Pubowe spotkania przy kominku w prowincji Leinster

Jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia skończyłam blogowy fejsbukowy cykl „najlepszy pub w hrabstwie na grudniowe spotkania przy kominku”.  Zabierałam Was do pubów w każdym hrabstwie w kolejności alfabetycznej. Następnie na blogu przedstawiałam je Wam ponownie, ale tym razem pogrupowane według prowincji, których w Irlandii jest cztery. Poprzednie trzy opublikowane wpisy traktowały o pubach w prownicjach Connacht , Ulster oraz Munster . Dziś czas na ostatnią prowincję, tym bardziej, że to ostatni dzień grudnia. Leinster to prowincja w któtrej sama mieszkam, a jej hrabstwa to: Carlow, Dublin, Kildare, Kilkenny, Laois, Longford, Louth, Meath, Offaly, Westmeath, Wexford oraz Wicklow. Jest więc to największa prowincja pod względem ilości hrabstw oraz liczby mieszkańców.

Podliczyliście i myślicie teraz, że przedstawiałam 12 pubów czyli tyle ile hrabstw? To mam dla Was pewną niespodziankę. 

 

Provinces of Ireland

Carlow

Najprzytulniejszym loklanym pubem na spotkania w okresie świąt ogłaszam Osborne’s Bar w miejscowości Rathanna. Położony u podnóza Mount Leinster, odnowiony Osborne’s Bar ma w sobie sporo czaru i wiktoriański wystrój. Dodatkowo oferuje różne słodkości dla dzieci tak jak w starodawnym sklepie z cukierkami. Przenieście się w czasie, tylko sprawdzcie uprzednio godziny otwarcia, gdyż nie jest czynny każdego dnia.

 

Dublin – hrabstwo

Jak tu wybrać jeden pub w najbardziej zaludnionym hrabstwie? Przyznajcie sami, że się nie da. Jest na to jednak sposób –  teraz przeczytajcie o najlepszym pubie w hrabstwie Dublin. 

Johnnie Foxs Pub (Official FB Page) to najwyżej położony pub w Irlandii, ale również jeden z najstarszych pubów. Kiedyś było to gospodarstwo rolne i do dziś wokół pubu stoją stare maszyny rolnicze, a część pomieszczeń pubu ma nazwy rodem z rolniczej zagrody, np. część jadalna nazywa się „pig house”. Pub położony jest w miejscowości Glencullen, oddalonej mniej więcej 20 minut jazdy od Dublina. Jeśli nie macie samochodu, możecie skorzystać z busiku, który jedzie z centrum Dublina i dowozi do pubu. Menu kulinarne to przede wszystkim ryby. Ponadto w pubie można posłuchać muzyki na żywo bądź też obejrzeć irlandzkie tańce – ale na to trzeba już wykupić bilet. Jedzenie jest wyśmienite, tak samo jak Guinness, ale to co tak naprawdę przyciąga do pubu to jego wystrój i atmosfera. Pub składa się z kilku różnych pomieszczeń/pokoi co sprawia że jest trochę jak w labiryncie. Miejsce szczyci się odwiedzinami wielkich osobistości, różnych prezydentów, premierów, ambasadorów itp, a na ścianach wiszą zdjęcia z ich odwiedzin (z tych bliższych nam geograficznie to m.in. Aleksander Kwaśniewskie, Jerzy Buzek czy Vaclav Havel). Pub chwali się również tym, że Daniel O’Connell (bojownik o wolność Irlandii – ten sam któremu poświęcona jest ulica i most oraz pomnik w Dublinie) był w nim swego czasu regularnym klientem. Nie dajcie się namawiać i spieszcie do pubu – tylko zarezerwujcie uprzednio stolik.

Dublin – centrum miasta

Ci z Was, którzy mieszkają w Dublinie, dobrze wiedzą, że jest tu setki świetnych pubów – pewnie nie ma nikogo na świecie, kto byłby w nich wszystkich. O tak wielu pubach z chęcią bym Wam napisała i Wam poleciła, ale ma być jeden. Wbrew pozorom, wybór tego jednego przyszedł mi łatwo – bo przypomniałam sobie, że w okolicach Bożego Narodzenia, bywam w nim często, wpada się tam na jedno piwo z ludźmi z pracy, albo na dłuższą nasiadówkę ze znajomymi czy przyjaciółmi.
Sąsiadami pubu są Molly Malone, Trinity College i Grafton Street. Wystrój wiktoriański, dobre jedzenie, kominek i małe zakątki, pokoiki, miejsca głośniejsze i cichsze – znajdziecie to co Wam najbardziej pasuje. Jeszcze nie domyśliliście się, o jakim pubie mówię? Oczywiście O’Neills przy Suffolk Street. Lubicie w okresie światecznym?

Dublin – miasto

Zapraszałam Was do pubu w hrabstwie, potem w centrum, a teraz w mieście, czyli najlepszy dubliński pub “świąteczny” poza centrum. Te osoby, które mnie znają lub często czytają, bez problemu domyślą się, który teraz pub polecę, gdyż co jakiś czas go wspominam. Nie ma innej możliwości, Panie i Panowie, jedyny w swoim rodzaju, założony w 1651 roku pub – The Hole In The Wall​. Ten pub ma chyba najwięcej dekoracji świątecznych z wszystkich pubów jakie kiedykolwiek widzieliście, ale wciąż potrafi się powstrzymać od kiczu. Udekorowanie go trwa około dwóch tygodni, dlatego zazwyczaj zaczynają w początkach listopada.
Pub zwał sie kiedyś Blackhorse Tavern, teraz znajduje się przy Blackhorse Avenue, a dziura w ścianie z jego nazywy dotyczy dosłwonie dziury w ścianie…. która tuż obok pubu prowadzi do Phoenix Park. Jakieś ponad 200 lat temu, stacjonujący w parku brytyjscy żołnierze, nie mogli wyjść na piwo…..ale mogli dostać je przez dziurę. Nie wiem czy to ta sama, ale anegdota przednia. Ponadto, Sean T. O’Kelly, który był prezydentem Irlandii w latach 50tych ubiegłego wieku, lubiał się tu wymknąć na spokojną szklaneczkę piwa (przypominam, że rezydencja irlandzkiego prezydenta, Áras an Uachtaráin, znajduje sie w Phoenix Park). W pubie jest sporo pamiątek po tym byłym prezydencie. Sąsiedztwo jak widzicie jest wyborne, a po sutym obiedzie lub kolacji w pubie, możecie wybrać się na spacer, wystarczy tylko przejść przez dziurę w ścianie.
Chcecie więcej ciekawostek związanych z pubem? The Hole in The Wall jest podobno najdłuższym pubem w Dublinie a może i nawet Irlandii. W budynku znajduje się też sklep z winem – możecie sobie wybrać swoje ulubione ze sklepu i poprosić o podanie do kolacji. Jest kominek, bywa muzyka na żywo a w okresie świątecznym można też spotkać Mikołaja. Wspaniałe miejsce, które zawsze będzie dla mnie kojarzyło się z grudniowym Dublinem, nawet gdy je odwiedzam latem. Krótko mówiąc, grudzień w stolicy Irlandii bez odwiedzin w tym pubie się nie liczy!

Kildare

 Słyszeliście o pubie E. Butterfields, który kiedyś nazywał się TheHarp Ballitore. Pub ten, co się rzadko zdarza, jest prowadzony przez trzecie pokolenie kobiet z tej samej rodziny. Pierwsza była Elizabeth Butterfield (i po niej pub ma nazwę), po niej jej córka Philomena, a następnie obecna właścicielka czyli wnuczka Lisa. Jeśli to Was nie zachęca wystarczająco do odwiedzenia tego pubu, to co powiecie na to, że Turtle Bunbury i James Fennell w swojej książce “The Irish Pub” pisali o nim między innymi tak:

“Dating to 1780, the pub is a straightforward one-room affair, flagstone floors, rustic white-washed walls and rough hewn farmyard doors and arches with the wood peeling off. The bar is a solid piece of timber set upon a wall of old planks, reminiscent of some weather-beaten pirate’s ship. The shelves behind carry miscellaneous oddities, a harp, a hunting horn, an advertisement for Bendigo Plug Tobacco, a railway lantern, a Brownie camera. To the right are ten old grocery drawers, recalling a not so distant time when the pub operated as the village store. Customers sit in close proximity, on stools, chairs and old church benches….”

Pub ma jedna salę i wciąż ma wygląda dawnego sklepu, gdyż jako taki kiedyś funkcjonował. 
Ma kominek, ma muzykę na żywo i ma ciekawą historię i duszę. Uwielbiany przez lokalnych mieszkańców oraz uważany za jeden z najstarszych pubów w Irlandii. Aż się prosi aby nadać mu tytuł najlepszego pubu na spotkania grudniowe w hrabstwie Kildare.

 

Kilkenny

Opowieści w stylu, “wyszedł kilka godzin temu po ziemniaki / zapałki itp i do tej pory nie wrócił”, mogą być jak najbardziej prawdziwe i nie mieć żadnych znamion przestępstw pod warunkiem że “zaginiony” poszedł do pubu Mick Doyle’s Pub w Graiguenamanagh.

Sklep i pub w jednym, co się wciąż zdarza w małych miejscowościach w Irlandii, ale żadnego takiego jeszcze Wam nie przedstawiłam. Mick Doyle’s przepięknie wpisuje się w mój cykl “najlepszy pub w hrabstwie na spotkania grudniowe”. Jest duży kominek i świetna muzyka na żywo w weekendy a “trad sessions” w poniedziałki. Jak się za długo zasiedzicie, zawsze możecie przed pójściem do domu zrobić zakupy na śniadanie czy kupić jakieś narzędzia ogrodnicze, na weekendowe porządki wokół domu, bo i takie można tam znaleźć. Udanego pobytu! 

Laois

Ci z Was, którzy nie mieszkacie w Irlandii, prawdopodobnie nie słyszeliście nigdy o tym hrabstwie. A szkoda bo ma się czymś pochwalić, na przykład górami Slieve Bloom które co nieco już schodziłam i Wam również polecam. I własnie w pobliżu tych gór jest pub wyśmienicie nadający się na odwiedziny nie tylko po wędrówce górskiej, ale też na spotkania świąteczne. Ma aż trzy kominki, lub jeśli ktoś woli bardziej precyzyjnie – dwie kozy i jeden kominek lub raczej kominisko! Niemal całą ścianę zajmuje, piękny, tradycyjny, irlandzki. Pub liczy ponad 250 lat i całkiem do niedawna dodatkowo znajdowało się w nim mieszkanie dla właścicieli pubu. Swoją “karierę” rozpoczął jako nielegalna “dziupla” – ‘sheebeen’. W pubie możecie nie tylko posłuchać tradcyjnej muzyki w ramach trad session, ale też potańczyć w grupie irlandzkie tańce ludowe.
Góry macie, kominki macie, muzykę ludową macie, i nawet możliwość tańców Wam daję. Dobrej zabawy w najlepszym na grudniowe spotkania pubie w Laois – Sheeran’s Pub, Coolrain

Longford

Edward J Valentines Bar znajduje się miasteczku Longford i jest popularny wśród miejscowych, w szczególności w weekendy. Nie możecie go przegapić, jest na głównej ulicy, a o tej porze roku pięknie światecznie oświetlony (lokalni czytelnicy donoszą mi, że ten pub jest tak oświetlony przez cały rok). Pub jest relatywnie nowy, nie ma wiekowych tradycji, ale nadrabia jak może. Chętna do pogawędki i przyjacielska obsługa, palą w kominkach, muzyka na żywo, a nawet na tyłach baru, jedno pomieszczenie zaaranżowano tak, że wyda Wam się iż przenieśliście się w czasie i jesteści w starej, irlandzkiej chacie.

Louth

To harabstwo Dublińczykom kojarzy się z fotogenicznym półwyspem Cooley, wędrówkami po górach i wesołą, pełną dobrych knajpek wioską Carlingford. Jednak Carlingford jest też najeżdzane w weekendy przez przybywające zarówno z Republiki jak i z Północnej, hordy uczestniczące w wieczorach kawalerskich i panieńskich. Czy wiecie, ze wystarczy oddalić się od głośnego i zabawowego Carlingford o jakieś 4 kilometry, a znajdziecie się w najlepszym na spotkania grudniowe pubie hrabstwa Louth. Pub Lily Finnegans ma ponad 180 lat i prawie nic się nie zmienił przez te wszystkie lata. Ma kominki, ma muzykę na żywo w soboty i niektóre niedziele, ma jednego z najlepszych Guinnessów w Irlandii, tradycję i dużo serdecznych klientów. Podobno w 1985 roku, sam Bruce Springsteen wstąpił do tego pubu i kupił wszystkim znajdującym się w nim okolicznym rolnikom, rundkę alkoholu. Bardzo prawdopodobne, że to taka “legenda miejska, zresztą dość tu popularna, ale co szkodzi w nią wierzyć? Pub ze świetną atmosferą, polecam również jako miejsce odpoczynku gdy będziecie o innej porze roku wędrować po półwyspie Cooley.

Meath

Zabieram Was do uroczego miasteczka TrimPub, który Wam polecam występuje pod dwoma nazwami. James Griffin Pub to nazwa oficjalna, ale miejscowi często o nim mówią używając imienia i nazwiska właściciela – Tom Lenihan. 
Założony w 1904 roku, jest jednym z najstarszych pubów tego hrabstwa. Tato Toma, rozpoczął pracę w pubie w 1948 roku. Jak sam podaje na stronie pubu, wyruszył swego czasu do Dublina z wielkimi planami, ale pomylił kolumnę Wellingtona, która jest w #PhoenixPark z nieistniejącą już kolumną Nelsona, kótra stała kiedyś na ulicy O’Connell i w ten sposób wylądował w Trim. Czemu wybieram ten pub jako najlepszy na spotkania grudniowe w Meath? Jest przytulny, ma zaułki i aż cztery kominki! Muzykę na żywo i uwaga… świetny wybór whiskey czyli to co autorka bloga lubi bardzo.

Offaly

JJ Houghs Singing Pub w miejscowości Banagher to 250letni pub, latem ukryty za imponującą winoroślą. Pub nie zmienia się od lat, jest bardzo oldskulowy, macie tu gwarantowaną dobrą muzykę i atmosferę oraz właściciela ze świetnym poczuciem humoru. Jeśli nikt nie gra, to co wieczór są śpiewy – które jeśli trzeba, rozpoczyna Michael. Jest i nasz kominek tak potrzebny na spotkania grudniowe. 
Podobno każdego listopada mały pub przeżywa najazd studentów IT Athlone. Przybywają na dłuugi wieczór tradycyjnej muzyki i śpiewów (pozdrawiam serdecznie, szczególnie jednego z nich 🙂 )
PS> Koniecznie zobaczcie reklamę bożonarodzeniową pubu. Bardziej irlandzko być nie może 🙂

Westmeath

W tym hrabstwie jest jeden pub, któremu sami przyznalibyście tytuł najlepszego pubu na spotkania grudniowe przy kominku. Historia Sean’s Bar w Athlone sięga 900 roku i tym samym, według oficjalnego listu z księgi rekordów Guinnessa, czyni go najstarszym pubem w Irlandii.
Zobaczycie w nim dużo duchów z przeszłości jak kominek czy kawałki orginalnej ściany zrobionej z włosów końskich i błota. Podłoga jest nierówna, co spowodowały wieki zalewania jej przez sąsiadują z pubem rzeką Shannon. Ta nierówność pomagała również w tym, że woda nie stała zbyt długo tylko wypływała z pubu po zalaniu.
Warto spędzić tam miłe chwile z muzyką na żywo lub też po prostu przy kominku, wyciszyć się i wyobrazić sobie, kto przed nami te wieki temu też się grzał przy trzaskającym wesoło torfem w kominku i chodził po tej samej podłodze.

Wexford

Pewne małżeństwo kupiło pub w ruinie w 1995 roku, i w cudowny sposób wskrzesiło w nim bardzo energiczne i muzyczne życie. Zapraszam Was na spotkanie grudniowe w pubie do The Sky & the Ground w mieście Wexford.
Jak przystało na irlandzki pub, ma swoje zakamarki i niespodzianki jak chociażby ogrzewany tylni ogródek piwny z muralami. Barmani są świetni, jest wesoło, dobre piwo na dole, a na górze sala gdzie podają piwa kraftowe. Czuć, że ludzie lubią w nim przebywać i jest przyjacielsko. Właśnie takie miejsce jest idealne na spotkania z przyjaciółmi w grudniu!

Wicklow

To już nasz ostatni pub w podróży po hrabstwach Zielonej Wyspy. To miejsce jest idealne o każdej porze roku. Położone przy szlaku Wicklow Way, z noclegiem i świetnym jedzeniem – idealne dla tych którzy lubią wędrówki górskie. Dla nas, szukających klimatycznego pubu z kominkiem i muzyką na żywo też jest idealny. Glenmalure Lodge jest najlepszym pubem w hrabstwie Wicklow na spotaknia grudniowe. Mają na dodatek weekendowy Christmas Market, sprzedają choinki i wieńce oraz posiadają renifera rezydenta na stanie. 
Miłego pobytu.

 

8 najstarszych ciekawostek o Irlandii

Puby to chyba pierwsza rzecz jaka przychodzi Wam do głowy gdy myślicie o Irlandii. Czy wiecie, że najstarszy pub w Irlandii to Sean’s Bar w Athlone. Został założony około 900 roku.

Słuchając irlandzkich piosenek, szybko dosłyszycie niewinną, niemal dziecięcą melodię wydobywającą się z fujarek. Są one używane w Irlandii od bardzo dawna. W roku 2003 w czasie prac wykopaliskowych w hrabstwie Wicklow, odkryto drewniane fujarki pochodzące sprzed 4 tysięcy lat. Tym samym, fujarki te stały się najstarszymi na świecie drewnianymi instrumentami muzycznymi. Nie znaleziono jednak na nich śladów po dziurkach na palce, podejrzewa się więc, że może były częścią jakiegoś innego instrumentu dętego. 

Latarnia morska Hook położona w hrabstwie Wexford uważana jest za najstarszą wciąż działającą latarnię w Europie a może i na świecie. Budowa latarni w obecnej formie została ukończona w 1172 lub 1245 roku, jednak pierwsza latarnia, która stała w tym miejscu pochodziła z V wieku.

Założony w roku 1745, dubliński szpital Rotunda Hospital jest najstarszym na świecie szpitalem położniczym działającym bez przerwy.

Miasteczko Ballyshannon w hrabstwie Donegal podaje, że jest najstarszym w Irlandii. Wykopaliska archeologiczne odkryły ślady osady z czasów neolitycznych (4000 – 2500 przed naszą erą). 

Pochodzący z czasów neolitu (dokładnie z 3200 roku przed naszą erą), grób korytarzowy Newgrange w hrabstwie Meath jest najlepiej zachowaną budowlą tego typu w Europie. Jego główne pomieszczenie zostało zbudowane tak, aby promienie wschodzącego słońca w dniu przesilenia zimowego wpadały do środka. Tym samym, miejsce można nazwać najstarszym obserwatorium słonecznym świata. Dodam jeszcze, że Newgrange został zbudowany wcześniej niż piramidy egipskie.

Najstarsze dublińskie światła drogowe znajdują się w dzielnicy Clontarf. Zamontowano je w 1893 roku przed domem niejakiego Fergusa Mitchell, który był pierwszym właścicielem samochodu w Irlandii.

Najstarszą irlandzkich firm działajacych nieprzerwanie jest Rathborne Candles, założona w 1488 roku. Dziś Rathborne Candles znajduje się w dzielnicy Blanchardstown. Rodzina Rathborne przybyła do Dublina z Chester. Ich świece były używane między innym do oświetlania ulic w XVIII wieku. Dziś, w czasach elektryczności firma produkuje świece kościelne ale też świece z wyższych półek do nabycia w sklepie Brown Thomas. 

Utalentowani i ambitni Polacy! Okazja niesamowita!

Mam świetną informację dla młodych i ambitnych Polaków tu w Irlandii. Bezpłatne studia z czesnym opłacającym koszty życia w miejscu lokalizacji.

 
Bord Bia wraz z UCD poszukują 30 ambitnych osób, na które czekają stypendia i możliwość rozwoju w branży spożywczej. Obecnie trwa nabór na dwa 18-miesięczne programy: Bord Bia Fellowship i Origin Green Ambassador, które oferują zagraniczne staże, stypendium do 30.000 euro rocznie, połączone ze studiami magisterskimi na jednej z najlepszych szkół biznesowych w Irlandii – UCD Michael Smurfit School. W ubiegłych latach już troje Polaków brało udział w programie Fellowship, teraz poszukiwani są kolejni na tegoroczną edycję.

Wymagania to posiadanie minimum tytułu licencjata. Warunkiem koniecznym nie jest posiadanie doświadczenia w marketingu czy branży spożywczej – wielu uczestników obecnych i poprzednich lat miało najróżniejsze prace, chodzi bardziej o chęć i zaangażowanie.

O tym programie poinformował mnie Marek – jeden z uczestników. W przypadku Fellowship, w którym bierze udział, uczestnicy wysyłani są do wielu miejsc na świecie: Nowy York, Londyn, Paryż, Barcelona, Dubaj, Sydney, Sztokholm oraz właśnie Warszawa. Polska i Europa Środkowa są bardzo ważnym rynkiem, Bord Bia właśnie otworzyła tu swoje biuro obejmujące zasięgiem 11 krajów regionu. Przeczytajcie tu:
 
Marek opowiada, ze każdy z uczestników dostaje zadania do wykonania dla konkretnych irlandzkich firm branży spożywczej i je realizuje tam, gdzie został wysłany. Najczęściej te zadania wpadają w takie kategorie jak brand management, business development, badania rynku. W ramach programu stypendyści studiują również na UCD Michael Smurfit School, gdzie spotykają się co parę miesięcy w ramach tzw. bloków edukacyjnych. Część edukacyjna jest fantastyczna i nastawiona na praktykę, zaś wykładowcy są bardzo wysokiej klasy, m.in ze szwajcarskiej IMD czy Harvard.
Program Origin Green skupia się na zrównoważonym rozwoju i odpowiedzialności (nie tylko społecznej) producentów żywności, Fellowship skupia się na marketingu i strategicznym ich rozwoju.
 

Celem obu programów jest wykreowanie przyszłych liderów przemysłu spożywczego. Brzmi jak niesamowita i niepowtarzalna szansa na przyspieszenie czy zmianę kierunku kariery, obok której nie powinno się przechodzić obojętnie? To pospieszcie się – zgłoszenia można wysyłać do 17 marca. Przekażcie ta informacje również znajomym, którzy mogą być zainteresowani. Więcej szczegółów na www.smurfitschool.ie/bordbia

Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania, Marek chętnie na nie odpowie.

bord-bia-hero-image

Najlepsze dublińskie plaże

Zrobiło się nagle lato i coraz więcej osób trafia na mojego bloga szukając w internecie informacji na temat dublińskich plaż. Pisałam o niektórych z nich osobno, dzisiejszym wpisem zgrupowałam je i podaje Wam je wszystkie razem. Ponieważ plaż w Dublinie mieście i hrabstwie jest trochę więcej niż dwie, postanowiłam przedstawić Wam tylko te które są piaszczyste i które osobiście lubię.

Skerries

Trudno nie zakochać się w Skerries. Ma czar i urok kurortu nadmorskiego, zabytkowe wiatraki w tle i  wychodzące na plaże piękne domy  z olbrzymimi oknami i akcentami marynistycznymi. Plaże w Skerries są dwie – północna i południowa. South Strand jest bardzo popularna wśród rodzin z dziećmi jako ta bezpieczna i piaszczysta. W czasie odpływu z plaży tej można podejść do malutkiej wysepki z Martello Tower pośrodku, ale trzeba znać dokładnie godziny odpływów i przypływów gdyż jak przyjdzie ten drugi, może nas na wysepce odciąć od brzegu – przychodzi szybko i cicho. W pobliżu mała latarnia morska oraz wybrzeże z kilkoma dobrymi restauracyjkami i pubami.

P1140531 (800x600) P1140533 (800x600) P1140535 (800x600) P1140537 (800x600) P1140538 (800x600) P1140539 (800x600)

Portrane 

Kolejna plaża godna polecenie poza miastem ale wciąż w hrabstwie Dublin to ta w miejscowości Portrane. Jest mała i piaszczysta ale wygląda malowniczo i tym samym niemalże nie można przejść obojętnie obok niej. Nad nią rozpościera się dumnie kolejna Martello Tower tym razem przerobiona na dom mieszkalny. Zazwyczaj na plaży widywałam sporo osób pływających, ale musiały to chyba być osoby mieszkające po sąsiedzku gdyż tylko dla tej plaży tak daleko od miasta chyba mało osób się wybiera. Chyba, że potraktują ją jak ja czasem czyli jako grę wstępną do długiego dnia spędzonego nad morzem oraz gwarancję widoków jakie nam ta wstępna gra zaproponuje czyli…

(więcej o Portrane tu: klik)

portrane martello tower (1) portrane martello tower

portrane view portrane round tower (2) portrane to donabate (1)

Plaża Ballcarrick w Donabate

…jeśli z Portrane wybierzemy się wzdłuż lini brzegowej do plaży  Ballcarrick w Donabate. Spacer sam w sobie jest wart grzechu i przejścia kilka razy (lub kilkanaście/dziesiąt). Na końcu trasy a zarazem na początku plaży znajduje się wieża Martello. W tym samym miejscu są też dość widowiskowe skały, które zmniejszą się i po czasie całkiem znikają, aby otworzyć dla nas piękną piaszczystą plażę. Wisienką na torcie jest właśnie w tym miejscu położony hotel i restauracja. Gdy pogoda sprzyja polecam usiąść na dość dużym i słonecznym restauracyjnym tarasie widokowym. Delektując się lunchem z winem i patrząc w morze, jest dość duża szansa że poczujemy się jakbyśmy byli co najmniej gdzieś nad morzem śródziemnym.

Więcej o Donabate tu: klik.

portrane view (3)

donabate beach (3) donabate beach (1)

Malahide

Moja ulubiona plaża to oczywiście ta w Malahide. Ostatnio komuś pisałam, że Malahide to moja pierwsza wielka irlandzka miłość więc jako taka wciąż żywa, powodująca motylki w brzuchu i takie tam. Ale oczywiście dla Was moja miłość do miejsca to za mało aby przekonać się do lokalnej plaży. Na szczęście walorów ma wiele i chyba Was zainteresują. Oto one: przy plaży jest spory i bezpłatny parking oraz toaleta co bardzo ułatwia życie. Ponadto, wystarczy, szybki dziesięciominutowy spacer aby znaleźć się w centrum Malahide i skorzystać z jego licznych kafejek, restauracyjek czy uroczych pubów. Na plaży są “polskie” wydmy i mnóstwo muszelek do zbierania. I jachty w marinie, które co jakiś czas wraz z motorówkami przepływają nam pod nosem. Jest jeszcze widok na drugą stronę zatoki tam gdzie Donabate oraz widok na Lambay Island. I jest coś jeszcze co uważam za dość ciekawą przypadłość. W trakcie odpływu na plaży pozostają różnych rozmiarów wielkie “kałuże” w których woda jest niesamowicie ciepła. Można sobie siedzieć na plaży przy takiej kałuży i trzymać w niej nogi czytając książkę lub zwyczajnie nic nie robiąc. I wtedy, gdy nadchodzi przypływ, podchodzi do nas przystojny pan ratownik w opiętej koszulce i informuje, że lepiej aby się ewakuować bo wkrótce będzie tu wszędzie morze. (pan ratownik to bonus taki dla tych oporniejszych z Was do przekonania).

Więcej o tej plaży i samym Malahide znajdziecie tutaj: klik

odpływ spacer-juz-po-odpływie-ale-

kite

5 ulubionych miejsc2

Portmarnock 

Jak już znudzi nam się plaża w Malahide (mi nigdy) lub akurat w danym dniu ani widu ani słychu pana ratownika (przyznajmy szczerze, że w tym przypadku na widu nam zależy i w sumie może się obejść całkowicie bez słychu), możemy się przejść wzdłuż linii brzegowej do sąsiedniej plaży w Portmarnock. Spacer sam w sobie jest niezwykle przyjemny ze względu na widoki i polecam go niezależnie od pogody. Nawet gdy jest deszczowo lub/i wietrznie widoki nas zachwycą i zaskoczą gdyż zależnie od warunków pogodowych, widoki te są zawsze inne. Lata temu, spacerowałam tamtędy raz lub dwa razy dziennie a spacer ten miał działanie kojąco energetyzujące. 

o spacerze ciut więcej tutaj: klik

from malahide to portmarnock

lambay island

martello portmarnock 2 Martelllo Portmarnocks5

portmarnock ranek (1)

Velvet Strand w Portmarnock to szeroka, aksamitna, złotopiaszczysta plaża ciągnąca się na przestrzeni pięciu kilometrów. Jest to najczystsza dublińska plaża i śmiało przyznam że też najpiękniejsza. Kolejną jej zaletą jest to, że bywają na niej raczej lokalsi, reszty dublińczyków a już tym bardziej turystów nie stwierdza się. W jej tle jakby nigdy nic, skromniutko przycupnęła Martello Tower (liczycie je? która to już tym razem w dzisiejszym wpisie? i nie jest to ostatnia) oraz monument upamiętniający ważne zdarzenie z przeszłości. W 1930 roku posłużyła jako pas startowy dla samolotu o nazwie Southern Cross, który odbył pierwszy transatlantycki lot ze wschodu na zachód. Samolot wystartował o 4 rano w towarzystwie tysięcy gapiów. Lot trwał około 33h i dla uczenia tego wydarzenia, postawiono pomnik, który znajduje się tuż przed wejściem na plażę i nie sposób go przeoczyć. Przedstawia on nasz glob i iglicę kompasu, która wskazuje na Gwiazdę Północy. Dwa lata później z tej samej plaży wystartował inny samolot, którego pilot jako pierwszy samotnie przeleciał nad Atlantykiem (east-west crossing).

velvet strand velvet strand

swit w portmarnock

zamki na piasku, Martello Towerportmarnock beach portmarnock sunrise

Dollymount Strand

Bardzo blisko centrum miasta znajduje się Dollymount Strand na Bull Island, która jest dość popularna wśród dublińczyków. Ja doceniam jej dzikość, która w dość zadziwiający sposób wtapia się w wielomiejskie otoczenie. Wyspa jest rezerwatem przyrody ale pod nosem ma stolicę oraz widok wielkich statków w porcie czy sławnych kominów Poolbeg. Bull Island nie jest jednak zbyt czysta, do tego szczególnie wietrzna i zimna. Polecam ją bardziej jako miejsce idelane na szybki spacer czy jogging. Miejsce to jest cenione przez kitesurefów i windserferów. Ma podobano też kilka rodzin foczych oraz zimują na niej gęsi Brent które przylatują tu specjalnie z Kanady. Na wyspę można dostać się przez drewniany most w Clontarf lub groblę w Raheny. To sąsiedztwo to też są plusy tej plaży. Gdy odechce nam się pikniku i wiatru w oczy, szybko możemy podskoczyć do Clontarf Villlage która ma kilka symaptycznych restuaracji oraz świetne cukiernie. A Raheny ma z kolei piękny i duży park – St. Anne’s Park z uroczym ogrodem różanym oraz tzw Red Stables gdzie w weekendy są stoiska z jedzeniem. Na plaży od kilu lat odbywa się festiwal latowców – plaża ma warunki na to jak żadna inna dzięki właśnie temu że jest tak wietrzna. 

DollymountStrand_large headerPhoto IMG_0883 kite-surfers_2013169i

Plaża w Sandymount

Może słyszeliści o Sanydmount Strand? Plaża nieco zdradliwa w czasie odpływu. Woda oddala się wtedy o wiele kilometrów i niemalże nie widać jej wcale i domyślamy się, że morze jest rzeczywiście gdzieś tam w oddali bo widzimy na horyzoncie statki. Taki widok kusi aby iść i iść te kilometry w stronę morza. Gdy jednak nadchodzi przypływ jest on szybki i z niezwykle mocnym prądem. Można nie zdąrzyć dojść do lądu 😉 Kiedyś pracowałam w Dublin 4, w pobliżu plaży i niemal codziennie spacerowałam po niej w czasie przerwy na lunch. Jej niemalże środkowe położenie pomiędzy Howth i Dun Laoghaire, gwarantuje świetne widoki podczas spaceru a dzięki temu to co w sumie cenię w każdej jednej dublińskiej plaży czyli zapomnienie, że jest się w dużym mieście. (PS. Tu też jest Martello Tower)

banner1 Sandymount

Killiney Beach.

Kolejna plaża warta wspomnienia to Killiney Beach –  mała i dzięki otaczającym ją klifom tak jakby odcięta od świata. Część zwana White Rock podczas przypływu jest w sumie rzeczywiście odcięta od reszty plaży zapewniając wspaniały spokój dla ducha nie tylko dzięki całkowitej izolacji ale również kojącemu dźwiękowi fal uderzających o kamienie. Ta ją widać na popularnych zdjęciach z morzem i dartem. 

KILLINEY-143_(1424759226)DSC_0648

attractions-11

Opisywałam Wam moje ulubione dublińskie plaże zachowując jako taki szyk geograficzny – zaczynając od tej położonej najbardziej na północ od centrum i schodząc w kierunku południa. Plaża o której zaraz wspomnę, powinna znaleźć się o jedno miejsce wyżej ale z premedytacją dałam ją na koniec zaburzając nieco porządek. Zrobiłam tak gdyż uważam, że opis tej plaży idealnie pasuje na zakończenie tego wpisu. Każdy Irlandczyk ma swój ulubiony pub oraz chippera (fish & chips shop). Wydaje mi się też, że każdy ma swoją ulubioną plażę, a przynajmniej każdy mieszkaniec Dublina ma taką. Gdy zadałam to pytanie kilku znajomym, każdy się ożywił i każdy z nich widział piękno “swojej” plaży. Czasem jednak nie chodzi o samą plażę ale o wspomnienia sprzed lat, w których to wspomnieniach przed oczami wśród kolorowych obrazów z dzieciństwa widzimy uśmiechniętą mamę, czerwoną łopatkę do piasku czy mokrego brata skaczącego w ręczniku, którym otula go tata. Te wspomnienia to też smaki i doznania z nimi związane czyli na przykład piasek trzeszczący w zębach bo dostał się do kanapek. W naszym polskim przypadku typowym chyba jest wspomnienie zapachu i smaku cieplutkich, pachnących gofrów z bitą śmietaną i jagodami. W przypadku dublińczyków natomiast jest to wspomnienie smaku i doznania z tym związanego gdy jedli pierwsze w sezonie lody 99 kupione w kolorowym mini sklepiku legendzie czyli Teddy’s. Sklepik ten znajduje się około jednego kilometra od plaży Sandycove i stąd pewnie sporo z tą plażą związanych sentymentów, chociaż plaża sama w sobie niczym specjalnie nie zachwyca a w tle ma…..uwaga, uwaga – Martello Tower a zarazem Muzeum Jamesa Joyce. Mimo, że plaża nie należy do moich ulubionych, jest mikroskopijna, zapchana, z drogą i samochodami za plecami osób na niej siedzącymi czyli ogólnie bezpodstawnie przereklamowana jednak wspomniałam Wam o niej właśnie ze względu na siłę i ważność wspomnień. 

Powspominacie i podzielicie się Waszymi nostalgiami związanymi z plażą, morzem i okresem wakacyjnym?

sandycove (2)

sandycove

 

Dzień po świętowaniu

Część Dublina zwana Temple Bar lub też żartobliwie Barrio Alcoholico, to część której się unika w piątkowe i sobotnie wieczory. Tam pijactwo jest najgorszego kalibru, nie mające żadnych oporów wieczory kawalerskie i panieńskie oraz wszelkiego rodzaju imprezy mające na celu zbyt duże spożywanie napojów wyskokowych. Bywam tam, żeby nie było, gdy ktoś po raz pierwszy przyjeżdza do mnie z Polski bo to w ramach egzotycznej atrakcji trzeba i tam zaprowadzić. Bywam też czasem na jakimś wieczorze panieńskim, ale jest fajnie bo wszyscy wiemy czego się spodziewać i że tak ma być bo taki wieczór i ma swoje prawa. Na co dzień jednak Dublińczycy nie pijają w Temple Bar. 

Oczywiście największe tłumy gromadzą się przy pubie o tej samej nazwie

temple bar

Dowiedziałam się z gazety, że jest tam kamera z której na żywo można podgladać co się dzieje przed pubem  – proszę tu link – http://www.earthcam.com/world/ireland/dublin/?cam=templebar 

Portal zebrał świetne zdjęcia pokazujące jak wyglądał Temple Bar wczoraj:

godzina 11, samotny turysta robie selfie

pastedimage-60019-630x361

11.30  – ludzi przybywa i zaczynają czekać na otwarcie pubu

pastedimage-6438-630x354

Południe – pub otwarty

pastedimage-91616-630x342

godzina 15, trochę zakorkowane

pastedimage-17659-630x348

godzina 17.30  – karetka próbuje przejechać przez tłum

pastedimage-55678-630x352

godzina 18.00 – a teraz van

pastedimage-38688-630x349

godzina 21.00 – ludzi wciąż sporo

pastedimage-63373-630x340

Północ – nadal to samo

pastedimage-48314-630x353

godzina 1.00 – powoli się wyludnia (no jak się piło od południa)

pastedimage-19683-630x353

godzina 3.15 – koniec imprezy

pastedimage-76900-630x344

godzina 4 – idźcie do domu chłopaki

pastedimage-36932-630x340

godzina 5 – sprzątanie ulic

pastedimage-13119-630x356

godzina 6.40 – czy tu kiedykolwiek była jakaś impreza?

pastedimage-22912-630x350

…tymczasem na małomiasteczkowej paradzie

unnamed