Pubowe spotkania przy kominku w prowincji Ulster

Śledzicie na moim fejsbuku cykl „najlepszy pub w hrabstwie na grudniowe spotkania przy kominku”? Już zbliża się ku końcowi, dlatego czas, aby przedstawić te puby tutaj, zebrane razem. Na fejsie, zabieram Was do pubów w każdym hrabstwie kierując się kolejnością alfabetyczną. Na blogu przedstawię je Wam zebrane według prowincji.

Irlandzkich prowincji jest cztery. W poprzednim wpisie gościliśmy w najlepszych pubach prownicji Connacht a dziś zabieram Was do prowincji Ulster. W jej skład wchodzi dziewięć hrabstw, sześć znajduje się w Irlandii Północnej: Antrim, Armagh, Derry, Down, Fermanagh, Tyrone a trzy w Republice:  Cavan, Monaghan and Donegal.

Antrim

Tutaj polecam Wam pub Crosskeys Inn, Wybudowany w 1654 roku, jest najstarszym pokrytym strzechą pubem w Irlandii. Znany również z wieczorów z tradycyjną, irlandzką muzyką. Przyznajcie sami, że nie można sobie wymarzyć bardziej przytulnego miejsca na grudniowe spotkania z przyjaciółmi przy kominku. 

Armagh

Ruszamy dalej do hrabstwa Armagh i do pubu Red Ned’s. Pub pochodzący z 1819 roku, jest w rękach tej samej rodziny od 1907 roku. Edward O’Neill, pan który go kupił, miał intensywnie rude włosy. Gdy w czasie II wojny światowej, w okolicy stacjonowały wojska amerykańskie, pub stał się ich ulubionym miejscem, a o właścicielu mówili “red” ze względu na kolor jego włosów. Stąd powstała druga nazwa pubu “Red Ned’s”. Żołnierze amerykańscy po wyjeździe, co roku przysyłali kartki swiąteczne z życzeniami. Ostatnia kartka została wysłana około 10 lat temu. Jest kominek, jest historia i muzyka na żywo. Idealne miejsce do pubowych zimowych spotkań w hrabstwie Armagh.

Derry

Krążyłam po tym hrabstwie, krążyłam i jak bym nie kombinowała, to wychodzi mi na to, że muszę uznać Peadar O’Donnell’s za najlepszy w hrabstwie na spotkania zimowe. Muzyka grana na żywo to zarówno ta tradycyjna irlandzka jak i współczesna. Koncerty są planowane, ale też muzycy sami się organizują i spontanicznie zaczynają grać w pubie. Pub ma trzy bary Peadar O’Donnells, Gweedore Bar oraz Gweedore Upstairs. Kim była osoba po której pub ma nazwę? Peadar O’Donnell pochodził z Donegal i był jednym z najbardziej radykalnych aktywistów IRA. Walczył o niepodległość Wyspy oraz tworzył irlandzką partyzantkę w hrabstwie Doneal i Derry.

Down

Przynam szczecze, że ciężko mi się było zdecydować do którego pubu w tym hrabstwie wysłać Was na grudniowe spotaknia przy kominku. Sporo tu ciekawych pubów z dobrą muzyką na żywo i jedzeniem. Ten na który się zdecydowałam, ma coś czego do tej pory żaden z przedstawianych pubów nie miał, i czego nie ma żaden inny pub w tym hrabstwie (chociaż jeszcze dwie restauracje mają). Fiddlers Green w Portaferry to przyjemny pub z dobrym piwem, muzyką na żywo i kominkiem.
Wiśienka na torcie – w pubie znajdziecie jedne z 10 drewnianych rzeźbionych drzwi przestawiających sceny z szóstego sezonu “Gry o Tron”. Pozostałe 9 drzwi znajduje się w róźnych miejscach w Północnej Irlandii. Do wykonania drzwi wykorzystano dwa drzewa z #DarkHedges, które zostały powalone przez huragan Gertrudę w styczniu 2016 roku. A wracając do naszego pubu – idźcie, weselcie się, tylko nie trzaskajcie drzwiami….

Fermanagh

Wśród osób, które polubiły moją stronę, mam mieszkańców, między innymi Gruzji, Tunezji i Bangladeszu ale nie mam nikogo z Fermanagh. Ktoś z Was może jednak zna dobrze to hrabstwo oraz jego puby, i mógłby potwierdzić mój dzisiejszy wybór najlepszego pubu w hrabstwie na spotkania zimowe. Blakes Of The Hollow w Enniskillen pochodzi z 1887 roku. Ze stronu pubu wyczytacie, ze szczycąc się tradycyjnym irlandzkim pochodzeniem, jest jednym z najsławniejszych i cenionych wiktoranińskich pubów w Irlandii – czyli mieszanka, jaką można spotkać w Irlandii Północnej. Spotkacie tu klientów w bardzo różnym wieku, na co wpływ ma oczywiście pora dnia, tygodnia i godziny. Tradycyjna muzyka jest grana w piątki, a dwupoziomowe atrium zaprasza na muzykę na żywo w soboty. Miejsce ma dużo ciekawych zakątków do odkrycia, smaczne jedzenie i chwalone jest za perfekcyjne nalewanie Guinnessa. Ma dużo turystów, ale też stałych lokalnych klientów, łącznie z jednym który przychodził do pubu przez prawie 70 lat!
Ma coś jeszcze, co już kiedyś inny pub tu wspomniany – drzwi przedstawiające sceny z szóstego sezonu Gry o Tron. Kominek jest? Jest! Muzyka na żywo jest? Jest! Dobry Guinness jest? Jest! Tradycyjny wystrój jest? Jest! No to do pubu!

Tyrone

Wiecie gdzie Was zabiorę? Jeśli znacie to hrabstwo to raczej Was nie zaskoczę zapraszając do Tomney’s Bar. Stary, tradycyjny irlandzki pub. Szybko poczujecie się jak wśród swoich, a oceniając po wystroju również jak w pokoju gościnnym Waszej starszej irlandzkiej sąsiadki. Małe pomieszczenia pubu sprawiają, że jest bardzo przytulny, ale też przez to szybko się zapełnia. Nie będzie Wam to jednak przeszkadzać. będzie po prostu jeszcze weselej. Kominek jest, muzyka na żywo jest, świetny wystrój, obsługa i zachwalane o tej porze roku przez nich samych gorące whiskey.

Cavan

Ciekawi jesteście jaki pub w tym hrabstwie zaproponuję jako najlepsze miejsce na grudniowe spotkania przy kominku (lub jak w tym przypadku kozie)? To Gartlans w Kingscourt. Pub znajduje się w pokrytej strzechą chatce pochodzącej z XVII wieku. Podlega ochronie zabytków i lokalne małżeństwo pod okiem konserwatora zabytków, około półtorej roku temu, odremontowało pusto stojący i niszczący budynek. Mieli do pomocy eksperta od strzech dachowych. Pub ma czar i duszę oraz historię.
Ponadto “występuje” w świetnie sprzedającej się książce “The Irish Pub” autorstwa Turtle Bunbury’ oraz w filmie dokumentalnym o tym samym tytule.

Monaghan

W centrum małej miejscowości Glaslough znajdziecie piekny kamienny budynek – Coach House & Olde Bar. Mimo lat zachował dość sporo swojej orginalności. Podobno sporo znanych osób wstępuje tutaj na pinta, w sąsiedztwie jest piękny hotel Castle Leslie Estate. Klienci stanowią więc ciekawą i wesołą mieszankę przejezdnych oraz miejscowych. W pubie w soboty jest muzyka na żywo, a w co drugi piątek trad session – i osoby grające między innymi na łyżkach. Czy to nie wystarczy aby stwierdzić, że jest to najlepszy pub w hrabstwie Monaghan na spotkania grudniowe?

Donegal

Ostanie hrabstwo tej prowincji, więc pub “rarytas” na koniec. Wyobrażacie sobie irlandzki pub bez telewizorów, muzyki, wifi oraz z zakazem przeklinania? To Criterion Bar powszechnie znany jako Brennan’s w Bundoran w hrabstwie #Donegal.
Pub został otwarty na dzień św. Patryka w 1900 roku i przez cały czas prowadzony przez tą samą rodzinę – Brennan, która zawsze mieszkała nad pubem. Ostatnio pub prowadzony był przez dwie starsze siostry osiemdziesięcioletnią Nan oraz siedemdziesięcio-ośmio letnią Patricię. Niestety, trzy miesiące temu, Nan zmarła. Były one jednymi z najlepiej znanych właścicieli pubów w Irlandii.
Siostry mieszkały nad pubem całe swoje życie i prowadziły go samodzielnie – pomimo podeszłego wieku każdego dnia same pub sprzątały, a warto nadmienić, że ma on reputację niezwykle czystego. Podobno niechętne były aby ktoś pomógł im ze zmianą kega czy innnymi obowiązkami.
Siostry wprowadziły zakaz telewizji, piosenek, wifi po to żeby ludzie mogli rozmawiać ze sobą i z nimi. Jak mawiały, jesli ktoś chce obejrzeć mecz czy wyścigi, niech idzie do innego pubu, a potem wróci do naszego aby o tym wydarzeniu sportowym rozmawiać. Dzięki temu, jeśli ktoś raz w życiu znalazł się w tym miejscu, nie zapomni go już nigdy i zawsze będzie chciał do niego wracać. Siostry dzięki rozmowom, wiedziały dużo o świecie. Żartowały – “jesteśmy wielkimi fankami serfowania i możemy rozmawiać o nim godzinami, to że nigdy nie próbowałyśmy nawet serfować, nie przeszkadza nam w tym. ”
Powiedzcie sami, że znacie cieplejszy i bardziej przyjazny pub do spotkań z przyjaciółmi na ciekawe rozmowy?

8 najstarszych ciekawostek o Irlandii

Puby to chyba pierwsza rzecz jaka przychodzi Wam do głowy gdy myślicie o Irlandii. Czy wiecie, że najstarszy pub w Irlandii to Sean’s Bar w Athlone. Został założony około 900 roku.

Słuchając irlandzkich piosenek, szybko dosłyszycie niewinną, niemal dziecięcą melodię wydobywającą się z fujarek. Są one używane w Irlandii od bardzo dawna. W roku 2003 w czasie prac wykopaliskowych w hrabstwie Wicklow, odkryto drewniane fujarki pochodzące sprzed 4 tysięcy lat. Tym samym, fujarki te stały się najstarszymi na świecie drewnianymi instrumentami muzycznymi. Nie znaleziono jednak na nich śladów po dziurkach na palce, podejrzewa się więc, że może były częścią jakiegoś innego instrumentu dętego. 

Latarnia morska Hook położona w hrabstwie Wexford uważana jest za najstarszą wciąż działającą latarnię w Europie a może i na świecie. Budowa latarni w obecnej formie została ukończona w 1172 lub 1245 roku, jednak pierwsza latarnia, która stała w tym miejscu pochodziła z V wieku.

Założony w roku 1745, dubliński szpital Rotunda Hospital jest najstarszym na świecie szpitalem położniczym działającym bez przerwy.

Miasteczko Ballyshannon w hrabstwie Donegal podaje, że jest najstarszym w Irlandii. Wykopaliska archeologiczne odkryły ślady osady z czasów neolitycznych (4000 – 2500 przed naszą erą). 

Pochodzący z czasów neolitu (dokładnie z 3200 roku przed naszą erą), grób korytarzowy Newgrange w hrabstwie Meath jest najlepiej zachowaną budowlą tego typu w Europie. Jego główne pomieszczenie zostało zbudowane tak, aby promienie wschodzącego słońca w dniu przesilenia zimowego wpadały do środka. Tym samym, miejsce można nazwać najstarszym obserwatorium słonecznym świata. Dodam jeszcze, że Newgrange został zbudowany wcześniej niż piramidy egipskie.

Najstarsze dublińskie światła drogowe znajdują się w dzielnicy Clontarf. Zamontowano je w 1893 roku przed domem niejakiego Fergusa Mitchell, który był pierwszym właścicielem samochodu w Irlandii.

Najstarszą irlandzkich firm działajacych nieprzerwanie jest Rathborne Candles, założona w 1488 roku. Dziś Rathborne Candles znajduje się w dzielnicy Blanchardstown. Rodzina Rathborne przybyła do Dublina z Chester. Ich świece były używane między innym do oświetlania ulic w XVIII wieku. Dziś, w czasach elektryczności firma produkuje świece kościelne ale też świece z wyższych półek do nabycia w sklepie Brown Thomas. 

Plaża Culdaff na półwyspie Inishowen

Najdłuższa i najbardziej widowiskowa turystyczna trasa  samochodowa Irlandii to tak zwana The Wild Atlantic Way. Jest ona też zarazem najdłuższą na świecie znakowaną trasą brzegową. Cała trasa liczy 2,500 kilometrów i prowadzi do 156 ciekawych miejsc. Oczywiście nie trzeba całej trasy przejechać ciągiem, można ją sobie podzielić na kilka odcinków. Wild Atlantic Way rozciąga się od półwyspu Inishowen w hrabstwie Donegal poprzez Connemarę, The Burren, Galway Bay, Kerry aż do miejscowości Kinsale w hrabstwie Cork.

Zaprawdę nie wiem, jak można przejechać całą trasę w dwa tygodnie – tak między innymi sugeruje  przewodnik WAW. Jakiś czas temu spędziłam trzy dni na zwiedzaniu półwyspu Insihowen, gdy podobno trzy dni sugerują na całe hrabstwo Donegal. Idąc moim tempem, potrzebowałabym z pewnością dwóch tygodni na całe hrabstwo, a nie trzech dni. Tak się tylko przekomarzam, bo ja wiem dlaczego. Gdy dojeżdżam do pięknej plaży, muszę ją przejść w te i we wte, zanurzyć nogi w ocenie, posłuchać wiatru i zrobić sobie piknik, aby posmakować kanapek z piaskiem. A gdy dojadę do widowiskowego klifu, muszę się przejść jego najbardziej zadziorną lub najdłuższą trasę, żeby poznać to miejsce i zapamiętać. Po to by we wspomnieniach te wszystkie przedeptane klify nie zmywały mi się w całość, ale kojarzyły wyraźnie z obrazami i uczuciami: to tam, gdzie biegały dzikie konie, to tam, gdzie na widok ogromnych przepaści i fal oraz pod wpływem silnego wiatru, sparaliżował mnie nagły lęk wysokości, to tam, gdzie śmiałam się głośno, bo tak mnie przyroda zafascynowała, aż poczułam nagły przypływ radości. W podróży muszę też pójść na lunch lub kolację do miejsc zachwalanych przez miejscowych, muszę spróbować tego co oni, być obsłużona przez córkę właścicielki B&B oddalonego o 25 kilometrów (w którym się zatrzymałam i przegadałam pół poranka z właścicielką oraz dostałam jej przepis na ciasteczka orzechowo  – pomarańczowe i oczywiście namiary na miejsca polecane przez mieszkańców). Slow food, slow travel to nasze antidotum na powszednie życie w biegu.

I tak właśnie przemieszczając się powoli, dotarłam swego czasu do plaży Culdaff, która chyba jest najpiękniejszą plażą półwyspu Inishowen. Długa, piaszczysta, spokojna, zakończona wydmami. Plaża cieszy się wyróżnieniem za czystość, czyli oznaczeniem tzw. blue flag.  Mimo że wiało bardzo i było zimno, zdecydowałam się po pewnym czasie iść na bosaka, tak sobie brodząc w wodzie. Cóż za wspaniałe doznanie. W trakcie sezonu na plaży jest ratownik i wyobrażam sobie, że może ona być zatłoczona. Jednak jak sami widzicie na zdjęciach, można mieć szczęście i być jedną z nielicznych osób na plaży, mimo że jest się na niej w sierpniowy weekend. Zanim jednak znajdziecie się na tej plaży, nabierzcie sił przed spacerem, jaki Was czeka. Musicie koniecznie zatrzymać się w McGrory’s of Culdaff. Nie pamiętam, gdzie jadałam wspanialszą rybę niż u nich, a przecież niemal każdy irlandzki pub serwuje je wyśmienite. Do tego chrupiące kostki ziemniaczków czosnkowych oraz tak dobry mushy peas, że najbardziej zażarty przeciwnik tego dania, szybko by  przed nim skapitulował. Pub położony przy drodze głównej z miejscami noclegowymi w górnej części budynków, pewnie nie skarży się na brak turystów. Jednak znów miałam szczęście, bo oprócz nas i jednej pary Amerykanów, w czasie lunchu pub był wypełniony lokalnymi mieszkańcami. Czy potrzebna jest lepsza rekomendacja?

Nie wiem, kiedy znów tam zawitam, tyle innych miejsc czeka na moje powolne ich poznawanie, a do Culduff mam 4 godziny jazdy, ale jeśli Wy znajdziecie się na tej plaży, to mam nadzieję, że oczaruje Was tak samo, jak mnie.

Las w Donegal i tajemniczy celtycki krzyż

Był sobie kiedyś leśniczy Liam Emmery. Mieszkał na styku hrabstw Derry i Donegal, nieopodal wioski Killea. Niestety zmarł przedwcześnie w roku 2010 w wieku 51 lat. Przez wiele lat swego życia, pracował nad pewnym projektem,  który wymagał dobrego planowania a jego efekty nie byłyby zauważalne przez dość długi czas. Dlatego też, po śmierci Liama, wszyscy bliscy łącznie z żoną, zapomnieli o jego przedsięwzięciu.

Poprzedniej jesieni projekt w pełni zadziwił wszystkich i przypomniano sobie o jego autorze. To wszystko dzięki temu, że nie tylko minęło trochę lat, ale również dlatego, że jesień 2016 była słoneczna i sucha, zachwycając oczy wielobarwnymi liśćmi. Voilà, efekt końcowy stał się gotowy do podziwiania. Żeby go jednak zauważyć, trzeba wsiąść do samolotu lub helikoptera  🙂

Na wzgórzu, Liam przez lata sadził tysiące drzew, a wśród nich modrzew, który żółci się na jesień. To właśnie z nigo zbudował krzyż celtycki. Podobno krzyż będzie zachwycał przez kolejne 70 lat. Macie więc czas, aby przelecieć nad nim jesienią. A Liam, przyznajcie sami, pozostawił po sobie imponujące wspomnienie..

Polecam filmik:

http://www.itv.com/news/utv/update/2016-10-24/mysterious-celtic-cross-discovered-in-donegal-forest/

emery-cross-aerial_full

 

 

Kamienny fort Grianán of Aileach

Gdy znalazłam się na półwyspie Inishowen w hrabstwie Donegal, wszechotaczające mnie piękno, dzikość przyrody i historia tego miejsca sprawiły, że mój plan zwiedzania stał się zbyteczny. Początkowo, ja najlepiej zorganizowana osoba na świecie, przyjęłam ten stan rzeczy ze zdziwieniem. Bardzo szybko zapomniałam i o tym zdziwieniu.  Pochłonęła mnie każda chwila oraz podróżowanie według zasady “gdzie mnie oczy poniosą”, a nie konkretnego planu. Nie można by przecież inaczej, tu gdzie właścicielka B&B spytana o najbliższy pub, daje wskazówki mówiąc, że to 10 minut. Zapomina dodać, że uzależnione jest to od stopnia pragnienia lub głodu podróżnego. Pub okazuje się bowiem oddalony o 7 kilometrów. W tej części kraju, każdy napotkany wieczorem mieszkaniec wsi, która notabene jest bardziej skupiskiem domków porozrzucanych od siebie w odległości minimum 500 metrów, wita Cię serdecznie, wymienia uwagi o pogodzie itp. Z daleka cię widząc, wie, że jesteś przyjezdny, bo w takim miejscu wszyscy znają nie tylko mieszkańców swojej wsi ale wszystkich w promieniu 30 kilometrów. Nie znaczy to jednak, że Cię zignoruje – wręcz przeciwnie, zrobi wszystko, abyś poczuł się raczej familijnie.

Podróżując w takich okolicznościach przyrody oraz tambylczych zwyczajów i zachowań, cicho i tajemniczo obserwował mnie fort Grianan of Aileach. Migał mi co jakiś czas przed oczami. Widziałam go stojącego dumnie na wzniesieniu, na zdjęciach w broszurkach, w przewodniku, na mapie czy to na aplikacji Wild Atlantic Way. Sumiennie i metodycznie ignorowałam go, myśląc, że to tylko kolejny kamienny fort. Jestem w dalekim Donegal, gdzie plaże są tak podejrzanie piaszczyste, długie i spokojne, że wydaje się człowiekowi iż śni – myślałam. Do tego mam piękną pogodę więc z pewnością ja nie będę ganiać po fortach jak tutejsze owce. Jednak gdy trzeciego dnia zatrzymałam się na lunch w An Grianan Hotel, stwierdziłam, że chyba czas się poddać i pozwolić przeznaczeniu prowadzić mnie dalej. Jak mogłabym inaczej: nie dość, że hotel ma nazwę fortu, wygląd fortu to jeszcze jest położony u jego stóp. Najpierw jednak, po przepysznym lunchu, na który złożyła się ryba seabass (bardzo tu popularna w Irlandii, ale nie mam pojęcia co to za ryba po polsku – bardziej rodzina różnych ryb – hej wędkarze pomóżcie) pozwoliłam sobie na deser chocolate brownie. Tłumaczyłam to sobie tym, że skoro przeznaczenie sobie ze mnie pogrywa i wskazuje mi gdzie mam iść i co robić, ja nie poddam się tak łatwo. Uważałam, że nie ma lepszego wyjścia z całej sytuacji niż wzięcie powiedzenia “zemsta jest słodka” dosłownie.

p1160916 p1160917 p1160922 p1160927 p1160929 p1160930 p1160931 p1160932

Po wejściu do fortu podziękowałam przeznaczeniu, że mi nie odpuściło i tu przygnało. Warto było, choćby nawet tylko dla samych widoków. Przepiękną panoramę tworzą jeziora Swilly i Foyle oraz zachwycający i dziki półwysep Inishowen. Fort jest odrestaurowany, a jego średnica wynosi 23 metry, mury są grube na 3,9 metra i wysokie na 5. Fort tworzą ściśle przylegające do siebie trzy kręgi, ale swobodnie można się wspiąć do najwyższego dzięki kilku schodkom. Fort został zniszczony w wieku XII a następnie częściowo odbudowany w wieku XIX. Uważa się, że pochodził z I wieku naszej ery i został wybudowany na miejscu, gdzie kiedyś stał fort pochodzący z roku 500 przed naszą erą.

Jeśli znajdziecie się kiedykolwiek w okolicach fortu, nie upierajcie się jak ja, tylko koniecznie go odwiedźcie. O ile traficie na przejrzyste niebo i dobre światło, czeka Was jedna z piękniejszych irlandzkich uczt dla oczu. Jeżeli jesteście uczuciowi to również dla duszy! 🙂

20160801_121338 20160801_121334 20160801_121331 20160801_121328

the-grianan-of-aileach-copy