Polacy o sobie w Irlandii

Znajdujecie się w tych opowieściach czy są kompletnie inne od Waszych doświadczeń? Podsłyszane, podejrzane i dla Was zebrane:

Aneta:  Do Irlandii przyleciałam w grudniu 2004. I nie było SYLWESTRA tzn. takiego jak w Polsce, bo jakoś cicho było, ale facet się postarał i fajne mieszkanko było. Potem było gorzej, 1500 mieszkań, jeszcze więcej znajomych krótkoterminowych, bo się wszyscy rozjeżdżali. Wzloty i upadki. Teraz jest inaczej, bardzo inaczej, ale pamiętam radość jak w ruskim sklepie coś polskiego się znalazło.


Magdalena: Do Irlandii wyjechał do pracy mój mąż i po roku od jego wyjazdu dojechałam ja z naszym synkiem. Jestem już na Wyspie 9 lat. Przyjechałam, kiedy podobno było najgorsze lato w historii, od 1947 roku…Pamiętam, że zaskoczyły mnie cztery pory roku w ciągu jednego dnia… słońce a za chwilę jesienny wiatr i padający niemal poziomo deszcz, zacinający i niekończący się…śmieję się, że ja – osoba z natury  nie lubiąca pośpiechu, celebrująca chwilę i lubiąca się zatrzymać w całym tym pędzącym świecie, znalazłam kraj dla siebie idealny. W sklepie powoli spakujesz zakupy bez narażania się na pochrząkiwania w kolejce, do autobusu zdążysz jak kierowca cię widzi, bez narażania przycięcia nosa drzwiami.


Agata: Ja przyjechałam z chłopakiem, który miał już piękne mieszkanie w centrum, świetną pracę, więc przez pierwszy miesiąc zwiedzałam Irlandię, chodziłam na imprezy, do restauracji i na zakupy trwoniąc jego pieniądze. Później znalazłam pracę i było/jest jeszcze lepiej. Przesadziłam, co?


Rafał: Ja przyleciałem tu 12 lat temu odwiedzić znajomych, którzy już tu byli od kilku miesięcy, tak po prostu na wódkę i jestem do dziś.


Paulina: osiągnęłam w Irlandii bardzo dużo i jestem bardzo wdzięczna, na szczęście spotykałam, poznałam, mieszkałam tu z samymi fajnymi, uczciwymi Polakami (no może poza jednym egzemplarzem)


Monika: Do Irlandii przyjechałam w 2004 roku zaraz po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Powodami emigracji było szukanie lepszego życia, ciekawość świata, młodość;-) niepokorna. Początkowo to miała być Anglia ze względu na to, że pracowałam w Szkocji kilka miesięcy i wydawało mi się wtedy, że tak będzie łatwiej. Okoliczności jednak sprawiły, że ostatecznie znalazłam się w Irlandii, którą znałam jedynie z piosenki Kocham Cię jak Irlandię. Teraz z perspektywy czasu, tekst ten nabrał osobistego znaczenia.


Wojtek: 2 miesiące temu przyjechałem z dziewczyną do Irlandii i jakoś sobie radzimy, jednak strasznie się zawiedliśmy na tym kraju. Nie chodzi mi o zarobki czy standard życia, ale o ludzi, krajobrazy, puby itd. Irlandia wcale nie jest piękniejsza od Polski. Wszędzie pola, pola i tylko pola. Puby też nie są jakieś wspaniałe. Dublin znudził mi się po tygodniu, jest jednostajny i nie ciekawy. Wszędzie takie same trzy piętrowe kamienice, puby i nic więcej. Irlandia jest szara i przeciętna, a Irlandczycy nawet nie wiedzą gdzie jest Polska czy Litwa. Jedyną rozrywką jest tutaj siedzenie w pubie do rana i zalewanie się browarami. Spotkałem jak do tej pory około 50-70 Polaków i każdy z nich miał podobne  zdanie na ten temat. IRLANDIA JEST PRZEREKLAMOWANA a Irlandczycy wcale nie są jacyś szczególnie mili.


Marek: Każdy od czegoś zaczynał, ja przyleciałem na urlop – zostałem, szukałem pracy 3 miesiące, chodząc z kartką od farmy do farmy, na której miałem napisane “Hello, I’m looking for a job” kto wie, może dostałem jakąś prace, ale tego nie wiem bo mogłem nie zrozumieć. Jedyną pomoc dostałem od znajomego u którego mogłem spać w salonie (ale nie na dłuższą metę bo przeszkadzało to innym domownikom). Aktualnie mam żonę, syna, kierownicze stanowisko na pełnym etacie i jestem fotografem z własna działalnością. Nigdy nie byłem na żadnym zasiłku, i nigdy od państwa nie wziąłem za nic grosza.


Ula10 lat temu przyleciałam na tydzień na urlop, syna odwiedzić i jestem do tej pory.


Jagoda: Marzec 2016.  Miałam 200 euro i koleżankę, która mieszka w Irlandii z rodziną chyba 11 lat. Znałyśmy się krótko i bardziej z rozmów telefonicznych. Bardzo mi pomogli, po miesiącu dostałam pracę, kiedy stanęłam na nogi zaczęłam dokładać się finansowo do tzw życia. Wiem, że mogę na nią i jej rodzinę liczyć zawsze, oni na mnie też.


Maciej: 2006 październik. Pierwsze samodzielne wyjście na miasto i trafiło mnie auto. Oczywiście zapomniałem, że auta nadjeżdżają z innej strony, ale nic mi się nie stało. Po tej niemiłej przygodzie poszedłem do baru zamówić Guinnessa. Barman nalał, a ja od razu go chce zabrać i nagle barman coś do mnie mówi, a ja nie mam pojęcia co bo ang niet. Dziadki w śmiech przy stoliku. Dopiero w domu mi ktoś wytłumaczył, że Guinness musi odstać aby pianka opadła i dolać więcej piwa do kufla. Ach to były czasy.


Agnieszka: Przyleciałam jako pierwsza tutaj, za mną przyleciały szwagierka, szwagierki siostra jakieś ich koleżanki. Jako, że ja byłam pierwsza i chętna do pomocy – chodziłam, pomagałam załatwiać pracę, jakieś sprawy urzędowe i wiele innych rzeczy, zwykle życzliwe wsparcie. Na koniec, gdy ja potrzebowałam wsparcia wszyscy się na mnie wypieli – taka to moja historia. Czasami człowiek traci wiarę w ludzi.


Grażyna: A ja jestem bardzo wdzięczna kuzynom, pożyczyli kasę na bilet, mieszkanie itp. wydrukowali CV, a że nie umiałam kompletnie języka napisali na kartce co mam mówić. W pierwszy dzień kuzynka poszła ze mną, kolejne dni musiałam sama ponieważ pracowali. Chodziłam od rana do wieczora cały tydzień. Pamiętam jak weszłam do jednej restauracji tak mnie urzekła, że zapomniałam co miałam powiedzieć. Wszyscy dookoła narzekali, że są tu 2-3 miesiące i pracy nie ma, ja po tygodniu szukania znalazłam 3 prace. Rano sprzątałam domy na budowie, wieczorami kuchnie, a na weekend zbierałam szklanki w dyskotece. Jak ktoś chce pracować to zawsze pracę znajdzie.


Iwona:  Mój pierwszy wyjazd był zaraz po maturze. Na drugi dzień moi ukochani współlokatorzy zgodnie wytypowali mnie do rozmowy z landlordem. Dałam wówczas radę. Pierwsze pobranie krwi w Irlandii. Pielęgniarka nieco zalała mi spodnie gdy wyciągała igłę. Wracałam do domu 40 minut z buta w spodniach poplamionych krwią, a dwóch kierowców zatrzymało się i pytali, czy mi pomóc.


Marta: Współczuję szczerze wszystkim, którzy na tej pięknej szmaragdowej wyspie nie czują się dobrze! Dla mnie to mój dom, miłość, kilkoro prawdziwych przyjaciół, najpiękniejsze miejsce do mieszkania, ciekawa i rozwijająca praca.. Możliwość odwiedzin rodziny w Polsce kiedy tylko zechce i mam czas – czego więcej potrzeba???


Basia: Nie miałam niczego w Polsce mimo, że pracowałam ciężko, dzień w dzień i co drugą niedzielę po 14 godzin. Zawsze brakowało pieniędzy. Irlandia dała mi więcej niż mój ojczysty kraj. Niestety smutne, ale prawdziwe. Nie jestem tu u siebie, ale i tak czuję się lepiej niż w Polsce.


Małgorzata: Mieszkam w Irlandii od czterech lat. Mój partner mieszkał w Irlandii, więc nie miałam wyjścia. Czekałam, aż syn skończy gimnazjum i przylecieliśmy pięknego sierpniowego lata do Dublina. W zasadzie miejsce zamieszkania niewiele we mnie zmieniło, może jedynie to, że w końcu rozpakowałam walizkę i schowałam ją na strych. Tutaj poczułam, że jestem bardziej u siebie. Idealna pogoda dla takiego melancholika jak ja. Mogłabym przecież zamieszkać, w którymś z ciepłych krajów, ale nie znoszę upałów. Jest wiatr, deszcz, słońce, tęcze. Czego pragnąć więcej?! Na początku byłam zaskoczona, że wszyscy narzekają na pogodę, później zrozumiałam, że to taka forma zagajenia do rozmowy. Bardzo miło zaskoczyły mnie codzienne powitania przez nieznajomych ludzi. Przejęłam ten nawyk, świat od razu wydaje się bardziej przyjazny. Zaufanie, wiara na słowo. Żadnych potwierdzeń, tłumaczeń. Brak polskiej podejrzliwości.


Beata: Zawsze będziemy się zastanawiać czy dobrze zrobiliśmy, bez względu na to czy to Irlandia czy Polska czy inny kraj. Ja myślę, że człowiek jest w stanie zmienić wszystko jeśli są ku temu powody i tak wiele jak silne one są. Trzeba cieszyć się z tego co jest, gdyby było źle zmienilibyśmy to. Choć wiele razy przychodzi to pytanie …czy wracać ? Później mogłoby brzmieć : czy dobrze zrobiłam ?


Anna: Nasz początek to podróż poślubna, wynikającą z mojej wielkiej chęci odwiedzenia tego kraju. Zakochaliśmy się w nim obydwoje już po kilku dniach, a po latach, kiedy wróciłam na wakacje i poprowadzić zajęcia utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że to jest to. Byłam akurat na tym etapie życia gdzie porzuciłam pracę na etacie na rzecz freelancerstwa, a mój mąż był też gotów na zmiany… podjęliśmy szybka decyzję, spakowaliśmy dobytek i przeprowadziliśmy się do Irlandii zacząć wszystko od nowa, w otoczeniu wolnym od pośpiechu, stresu i wyścigu z czasem i sąsiadami. Przeprowadzka ze stolicy do małego Irlandzkiego miasteczka, a potem na wieś to była prawdziwa przygoda, którą wspominam z uśmiechem. Musieliśmy się przyzwyczaić do nowego tempa życia, kilku technicznych rozwiązań, braku bliskich znajomych… teraz, kiedy mieszkamy w starym domu z ogrodem na środku niczego, jesteśmy jednak najszczęśliwsi. Cieszę się bardzo, że mam możliwość pracy w elastycznych godzinach i że mogę podążać za marzeniem. Jesteśmy tu 4 lata i nie żałujemy ani minuty.

Brexit a Irlandia

Wymiana handlowa z Wielką Brytanią zawsze była ważna ekonomicznie dla Irlandii.  Ponad wiek temu – w roku 1928 wprowadzono nową walutę –  irlandzkiego funta, po to, by podkreślić suwerenność obydwu ekonomii. Następnie, aby ułatwić i podkreślić te więzy, oba kraje wstąpiły do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Zdecydowanie jednak to Irlandia była większym zwolennikiem i entuzjastą Unii Europejskiej dzięki, której rozwinęła skrzydła. I tylko Irlandia przyjęła euro. Dziś największym rynkiem eksportowym Irlandii w Europie jest właśnie WB (16%), większym odbiorcą są tylko Stany Zjednoczone  (23%). Wartość handlu pomiędzy WB i Irlandią szacowana jest na miliard euro tygodniowo. Gdyby WB mogła nawiązać współpracę z Unią Europejską na podobnych zasadach do tych, które mają Szwajcaria, Norwegia czy Liechtenstein, skutki wyjścia WB z Unii nie powinny być zbyt odczuwalne w Irlandii. Nie będzie to jednak łatwe, o czym więcej pod koniec wpisu. Zanim i o ile do tego dojdzie, minie wiele lat, w ciągu których, gospodarka irlandzka może odczuć Brexit najbardziej boleśnie z wszystkich państw członkowskich. Ponadto, Irlandia jako członek Unii, nie może mieć indywidualnych umów z WB.

W dniu ogłoszenia wyników referendum, Irlandia zamilkła zaskoczona oraz nieco spanikowana. Zastanówmy się jak Brexit może zagrozić Zielonej Wyspie? Na początek, kluczowym wyzwaniem dla firm eksportujących do UK, będzie spadek i zmienność wartości funta. Przygotowanie do wyjścia ma potrwać co najmniej dwa lata, ale potem wejdą w życie zapewne różne dodatkowe cła i opłaty, które zwiększą koszta eksportu i uczynią go mniej opłacalnym. Praca nad nowym umowami handlowymi będzie wymagała dużo czasu i negocjacji, których owoce i tak nie umożliwią wolnego handlu na taką skalę, jak obecnie w ramach Unii. Gospodarka zwolni, a co za tym idzie, wzrośnie bezrobocie. A tymczasem rząd irlandzki radzi, aby firmy zaczęły szukać innych rynków zbytu. 

Wiele firm irlandzkich ma oddziały w WB a w nich pracowników różnych narodowości. Zatrudniani są ze względu na znajomość języków, ale też umiejętności i doświadczenia. Niektórzy z nich, być może nie będą mogli zostać w WB i odejdą z pracy, inni mogą nie chcieć już dłużej mieszkać w tym kraju ze względu na jego wyjście z Unii lub ze względu na falę rasistowskich incydentów. Strata utalentowanych i doświadczonych pracowników na rynku eksportowym może być kolejnym ciosem dla irlandzkich firm.

NEWS_IrelandUKExportsBrexit

Każdego roku, trzy i pół miliona brytyjskich turystów odwiedza Irlandię. Spadek funta spowoduje, że wakacje w Irlandii staną się dla Brytyjczyków droższe i liczba turystów spadanie. Sektor turystyczny dokuczliwie to odczuje. Jedna z najbardziej uczęszczanych tras lotniczych na świecie to ta pomiędzy Dublinem a Londynem z około dwoma tysiącami lotów tygodniowo. Loty te, nie tylko oblegane są przez turystów, ale osoby “dojeżdżające” do pracy. Mąż mojej koleżanki lata do pracy w Londynie w poniedziałki rano i wraca w czwartki wieczorem. Natomiast inna znana mi służbowo osoba, fiurga pomiędzy dwoma krajami tak często, że nikt naprawdę tego nie wie, kiedy i gdzie jest, ale co drugi mój telefon odbiera, będąc właśnie w Londynie.

Irlandia odczuje Brexit boleśniej niż inne państwa Unii, również ze względu na Irlandię Północną. Kraj ten głosował za pozostaniem w Unii. Nacjonalistyczna partia Sinn Fein, po ogłoszeniu wyników zaczęła przebąkiwać nad referendum w sprawie przyłączenia się do Republiki. Obydwa kraje nie są jeszcze na to gotowe i nie wiadomo czy kiedykolwiek będą, Ponadto Irlandia Północna to finansowa dziura bez dna. WB daje jej rocznie 16 miliardów euro a PKB na osobę w Północnej, jest niemal 1,5 razy mniejsze niż w Republice. Republika sama jeszcze wychodzi z recesji i nie da rady, ale też raczej nie chce brać kolejnego garba na siebie. Tym garbem nie byłyby tylko finanse, ale też to, że proces pokojowy wciąż się nie zakończył. Ewentualne próba połączenia doprowadzić mogłaby do kolejnych zamieszek i starć pomiędzy protestantami i katolikami. 

Do tego dochodzi zwykły przepływ ludzi pomiędzy granicami na wsypie. Dziś jadąc pociągiem lub autostradą, wystarczą dwie godziny, aby pokonać dystans dzielący Dublin z Belfastem. Irlandia Republika ma około 4,6 miliona ludności, Północna Irlandia 1,8 miliona. Na całej wyspie mieszka więc około 6,4 miliona ludzi. Natomiast w tak zwanym korytarzu Belfast – Dublin, czyli powierzchni obejmującej ludność w obydwu miastach oraz na terenie pomiędzy miastami, mieszka 3,3 milionów osób. Dziś Irlandczycy z Republiki jeżdżą do stomatologów do Północnej ze względu na korzystniejsze ceny usług. Osoby mieszkające na granicy Północnej, wybierają się do niej na zwykłe, cotygodniowe zakupy, do fryzjera lub po elektronikę. Co prawda ceny nie są już aż tak bardzo niskie jak kilka lat temu, gdy w okresie bożonarodzeniowych zakupów, niemal cały Dublin jeździł do Nerwy, pierwszego miasteczka w Północnej, aby zapełnić bagażnik zakupami, ale wciąż Południe jeździ na Północ. Politechnika w Dundalk czy Sligo (Dundalk Institute of Technology, Insitute Technology of Sligo) promuje od kilku lat swoje uczelnie w Północnej, aby przyciągnąć tamtejszych studentów. Z roku na rok ich liczba się zwiększa, w szczególności w Dundalk, które leży jakieś 10 km od granicy z Północną i 80 od Belfastu. Dublińskie uczelnie też chętnie widzą w swoich progach Północno – Irlandczyków. Teraz wszyscy się zastanawiają, jak bardzo wzrośnie czesne, którego wysokość się różni w zależności od tego czy, jest się studentem z lub spoza Unii. Ewentualny odpływ żaków, mimo ich małej liczby też będzie miał wpływ na budżet uczelni i  lokalną mikroekonomię. Ciekawe też, jaki Brexit będzie miał wpływ na osoby mieszkające po jednej stronie granicy a pracujące po drugiej. Co z ich swobodnym jej przekraczaniem, zarobkami, podatkami? Czy powstaną granice z odprawą i celnikiem? Na te i wiele innych pytań rząd irlandzki jeszcze głośno nie odpowiada, ale wiadomo, że Brexit przyprawia wszystkich o ból głowy . Pojawiło się też kilka pojedynczych głosów zastanawiających się, czy Irlandia nie powinna powrócić do Commonwealth. Oczywiście, to tylko pojedyncze głosy, gdyż nic tak nie wzmocniło Irlandii, jak właśnie przystąpienie do Uni. Zanim do tego doszło Irlandia stała w ekonomicznym, gospodarczym, ale też psychologicznym cieniu Wielkiej Brytanii. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku trafnie została określona przez francuskiego komentatora Jeana Blancharda jako “wyspa za wyspą”.

A patrząc na dobre strony? Irlandia pozostanie jedynym angielskojęzycznym krajem w Unii i firmy amerykańskie zainteresowane rynkiem europejskim nie będą już miały problemu z podjęciem decyzji co do miejsca siedziby. Coraz więcej firm finansowych czy banków patrzy w kierunku Dublina. Już teraz pewna firma inwestycyjna (nazwy tu nie podam  – możecie sobie wyguglać) przenosi się i będzie potrzebować 100 pracowników. Co prawda firma powiedziała, że Brexit nie miał wpływu na decyzję o przeniesienie, ale nikt się chyba na to nie nabiera. Kto jak kto, ale firmy finansowe są najlepsze w ocenianiu ryzyka i dywersyfikacji. Budynek wynajęli już w grudniu, ale dopiero teraz oficjalnie ogłosili, że przenoszą się do Dublina. Londyn? Nie ma takiego miasta Londyn, jest tylko Lądek Zdrój. 😉

Jednak do wyścigu przejęcia schedy po Londynie, staje wiele miast europejskich. Na niekorzyść Dublina przemawia to, że jest wyspą daleko ok kontynentu i nie łączy jej z Europą żaden tunel tak jak w przypadku Londynu. Dodatkowym minusem jest dość słaba infrastruktura poza Dublinem, jak i transport publiczny. Największym natomiast problemem jest brak mieszkań. Ceny wynajmu w Dublinie są kolosalne i ciężko jest znaleźć coś tubylcom a tym bardziej nowo przyjezdnym. Mniej więcej w tym samym czasie gdy odbywało się referendum w sprawie Brexit, rząd irlandzki ogłosił nową inicjatywę TechLife Ireland. Firmom irlandzkim brakuje dobrze wykształconych i doświadczonych pracowników w sektorze ICT. Według wyliczeń tutejszy rynek pracy może bezproblemowo wchłonąć 3 tysiące nowych pracowników zza granicy rocznie. Skoro już teraz brakuje ich tak wielu, co będzie, jeśli zaczną się przenosić tu różne firmy z Londynu? W wyścigu wysoko się podobno plasuje też Frankfurt. Dużo populacja, międzynarodowe firmy, lotnisko z połączeniami na cały świat. Na minus Frankfurtu przemawia to, że jest podobno nudny ze słabą ofertą rozrywek po godzinach pracy. Co więcej, jest podobna pewna niechęć umacniania Niemiec oraz samego Frankfurtu poprzez przenoszenie tam innych firm finansowych, wystarczające ma być to, że mieści się tam siedziba Banku Europejskiego. Podobno w rankingach zwycięża Amsterdam. Nie ma mieszkańca, który nie mówiłby po angielsku, ma porządną infrastrukturę i komunikację i mnóstwo rozrywek do zaoferowania.

Natomiast jeśli chodzi o sam Brexit to jest to decyzja niepokojąca, ale to co z sobą niesie przez ostanie kilka dni jest przerażające. Ktoś trafnie określił, że została otwarta butelka z uśpionym Dżinem rasizmu. Brytyjczycy, głosując nie patrzyli na gospodarkę, tylko przemówił nieuzasadniony strach przed imigrantami. Imigranci z Europy w większości integrują się z lokalnym społeczeństwem, pracują, płacą podatki, opłacają wynajem mieszkań, opiekę nad dziećmi itp. Samo państwo natomiast nie poniosło kosztów z ich wykształceniem, poczynając od szkoły podstawowej na zawodowej czy studiach kończąc. Ot, wartość dodana. Imigranci, którzy więcej kosztowali państwo, pochodzą z byłych koloni, osoby które po przybyciu niemal automatycznie dostawały dom lub mieszkanie socjalne, opłacane miały szkolenia, dostawali zapomogi pieniężne itp. Część z nich usamodzielniała się z czasem, część jednak pozostawała na niekończącym się bezrobotnym. Najbardziej jednak Brytyjczycy obawiali się fali uchodźców, ale tych i tak nie przybyłoby to Wielkiej Brytanii zbyt wielu. Rząd brytyjski wywalczył sobie umowę, że przyjmie tylko tych uchodźców, którzy są zarejestrowani i przybywają bezpośrednio z Syrii. Takich uchodźców trzeba by ze świecą szukać. David Cameron dla własnych rozgrywek i utrzymania się przy władzy obiecał referendum, ale nie docenił siły głosu klasy pracującej oraz tego jak bardzo społeczeństwo brytyjskie jest podzielone i różni się między sobą, nie tylko ze względu na klasę ale też rejon geograficzny. Najpierw Cameron straszył brzydką Unią a po czasie stwierdził, że jednak jest ładna. Nie docenił też tego, że nie można bawić się w podpalacza a później strażaka, bo społeczeństwo odpowiedziało mu na to według zasady “call your bluff”. Cameron zginął od broni, którą wojował i musiał się podać do dymisji. Były prezydent Londynu Boris Johnson, też planował dłuższe unoszenie się na fali populizmu i zachęcał głośno do wyjścia z Unii. Po dymisji Camerona, wydawało się niemal pewne, że to Johnson zastąpi go w roli lidera partii Konserwatystów a następnie będzie mocnym kandydatem na premiera. Ku zaskoczeniu wszystkich, Boris ogłosił że jednak nie będzie kandydował. Unik roztropny… kto chce brać na siebie same problemy ekonomiczne po wyjściu z Unii? Równie bezczelny okazał się Nigel Farage, kolejny populista i entuzjasta wyjścia z Unii. Przeraził się, gdy dopiął swego, gdyż wygląda na to, że jak wszyscy inni populiści, wcale nie chciał Brexitu, a jedynie takie sobie wybrał miejsce i wyborców na scenie politycznej WB. Farage po tygodniu przemyśleń, (i pewnie przyśpieszonej lekcji z ekonomii, gospodarki a także prawa unijnego) stwierdził, że odchodzi od polityki, bo to, czego chciał dla swego kraju, spełniło się, więc on teraz chce mieć czas dla siebie. A argument o suwerenności WB? Jeśli WB będzie chciała handlować z Unią, będzie musiała dostosować się do większej ilości regulacji, ceł i wytycznych niż wtedy gdy była z Unią. Ponadto, imigranci przebywający w Calais i pragnący znaleźć się Wielkiej Brytanii, niecierpliwie czekają na finalizację wyjścia. Teraz będą mogli swobodnie dostać się do WB. Francji, ta granica z państwem spoza Unii, już interesować nie będzie. 

CmjNFJ8W8AAvEdx

Cudzoziemcy w Irlandii

Według najnowszych danych opublikowanych przez Eurostat, porównując do innych krajów Unii Europejskiej, Irlandia jest w czołówce krajów w których mieszka najwięcej cudzoziemców. Obcokrajowcy stanowią 11,8% mieszkańców wyspy czyli więcej niż w Wielkiej Brytanii gdzie jest ich prawie 8%. W krajach Unii cudzoziemcami średnio jest 7% mieszkańców. Kraje, w którcyh jest więcej cudzoziemców niż w Irlandii to Cypr (19,5%), Łotwa (15,2%), Estonia (14,9%) oraz Austria (12,5%).

Dziwią Was te dane? Mnie początkowo też, szczególnie porównując Irlandię z Wielką Brytanię czy Niemcami lub Francją.  Nie dajmy się jednak oszukać, gdyż według tych danych, cudzoziemcy to przecież osoby które mają inne obywatlestwo niż kraj w którym mieszkają. Nie liczeni są więc wszyscy ci emigraci którzy przyjęli obywatelstwo po przybyciu do nowego kraju, jak też ich dzieci urodzone już w nowym kraju.

1 stycznia 2014 największą liczbą cudzoziemców mieszkających w Irlandii stanowili wciąż Polacy (już od kilku dobrych lat). Według tych obliczeń jest nas na wyspie 118,042 chociaż pewnie nawet więcej gdyż dzieci urodzone tutaj w polskiej rodzinie mogą dostać obywatelstwo irlandzkie a wtedy w statystykach nie są już liczone jako cudzoziemcy.  Tuż za nami są Brytyjczycy w liczbie 115,656. Kolejne narodowości licznie obecne na wyspie to Litwini których jest prawie 36 tysięcy, 20 tysięcy Łotyszy oraz ponad 19 tysięcy Nigeryjczyków. Przed przystąpieniem Polski do Unii te liczby były całkowicie inne, w roku 2002 w Irlandii Polaków było 2,124.

Natomiast cudzoziemców mieszkających w Polsce jest oczywiście garstka bo zaledwie 0,3%.

W kwietniu czeka Irlandię spis powszechny, wtedy zobaczymy znów ilu nas tu jest, gdzie mieszkamy itp. Poprzedni spis powszechny miał miejsce w roku 2011 o czym pisałam Wam tutaj.

Źródło: Irish Times

Wpis powstał dla Blogerzy ze Świata

ireland-poland-train

W których państwach spotkacie dobrze wykształconych imigrantów?

educationWedług najnowszego międzynarodowego raportu, w obszarze Unii Europejskiej najwięcej wykształconych imigrantów przybywa do Irlandii i Luksemburga a następnie do UK i…Polski!

Odsyłam Was do źródła – klik , pamiętajcie że w tym przypadku highly educated oznacza ukończenie studiów wyższych. Tym samym, we wszystkich tych państwach, procentowo wynika, że imigranci mają wyższe wykształcenie niż osoby zamieszkujące kraj od urodzenia. W Irlandii na przykład 35% Irlandczyków może się pochwalić ukończeniem uczelni wyższej natomiast aż 48% imigrantów może powiedzieć to samo. (W Polsce te dane wyglądają odpowiednio 23%  i 45%). W Irlandii tylko 20% imigrantów to osoby z niskim wykształceniem a w Polsce 8%.

Dane pochodzą z raportu “Wskaźniki integracji imigrantów” opracowanego wspólnie przez Komisję Europejską oraz Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju.

Wpis napisałam dla Blogerzy ze Świata

Integracja migrantów na europejskim rynku pracy

30 lipca ukazał się komunikat prasowy dotyczący ciekawego raportu Eurostatu (Europejskiego Urzędu Statystycznego) na temat integracji społecznej i edukacyjnej migrantów. Cały raport ma się ukazać na jesień tego roku a opublikowany komunikat ujawnia nieco danych na temat integracji na rynku pracy.
W ubiegłym roku w 28 krajach Unii Europejskiej, bezrobocie wśród osób spoza Unii wynosiło 21,3 % było więc dwukrotnie większe od bezrobocia obywateli danego kraju (10%.) Jednak procent bezrobotnych w obydwu grupach jest bardzo zbliżony jeśli popatrzymy na osoby długotrwale bezrobotne (czyli 12 miesięcy i dłużej). Takich długotrwałych bezrobotnych  spoza Unii jest 48,6% a wśród bezrobotnych obywateli danego kraju jest ich 49,4%.
Jeśli chodzi o zatrudnienie, 56,1% osób spoza Unii ma pracę podczas gdy dla obywateli ta liczba wzrasta do 68,9%. Więcej osób spoza Unii ma umową na czas określony – 20,2% w porównaniu do 12,4% obywateli danego kraju. Podobny schemat widzimy porównując pracę w niepełnym wymiarze godzin – 27,5% pracowników spoza Unii i 18,4% pracowników z kraju.
63540-640x360-work-canary-wharf-clocks_640
Liczby bardzo się zmieniają jeśli porówna się dwie inne grupy: tym razem obcokrajowców z państw Unii Europejskiej z obywatelami danego państwa. W zeszłym roku stopa zatrudnienia migrantów z Unii wynosiła 70.9% i tym samym była nieco wyższa od obywateli danego kraju wśród których zatrudnionych jest 68,9%. Podobnie jednak jak we wcześniej opisanej grupie, mniej obywateli danego państwa pracuje na umowie na czas określony (12,4%) niż osób z innych krajów Unii (16,4%) oraz mniej z nich pracuje w niepełnym wymiarze godzin (18,4% obywateli danego państwa w porównaniu do 24% obywateli innych krajów Unii) Bezrobotnych migrantów z państw Unii jest 12,2% a obywateli 10%. Tendencja się zmienia gdy spojrzymy na długotrwale bezrobotnych  –  obywateli jest 49,9% a wśród obywateli innego państwa członkowskiego jest ich 40%
work shutterstock
Różnice pomiędzy liczbą pracujących osób  z krajów spoza Unii a obywatelami danego państwa są największe w Szwecji, Belgii, Holandii, Francji, Finlandii i Niemczech. Najmniejsze natomiast na Cyprze, w Czechach, Litwie i Włoszech.
Więcej znajdziecie tutaj.
Notka napisana w sierpniu dla Blogerzy Ze Świata
Working-People