Irlandia muzycznie czyli co nowego polecam

Kilka dni temu rozmawiałam z pewną osobą, którą już wkrótce Wam przedstawię, na temat muzyki i koncertów na jakich byłam ostatnio i zdałam sobie sprawę, że nie pisałam Wam o nich jeszcze. Spieszę tym samym nadrobić to niedociągnięcie, gdyż zainteresują Was a i może zaczarują. Warto:

Niemalże rok temu byłam na koncercie Pauliny Scanlon i Eilis Kenedy mieszkających w Dingle w Kerry, które tworzą duet o nazwie Lumiere.

W Dingle jest pub John Benny’s, który należy do rodziny Eilis i to, jak sama piosenkarka powiedziała, pomaga Lumiere bardzo w przygotowaniach repertuarów koncertowych. Każdą nową piosenkę najpierw wyśpiewują sobie w tym pubie i poddają ocenie znajomych i sąsiadów przychodzących do pubu. Panie zaśpiewały tylko kilka piosenek w języku angielskim, wszystkie pozostałe były w języku irlandzkim. I może właśnie dlatego utwory te miały niesamowitą moc. Gdy słucha się piosenek, w języku którego się nie rozumie, docenia się bardziej siłę i barwę głosu, melodię i próbuje się zrozumieć emocje oddane przez muzykę tym bardziej, że panie przed każdą piosenką pokrótce powiedziały o czym jest.

Irish music, folk music, Lumiere,

Lumiere

Jakieś dwa tygodnie temu poznałam też fantastycznie zakręconą grupę, która nazywa się This is How We Fly.

Muzycy są tak niesamowici, że aż ciężko mi ich opisać aby w pełni oddać to co razem tworzą. Gazeta “Irish Times” napisała o nich, że grają tradycyjną muzykę z domieszaną adrenaliną muzyki współczesnej tworząc  tym samym śmiertelny w swej mocy napój, któremu jednak nie można się oprzeć. A mówiąc językiem gimnazjalisty to ich muzyka to mieszanka jazzu, muzyki ludowej, dodatki skandynawskie i pan grający muzykę poprzez swój taniec. Ten kwartet to irlandzki muzyk jazzowy Seán Mac Erlaine, irlandzki skrzypek Caoimhín Ó Raghallaigh, szwedzki perkusista Petter Berndalen oraz amerykański tancerz perkusyjny (nie mam pojęcia czy takie słowo występuje w języku polskim ale nie jest to tancerz stepujący chociaż ja się na tym kompletnie nie znam) Nic Gareiss. Spektakl wciąga nie tylko dzięki muzyce jaką słuchamy, ale to jak ze sobą obcują, działają na siebie i stają się świetną całością którą się chłonie zapominając o całym świecie. Po ich koncercie zastanawiałam się czy samo ich słuchanie bez patrzenia też oddawać będzie ten sam świetny efekt czy trzeba ich jednak widzieć aby ich muzyka zakręciła nami potężnie. Jednak przygotowując ten wpis dla Was słuchałam ich muzyki i wciąż robiła na mnie takie samo wrażenie. Już jestem nimi zakażona!

Irish music, moderm music, fusion music, percussive dancer

This is How We Fly

Byłam też na koncercie Sharon Shannon o której kiedyś Wam pisałam przy okazji wpisu o mojej ulubionej piosence irlandzkiej.  

Sharon jest mistrzynią gry na akordeonie i do tego gra irlandzką muzykę ludową od czasu do czasu przeplataną utworami z innych państw. Sharon to moja wieloletnie miłość więc skoro mój z nią romans trwa tak długo, mam wrażenie że wszyscy ją znają i nic nowego Wam o niej nie jestem w stanie powiedzieć. W związku z tym przedstawię Wam anegdotki z jej ostatniego koncertu, takie z tych co to nadają się na opowieści przy piwie. Sharon gra od kilku lat z panem który nazywa się Alan Connor. Na koncercie niemal cały drugi rząd zajmowała ekipa rozbawionych koleżanek, które na sam koniec zawołały do Alana, że ma fajny tyłek. Nie obruszajcie się bo Sharon sama i tak przebiła to zachowanie. Gdy przed kolejnym utworem wzięła skrzypce żeby na nich zagrać, popatrzyła na swoje dłonie i spytała publikę czy ktoś ma obcinacz do paznokci bo ma dwa za długie. Po chwili ktoś z dalszego rzędu krzyknął, że ma i zaczęto je podawać do przodu do sceny. Sharon wzięła obcinacz, na naszych oczach obcięła te paznokcie co trzeba i przekazała obcinacz z powrotem w salę. Gdy po koncercie wychodziłam z sali, pewna Amerykanka żartobliwie zagaiła do mnie, że może powinniśmy pozbierać te paznokcie ze sceny i sprzedać na ebayu. A może nie żartowała?

Irish music, Galway Girl, acordeon player, folk music

Sharon Shannon & Alan Connor

Znacie braci Jablokov występujących pod nazwą Two Brothers?

To słowaccy skrzypkowie z domieszką krwi rosyjskiej, którą czasam słychać dość wyraźnie w niektórych ich utworach. Starszy brat Vladimir mieszka w Irlandii od dziesięciu lat a młodszy Anton w Słowacji. Vladimir zaczynał tak jak wielu irlandzkich muzyków czyli od grania na ulicy Grafton. Słuchałam ich z zapartym tchem i podziwiem. W ich graniu widać było zapał i miłość do muzyki. Taki koncert musi być dla nich bardzo ciężki fizycznie bo przez te niecałe dwie godziny gdy grają, emocje jakie im towarzyszą noszą ich po scenie. Nie są to wyrobnicy, stojący smętnie przed zeszytem z nutami i grająy wtedy gdy im dyrygentem powie. Oni przez cały koncert nie mają ze sobą nut ale grając obserwują się uważnie jakby czytali te nuty sobie z oczu. Musi być w tym ogrome skupienie pomagające synchronizacji gry i graniu z pamięci. Patrząc na nich gdy grają ma widzi się, że nie tylko kochają muzykę i to co robią, ale że siebie i swoje wspólne muzykowanie. Ponadto opowiadają inteligentne anegdotki na swój temat. Widzę, że znów mają serię koncertów w Irlandii więc może się skusicie, a Ci z Was którzy mieszkają poza Irlandią muszą się zadowolić filmikami na ich stronie lub youtube.

Vladimir Anton Jablokov

Two Brothers

I ostatnie w tym wpisie moje niedawne odkrycie a zarazem fascynacja to zespół Lynched.

Grają muzykę ludową, ale taką jakby odkopaną z archiwów. W reperturze, który przedstawili na koncercie mieli piosenki niemal z wodewili, pieśnie śpiewane przez więżniów obozów koncentratycznych czy przyśpiewki kobiet z Cork z czasów I wojny światowej. Każdego kolejnego utworu oczekiwało się niemal z wypiekami na twarzy bo każdy z nich ta historia jakiegoś okresu w pigułce, połączona z piękną muzyką i niezwykłymi emocjami. Koncert na którym byłam odbył się w kościele The Pepper Canister Church co dodało wspaniałego smaczku całemu występowi no i zapewniło świetną akustykę. Jedyny minus, że nie można było wina kupić w przerwie jak to bywa w filharmonii czy innych miejscach koncertowych. A szkoda bo pewnie zapasy mszlanego gdzieś tam w kościele są schowane.

Image processed by CodeCarvings Piczard ### FREE Community Edition ### on 2015-09-09 21:01:44Z | http://piczard.com | http://codecarvings.comÆßÿt¸MTÃ

Lynched

lynched pepper carnister church

Dajcie znać czy spodobał Wam się któryś z powyższych zespołów. A może je znacie lube polecacie jakieś inne?

PS. Wkrótce idę na koncert Hey 🙂

Moja ulubiona irlandzka piosenka

80-blogowW ramach lipcowego projektu Blogów Językowych i Kulturowych, mamy za zadanie napisać o swojej ulubionej piosence. Przyznam szczerze, że mimo iż lubię wiele, z wyborem tej ulubionej nie miałam dużego problemu. Po raz pierwszy usłyszałam ją krótko po przyjeździe do Irlandii i od razu wpadła mi w ucho i już została. I jest tą ulubioną chyba z sentymentu jako ta którą tak szybko poznałam i polubiłam. Jest ona znana większości Irlandczyków (przynajmniej tym młodszym) mimo że jest relatywnie nowa. Natomiast, każdy turysta, o ile będzie chodził do pubów z muzyką graną na żywo (pod turystów) też usłyszy ją co najmniej kilka razy. Swą popularność zapewne zawdzięcza osobie dla której została napisana czyli artystce Sharon Shannon. Mnie piosenka prawdopodobnie porwała swoim prostym a zarazem urokliwym tekstem, melodią no i wykonaniem jej przez muzyka Mundy oraz muzyczkę Sharon, w której muzykowaniu dość krótko po przyjeździe do Irlandii też się zakochałam. (a jej dwupłytowy album “Live at Dolans” chyba jest taką płytą którą pewnie znienawidzili wszyscy moi byli sąsiedzi) Wisienką na torcie piosenki jest to, że akcja rozgrywa się w Galway, miasteczku które bardzo lubię i chętnie bywałabym tam co najmniej raz na miesiąc gdybym tylko mogła.

Mówi się, że mieszkańcy Galway zawdzieczają swe ciemne włosy domieszce krwi hiszpańskiej, po tym gdy setki lat temu hiszpańska armada rozbiła się w okolicy. Nie ma się więc co dziwić, że autor piosenki, czyli Steve Earle opowiada o tym jak oczarowała go czarnowłosa i niebieskooka mieszkanka Galway. Podobno przestawiona w piosence opowieść to nie fikcja, a przyjaciele Steva, w tym sama Sharon, wiedzą dokładnie o kim napisał. Podobno Steve, zna się nadal z bohaterką piosenki, ale nie na stopie romantycznej. Chociaż pewnie chciałby.. Natomiast, piosenkowa pani Galway Girl życzy sobie pozostać anonimowa. Może ujawni się gdy będzie osiemdziesięcioletnią staruszką? Wyobrażacie sobie te irlandzkie nagłówki gazet?

Poniżej tekst piosenki oraz video utworu z moją boską Sharon Shannon. (a propos, jesienią idę na jej koncert i już się nie mogę doczekać)

Well, I took a stroll on the old long walk
Of a day -i-ay-i-ay
I met a little girl and we stopped to talk
Of a fine soft day -i-ay-i-ay
And I ask you, friend, what’s a fella to do
’cause her hair was black and her eyes were blue
And I knew right then I’d be takin’ a whirl
’round the Salthill prom with a Galway girl

We were halfway there when the rain came down
Of a day -i-ay-i-ay
And she asked me up to her flat downtown
Of a fine soft day -i-ay-i-ay
And I ask you, friend, what’s a fella to do
’cause her hair was black and her eyes were blue
So I took her hand and I gave her a twirl
And I lost my heart to a Galway girl

When I woke up I was all alone
With a broken heart and a ticket home
And I ask you now, tell me what would you do
If her hair was black and her eyes were blue
I’ve traveled around I’ve been all over this world
Boys I ain’t never seen nothin’ like a Galway girl

 

  Galway Girl – 

Jeśli zainteresował Was temat, poczytajcie więcej:

Austria:

Viennese breakfast – Austriacka melodia do klaskania

Chiny:

Biały Mały Tajfun – Ulubiona chińska piosenka

Francja:

Français-mon-amour – Moja ulubiona francuska piosenka

Między Francją a Szwajcarią – Nieco o francuskiej muzyce

Francuskie i inne notatki Niki –  France – wielki powrót już wkrótce!

Madou en France – La playlist 100% française

Love For France – Dobra francuska muzyka, przegląd osobisty

 

Gruzja:

Gruzja okiem nieobiektywnym – Misza jest super, czyli historia jednej piosenki

 

Kirgistan:

O języku kirgiskim po polsku – Moja ulubiona kirgiska piosenka

Niemcy:

Językowy Precel – Moja ulubiona niemiecka piosenka

Niemiecki po ludzku – Moja ulubiona piosenka po niemiecku

Rosja:

Rosyjskie Śniadanie – Najsmutniejsza piosenka świata

Dagatlumaczy.pl – “Raj utracony” czyli moja ulubiona rosyjska piosenka 

Stany Zjednoczone:

Specyfika języka – Lekcja idiomów z ulubioną piosenką 

Angielski dla każdego – Moja ulubiona piosenka 

Head Full of Ideas – W 80 blogów dookoła świata #16 (tak tajemniczo ;))

Papuga z USA – Ulubiona amerykańska piosenka – znowu trochę o Papudze

Szwecja:

Szwecjoblog – TOP 3: Moja ulubiona muzyka a język szwedzki 

Tanzania/Kenia:

Suahili online – Moja ulubiona piosenka w suahili 

Turcja:

Turcja okiem nieobiektywnym – Wszystko skończone, czyli taka sobie turecka piosenka

Wielka Brytania:

English at Tea – Top 3 wakacyjnych hitów z Wielkiej Brytanii

Włochy: 

Obserwatore – Azzurro – piosenka zwycięzców

Studia,parla,ama – Moja ulubiona włoska piosenka

Jeśli macie ochotę dołączyć do naszej grupy piszcie na  blogi.jezykowe1@gmail.com

Mój dubliński grudzień oraz moje irlandzkie pomysły na prezenty..

Już Wam wiele razy mówiłam, że bardzo uwielbiam grudzień i okres bożonarodzeniowy w Dublinie. Nastrój jest radosny a miasto kipi od atrakcji związanych tematycznie z tą porą roku. Odkąd zamieszkałam w Dublinie najwięcej radości przynosi mi oczekiwanie na święta i celebrowanie tego przez cały grudzień. Ulice są przepięknie przystrojone, tak samo witryny sklepowe a wystrój pubów i restauracji niemalże zatrzymuje dech w piersiach. Jednak to co najważniejsze to to, że w grudniu kalendarz spotkań towarzyskich pękach w szwach z różnych powodów. Oczywiście obowiązkowe są Christmas party z pracy ale poza tym jest zawsze wiele takich wyjść w rożnych mniejszych lub większych grupach znajomych i przyjaciół. Wzruszające jest to, że każdy stara się spotkać z dawno niewidzianymi przyjaciółmi właśnie dlatego że jest grudzień i mimo ciągłego zabiegania każdy wysila się, żeby chociaż tym razem pojawić się na zaplanowanym spotkaniu! Zdecydowanie grudzień to czas nadrabiania zaległości towarzyskich. Dlatego cały miesiąc wydaje się być takim jednym długim świętem.

Pisałam trzy posty temu o kilku alternatywnych atrakcjach dublińskiego grudnia a dziś wspomnę o kilku które sama wybrałam.

W tym roku miałam wiele radości z tego, że mój tegoroczny grudzień rozpoczął się fantastycznym koncertem w Dublin Castle. Nie raz chciałam się wybrać na koncerty, które się tam czasem odbywają wiec możecie sobie wyobrazić jak bardzo się cieszyłam gdy dostałam dwa bilety na koncert organizowany w zamku przez Ambasadę Estońską. Koncert odbywał się wieczorem w sali balowej dla małego grona słuchaczy. Bajkowej oprawy dodawało to, że w przerwie koncertu można było swobodnie samemu pochodzić po zamku tymi samymi ścieżkami, którymi normalnie w ciągu dnia chodzi się tylko z grupą i przewodnikiem. I jeszcze można było się napić całkiem dobrego wina i porozmawiać z panią ambasador. 🙂

Dublin Castle Christmas Concert (1)

Dublin Castle Christmas Concert (2)

Na drugi koncert, o którym chciałam Wam wspomnieć wybrałam się do dublińskiej Filharmonii Narodowej. Były to dwie niesamowicie spędzone godziny z pianistą i skrzypkiem, którzy nie tylko urzekli muzyką, ale też niesamowitym poczuciem humoru. Igudesman & Joo, bo o nich mowa, niesamowicie łączą muzykę poważną ze śmiechem. Do tego świetnie bawią się językiem i słowotwórstwem a to też i moja ulubiona zabawa więc byłam przeszczęśliwa. Zobaczcie sami jeden kawałek gdzie grają irlandzką muzykę i pokazują co mogło mieć wpływ na to jakie kroki ma irlandzki taniec…

http://www.youtube.com/watch?v=eANVgKuxqwU

Igudesmanan.jpg

Na trzeci i czwarty koncert na które się wybrałam….. Nie żartuję, ale może nie będę Wam już o tych koncertach pisać bo zrobi się z tego jakieś sprawozdanie studenta konserwatorium, a nim nie jestem 😉

Wybrałam się też na nowy dubliński Christmas Market przy St Stephen’s Green. Był rozczarowaniem muszę przyznać. Jak ogłoszono w lipcu (!!!), że będzie w tym roku taki Market to się bardzo ucieszyłam bo wyobraziłam sobie, że będzie w samym właśnie parku St Stephen’s Green co byłoby przecudne. Niestety tak nie było, i szumnie nazwany Christmas Market położony jest na chodniku wzdłuż parku. Można było napić się grzanego wina więc w sumie nie powinnam narzekać 🙂 Powiem szczerze, że daleko mu do tego typu imprez w Niemczech czy nawet w Polsce ale miejmy nadzieję, że jeszcze się rozkręci w przyszłych latach.

C-market-Main

Jeden weekend spędziłam też w Waterford na Winterval czyli miesięcznym festiwalu związanym ze świętami oraz Vikingami gdyż Waterfod się nimi szczyci. Już drugi raz z rzędu na nim byłam ale więcej może wspomnę … za rok jak dopiero się będzie zaczynał to może niektórych Was namówię w ten sposób do przyjazdu na to święto? Poza tym Waterford to nie Dublin więc nie pasuje do tytułu wpisu. 😉

waterford (1)

waterford (2)

Ale jeszcze miało być o prezentach. W Irlandii oprócz oczywiście bardzo indywidualnych i starannie wybranych prezentów, istnieje taki stały zestaw wypełniaczy skarpet na prezenty wiszących przy kominkach. Na ten zestaw składają się skarpety, pidżama oraz jakiś mniej lub bardziej kiczowaty gadżet związany z zimą lub świętami. Może to być na przykład kubek z mikołajem lub okulary przeciwsłoneczne ze święcącymi choinkami jako ozdobami wokół oprawek. Ja lubię przyjaciołom w Polsce zawsze przywieźć coś ciekawego z Irlandii, coś na co może nie natknęliby się sami w Polsce bez podpowiedzi lub głębszego szperania. Przedstawiam Wam mój zestaw tegorocznych prezentów jakie lecą ze mną do Polski. Nie są one typowo świąteczne więc może sami kiedyś je zakupicie na prezent dla kogoś?

Kilka osób dostanie płyty The Henry Girls, który to zespół dopiero co odkryłam w tym roku o czym zresztą z wielkim entuzjazmem Wam pisałam.

the-henry-girls-cd

Jedna osoba dostanie kalendarz irlandzkich rolników na 2015. Kalendarz można kupić tu a o nim samym pisałam już kiedyś tu.

mosaic

Kolejnych kilka osób dostanie czekoladowe tabletki Butlers do zrobienia gorącej białej czekolady (jakie cudo)!

a7832

a7832-2

A ponadto dostaną (w sumie nie kupione w Irlandii ale online w Polsce i mam nadzieję, że już tam na mnie czekają u Rodziców) najnowszą książkę polskiej poetki mieszkającej w Irlandii,  Małgorzaty Południak, “Liczby Nieparzyste”

liczby nieparzyste

Dobrych Świąt Wam życzę!

10+ osób z Irlandii, które wstrząsnęły światem..

Okay, tytuł nieco dramatyczny, ale to wszystko przez Klub Polek na Obczyźnie. Projekt majowy ma na celu przybliżenie sylwetek dziesięciu osób z kraju, w którym mieszkamy. Osób, które są znane w swojej ojczyźnie, a może i poza nią. Osób, które w jakiś sposób wpłynęły na losy swojego kraju, dodały mu koloru lub zmieniły na lepsze.

Przyznaję, że projekt wydawał mi się na początku banalny ale im bardziej o nim myślałam tym bardziej uznałam, że wcale nie musi być banalny a raczej należy go potraktować jako ciekawe wyzwanie. A to dlatego, że nie będę państwu pisać o irlandzkich Mickiewiczach czy Słowackich bo nie dowiecie się państwo niczego nowego ode mnie. Irlandia wydała światu całkiem sporą liczbę utalentowanych osób, które są powszechnie rozpoznawane. Spróbuję więc trochę przewrotnie i pod prąd.

Przedstawiam państwu moją bardzo prywatną i subiektywną listę. Taki irlandzki groch z kapustą.

1. Irlandia a w szczególności Dublin to kraina literatów (o czym pisałam tu). Nikomu nie trzeba wymieniać takich pisarzy jak James Joyce, Samuel Beckett czy W.B. Yeats. A czy znacie państwo pisarza Ross O’Carroll Kelly lub też tak naprawdę, dziennikarza Paula Howarda? Paul Howard stworzył fikcyjną postać Rossa – rugbisty z południa Dublina. Howard pod postacią Rossa parodiuje bogatych Dublińczyków mieszkających na południu, ich sposób mówienia, styl życia i wartości. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat współczesnych Irlandczyków a przede wszystkim Dublińczyków to sięgnijcie po jakąś z książek Rossa.. najlepiej zacznijcie od South Dublin: How To Get By On, Like, €10,000 A Day”. Ostrzegam jedynie, że będziecie musieli szybko nauczyć się “dialektu” południowodublińskiego bo inaczej nic nie zrozumiecie. 🙂 Wszystkie pozostałe książki są już bardziej powieściami o życiu fikcyjnego Rossa.

2. Nazwę Guinness pewnie słyszeliście chociaż raz w życiu. Arthur Guinness założył najsłynniejszy browar irlandzki a sławna księga rekordów też nosi jego nazwisko (mimo że na pomysł księgi nie wpadł żaden z rodzinny Guinnessów tylko jeden z dyrektorów fabryki). Dziś browar Guinness irlandzki już nie jest a amerykański (kupiony przez grupę Diaego), ale i tak nigdzie nie smakuje tak jak w Irlandii. Wszelkie głowy państw i oficjele odwiedzający Irlandię, prowadzeni są do dublińskiej fabryki Guinnessa lub też po prostu częstowani trunkiem w pubie. Poniżej przedstwiam państwu starą ale moją ulubioną reklamę Guinnessa.

3. Nie mają Irlandczycy za bardzo kim się chwalić na polu sportowym (to nasz wspólny mianownik z nimi). Niby cieszą się z golfisty Rory McIlroya, ale on jest z Irlandii Północnej no i trochę nie wypada po tym jak powiedział, że wolałby występować w barwach Wielkiej Brytanii. Mają swoich rugbistów w tym ukochanego Briana O’Driscoll, który kilka tygodni temu odszedł na emeryturę. Ale to Katie Taylor zburzyła mur berliński. Dwa lata temu, wszyscy oszaleli na punkcie tej złotej medalistki w boksie kobiecym na Olimpiadzie w Londynie. Szaleństwo to na dodatek było bardzo zaraźliwe. W dniu w którym Katie walczyła w półfinale, wszyscy dostaliśmy wiadomość w pracy, że jeśli ktokolwiek ma ochotę zrobić sobie przerwę na lunch około godziny drugiej po to by obejrzeć walkę to proszę bardzo – udostępnimy w tym celu dwie sale konferencyjne.

Filmik poniżej przedstawia jak w rodzinnej miejscowości Katie zareagowano na jej zwycięstwo. Oczywiście, kawałów z nią w roli głównej było mnóstwo, wszystkie w stylu: Katie miała tylko 4 lata gdy ciosami zburzyła Mur Berliński.

4. Chcielibyście żebym wspomniała jakiegoś irlandzkiego aktora? Proszę bardzo, mogę sypać jak z rękawa: Colin Farrell, Liam Neeson, Pierce Brosnan, Jonathan Rhys Meyers etc ale czy wy wiecie, że znienawidzony Joffrey z Games of Thrones to Jack Gleeson z Cork? 🙂

joffrey-baratheon-1024

 

5. Krwawa historia Irlandii (kolejny nasz wspólny mianownik) bohaterów narodowych i patriotów wydała wielu. Jednakże percepcja tego czy dany człowiek wielkim patriotą był i czy postąpił słusznie, jest zmienna za każdym razem – wszystko zależy od rozmówcy. To w sumie tak jak polskie kłótnie na temat Piłsudskiego czy Wałęsy. Ale jest jedna osoba (i to w gronie żywych), którą każdy Irlandczyk bardzo ceni a wręcz wielbi. Mary Robinson, bo o niej mowa, była pierwszą kobietą prezydentką Irlandii (kadencja tu trwa 7 lat, kolejna prezydentka po niej to też była kobieta i to rządziła przez dwie kadencje. Możecie sobie więc państwo wyobrazić, że wiele irlandzkich dzieci swego czasu podobno bardzo poważnie pytało: czy u nas w Irlandii mężczyźni mają zakaz kandydowania na prezydenta?) Dodatkowo Irlandczycy cenią Mary Robinson za pracę na rzecz ONZ którego była Komisarzem, i jako pierwszy Komisarz ONZ odwiedziła Tybet.

MARY ROBINSON

6. Chyba żaden inny naród nie jest tak umuzykalniony i nie ma tak pięknych głosów. Wszyscy pewnie znacie U2, The Cranberries, The Corrs, Westlife, Enya, Boba Geldofa, Chris de Burgha. Ale ja wam chciałam przedstawić moje najnowsze odkrycie, zespół sióstr pochodzących z Donegal – The Henry Girls. Tylko posłuchajcie…..

PS. Wiem, teledyski mają przaśno amatorskie, ale to tylko dodaje im autentyczności. 

PS 2. To nie one występują w tym teledysku, jeśli chcecie zobaczyć jak wyglądają (jedna piękniejsza od drugiej) zerknijcie tu

7. Kto, występując jakiś czas temu na spotkaniu Izby Gmin Zjednoczonego Królestwa, powiedział: “dziękuję za przywilej bycia tutaj. To, że zostałem tu zaproszony mógłbym porównać do otrzymania propozycji kochania się z królową – wiadomo, że to zaszczyt ale nie wiadomo czy ci się spodoba.”  No jak myślicie, kto sobie pozwolił na taki żart, który kompletnie nie pasował do miejsca? Ale wiedział, że przyniesie mu rozgłos a co za tym idzie darmową reklamę? Guru  marketingu, mistrz cięcia kosztów czyli Michael O’Leary. Nie znacie??? Naprawdę?? Szef Ryanaira… Ryanairem każdy z Was kiedyś leciał (chyba że nie mieszkacie w Europie to ewentualnie uwierzę, że nie). Ryanaira się nienawidzi, wiesza na nim psy, nazywa podniebnym pekaesem…ale żadne inne linie nie są tak punktualne, nie gubią bagaży i nie kosztują majątku tak jak Ryanair. Chyba nie muszę dodawać do tego, że Irlandczycy czasem w żartach stwierdzają że Michael O’Leary powinien być premierem Irlandii?

Ryanair chief executive Michael O'Leary.

 

8. 20 lata temu gdy koncert Eurowizji odbywał się w Irlandii, w trakcie przerw taniec i muzykę irlandzką szerszej publiczności  przedstawili Gerry Ryan i Cynthia Ni Mhurchu czyli Riverdance. Od tego momentu rozpoczęła się Riverdancemania mimo, że wielu Irlandczyków krytykowało występ, twierdząc że muzyka nie taka i stroje nie są tradycyjne. Jeden z założycieli Riverdance, Michael Flateley odszedł w roku 1996 i założył podobny zespół występujący pod nazwą Lord of the Dance.

riverdance 1

9. Veronica Guerin to irlandzka dziennikarka pisząca dla Sunday Independent w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Walczyła ona piórem z gangami narkotykowymi. Niestety, za tą walkę oddała najwyższą cenę  – swoje życie. Została zabita przez mafię w roku 1996. .W sumie można stwierdzić, że jej śmierć zmotywowała rząd i władze do podjęcia odważnych decyzji. Rozpoczęto walkę z dilerami narkotyków  oraz powołano Criminal Assets Bureau, które to przygląda się nielegalnie zdobytym majątkom oraz gdy trzeba odbiera je właścicielom lub ściąga wielkie podatki.

Osobom zainteresowanym historią dziennikarki polecam film, którego tytuł to jej imię i nazwisko (do obejrzenia między innymi na netflixie) polecam również moją ciut obszerniejszą notkę na ten temat tutaj.

veronicaguerin

10. Philomena Lee to kolejna dzielna Irlandka walcząca z niesprawiedliwością i o zadośćuczynienie. Pewnie poznaliście państwo historię pralni Magdalenek, gdzie więziono kobiety a ich dzieci sprzedawano do adopcji (więcej pisałam o tym tutaj). Część kobiet nie byłą więziona, i nie były w pralniach Magdalenek a jedynie przebywały w zakonie gdzie pracowały na siebie. Siła indoktrynacji była tak wielka, że nie przyszło im do głowy, żeby się sprzeciwiać. Pani Philomena była jedną z takich kobiet i użyczyła swojej historii życia na potrzeby książki i filmu, dzięki czemu znów zrobiło się o sprawie głośno. Syn Philomeny, wywieziony do Stanów, nigdy biologicznej matki nie poznał mimo, że nawzajem się szukali, pytając o siebie w tym samym zakonie – dawnej pralni Magdalenek. Okazuje się, że tysiące dzieci i matki szukają się nadal nawzajem. Niestety, wciąż z małymi efektami bo utrudniają to zarówno kościół jak i państwo, przerzucając odpowiedzialność jedni na drugich jak piłeczkę pingpongową. Najczęstszą wymówką jest brak dokumentów z tamtych lat. Pani Lee, ponownie więc użyczyła swej historii i imienia aby pomóc byłym Magdalenkom i ich dzieciom. Tym razem na potrzeby nowego projektu o nazwie Philomena, który ma na celu lobbowanie i naciskanie na rząd aby w końcu dokumenty z tamtych czasów były udostępnione tym którzy o to proszą.

I oto zamykam moją listę 10 osób, które każdy Irlandczyk zna. No może ośmiu bo nie każdy zna Henry Girls lub ogląda Games of Thrones 🙂

The Henry Girls – muzyka nie tylko irlandzka

Zagorzałą fanką muzyki irlandzkiej nie jestem. Nie zrozumcie mnie źle, miło jest natknąć się na nią w pubie lub czasem z powodu radości sobotniego poranka głośno puścić koncertową płytę Sharon Shannon. To mi wystarcza aby od czasu do czasu się nią nasycić.
Jednakże, gdy pewnego dnia usłyszałam w radiu wywiad z siostrami muzyczkami oraz kilka ich piosenek, postanowiłam dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Zaintrygowały mnie bardzo swym mocnym donegalskim akcentem (który, jak większość akcentów znika w momencie gdy mówiący zaczyna śpiewać).  Ich piosenki natomiast brzmiały bardzo świeżo i radośnie. A te smutne wzruszały, ale tak pięknie, tak dystyngowanie..

Na koniec wizyty muzyczek w radiu, usłyszałam, że nazywają się The Henry Girls. Znalazłam bilety na jedyny ich koncert w Dublinie, spośród 13 koncertów granych w styczniu i lutym w Irlandii. Poszłam, usiadłam, zasłuchałam się i nie wiem kiedy, niemalże dwie godziny minęły. Trochę w sumie wiem, bo była przerwa na winko jak to tu bywa również i w teatrach o czym pisałam tu.

The_Henry_Girls700400

Sióstr Henry jest sześć (!!!) ale zespół The Henry Girls tworzą trzy: Karen, Lorna i Joleen. Na koncert jeździ z nimi jeszcze czwarta siostra, która sprzedaje przy okazji ich płyty, dzięki temu jest podobno ulubioną spośród sióstr. Dziewczyny mają piękne głosy i grają na skrzypcach, gitarze, akordeonie, harfie. Na koncercie miały do pomocy jeszcze jedną muzyczkę  – Denise Boyle oraz muzyka Teda Ponsonby. Widziałam też zdjęcia Denise i Teda w książeczce dodanej do ostatniej płyty, muszą więc często muzykować razem. Karen, Lorna i Joleen wspaniale przełamują dystans z publicznością oraz żartują z samych siebie. Na moim koncercie, w pewnej chwili powiedziały: jest tu gdzieś na sali Martina i Hugh? To kuzyn naszego taty, mamy pozdrowić. Martina i Hugh się odezwali i dziewczyny im pomachały, po czym jedna dodała: gdzieżbyśmy nie pojechały na koncert w Irlandii to zawsze się znajdzie jakieś kuzynostwo taty.

Ich teledyski nie są zbyt ugłaskane profesjonalnie, nawet okładka ich najnowszej płyty wydaje się być rysunkiem małego dziecka. A  samą płytę podejrzewam, że nagrały w domu. W książęce dodatku do płyty jest wiele zdjęć dziewczyn i  innych muzyków  (w tym również Denise i Teda) ze słuchawkami na głowie i różnymi instrumentami w dłoniach. Typowe zdjęcia ze studia nagraniowego. Tylko jak się bliżej przyjrzeć w tle za jednym muzykiem  widać kominek, za innym obrazy na ścianie a za jeszcze innym typowe, irlandzkie schody na górę. Nic, tylko nagrywali w living roomie. 🙂 Pewnie przez to wydają się takie autentyczne, takie irlandzkie dziewczyny z sąsiedztwa.

Dziewczyny grają podobno od dziecka, ale dopiero od trzech lat zdecydowały się zająć tym profesjonalnie. Podoba mi się jak łączą różne style muzyki. W swoim repertuarze mają utwory typowo irlandzkie, ale też country, blues czy nawet piosenki w stylu lat dwudziestych. Mają też utwory, które niemalże łączą te wszystkie style. Oczywiście w przerwie koncertu, oprócz wina, zakupiłam dwie najnowsze płyty The Henry Girls.

Niestety, większość piosenek jakie są na jutjubie są nie najlepszej jakości i nie oddają tego jak pięknie dziewczyny grają. Ale posłuchajcie tych dwóch piosenek.