Asica scrap w cieniu skrzydeł..

Czasem widzicie na mojej stornie fejsbukowej jak polecam nowe irlandzkie blogi lub strony. Kiedyś poleciłam Wam stronę Asi http://asica-scrap.blogspot.ie/ Przeglądałam ją nieraz z zachwytem, bo ja takich rzeczy nie potrafię. Gdy Gosi, której z wielu powodów (pozwolicie, że szczegóły zachowam dla siebie) chciałam podarować coś niebanalnego, zwróciłam się do Asi. Asia nie dość, że ma talent to czyta w myślach! Moje wymagania były duże, ale przyznam szczerze, że wskazówki za to średnie. Powiedziałam, że kartka ma mieć akcenty irlandzkie ale bez kiczu, nosorożce oraz, że jest dla poetki. Asia nawet przez sekundę nie dała mi odczuć, że mam jakieś nietypowe wymagania tylko z radością wzięła się do pracy. Gdy przysłała mi zdjęcie kartki do oceny przed jej wykończeniem, ja oniemiałam… Wy chyba też?

Gosiu dziękuję za pierwszy milion rozmów, Asiu dziękuję za to, że zechciałaś podzielić się swoimi umiejętnościami i kreatywnością.

PS. Jak chcecie, żeby Asia wyczarowała dla Was podobne kartki poproście ją przez jej bloga. Jeśli chcecie żeby wyczarowała Wam takie kartki, ale jako niespodzianki według moich wskazówek jest to też do załatwienia. 🙂 szepnijcie mi tylko słówko lub ich milion..

dla gosi

 

 

Spłonąć od spojrzeń

Opisuję czasem na blogu bieżące wydarzenia w Irlandii. Składam je w słowa, zdania, interpretuję subiektywnie dodając do tego swoją wiedzę i doświadczenie oraz obserwacje. Staram się pisać tak aby było zrozumiale i bez niepotrzebnych niedomówień czy nieporozumień. I widzę, że nie zawsze się udaje. Cóż..taka chyba uroda słowa pisanego. A może jakbym pisała wiersze umiałabym wyraźniej ale i piękniej wszystko czym chcę się z Wami podzielić, przekazać? Niestety nie potrafię i podziwiam osoby, które ten dar i talent mają. Wśród takich osób jest Małgorzata Południak, którą (jak sam twierdzi) zainspirowałam (w tym miejscu czerwienię się bardzo mocno) i która jeden z jej przepięknych wierszy, dedykowała mi.  Dzielę się nim tutaj z Wami

 

Spłonąć od spojrzeń

Prawdziwe historie smakują
truskawkami, chyba że zbliża się lipiec.
Ktoś jest do kogoś podobny, przed, czy po?
.
To jak przejście przez bramę Belfastu,
by spłonąć w protestanckiej dzielnicy.
Wyobraź sobie wagę chmur, liście herbaty
ukryte w ciele.  Nie zawsze dym wskaże kierunek
buszowania wiatru.
.
Zostajemy w domu, pękają ściany,
mniej lub bardziej kruche. Tąpnięcia.
Po wszystkim, tłum przejdzie i pójdzie.
Przepłynie rzekę, muł osiądzie na twarzach.
Nie ma końca. Bo jak rozległy może być ból?
.
Spaliłam wiersz, za mocno pachniał tytoniem
z twoich książek.
.
Wiem, zrobiłam Wam smak na więcej. Bardzo proszę więc jeszcze jeden, też między innym o Deszczowej
.
Droga
Irlandzkie poetki piszą o Belfaście i o końcu
końców. O wieczorze w Dublinie, królowej Magii,
dziewicach, dziwkach, Magdalenkach, ich dzieciach,
cieniach, które rozciągnęły się od północy na południe.
.
The Wild Atlantic Way i stajesz przede mną z plecakiem,
termosem z kawą. Popatrz w dół klifu. Obraz rozwija się,
przywierasz do skały, nasłuchujesz. Poetki patrzą w słońce,
nad brzegiem oceanu plotą o figlach z rybakami.
.
Wyobrażają sobie dni, kiedy głodne sączyły krople whiskey
o smaku pól torfowych. Znad urwisk okrzyki niosą się, zatrzymują.
Nie chodzi o ciebie, a o chłód muzealnych posadzek. Puste kurhany.
Odciśnięte kciuki na kamieniach, ich linie. Ołówek rozmaże się,
ślad po nim na zawsze pozostanie tajemnicą.
.
Zdolność naprawiania błędów wymowy, odwzorowywania
szablonów. Budzenia się w nocy, na wyspie, w środku wilgoci.
Mam tę samą czerwień na ustach, co Seamus Deane.
Kilka nowych książek, rzeczy, starszego mężczyznę. Dom
nad oceanem.

Dziękuję Małgosiu za Twoje pisanie… i nie tylko za to…