okoliczni mieszkańcy stwierdzili, że to sprawka Szatana, który w ten sposób chciał dać nauczkę za zniszczenia grobu korytarzowego. Od tego momentu uważa się, że siły nadprzyrodzone wzięły wzgórze Montpelier  w swoje władanie  i od czasu do czasu dają o sobie znać. Dlatego też, gdy członkowie irlandzkiego HellFire Club obrali sobie domek myśliwski na miejsce spotkań, reputacja miejsca się tylko pogarszała, wzbogacona o legendy o okultyzmie i satanizmie. Z czasem, ruiny domku myśliwskiego przestano określać nazwą Montpelier a zaczęto o nich mówić HellFire Club i tak pozostało po dziś dzień. Ze wzgórza rozciąga się przepiękny widok na Dublin.

Bray Head

Jeśli jeszcze nie weszliście na Bray Head, to musicie czym prędzej nadrobić to przeoczenie. Do Bray dojedziecie pociągiem z centrum Dublina, a ścieżka prowadząca na szczyt rozpoczyna się w niedalekije odległości od stacji DARTa. Tutaj zobaczycie oczywiście samo Bray, ale w oddali również i Dublin. I właśnie stojąc na szczycie Bray Head, zrozumiecie, dlaczego Dublińczycy często traktują Bray jak część swojego miasta, całkowicie ignorując to, że leży nie tylko poza jego granicami, ale też w innym hrabstwie.

Croke Park

Jedną z atrakcji stadionu Croke Park jest wycieczka Etihad Skyline Tour czyli spacerek po jego dachu. Oczywiście tylko dla tych, którzy nie mają lęku wysokości ,gdyż wjeżdża się na wysokość mniej więcej 17 pięter. Warunkiem skorzystania z tej atrakcji jest tak naprawdę pogoda. Podczas silnych wiatrów czy deszczu wysokościowy spacer jest odwoływany. Gdy pogoda jest sprzyjająca, płacimy 25 euro i…najpierw bierzemy udział w pogadance na temat bezpieczeństwa. Dostajemy specjalne pasy, którymi przypinamy się do wewnętrznej balustrady i możemy podziwiać panoramę Dublina oraz zatrzymać się na dłużej na zrobienie fotek na 5 tarasach widokowych.

PS. Ja mam lęk wysokości.

Convention Centre

Budynek Convention Centre położony jest przy ujściu rzeki Liffey. Rozpoznacie go łatwo dzięki nietypowemu kształtowi. Mój przyjaciel, zwiedzający Dublin po raz pierwszy kilka tygodni temu, określił go żartobliwie mianem przewracającej się puszki.  Do budynku dostaniecie się uczestnicząc, w którymś z licznie tu odbywających się sympozjów, konferencji czy targów branżowych. Spodoba Wam się widok z wyższych pięter na rzekę Liffey. Może uda Wam się wymknąć na najwyższe piętro i stamtąd podziwiać nie tylko panoramę Dublina, ale i też wyraźnie rysujących się w oddali szczytów Gór Dublińskich.

Kamienny fort Grianán of Aileach

Gdy znalazłam się na półwyspie Inishowen w hrabstwie Donegal, wszechotaczające mnie piękno, dzikość przyrody i historia tego miejsca sprawiły, że mój plan zwiedzania stał się zbyteczny. Początkowo, ja najlepiej zorganizowana osoba na świecie, przyjęłam ten stan rzeczy ze zdziwieniem. Bardzo szybko zapomniałam i o tym zdziwieniu.  Pochłonęła mnie każda chwila oraz podróżowanie według zasady “gdzie mnie oczy poniosą”, a nie konkretnego planu. Nie można by przecież inaczej, tu gdzie właścicielka B&B spytana o najbliższy pub, daje wskazówki mówiąc, że to 10 minut. Zapomina dodać, że uzależnione jest to od stopnia pragnienia lub głodu podróżnego. Pub okazuje się bowiem oddalony o 7 kilometrów. W tej części kraju, każdy napotkany wieczorem mieszkaniec wsi, która notabene jest bardziej skupiskiem domków porozrzucanych od siebie w odległości minimum 500 metrów, wita Cię serdecznie, wymienia uwagi o pogodzie itp. Z daleka cię widząc, wie, że jesteś przyjezdny, bo w takim miejscu wszyscy znają nie tylko mieszkańców swojej wsi ale wszystkich w promieniu 30 kilometrów. Nie znaczy to jednak, że Cię zignoruje – wręcz przeciwnie, zrobi wszystko, abyś poczuł się raczej familijnie.

Podróżując w takich okolicznościach przyrody oraz tambylczych zwyczajów i zachowań, cicho i tajemniczo obserwował mnie fort Grianan of Aileach. Migał mi co jakiś czas przed oczami. Widziałam go stojącego dumnie na wzniesieniu, na zdjęciach w broszurkach, w przewodniku, na mapie czy to na aplikacji Wild Atlantic Way. Sumiennie i metodycznie ignorowałam go, myśląc, że to tylko kolejny kamienny fort. Jestem w dalekim Donegal, gdzie plaże są tak podejrzanie piaszczyste, długie i spokojne, że wydaje się człowiekowi iż śni – myślałam. Do tego mam piękną pogodę więc z pewnością ja nie będę ganiać po fortach jak tutejsze owce. Jednak gdy trzeciego dnia zatrzymałam się na lunch w An Grianan Hotel, stwierdziłam, że chyba czas się poddać i pozwolić przeznaczeniu prowadzić mnie dalej. Jak mogłabym inaczej: nie dość, że hotel ma nazwę fortu, wygląd fortu to jeszcze jest położony u jego stóp. Najpierw jednak, po przepysznym lunchu, na który złożyła się ryba seabass (bardzo tu popularna w Irlandii, ale nie mam pojęcia co to za ryba po polsku – bardziej rodzina różnych ryb – hej wędkarze pomóżcie) pozwoliłam sobie na deser chocolate brownie. Tłumaczyłam to sobie tym, że skoro przeznaczenie sobie ze mnie pogrywa i wskazuje mi gdzie mam iść i co robić, ja nie poddam się tak łatwo. Uważałam, że nie ma lepszego wyjścia z całej sytuacji niż wzięcie powiedzenia “zemsta jest słodka” dosłownie.

p1160916 p1160917 p1160922 p1160927 p1160929 p1160930 p1160931 p1160932

Po wejściu do fortu podziękowałam przeznaczeniu, że mi nie odpuściło i tu przygnało. Warto było, choćby nawet tylko dla samych widoków. Przepiękną panoramę tworzą jeziora Swilly i Foyle oraz zachwycający i dziki półwysep Inishowen. Fort jest odrestaurowany, a jego średnica wynosi 23 metry, mury są grube na 3,9 metra i wysokie na 5. Fort tworzą ściśle przylegające do siebie trzy kręgi, ale swobodnie można się wspiąć do najwyższego dzięki kilku schodkom. Fort został zniszczony w wieku XII a następnie częściowo odbudowany w wieku XIX. Uważa się, że pochodził z I wieku naszej ery i został wybudowany na miejscu, gdzie kiedyś stał fort pochodzący z roku 500 przed naszą erą.

Jeśli znajdziecie się kiedykolwiek w okolicach fortu, nie upierajcie się jak ja, tylko koniecznie go odwiedźcie. O ile traficie na przejrzyste niebo i dobre światło, czeka Was jedna z piękniejszych irlandzkich uczt dla oczu. Jeżeli jesteście uczuciowi to również dla duszy! 🙂

20160801_121338 20160801_121334 20160801_121331 20160801_121328

the-grianan-of-aileach-copy

Góra Luggala oraz moja reputacja

Nie wiem, nawet kiedy to się stało, ale jarzębina w moim ogródka ma już czerwone i ciężkie owoce. Po latach mieszkania w Irlandii przywykłam do lokalnej pogody, brak upalnego lata mi nie przeszkadza, nie rozpaczam z powodu nieistnienia zimy z mrozem i śniegiem. Deszcz, nie krzyżuje mi planów, a już zapewne nie powoduje ich odwołania. Byłoby to nierozsądne, bo przecież deszcz tutaj tak samo nagle przychodzi, jak i odchodzi. Wzięło mnie na wspomnienia, bo dostałam wczoraj bardzo miłego maila w pracy. Pewni Bardzo Ważni Goście z Zagranicy, dziękowali za moją pracę i napisali między innymi o tym, jak to moja reputacja i lata doświadczenia są znane i doceniane. Śmiałam się, aż mi łzy poleciały. Kolega powiedział, że powinnam się cieszyć z miłego listu pochwalnego, ale mnie ta reputacja bardzo bawiła. I te lata doświadczenia, bo powiem szczerze, poczułam ten przemijający czas, coś, o czym w sumie nigdy nie myślę. Nawet nie wiem, jak szybko upłynęły wszystkie moje dotychczasowe lata spędzone na Zielonej. Nie czuję ich wcale, bo od samego początku było mi tu dobrze. Nie czuję ich wcale, bo od samego początku w Polsce jestem co najmniej dwa razy w roku przez w sumie co najmniej cztery tygodnie.

Na początku czerwca, pozdrawiałam Was na moim fejsbuku zdjęciem zagadką. Na zdjęciu było widać kawałek mojego buta i jeziora. Pytałam Was o to, gdzie jestem. Okazaliście się, jak zwykle, czujni i w miarę szybko i bez większego trudu zlokalizowaliście miejsce. (z numerem buta nie daliście jednak rady).

Luggala, Wicklow (33)

Szczyt Luggala w górach Wicklow jest dość znany dzięki temu, że u jego stóp leży jezioro Tay potocznie zwane jeziorem Guinnessa. Zwane jest tak z dwóch powodów: należy do rodziny Guinnessa oraz wygląda jak kufel Guinnessa. Jezioro ma kolor brązowy, a na jednym jego końcu utworzona jest sztuczna plaża, ze specjalnie dowożonego białego piasku. Patrząc z góry na jezioro, zestawienie ciemnej wody z białym paskiem plaży ma kojarzyć się z obrazem najbardziej znanego irlandzkiego alkoholu. Jednak jezioro jest zazwyczaj podziwiane ze wzgórza położonego przy drodze, tak samo, jak i sama góra Luggala. Przyszedł czas, żebym się z tą górą zmierzyła. Powiem szczerze, że nie było łatwo ze względu na niesamowicie gorący dzień. Wędrówka prowadzi po odsłoniętej górze, bez żadnego cienia czy drzew. I jest dość stromą wspinaczką. Dodatkowo do szczytu góry trzeba dość długo iść po jej grzbiecie, łudząc się przez długi czas, że już się niemal jest na miejscu. Nie wypadało się jednak poddać, bo po drodze na górę spotkałam starsze małżeństwo, które już schodziło w dół. Miła para powiedzieła, że szczyt już blisko, oraz że jest na nim mały bar z zimnym piwem. Po czasie okazało się, że dopuścili się dwukrotnego kłamstwa, ale staruszkom wszystko można przebaczyć — mówię to ja z moimi latami doświadczenia, że o reputacji nie wspomnę.

Samochód parkujemy na skraju drogi, pod znakiem przestrzegającym przed rabusiami, którzy włamują się do samochodów, aby zabrać co cenniejsze rzeczy ze schowków. Mamy na to patent sprawdzony i przekazany przez znawcę gór Wicklow. Do tej pory działa bezbłędnie: schowki opróżniamy i zostawiamy otwarte na oścież, tak że przez okna widać, że są puste. Oczywiście, nic innego nie zostawiamy na siedzeniach, żadnych kurtek, toreb itp. Potencjalny złodziej, wtedy nie fatyguje się, aby wybijać nam szyby, widząc puściutki samochód.

Szlak prowadzi początkowo drogą asfaltową, która z czasem przemienia się w drogę polną. Potem już tylko drewniany mostek nad strumykiem o wodzie tak samo ciemnej, jak woda jeziora oraz przejście na łąkę. Przechodzimy specjalnymi wąskimi schodkami ustawionymi w takich miejscach, uniemożliwiającymi owcom wyjście (norma w górach, ale też przy różnych zabytkach, ruinkach czy cmentarzach w Irlandii). Zaczynamy wspinaczkę.

Luggala, Wicklow

Luggala, Wicklow

Luggala, Wicklow (2) Luggala, Wicklow (3) Luggala, Wicklow (5) Luggala, Wicklow (7) Luggala, Wicklow (29)

mikasia.wordpress.com

mikasia.wordpress.com

Luggala, Wicklow (8) Luggala, Wicklow (12)

mikasia.wordpress.com

mikasia.wordpress.com

Luggala, Wicklow (9) Luggala, Wicklow (27)

 Luggala, Wicklow (4) Luggala, Wicklow (13) Luggala, Wicklow (14) Luggala, Wicklow (15) Luggala, Wicklow (16)

mikasia.wordpress.com

mikasia.wordpress.com

Luggala, Wicklow (19) Luggala, Wicklow (20) Luggala, Wicklow (22) Luggala, Wicklow (23) Luggala, Wicklow (31) Luggala, Wicklow (30)

Nietypowe pomniki w Dublinie

Pisałam Wam kiedyś o ciekawych dublińskich pomnikach z perspektywy przezwisk jakie nadali im Dublińczycy.  Te przezwiska miały wiele cech wspólnych:  rymowały się, były często obraźliwe lub z podtekstem seksualnym i tak czysto po irlandzku nie uznawały żadnych świętości. Przezywano wszystkich po równo, zarazem nie przejmując się czy pomnik przedstawią postać fikcyjną czy znanego i wielbionego pisarza – jeśli jeszcze nie czytaliście to odsyłam Was  do tego wpisu

Obiecałam też wtedy, że napiszę jeszcze kiedyś o różnych innych ciekawych pomnikach dublińskich. Nie są to typowe pomniki w stylu króla na koniu czy “bo wielkim pisarzem był”. Są to takie pomniki których znaczenia nie rozumiemy ale nadają charakter miastu. A gdy już poznamy znaczenie, powodują że automatycznie wrastają nam już na zawsze w krajobraz miasta i stają się jego nierozerwalną częścią. 

Zacznę od mojego ulubionego w tej kategorii a mianowicie pomnika, który nazywa się Mr. Screen.

Krótko po przyjeździe do Irlandii mieszkałam w pobliżu tego pana i od razu wpadł mi w oko. Po latach mieszkania tu już wiem, że jest on jednym z najbardziej ulubionych i charakterystycznych pomników Dublińczyków.

Figura, jak po nazwie już można się domyślić, przedstawia pracownika kina, latarkę wskazującego miejsce siedzące. A stoi nie gdzie indziej a przed kinem na rogu ulic Townsend i Hawkins. 

pomnik, Statue, Dublin

Mr Screen

Turyści dość często fotografują się na kolejnym pomniku o którym chcę Wam wspomnieć. Jest to “Joker’s Chair” w parku Merrion Square czyli pomnik poświęcony irlandzkiemu aktorowi i komikowi Dermot Morgan.

Siadają więc ci turyści sobie na krześle robią zdjęcie i idą dalej oglądać park, pozostając kompletnie obojętni znaczenia tego miejsca. Dermot Morgan prowadził program satyryczny w radiu RTE zwany Scrap Sunday gdzie żartował sobie z politycznych i kościelnych liderów irlandzkich. Program przerwano w roku 1991 właśnie podobno z powodu nacisków polityków. Pan Morgan najbardziej jednak znany jest ze swoje roli w serialu komediowym Father Ted o małej parafii z trzema księżmi, których prowadzenie się pozostawia wiele do życzenia. Nadużywanie alkoholu, chciwość, hazard, zadufanie itp to tylko niektóre z ich cech. Serial był swego czasu bardzo popularny. Zresztą do dziś w codziennych rozmowach Irlandczycy cytują ten serial. (“I’m not a fascist, I’m a priest. Fascists dress in black and go around telling people what to do, whereas…priests… More drink!”) To tak jak my w rozmowach wrzucamy jakieś cytaty z komedii Bareji czy Killera. (no co nie? Memory find, Siara i wszystko jasne). Dziś, typowe irlandzkie mema to chyba właśnie te ze zdjęciami z serialu. 

Father Ted

Dermot Morgan to ten pan z siwymi włosami

Kiedyś czytałam (tylko nie pamiętam gdzie więc pewnie pomylę osoby) że gdy powstał pomysł aby upamiętnić aktora pomnikiem, jego siostra powiedział że zgadza się pod jednym warunkiem – aby nie była to po prostu statua przedstawiająca jego postać. Wtedy artystka Catherine Greene tworząca pomnik zaproponowała właśnie że wyrzeźbi dla niego krzesło błazna dworskiego, tego który jako jedyny mógł się naśmiewać i krytykować króla na jego dworze. Myślę że jest to trafne odniesienie do roli jaką na siebie wziął najpierw jako satyryk radiowy a następnie jako aktor wcielający się w przekomiczną postać księdza w kraju który przecież był mocno katolicki i ufający władzy kościelnej.

Merrion Square, Dublin, Dermot Morgan

Joker’s Chair

A co powiecie na pomnik krowy? Nazwa pomnika to po irlandzku Ag Crú na Gréine co można przetłumaczyć jako “Ciesząc się słońcem”, oczywiście nieliczni wiedzą o tej nazwie (jak właśnie autorka tegoż bloga) każdy zwyczajnie mówi na niego Cow lub też City Cow.

Czemu taki pomnik w Dublinie? Ano, krowy swego czasu były czymś co widywało się w tym mieście często. Prowadzono je do doków portowych gdy wyruszały gdzieś w podróż na sprzedaż. W dzielnicy Smithfiled odbywał się targ koński a w jego pobliżu targ bydła. Ponadto artystka, autorka pomnika, Jackie McKenna, stwierdziła że krowa jest dość ważnym symbolem w wielu kulturach i będzie zrozumiała bez potrzeby tłumaczenia znaczenia. W nie tak odległych czasach w Irlandii posiadanie krowy stanowiło o statusie jej właścicieli. Praca tworzona była w Centrum Rzeźby w Leitrim w pomieszczeniu z dużymi oknami, znajdującym się przy ulicy po to by przechodnie mogli śledzić na bieżąco jej postępy. Dodatkowo gdy w poniedziałki w pobliżu odbywały się targi rolnicze, drzwi do centrum były otwarte aby rolnicy mogli wejść, porozmawiać z artystką i doradzić jej jak wygląda prawdziwa krowa dzięki czemu rzeźba miała wyglądać bardzo realistycznie. No i powiedzcie teraz  sami, czy nie macie wrażenia że ta krowa jest jak najbardziej naturalna i że to miejsce jej się tu należy? Pomnik znajduje się na ulicy a raczej skwerku przy ulicy Wolfe Tone. 

city cow, Wolfe Tone Street

Enjoying the sunshine

Nie pytajcie mnie o co chodzi z misiami artysty Patricka O’Reilly.

Już kiedyś na moim fejsie pokazywałam Wam jednego z misiów, tego który samotnie idzie sobie na plażę w Greystones. Różni się od tych dublińskich tym że jak przystało na nadmorską lokalizację ma wiaderko i łopatkę.

Patrick O'Reilly

Teddy bear w Greystones

Te trzy misie dublińskie też się gdzieś spieszą i idą z poważnymi minami jeden za drugim. Powiem Wam szczerze że ja długo uważałam że są to jakieś bardzo zdenerwowane myszy, dopiero jak o nich poczytałam dowiedziałam się że autor twierdzi że są to misie. Kogo by nie przypominały jedno jest pewne – mają groźne miny i wydają się mało przyjacielskie. Ponieważ stoją przy sali koncertowej O2 może mają reprezentować okolicznych skwaszonych tetryków którym głośna muzyka i tłumy ludzi nie odpowiadają i dlatego w pośpiechu idą z dala od O2?

dublin-teddy-bears, Patrick O'Reilly, O2

Teddy-bears

teddies, O2

Three blind mice, oooppps sorki – Trzy misie

Zwierzęco się coś tak zrobiło więc proszę bardzo, jeszcze jeden pomnik w tym temacie.

U bram Irish Museum of Modern Art wita nas rzeźba autorstwa Barry Flanagana przedstawiająca zająca grającego na bębnie  – The Drummer. 

Sam artysta obdarował muzeum tą rzeźbą w roku 2001. Flanagan lubił tworzyć rzeźby zające, zrobił ich ponad 40, i to one przyniosły mu największą sławę. W roku 2006 w Dublinie miała miejsce czasowa wystawa tych rzeźb. Większość była prezentowana w Irish Museum of Modern Art a około dziesięć rzeźb było ustawionych w centrum miasta i na ulicy O’Connell. Szkoda że już ich nie ma. Jednak ten zając przed muzeum który wciąż jest podoba mi się bardzo. Wydaje się być nieco demoniczny, trochę kapryśny i pełen pasji – patrzcie jak cały niemal drży i się trzęsie po tym jak mocno uderzył w bęben! 🙂 Niemal słychać rezonans akustyczny który roznosi się po całym jego ciele.

Barry Flanagan, IMMA, Irish Museum of Modern Art

The Drummmer

Zakończę wpis nieco pikantnym kąskiem tylko dla dorosłych (!).

Irlandczycy maja feministyczną legendę o królowej Medb  z regionu Connaught.

Według legendy królowa ta chciała podliczyć i porównać swoje bogactwo z bogactwem męża. Okazało się, że ich majątek jest niemal identyczny tyle że mąż Allil ma o jednego byka więcej. Królowa porozumiała się z innym majętnym posiadaczem bydła że pożyczy on jej jednego byka. Zmienił jednak zdanie a wtedy królowa postanowiła zabrać byka siłą i przygotowała się do wojny. Legenda przedstawia królową jako kobietę władczą i odważną oraz bardzo seksualnie aktywną, miała wielu kochanków i potrzebowała siedmiu mężczyzn dziennie (chociaż kiedyś gdzieś czytałam też że i 30). Wszystko to oddaje  forma i wielkość pomnika.

Pomnik znajdziecie przed budynkiem Connaught House na ulicy Burlington Road.

queen maeve of connacht

Jeszcze jest kilka ciekawych pomników które chciałabym Wam przedstawić ale myślę że na ten wpis wystarczy abyście nie poczuli przesytu. Który Wam się najbardziej spodobał lub Was najbardziej zaintrygował?

Killykeen Forest Park

Mietkowi 😉

Czyż Cavan nie ma wszystkiego? Umiarkowany klimat śródlądowy oraz przestrzeń jaką zdają się tworzyć sporej ilości wszelkich rozmiarów jeziora. Powiadają, że jest ich 365, po jednym na każdy dzień roku.

Jakby tego było mało, kilka kilometrów od stolicy hrabstwa, na 240 hektarach położony jest Killykeen Forest Park. Jest to niesamowite miejsce i ma tak wiele ciekawych tras, że mimo iż bliskie sąsiedztwo miasteczko Cavan przyciąga sporo miłośników przyrody, i tak można zatonąć w ciszy a przy odrobinie szczęścia nawet się zgubić 🙂  Cisza jaka tam panuje jest z tych cisz, które uspokajają a zarazem weselą – trele ptaków, cykanie świerszczy i szum wody niemalże otaczającego nas z każdej strony jeziora Oughter. Podejrzewam, że o każdej porze roku jest to miejsce wspaniałych wędrówek, mi dane tam było być wiosną.

killykeen forest park (1) killykeen forest park (2) killykeen forest park (3) killykeen forest park (4) killykeen forest park (5) killykeen forest park (6) killykeen forest park (7) killykeen forest park (12) killykeen forest park (13)

Oczywiście Irlandia nie byłaby sobą gdyby oprócz pięknej przyrody i ciszy to uroczysko nie miało dla nas kolejnej niespodzianki. Na mini mapce widziałam zaznaczone “heritage site” co w sumie w Irlandii może oznaczać niemalże wszystko. Tym razem były to pozostałości po dawnych grobowcach sprzed około 5 tysięcy lat. Swego czasu były to groby o strukturze przypominającej płaski dach na palach. Otoczone były małymi ścianami tworzącymi tak jakby małe dziedzińce, stąd nazwa grobowców – grobowce dziedzińcowe czyli court tombs.

killykeen forest park (11) killykeen forest park (10) killykeen forest park (9) killykeen forest park (8)

Nabraliście ochoty na wiosenne eskapady i wędrówki? Ja też! Pięknych tras i resetu psychicznego, co się przyda po zimie, życzę! 😉