Najlepsze dublińskie plaże

Zrobiło się nagle lato i coraz więcej osób trafia na mojego bloga szukając w internecie informacji na temat dublińskich plaż. Pisałam o niektórych z nich osobno, dzisiejszym wpisem zgrupowałam je i podaje Wam je wszystkie razem. Ponieważ plaż w Dublinie mieście i hrabstwie jest trochę więcej niż dwie, postanowiłam przedstawić Wam tylko te które są piaszczyste i które osobiście lubię.

Skerries

Trudno nie zakochać się w Skerries. Ma czar i urok kurortu nadmorskiego, zabytkowe wiatraki w tle i  wychodzące na plaże piękne domy  z olbrzymimi oknami i akcentami marynistycznymi. Plaże w Skerries są dwie – północna i południowa. South Strand jest bardzo popularna wśród rodzin z dziećmi jako ta bezpieczna i piaszczysta. W czasie odpływu z plaży tej można podejść do malutkiej wysepki z Martello Tower pośrodku, ale trzeba znać dokładnie godziny odpływów i przypływów gdyż jak przyjdzie ten drugi, może nas na wysepce odciąć od brzegu – przychodzi szybko i cicho. W pobliżu mała latarnia morska oraz wybrzeże z kilkoma dobrymi restauracyjkami i pubami.

P1140531 (800x600) P1140533 (800x600) P1140535 (800x600) P1140537 (800x600) P1140538 (800x600) P1140539 (800x600)

Portrane 

Kolejna plaża godna polecenie poza miastem ale wciąż w hrabstwie Dublin to ta w miejscowości Portrane. Jest mała i piaszczysta ale wygląda malowniczo i tym samym niemalże nie można przejść obojętnie obok niej. Nad nią rozpościera się dumnie kolejna Martello Tower tym razem przerobiona na dom mieszkalny. Zazwyczaj na plaży widywałam sporo osób pływających, ale musiały to chyba być osoby mieszkające po sąsiedzku gdyż tylko dla tej plaży tak daleko od miasta chyba mało osób się wybiera. Chyba, że potraktują ją jak ja czasem czyli jako grę wstępną do długiego dnia spędzonego nad morzem oraz gwarancję widoków jakie nam ta wstępna gra zaproponuje czyli…

(więcej o Portrane tu: klik)

portrane martello tower (1) portrane martello tower

portrane view portrane round tower (2) portrane to donabate (1)

Plaża Ballcarrick w Donabate

…jeśli z Portrane wybierzemy się wzdłuż lini brzegowej do plaży  Ballcarrick w Donabate. Spacer sam w sobie jest wart grzechu i przejścia kilka razy (lub kilkanaście/dziesiąt). Na końcu trasy a zarazem na początku plaży znajduje się wieża Martello. W tym samym miejscu są też dość widowiskowe skały, które zmniejszą się i po czasie całkiem znikają, aby otworzyć dla nas piękną piaszczystą plażę. Wisienką na torcie jest właśnie w tym miejscu położony hotel i restauracja. Gdy pogoda sprzyja polecam usiąść na dość dużym i słonecznym restauracyjnym tarasie widokowym. Delektując się lunchem z winem i patrząc w morze, jest dość duża szansa że poczujemy się jakbyśmy byli co najmniej gdzieś nad morzem śródziemnym.

Więcej o Donabate tu: klik.

portrane view (3)

donabate beach (3) donabate beach (1)

Malahide

Moja ulubiona plaża to oczywiście ta w Malahide. Ostatnio komuś pisałam, że Malahide to moja pierwsza wielka irlandzka miłość więc jako taka wciąż żywa, powodująca motylki w brzuchu i takie tam. Ale oczywiście dla Was moja miłość do miejsca to za mało aby przekonać się do lokalnej plaży. Na szczęście walorów ma wiele i chyba Was zainteresują. Oto one: przy plaży jest spory i bezpłatny parking oraz toaleta co bardzo ułatwia życie. Ponadto, wystarczy, szybki dziesięciominutowy spacer aby znaleźć się w centrum Malahide i skorzystać z jego licznych kafejek, restauracyjek czy uroczych pubów. Na plaży są “polskie” wydmy i mnóstwo muszelek do zbierania. I jachty w marinie, które co jakiś czas wraz z motorówkami przepływają nam pod nosem. Jest jeszcze widok na drugą stronę zatoki tam gdzie Donabate oraz widok na Lambay Island. I jest coś jeszcze co uważam za dość ciekawą przypadłość. W trakcie odpływu na plaży pozostają różnych rozmiarów wielkie “kałuże” w których woda jest niesamowicie ciepła. Można sobie siedzieć na plaży przy takiej kałuży i trzymać w niej nogi czytając książkę lub zwyczajnie nic nie robiąc. I wtedy, gdy nadchodzi przypływ, podchodzi do nas przystojny pan ratownik w opiętej koszulce i informuje, że lepiej aby się ewakuować bo wkrótce będzie tu wszędzie morze. (pan ratownik to bonus taki dla tych oporniejszych z Was do przekonania).

Więcej o tej plaży i samym Malahide znajdziecie tutaj: klik

odpływ spacer-juz-po-odpływie-ale-

kite

5 ulubionych miejsc2

Portmarnock 

Jak już znudzi nam się plaża w Malahide (mi nigdy) lub akurat w danym dniu ani widu ani słychu pana ratownika (przyznajmy szczerze, że w tym przypadku na widu nam zależy i w sumie może się obejść całkowicie bez słychu), możemy się przejść wzdłuż linii brzegowej do sąsiedniej plaży w Portmarnock. Spacer sam w sobie jest niezwykle przyjemny ze względu na widoki i polecam go niezależnie od pogody. Nawet gdy jest deszczowo lub/i wietrznie widoki nas zachwycą i zaskoczą gdyż zależnie od warunków pogodowych, widoki te są zawsze inne. Lata temu, spacerowałam tamtędy raz lub dwa razy dziennie a spacer ten miał działanie kojąco energetyzujące. 

o spacerze ciut więcej tutaj: klik

from malahide to portmarnock

lambay island

martello portmarnock 2 Martelllo Portmarnocks5

portmarnock ranek (1)

Velvet Strand w Portmarnock to szeroka, aksamitna, złotopiaszczysta plaża ciągnąca się na przestrzeni pięciu kilometrów. Jest to najczystsza dublińska plaża i śmiało przyznam że też najpiękniejsza. Kolejną jej zaletą jest to, że bywają na niej raczej lokalsi, reszty dublińczyków a już tym bardziej turystów nie stwierdza się. W jej tle jakby nigdy nic, skromniutko przycupnęła Martello Tower (liczycie je? która to już tym razem w dzisiejszym wpisie? i nie jest to ostatnia) oraz monument upamiętniający ważne zdarzenie z przeszłości. W 1930 roku posłużyła jako pas startowy dla samolotu o nazwie Southern Cross, który odbył pierwszy transatlantycki lot ze wschodu na zachód. Samolot wystartował o 4 rano w towarzystwie tysięcy gapiów. Lot trwał około 33h i dla uczenia tego wydarzenia, postawiono pomnik, który znajduje się tuż przed wejściem na plażę i nie sposób go przeoczyć. Przedstawia on nasz glob i iglicę kompasu, która wskazuje na Gwiazdę Północy. Dwa lata później z tej samej plaży wystartował inny samolot, którego pilot jako pierwszy samotnie przeleciał nad Atlantykiem (east-west crossing).

velvet strand velvet strand

swit w portmarnock

zamki na piasku, Martello Towerportmarnock beach portmarnock sunrise

Dollymount Strand

Bardzo blisko centrum miasta znajduje się Dollymount Strand na Bull Island, która jest dość popularna wśród dublińczyków. Ja doceniam jej dzikość, która w dość zadziwiający sposób wtapia się w wielomiejskie otoczenie. Wyspa jest rezerwatem przyrody ale pod nosem ma stolicę oraz widok wielkich statków w porcie czy sławnych kominów Poolbeg. Bull Island nie jest jednak zbyt czysta, do tego szczególnie wietrzna i zimna. Polecam ją bardziej jako miejsce idelane na szybki spacer czy jogging. Miejsce to jest cenione przez kitesurefów i windserferów. Ma podobano też kilka rodzin foczych oraz zimują na niej gęsi Brent które przylatują tu specjalnie z Kanady. Na wyspę można dostać się przez drewniany most w Clontarf lub groblę w Raheny. To sąsiedztwo to też są plusy tej plaży. Gdy odechce nam się pikniku i wiatru w oczy, szybko możemy podskoczyć do Clontarf Villlage która ma kilka symaptycznych restuaracji oraz świetne cukiernie. A Raheny ma z kolei piękny i duży park – St. Anne’s Park z uroczym ogrodem różanym oraz tzw Red Stables gdzie w weekendy są stoiska z jedzeniem. Na plaży od kilu lat odbywa się festiwal latowców – plaża ma warunki na to jak żadna inna dzięki właśnie temu że jest tak wietrzna. 

DollymountStrand_large headerPhoto IMG_0883 kite-surfers_2013169i

Plaża w Sandymount

Może słyszeliści o Sanydmount Strand? Plaża nieco zdradliwa w czasie odpływu. Woda oddala się wtedy o wiele kilometrów i niemalże nie widać jej wcale i domyślamy się, że morze jest rzeczywiście gdzieś tam w oddali bo widzimy na horyzoncie statki. Taki widok kusi aby iść i iść te kilometry w stronę morza. Gdy jednak nadchodzi przypływ jest on szybki i z niezwykle mocnym prądem. Można nie zdąrzyć dojść do lądu 😉 Kiedyś pracowałam w Dublin 4, w pobliżu plaży i niemal codziennie spacerowałam po niej w czasie przerwy na lunch. Jej niemalże środkowe położenie pomiędzy Howth i Dun Laoghaire, gwarantuje świetne widoki podczas spaceru a dzięki temu to co w sumie cenię w każdej jednej dublińskiej plaży czyli zapomnienie, że jest się w dużym mieście. (PS. Tu też jest Martello Tower)

banner1 Sandymount

Killiney Beach.

Kolejna plaża warta wspomnienia to Killiney Beach –  mała i dzięki otaczającym ją klifom tak jakby odcięta od świata. Część zwana White Rock podczas przypływu jest w sumie rzeczywiście odcięta od reszty plaży zapewniając wspaniały spokój dla ducha nie tylko dzięki całkowitej izolacji ale również kojącemu dźwiękowi fal uderzających o kamienie. Ta ją widać na popularnych zdjęciach z morzem i dartem. 

KILLINEY-143_(1424759226)DSC_0648

attractions-11

Opisywałam Wam moje ulubione dublińskie plaże zachowując jako taki szyk geograficzny – zaczynając od tej położonej najbardziej na północ od centrum i schodząc w kierunku południa. Plaża o której zaraz wspomnę, powinna znaleźć się o jedno miejsce wyżej ale z premedytacją dałam ją na koniec zaburzając nieco porządek. Zrobiłam tak gdyż uważam, że opis tej plaży idealnie pasuje na zakończenie tego wpisu. Każdy Irlandczyk ma swój ulubiony pub oraz chippera (fish & chips shop). Wydaje mi się też, że każdy ma swoją ulubioną plażę, a przynajmniej każdy mieszkaniec Dublina ma taką. Gdy zadałam to pytanie kilku znajomym, każdy się ożywił i każdy z nich widział piękno “swojej” plaży. Czasem jednak nie chodzi o samą plażę ale o wspomnienia sprzed lat, w których to wspomnieniach przed oczami wśród kolorowych obrazów z dzieciństwa widzimy uśmiechniętą mamę, czerwoną łopatkę do piasku czy mokrego brata skaczącego w ręczniku, którym otula go tata. Te wspomnienia to też smaki i doznania z nimi związane czyli na przykład piasek trzeszczący w zębach bo dostał się do kanapek. W naszym polskim przypadku typowym chyba jest wspomnienie zapachu i smaku cieplutkich, pachnących gofrów z bitą śmietaną i jagodami. W przypadku dublińczyków natomiast jest to wspomnienie smaku i doznania z tym związanego gdy jedli pierwsze w sezonie lody 99 kupione w kolorowym mini sklepiku legendzie czyli Teddy’s. Sklepik ten znajduje się około jednego kilometra od plaży Sandycove i stąd pewnie sporo z tą plażą związanych sentymentów, chociaż plaża sama w sobie niczym specjalnie nie zachwyca a w tle ma…..uwaga, uwaga – Martello Tower a zarazem Muzeum Jamesa Joyce. Mimo, że plaża nie należy do moich ulubionych, jest mikroskopijna, zapchana, z drogą i samochodami za plecami osób na niej siedzącymi czyli ogólnie bezpodstawnie przereklamowana jednak wspomniałam Wam o niej właśnie ze względu na siłę i ważność wspomnień. 

Powspominacie i podzielicie się Waszymi nostalgiami związanymi z plażą, morzem i okresem wakacyjnym?

sandycove (2)

sandycove

 

Howth Cliff Walk

Oj wybierałam się jak sójka za morze…odkąd pamiętam chciałam się przejść wzdłuż klifów na Howth ale nigdy jakoś nie było mi po drodze zrobić całej trasy. Jak już więc się w końcu za nią wzięłam to nie poszłam tylko klifami czyli długim szlakiem  Bog of Frogs,  ale poprzecinałam jeszcze Howth w różnych miejscach, weszłam na sam szczyt tzw summit no i oczywiście z niego zeszłam.

Trasę pewnie dobrze rozpocząć od stacji darta lub portu a nie od Occtopussy’s tak jak my ją zaczęliśmy (pisałam o tym w poprzednim wpisie). Następnie idziemy wzdłuż wybrzeża Howth od zachodniego molo, obok przystani jachtowej aby dojść do molo wschodniego. (dokładnie tak jak tu)

Howth Harbour, West Pier Howth Harbour East Pier (4) Howth Harbour East Pier (3) Howth Harbour East Pier (1)
Następnie trasa wiedzie w górę w kierunku klifów. Spacer tą częścią pozwala przyjrzeć się małej wsypce u wybrzeża Howth zwanej Ireland’s Eye. Widać na niej ruiny kościółka z VI wieku założonego przez trzech synów Nessana księcia Leinster: (nazywali się Dichuill, Munissa and Neslug,) oraz kolejna z Martello Towers (przedstawionych i opisanych przeze mnie już kilka razy). Dziś wysepka jest chronionym rezerwatem przyrody i miejscem zamieszkałym przez przeróżne ptactwo morskie.

Ireland's Eye (2) Ireland's Eye Ireland's Eye (1)

Krótko po tym jak wejdziemy już na “cliff walk”, dojdziemy do zatoki Balscadden, z której plaży miejscowi lubią sobie popływać.

poczatek cliff walk (4) poczatek cliff walk poczatek cliff walk (1) poczatek cliff walk (2) poczatek cliff walk (3)

Kolejnym przystankiem do podziwiania jest Puck’s Rock czyli skała z którą związana jest legenda jakoby jeden z synów Nessana nie dał się skusić i omamić diabłu i rzucił w niego Ewangeliarzem napisanym właśnie w zakonie który powstał na wysepce Ireland’s Eye (Garland of Howth). Diabeł uciekł na skałę a wtedy ziemia się pod nim rozstąpiła a on sam wstąpił do piekieł, za to w skale która go pochłonęła pozostało rozcięcie widoczne po dziś dzień. Puck to irlandzkie słowo oznaczające “Diabeł”.

puck's rock

Potem napotykamy kolejną skałę zwaną Casana Rock. Wąskie klify wokół tej skały upodobały sobie różne ptaki morskie zamieszkujące półwysep Howth. Skała ma też trochę tragiczną historię. Rozbił się o nią statek Queen Victoria w roku 1853. Zginęło wtedy 80 osób (w tym załoga i kapitan). Wrak statku spoczywa około 20 metrów pod woda i bywa celem wypraw nurków.

Casana Rock (1) Casana Rock

Wkrótce naszym oczom przedstawia się pocztówkowy widok cypla Great Bailey a w tle za nim w pogodny dzień widać zatokę dublińską oraz Dalkey Island i Bray Head. W czasach rzymskiego podboju Brytanii znajdował się tu fort Króla Crimthana. Zwany dumnie “królem” Crimthan, szczycił się złą sławą pirata który regularnie najeżdżał rzymskie osady w Brytanii aż do swej śmierci w IX wieku.

Ponadto podczas budowy latarni morskiej miały tu miejsce wykopaliska archeologiczne, które odkryły pozostałości szczątków ludzkich, które prawdopodobnie są “spadkiem” po bitwie stoczonej w 646 roku.

Pierwszą latarnię morską zbudowano tu w roku 1665. Dzisiejsza latania – Bailey to latarnia która najdłużej była operowana ręcznie przez latarnika i pomocników. Została zmechanizowana w roku 1997.

The Great Bailey (5) The Great Bailey The Great Bailey (1) The Great Bailey (2) The Great Bailey (3) The Great Bailey (4)

Dochodzimy wkrótce do krzyżówki szlaków zwaną Summit Junction (gdyż jest na szczycie półwyspu). My wybraliśmy nasz szlak fioletowy który zawiódł nas w dalszą część Cliff Walk. Małe ścieżki wśród drzew stykały się  z imponującymi posiadłościami niektórych tutejszych mieszkańców. Po wyjściu z zadrzewionych ścieżek pokazuje się nam zatoka dublińska w całej swej okazałości i oczywiście można podziwiać dość duży ruch statków płynących z i do portu.

Padało a raczej chwilami lało tak że mimo kurtek przeciwdeszczowych chowaliśmy się między drzewami. Zdjęcia dobrze oddają to jak w Irlandii bywają cztery pory roku w ciągu jednego dnia.

A z miejsca zwanego Lion’s Head możemy znów podziwiać Great Bailey ale tym razem jego południową stronę.

summit junction ciut dalej

zatoka dublińska (5) zatoka dublińska zatoka dublińska (1) zatoka dublińska (2) zatoka dublińska (3) zatoka dublińska (4)

Dochodzimy do kolejnego spektakularnego miejsca widokowego czyli zatoki Doldrum. Ścieżka prowadzi nad małymi, odizolowanymi plażami i zatoczkami. Dwie z tutejszych skał zwane Igła oraz Świecznik są podobno ulubionym siedziskiem kormoranów.

I następna plaża… a jakżeby inaczej, tym razem Drumleck. Można po schodkach zejść do niej. Ja wolałam ją podziwiać z góry, wiedząc ze tak naprawdę jestem chyba dopiero w połowie drogi.

drumleck (1) drumleck

Tu ścieżka zaczyna być bardziej skalista i trudniejsza i dochodzi się do skały zwanej Czerwona (Red Rock). Dalej wzdłuż linii brzegowej znajduje się Martello Tower a ścieżka skręca pod górę w kierunku szczytu półwyspu Howth.

Red Rock i okolice (4) Red Rock i okolice Red Rock i okolice (1) Red Rock i okolice (2) Red Rock i okolice (3)

Wspinając się na szczyt nie można zapomnieć aby przystanąć i spojrzeć w prawo aby zobaczyć miejsce w którym “zaczyna się półwysep” lepsze widoki będą na samym szczycie ale miło podejrzeć to co nas czeka wkrótce oraz  nabrać dzięki temu sił do dalszej wspinaczki.

pod gorke (3) pod gorke pod gorke (1) pod gorke (2)

Szlak wiedzie dalej przez pole golfowe. Mamy jak najbardziej prawo na nie wejść i przemknąć przez nie szybko pod warunkiem że będziemy szli ścieżką oznaczoną białymi kamieniami. Napis informuje nas jedynie że mamy być cicho i uważać na latające piłki golfowe.

pole golfowe pole golfowe (1)

pole golfowe (2)

Nieco dalej wchodząc w las, zbaczamy z fioletowego szlaku i idziemy w stronę Muck Rock. (trochę musieliśmy tu pokluczyć ale w końcu się udało).

Po wejściu na szczyt Muck Rock oddychamy szczęśliwie. Za nami kawał drogi, przed nami pięknie widoki oraz świadomość że teraz to jest już blisko do zakończenia wędrówki…no i z górki.

Muck Rock (oraz w drodze do i z) Muck Rock (1) Muck Rock (2) Muck Rock (3) Muck Rock (4)

Wąska ścieżka pośród rododendronów, schodzimy w dół. Jest naprawdę bardzo “spooky”. Ścieżka jest wycięta pośród gęstych i grubych krzewów rododendronów i tworzy taki jakby tunel. Sama tamtędy w życiu bym nie poszła!

Muck Rock (5)

Schodzimy do ogrodu rododendronów, które o tej porze roku już nieco przekwitły ale i tak robią wrażenie. Skręcamy w wydawałoby się zapomnianą ścieżkę i idziemy do starożytnego grobowca zwanego Grobem Aideeny (Aideen’s Grave).
Według legendy jest to grób dziewczyny o imieniu Aideen która zmarła z bólu po stracie męża – Oscara, który zginął w bitwie w roku 248. Aideen była córką lokalnego władcy – Aengusa z Ben Edar czyli Aengusa z Howth. W rzeczywistości, grobowiec jest o wiele starszy bo pochodzi z około 2,500 roku przed naszą erą (z Epoki Brązu.)

Aideen's Grave (2) Aideen's Grave Aideen's Grave (1)

Schodzimy dalej w dół, obok hotelu Deer Park a następnie obok zamku Howth. Nie wstępujemy do niego bo nie można go odwiedzać (jest w rękach prywatnych i zamieszkały) a z zewnątrz podziwialiśmy go już kilkakrotnie o czym opowiem w następnym wpisie.

Howth castle

Tuż obok jest Narodowe Muzeum Transportu, które też już dawno temu odwiedziliśmy i opisałam je tutaj. Po tak długiej wędrowce (około 15 km) z przyjemnością dochodzimy do parkingu jedziemy do domu…po to by jedynie zostawić pod nim samochód i pójść do naszego lokalnego pubu. Czujemy że będziemy chcieli ciut dłużej “odpocząć” wiec pozbycie się samochodu wydaje się dobrym rozwiązaniem.

Spacerkiem przy morzu na północ od Dublina czyli Portrane do Donabate

Jakiś czas temu zabrałam państwa na spacer wzdłuż linii brzegowej południowego Dublina. Obiecałam wtedy, że zabiorę was za jakiś czas znów na spacer ale tym razem z drugiej strony irlandzkiej stolicy. Gdy każdy skrawek trawy w parku oraz piasku na plaży okupowany był przez Irlandczyków oraz ich grille ja chciałam uciec od tłumów. Późnym niedzielnym porankiem pojechałam do Portrane na północ od Dublina.

Zaparkowałam na parkingu nieopodal Martello Tower i ruszyłam na spacer ścieżką która miała mnie wieść po klifach przez 2,5 km aż mnie doprowadzi do celu…

portrane martello tower (1) portrane martello tower

Widoki były przepiękne. Pięknie zarysowana sylwetka Lambay Island (która jest w prywatnych rekach jakichś Anglików podobno) a w oddali Howth.

portrane view portrane view (1) portrane view (2) portrane view (6) portrane view (5) portrane view (4) portrane view (7)

Wąska ścieżka wiodła szczytem klifów które dość ostre, najeżone i wysokie spoglądały na mnie w górę. Chwilami zwalniałam kroku bojąc się potknąć i spaść w przepaść. Woda była krystalicznie czysta, mimo wysokości na jakiej byłam bez problemu widziałam kolor piasku i kamieni w morzu.

portrane to donabate (2) portrane to donabate portrane to donabate (1)

Ścieżka przywiodła mnie do dobrze mi znanej plaży w Donabate z kolejną wieżą Martello o którym to miejscu pisałam już państwu tutaj. Odpoczęłam chwilę na tarasie  tutejszej restauracji, wygrzałam się w słońcu i ruszyłam w drogę powrotną. Godzina była już ciut późniejsza więc i na moim szlaku pojawili się ludzie a i w morzu oraz na klifach też się zaludniło.

portrane view (3)

W pewnym momencie ścieżka odbija do szpitala który z daleka przyciągnął moją uwagę – piękny kompleks zbudowany z czerwonej cegły. Wiedziałam tylko, że to szpital dla osób z chorobami psychicznymi. Mimo, że ścieżka wydawała się być mało uczęszczana postanowiłam tam podjeść tym bardziej że kusiła mnie wieża którą z widzenia znam od kilku lat (widoczna wyraźnie z wybrzeża w Malahide). Niestety gdy podeszłam bliżej do pierwszych budynków stanowiących część szpitala zobaczyłam napis zabraniający wstępu. Dodatkowo, budynki te nie wyglądały zbyt przyjaźnie. Były, opuszczone i zabite dechami. Postanowiłam wrócić.

st itas hospital (2) st itas hospital (1) st itas hospital (3)

Budynki szpitalne to jeden powód dla którego chciałam tam podjeść, drugim była okrągła wieża. Czytałam o niej wcześniej i wiedziałam że nie ma tyle lat co większość okrągłych wież w Irlandii (pochodzą z  okolic X wieku). Ta wieża została wybudowana relatywnie niedawno bo w 1864 roku jako dowód miłości pewnej pani do swego męża. Nieco rozczarowana stwierdziłam jednak że chyba wolę podziwiać wieżę z oddali niż ryzykować jakieś nieznane przygody w nieco opustoszałym kompleksie szpitalnym.

portrane round tower portrane round tower (1) portrane round tower (2)

Gdy wróciłam na parking był on już całkowicie zajęty przez innych miłośników tego miejsca. Gdy oni zaczynali się rozkoszować pogodą ja już byłam w drodze podziwiać zgoła coś innego o czymś też kiedyś jeszcze napiszę. 

Spacerkiem przy morzu na południu Dublina

To już druga fala upałów w Irlandii w tym roku. Jeszcze chwila a uwierzymy że ktoś przeniósł deszczową w okolice morza Śródziemnego.

Wybrałam się tydzień temu na spacer wzdłuż linii brzegowej na południu Dublina. Przedstawiam państwu jak Dublińczycy cieszyli się słońcem, a przy okazji pokażę kilka miejsc które są naprawdę urocze…pod warunkiem ze nie ma na nich tłumów takich jak na zdjęciach.

Zaczęłam od Sandycove, małego wybrzeża wybudowanego dawno temu na potrzeby transportu kamieni z kamieniołomów w Dalkey (część południowego Dublina, o której za chwilę). Kamienie wykorzystywano na budowę tzw Great South Wall  – jest to część portu dublińskiego oraz wybrzeża w Howth.

sandycove (1)

A oto dublińczycy delektujący się latem

sandycove (2)

 Miłośnikom literatury Sandycove może się kojarzyć z Jamesem Joycem. Znajduje się tu jedna z wielu Martello Towers (inne pokazałam miedzy innymi tu, tu i tu) która obecnie mieści w swoich wnętrzach muzeum autora Ulyssesa. Joyce gościł w wieży przez kilka dni w roku 1904.

james joyce (1) james joyce

Tuż obok Martello Tower znajduje się miejsce zwane Forty Foot. Tradycyjnie było to miejsce kąpieli tylko dla mężczyzn  dopiero jakieś 40 lat temu pozwolono kobietom mieć wstęp na Forty Foot. Dodatkowo w czasie pierwszego dnia świąt Bożego Narodzenia ochotnicy gromadzą się aby wspólnie popływać w celach charytatywnych. ….Jest też tradycyjne pływanie bez ubranek (o czymś podobnym pisałam tu)

forty foot forty foot (1)

 Kilka kroków dalej znajduje się kolejne wybrzeże zwane Bullock z zamkiem o tej samej nazwie. Zamek zbudowany przez Cystersów w roku 1346. Zakonnicy nie bez powodu wybrali to miejsce, pobierali bowiem opłaty od każdego statku czy kutra które chciały przybić do brzegu. Dziś wybrzeże już nie widzi tak wielu rybaków, bardziej amatorów pływania na łodzi dla rozrywki, chociaż zdarzają się tez poławiacze krabów. Podobno foki są tu też częstymi gośćmi.

bullock bullock (1) bullock (2)

 Kilka dodatkowych minut i dochodzimy do, kiedyś wioseczki a dziś dzielnicy Dublina, Dalkey. Dalkey to w skrócie najbardziej pożądany i najdroższy adres w Irlandii. Nazwa wioseczki wywodzi się od pobliskiej małej wysepki (o niej za chwilę). Wioseczka rozwinęła się w średniowieczu gdyż statkom było łatwiej i bezpieczniej dobijać do brzegu właśnie tu niż w podobno zdradzieckich wodach niebezpiecznej zatoki dublińskiej. Trudno uwierzyć ze kiedyś była to wioska zamieszkała przez robotników pracujących w porcie i w okolicznych kamieniołomach. Dziś Dalkey, pogrążona w soczystej zieleni, pełna jest okazałych rezydencji skrytych za wielkimi bramami. Jeśli pojawi się jakiś dom na sprzedaż  tablica informacyjna z napisem “for sale” stoi krótko. Szybko na jej miejsce pojawia się “sale agreed”. I to że ceny domów często zbliżają się do jednego miliona nie ma znaczenia. ( o cenach rezydencji nie wspominam nawet bo nie mam takich liczb na mojej klawiaturze) 🙂

dalkey (7) dalkey (6) dalkey (5) dalkey (4) dalkey dalkey (1)

Bycie mieszkańcem Dalkey zobowiązuje, nie ważne że upał niemiłosierny, na spacer idziemy w czarnej marynarce

dalkey (3)

A nawet z dzieckiem w wózku wciąż wyglądamy tak jakbyśmy właśnie podpisali kolejny milionowy kontrakt sprzedaży (przynajmniej nasze buty tak wyglądają)

dalkey (2)

 Idąc wzdłuż ulicy Coliemore możemy się tylko domyślać jakie piękne widoki na klify i wyspę Dalkey maja mieszkańcy domów zwróconych w stronę morza. Po chwili dojdziemy do wybrzeża Coliemore od którego wyspa Dalkey znajduje się zaledwie 300 metrów. I przy tym wybrzeżu spotkamy poławiaczy krabów dodatkowo jednak można łodzią lub kajakiem wybrać się na wyspekę.

coliemore coliemore (1)

 

Wyspa Dalkey

Dość dobrze widoczne z lądu jest kapliczka z X wieku. Również i tu znajdziemy Martello Tower. W okolicach wyspy często można zobaczyć foki oraz delfiny. Ja wyspę oglądałam z mikroskopijnego parku Dillon, który miejscami porastają chaszcze, tak nie pasujące do uczesanego i ślicznego Dalkey.

dalkey island (3) dalkey island (2) dalkey island (1) dalkey island

I to koniec mojej wędrówki z państwem na dziś. Ja jeszcze musiałam przejść drogę powrotną (czyli znów jakieś 3,5 km) by następnie móc wrócić do domu.

I pomyśleć że to wszystko można zobaczyć w dużym stołecznym mieście. 🙂

Jeszcze może gdzieś państwa znów zabiorę na spacer. Następnym razem z całkiem innej strony Dublina.

 

http://goo.gl/maps/rPuO2

Plaża Balcarrick, Donabate

Piękna, czysta i piaszczysta plaża w Donabate zachwyca o każdej porze roku. Nie zadziwiałam się więc nadmiernie gdy okazało się, że nie jesteśmy jedynymi gośćmi na plaży (to było co prawda w maju zeszłego roku). Zdziwiłam się za to (ale tylko nieco) gdy spotkaliśmy siedemdziesięciokilkuletniego amatora pływania w zimnych wodach morza irlandzkiego.  Pan poinformował nas, że stara się urozmaicać swoje kąpiele i dlatego też w poprzednim tygodniu pływał w Howth, w tym właśnie na plaży w Donabate a kolejny tydzień planuje w Portmarnock.

Plaża ma ponad 3 kilometry długości a pod jej koniec naszpikowana jest ostrymi skałami, po których chodzenie jest ciut karkołomne. Oprócz skał na końcu plaży jest kolejna wieża Martello wybudowana około 1804 roku.  Wszystkich wież w Irlandii powstało około 39 a 26 z nich położone były na wschodnim wybrzeżu tak aby z każdej wieży widoczne były jej obydwie sąsiednie wieże.

Bezdeszczowy i słoneczny dzień. Wiatr we włosach i morze. To ta Irlandia, którą lubię.

donabate beach (1)

donabate beach (5) donabate beach donabate beach (4)

donabate beach (2)

donabate beach (3)