Dublin My Valentine

Dublinbemyvalentine pod takim hashtagiem, Dublin City Council, promuje stolicę jako miejsce idealne na Walentynki. Przygotowało nawet ciekawą mapkę, z według nich miejscami romantycznymi lub romantyczną historią w tle. Dostępna jest tutaj. 

 Ja większość tych miejsc nie uznałabym za romantyczne, dlatego też specjalnie dla Was ułożyłam moją subiektywną listę romantycznych dublińskich miejsc. 

Howth:  Przystań  / Cliff Walk / Bailey Lighthouse 

Ta należąca do Dublina wioseczka rybacka wydaje się być wymarzonym miejscem na ciekawe randez vous. Oczaruje Was piękną przystanią jachtową, widowiskową trasą po klifach z takimi niespodziankami jak latarnia morska Bailey. Dodatkowo ma kilka ciekawych restauracyjek z, jak na miejscowość nadmorską przystało, rybami i owocami morza.

Howth Harbour East Pier (3)

The Great Bailey (4)

Trinity College

Uczelnia położona w samym sercu miasta, po przejściu przez jej bramę, przenosi nas w przeszłość, pozwalając nam szybko zapomnieć o zgiełku stolicy.

trinity_college_dublin_by_k_sneachta_b-d388mj6

 Ha’ppeny Bridge

W dzień mostek ten pełen jest żebrzących osób, w weekendowe noce przetaczają się przez niego tłumy imprezujące w unikanym raczej przez Dublińczyków, Temple Bar. Jednak to ten mostek wybrali sobie zakochani i z uporem maniaka przymocowują do niego kłódki, które mają symbolizować ich dozgonną miłość. Czy trwa ona dłużej niż czas jaki miastu zajmuje usunięcie tych kłódek to tego nie wiem, ale przyznacie sami, że widok mostu nastraja romantycznie.

5127b80952f9

Phoenix Park / Farmleigh / People’s Park

Park jest ogromy i ma wiele romantycznych miejsc. Nie zaliczyłabym do niech jednak okolic krzyża papieskiego, bo to że na jego pobliskim parkingu podobno dużo prezerwatyw codziennie jest sprzątanych, raczej romantyzm zabija. Romantyczna za to z pewnością jest posiadłość Farmleigh i należące do niej ogrody. Natomiast People’s Park ze swym stawkiem z łabędziami i pagórkowym ukształtowaniem, wydaje się idealnym miejscem na piknik z winem i oliwkami.

Farmleigh-House-Sunken-Garden

24353_9369942585298cc35dbda8

Grand Canal Dock

W ciągu dnia Grand Canal Dock robi wrażenie, zimnego, szklanego miejsca z piosenki Kazika Moi Koledzy. Nocą gdy wszystko jest ładnie podświetlone i plejada kolorów dodatkowo odbija się w wodzie, miejsce wydaje się zdecydowanie romantyczne.

8715852549_0324284c10_b

Killiney Hill

Wysyłałam już Was do Howth a to jest na północy Dublina, dla równowagi polecę też coś na południu. Piękne wybrzeże morskie można podziwiać ze szczytu Killiney. Och i ach jak romatycznie.

travel-blog-i-heart-dublin-killiney-hill

Malahide Castle

Zarówno otoczenie zamku jak i on sam zachęcają na romantyczny spacer po ścieżkach, których część jest ukryta i niezbyt uczęszczana. Można więc z powowdzeniem uniknąć innych spacerujących. Jeśli po spacerze zgłodniejemy, możemy podejść do zamku a w nim do Avoci – znanej i popularnej w Irlandii restauracyjno sklepowej sieci.

malahide

Bull Island / Dollymount Strand

Na wyspie zawsze piździ jak w kieleckiem i do tego sielski krajobraz psują dwa brzydkie kominy z Ringsend. Tak pomyśli przypadkowy turysta. To niemal dzikie miejsc (częściowo rezerwat przyrody), które w sumie znajduje się prawie że w środku miasta, Dublińczycy darzą sporym sentymentem. A kominom również oddali część swego serca i traktują jak trwałą część stolicy i jeden z jej znaków rozpoznawczych.

bcwmqlriuaagafq

St. Stephen’s Green

Czy można poczuć się romantycznie w pełnym piknikujących ludzi parku? Jak najbardziej, pod warunkiem, że jest to ten park.

Green_in_St._Stephens_Green_(1922116424)

 Droga z Malahide do Portmarnock

Co ja będę mówić, wystarczy popatrzeć…

from malahide to portmarnock

 

portmarnock ranek

 

A Wasze romantyczne miejsce nie tylko w Dublinie to które? Zostawiam Was z wierszem Patricka Kavanagh (w którym i miłość i Dublin). 

On Raglan Road on an autumn day I met her first and knew

That her dark hair would weave a snare that I might one day rue;
I saw the danger, yet I walked along the enchanted way,
And I said, let grief be a fallen leaf at the dawning of the day.

On Grafton Street in November we tripped lightly along the ledge
Of the deep ravine where can be seen the worth of passion’s pledge,
The Queen of Hearts still making tarts and I not making hay –
O I loved too much and by such and such is happiness thrown away.

I gave her gifts of the mind I gave her the secret sign that’s known
To the artists who have known the true gods of sound and stone
And word and tint. I did not stint for I gave her poems to say.
With her own name there and her own dark hair like clouds over fields of May

On a quiet street where old ghosts meet I see her walking now
Away from me so hurriedly my reason must allow
That I had wooed not as I should a creature made of clay –
When the angel woos the clay he’d lose his wings at the dawn of day.

Tam gdzie straszy czyli Loftus Hall i jak mnie straszyło w Tintern Abbey

Ludzie lubią się bać. Podobno. Osobiście nie lubię się bać. Dobry thirller obejrzę lub przeczytam. Horrorów nie znoszę. Wszelkich zombie, wampirów, duchów nie trawię. Nie lubię, boję się, nie chcę.

Jadąc z miejscowości Slade po wyprawie na Hook Head, zobaczyłam przy drodze ciekawie ale i trochę strasznie wyglądający budynek. Kierunkowskaz z napisem “Loftus Hall” wyjaśnił wszystko. To najbardziej nawiedzony dom w Irlandii, ulubione miejsce Szatana.

Loftus Hall (1) Loftus Hall (2) Loftus Hall (3)

Podjechałam na parking aby zostać poinformowana przez panią na recepcji, że tak w domu bardzo straszy. I że jest w szczególności jeden taki pokój, w którym jest bardzo zimno, wszyscy odwiedzający jak tam wchodzą to czują, że coś jest nie tak. I że jak ta pani ostatnio weszła tam z jakąś wycieczką, to poczuła jakiś dotyk na szyi. I na tyle wystarczy. Ja nie lubię duchów ani takich opowieści i postanowiłam się stamtąd ewakuować… Nie tak szybko okazało się, najpierw musiałam zapłacić za wjazd na posesję. Wszystkich rozczarowanych, że nie było opowieści o Loftus Hall odsyłam do filmiku poniżej

Podróżowaliśmy dalej i drogą niemalże leśną dojechaliśmy do Tintern Abbey (tej w Irlandii nie tej w Walii). W miejscu gdzie droga zrobiła się naprawdę leśna, zostawiliśmy samochód i przeszliśmy się kawałek aby nagle w lesie odkryć takie cudo.

Tintern Abbey (17)

 

Opactwo cystersów założone zostało około 1200 roku przez hrabiego Williama Marshalla. Podróżował on do Irlandii z Walii i obawiając się katostrofy morskiej swego statku, przysiągł, że założy zakon w miejscu, w którym bezpiecznie dopłynie do brzegu. Słowa dotrzymał, a zakon szybko zapełniał się zakonnikami z walijskiego zakonu Tintern. Przez ostatnie cztery wieki budynek opactwa był zamieszkały przez rodzinę Colclough by w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku przejść pod opiekę skarbu państwa.

Tintern Abbey (13) Tintern Abbey (6) Tintern Abbey (3) Tintern Abbey (2) Tintern Abbey (1)

Niestety nie udało mi się zwiedzić opactwa, gdyż byłam poza sezonem (który trwa od połowy maja do końca września). Obeszłam je jednak wokoło i podeszłam do mostu położonego nieopodal.

Tintern Abbey (4) Tintern Abbey (5)

Przy moście odkryłam ścieszkę wiodącą do ruin starego kościoła i cmentarza. I co zobaczyłam nagle w konarach drzewa???? Loftus Hall od razu przyszedł mi na myśl oraz ciarki na plecach 🙂

Tintern Abbey (7) Tintern Abbey (8)

No dobra, nie ma co panikować pomyślałam sobie. Przecież droga prowadzi do cmentarza to i miejsce tejże “rzeźby” jak najbardziej uzasadnione.

Tintern Abbey (11) Tintern Abbey (10) Tintern Abbey (9)

Tutejszy zakon cysterski był raczej zamkniętym zakonem a zarazem samowystarczalnym. Starali się polegać na swoich umiejętnościach i wiedzy, bez zbędnej pomocy “z zewnątrz”. Ziemie, które dostali były dość rozległe, i niektóre oddalone nawet o 35 km. Ponieważ chcieli sami wszystkiego doglądać, grupki cystersów opuszczały zakon na początku tygodnia aby wędrować w różne zakątki posiadłości, tam wykonać potrzebne prace i wrócić do zakonu pod koniec tygodnia. Dziś wokół zakonu jest kilka tras, którymi można się przejść…może niemalże śladami mnichów? Obeszłam cmentarz, przeszłam mostkiem na drugą stronę i postanowiłam wracać w kierunku samochodu drugą stroną rzeki myśląc, że chociaż malutki kawałek którejś z tras przejdę w ten sposób.

Tintern Abbey (15)

Na co się natknęłam, krótko po wejściu do lasu? Trochę za wiele tego, co nie? Loftus Hall chodzi za mną. Tym razem to prawie, że włosy na rękach dęba mi stanęły…tyle, że ich nie mam. 🙂

Tintern Abbey (16)

I nie mówcie, że każdy mógł się na nie natknąć. M. obydwu rzeźb nie zauważył.

 

Spoleto, Umbria

Może ciężko w to uwierzyć patrząc na moje dwa poprzednie wpisy na temat Umbrii, ale nie mieliśmy najlepszej pogody. Krótko mówiąc zamieniliśmy irlandzki deszcz na włoski. Padało okropnie, tak jak to bywa w kontynentalnej Europie. Deszcz w Irlandii jest inny, niby pada prawie codziennie ale przelotnie, leciutko i da się żyć. Ten irlandzki deszcz generalnie nie przeszkadza w życiu, nie tak jak ten kontynentalny – jak leje to porządnie i potrafi tak lać dzień cały. Tak nam się niestety zdarzyło gdy pojechaliśmy zwiedzać Spoleto. Jak drapaliśmy się w górę miasteczka zaczęło padać, potem na chwilę przestało a potem rozpętała się ulewa. Próbowaliśmy uciec z miasteczka i tej ulewy, ale niestety ucieczka trwała ponad 2h. Ale o tym za chwilę..

Jak inne pozostałe umbryjskie miasteczka, Spoleto jest położone na wzgórzu a im wyżej tym starsza historia miasta i zabudowania. Zaparkowaliśmy samochód u stóp miasteczka, tak aby móc jego starą średniowieczną część pozwiedzać jak należy od samego początku proponowanej przez przewodnik trasy czyli wspinać się pod górę wąskimi, bajkowymi uliczkami. Spoleto jest uważane za jedno z ważniejszych miasteczek Umbrii. Miasteczko pęka w szwach pod wpływem najazdu turystów w sezonie ale najbardziej w trakcie dobrze znanego na całym świecie Festival di Spoleto.

Padało a potem bardzo lało więc zdjęć mam tylko kilka. Udało mi się uwiecznić kilka widoczków po drodze na Piazza del Dumo.

Zanim dotarliśmy na sam plac rozpadało się na dobre. Chcieliśmy wejść do katedry i ją zobaczyć a przy okazji przeczekać deszcz, ale niestety spóźniliśmy się o jakieś dosłownie 4 minuty.. Katedra była zamknięta..

Poczekaliśmy przed wejściem do katedry aż deszcz zelżeje (bo przestać nie chciał) i poszliśmy coś zjeść z nadzieją, że w międzyczasie przestanie padać. Pan właściciel restauracji w której się znaleźliśmy był burkliwym, nie uśmiechającym się Włochem ale żeby chyba przełamać swoją nieuprzejmość i grymas na twarzy, w butonierce marynarki miał około 10 kolorowych kredek. Przyciągały one wzrok jak ordery na mundurach radzieckich wojskowych. 🙂 Dał nam zupę z soczewicy (mimo że wyraźnie poprosiłam o inną zupę z menu a nie lentilkową 🙂 Zamówiliśmy też umbryjską bruschette i makaronową specjalność restauracji… która tak naprawdę była kuskusem z mięsem. Pan wyraźnie miał nas w nosie albo z powodu deszczu całkowicie się zakręcił..

Deszcz przestał lać ulewnie tylko pokropywać co jakiś czas, zdecydowaliśmy się więc ruszyć dalej ale bez marudzenia i zaglądania do każdego kąta. Na wypadek gdyby znów miało zacząć lać chcieliśmy zobaczyć most Ponte delle Torri i twierdzę La Rocca d’Albornozina. Twierdza wybudowana przez kardynała Albornoza w wieku XIV pełniła różne role, między innymi gościła Lukrecję Borgia lub też służyła za więzienie. Do twierdzy można dostać się tylko małym busikiem, który kursuje z placu Campello, ale nam nie bardzo zależało w tym deszczowym dniu aby do niej pojechać. Chcieliśmy móc przejść się mostem Ponte delle Torri. Most ma 10 łuków, jest długi na 230 metrów i wysoki na 70 metrów. A idąc po nim spacerkiem nie odczuwa się tej wysokości, a wiem co mówię bo mam lęk wysokości. Widoki można podziwiać tylko z jednej strony mostu gdyż z drugiej znajduje się wysoki mur. Jednak w połowie mostu znajduję się “okienko” przez które można podziwiać widoki po drugiej stronie.

Na końcu mostu jest wieża i kilka szlaków ale właśnie jak doszliśmy do końca mostu zaczęło lać. Ale tak porządnie. Było coraz gorzej a my zmarznięci i brodzący w deszczu od dłuższego już czasu mieliśmy dość. Mieliśmy kurtki przeciwdeszczowe itp ale to była istna ulewa. I właśnie zaczęła się siesta. Pieprzona siesta! Nie mieliśmy gdzie sie schować, wejść gdzieś żeby coś zjeść i przeczekać. Zdecydowaliśmy się wracać do samochodu i najwyżej podjechać gdzieś dalej gdzie nie pada, albo przynajmniej znaleźć jakąś czynną knajpkę. Schodziliśmy z samego szczytu miasteczka w stronę parkingu z naszym samochodem. Dość długo to trwało a ulewa wydawała się być coraz gorsza, ale to pewnie dlatego, że byliśmy bardzo przemoknięci. Co prawda sprawdzaliśmy prognozę pogody, ale wg niej miały być “occasional showers”  Przemoczona chodziłam po Spoleto i co chwilę rzucałam “k** occasional showers”. Jak już zeszliśmy na dół, spojrzeliśmy w kierunku fortecy – ona byłą naszym punktem odniesienia jak parkowaliśmy samochód. Okazało się, że zeszliśmy z drugiej strony miasteczka niż nasz parking! Nie mieliśmy sił iść znów na samą górę miasteczka i potem z niej schodzić. Włączyliśmy nawigację w komórze i postanowiliśmy dojść do parkingu idąc wokół miasteczka.

Doszliśmy.. nie muszę dodawać, że ulewa była jak istne oberwanie chmury. Woda nie tylko chlupała nam w butach ale nie mieliśmy na sobie skrawka suchej nitki, łącznie z warstwami ubrań pod kurtką. Ani milimetra suchej odzieży. A i pewnie nie muszę dodawać, że jak wyjechaliśmy ze Spoleto to pokazało się piękne słońce? My nie mieliśmy już siły. Chcieliśmy do domu, żeby założyć suche ciuchy i buty..

W Spoleto jest naprawdę dużo do zobaczenia i można tam miło spędzić cały dzień. Mnóstwo zabytkowych kościołów, tajemniczych uliczek prowadzących do niewiadomokąd, teatr rzymski z I wieku, placyki, szlak wokół miasteczka i po murach, forteca itp. Żeby tylko nie ta ulewa… No coż, ale jest przynajmniej pretekst żeby jeszcze kiedyś tam wrócić! 🙂

Moze Cie tez zainteresowac
Dublin city of science Hot toddy In bed with the irish

Mosty typu Scherzer, (Dublin zwiedzanie)

Jedne z bardziej intrygujących mostów dublińskich to mosty Scherzer (od nazwiska inżyniera). Powodem budowy mostów była potrzeba skierowania ruchu wodnego w kierunku Royal Canal i do Spencers Docks. Ponadto, mosty zostały zaprojektowane w odpowiedni sposób aby nie przepuszczały wodę morską do doków. Gdy jakiś statek przepływał przez ten odcinek rzeki, mosty “otwierały” się i wystarczało tylko 4,5 minuty aby statki mogły przepłynąć pomiędzy nimi.

Dziś mosty są nieczynne i to z dwóch powodów – usunięto ich silniki oraz są „unieruchomione” przez to że stały się częścią asfaltowej drogi. W dzisiejszych czasach mosty Sherzer służą jedynie jako przypomnienie o industrialnej epoce tej części Dublina.

Udało mi się znaleźć tylko jedno stare zdjęcie, na którym widać jak dublińskie mosty Sherzer są podniesione aby przepuścić ruch wodny. Zdjęcie jest z tej strony

Moze Cie tez zainteresowac
Limerick Pałac Downhill Puerto de Mogan

Sean O’Casey Bridge – kolejny most w Dublinie (Dublin zwiedzanie)

„Take heart of grace from your city’s hidden splendour”

Pieszy most nazwany na cześć irlandzkiego dramaturga i eseisty Seana O’Caseya, który przez pewien okres czasu mieszkał przy rzece Liffey w Dublinie (jedynie trochę dalej na zachód) został oddany do użytku w dzielnicy Dublina zwanej Docklands w roku 2005. Most połączył dwie ważne i dość z sobą związane części miasta – IFSC (centrum finansowe) z okolicą Trinity College i Merrion Square (okolice zamieszkałe przez zamożnych i wykształconych Dublińczyków oraz miejsca siedziby collegu, kancelarii prawnych czy chociażby budynków rządowych). Przyportowa dzielnica Dublina – Docklands w ostatnich latach przechodzi bardzo drogą i z rozmachem w prowadzaną w życie gentryfikację (o czym więcej już wkrótce na blogu). Most Sean’a O’Caseya jest częścią planu gentryfikacyjnego i urbanistycznej odnowy tej części miasta.

Most składa się z dwóch części – jest zwodzony. Aby umożliwić transport wodny rzeką Liffey każda część mostu “przesuwa się na bok” o 90 stopni. Raz byłam tego świadkiem – gdy statki Wikingów odpływały z Dublina (to było około 3 lata temu). Pogoda była paskudna ale widok statków oraz mostu “rozchodzącego się na boki” zrekompensował wszystko. 🙂


Moze Cie tez zainteresowac
Glenveagh National Park Newgrange O’Connell Bridge