Plaża Culdaff na półwyspie Inishowen

Najdłuższa i najbardziej widowiskowa turystyczna trasa  samochodowa Irlandii to tak zwana The Wild Atlantic Way. Jest ona też zarazem najdłuższą na świecie znakowaną trasą brzegową. Cała trasa liczy 2,500 kilometrów i prowadzi do 156 ciekawych miejsc. Oczywiście nie trzeba całej trasy przejechać ciągiem, można ją sobie podzielić na kilka odcinków. Wild Atlantic Way rozciąga się od półwyspu Inishowen w hrabstwie Donegal poprzez Connemarę, The Burren, Galway Bay, Kerry aż do miejscowości Kinsale w hrabstwie Cork.

Zaprawdę nie wiem, jak można przejechać całą trasę w dwa tygodnie – tak między innymi sugeruje  przewodnik WAW. Jakiś czas temu spędziłam trzy dni na zwiedzaniu półwyspu Insihowen, gdy podobno trzy dni sugerują na całe hrabstwo Donegal. Idąc moim tempem, potrzebowałabym z pewnością dwóch tygodni na całe hrabstwo, a nie trzech dni. Tak się tylko przekomarzam, bo ja wiem dlaczego. Gdy dojeżdżam do pięknej plaży, muszę ją przejść w te i we wte, zanurzyć nogi w ocenie, posłuchać wiatru i zrobić sobie piknik, aby posmakować kanapek z piaskiem. A gdy dojadę do widowiskowego klifu, muszę się przejść jego najbardziej zadziorną lub najdłuższą trasę, żeby poznać to miejsce i zapamiętać. Po to by we wspomnieniach te wszystkie przedeptane klify nie zmywały mi się w całość, ale kojarzyły wyraźnie z obrazami i uczuciami: to tam, gdzie biegały dzikie konie, to tam, gdzie na widok ogromnych przepaści i fal oraz pod wpływem silnego wiatru, sparaliżował mnie nagły lęk wysokości, to tam, gdzie śmiałam się głośno, bo tak mnie przyroda zafascynowała, aż poczułam nagły przypływ radości. W podróży muszę też pójść na lunch lub kolację do miejsc zachwalanych przez miejscowych, muszę spróbować tego co oni, być obsłużona przez córkę właścicielki B&B oddalonego o 25 kilometrów (w którym się zatrzymałam i przegadałam pół poranka z właścicielką oraz dostałam jej przepis na ciasteczka orzechowo  – pomarańczowe i oczywiście namiary na miejsca polecane przez mieszkańców). Slow food, slow travel to nasze antidotum na powszednie życie w biegu.

I tak właśnie przemieszczając się powoli, dotarłam swego czasu do plaży Culdaff, która chyba jest najpiękniejszą plażą półwyspu Inishowen. Długa, piaszczysta, spokojna, zakończona wydmami. Plaża cieszy się wyróżnieniem za czystość, czyli oznaczeniem tzw. blue flag.  Mimo że wiało bardzo i było zimno, zdecydowałam się po pewnym czasie iść na bosaka, tak sobie brodząc w wodzie. Cóż za wspaniałe doznanie. W trakcie sezonu na plaży jest ratownik i wyobrażam sobie, że może ona być zatłoczona. Jednak jak sami widzicie na zdjęciach, można mieć szczęście i być jedną z nielicznych osób na plaży, mimo że jest się na niej w sierpniowy weekend. Zanim jednak znajdziecie się na tej plaży, nabierzcie sił przed spacerem, jaki Was czeka. Musicie koniecznie zatrzymać się w McGrory’s of Culdaff. Nie pamiętam, gdzie jadałam wspanialszą rybę niż u nich, a przecież niemal każdy irlandzki pub serwuje je wyśmienite. Do tego chrupiące kostki ziemniaczków czosnkowych oraz tak dobry mushy peas, że najbardziej zażarty przeciwnik tego dania, szybko by  przed nim skapitulował. Pub położony przy drodze głównej z miejscami noclegowymi w górnej części budynków, pewnie nie skarży się na brak turystów. Jednak znów miałam szczęście, bo oprócz nas i jednej pary Amerykanów, w czasie lunchu pub był wypełniony lokalnymi mieszkańcami. Czy potrzebna jest lepsza rekomendacja?

Nie wiem, kiedy znów tam zawitam, tyle innych miejsc czeka na moje powolne ich poznawanie, a do Culduff mam 4 godziny jazdy, ale jeśli Wy znajdziecie się na tej plaży, to mam nadzieję, że oczaruje Was tak samo, jak mnie.

Najlepsze dublińskie plaże

Zrobiło się nagle lato i coraz więcej osób trafia na mojego bloga szukając w internecie informacji na temat dublińskich plaż. Pisałam o niektórych z nich osobno, dzisiejszym wpisem zgrupowałam je i podaje Wam je wszystkie razem. Ponieważ plaż w Dublinie mieście i hrabstwie jest trochę więcej niż dwie, postanowiłam przedstawić Wam tylko te które są piaszczyste i które osobiście lubię.

Skerries

Trudno nie zakochać się w Skerries. Ma czar i urok kurortu nadmorskiego, zabytkowe wiatraki w tle i  wychodzące na plaże piękne domy  z olbrzymimi oknami i akcentami marynistycznymi. Plaże w Skerries są dwie – północna i południowa. South Strand jest bardzo popularna wśród rodzin z dziećmi jako ta bezpieczna i piaszczysta. W czasie odpływu z plaży tej można podejść do malutkiej wysepki z Martello Tower pośrodku, ale trzeba znać dokładnie godziny odpływów i przypływów gdyż jak przyjdzie ten drugi, może nas na wysepce odciąć od brzegu – przychodzi szybko i cicho. W pobliżu mała latarnia morska oraz wybrzeże z kilkoma dobrymi restauracyjkami i pubami.

P1140531 (800x600) P1140533 (800x600) P1140535 (800x600) P1140537 (800x600) P1140538 (800x600) P1140539 (800x600)

Portrane 

Kolejna plaża godna polecenie poza miastem ale wciąż w hrabstwie Dublin to ta w miejscowości Portrane. Jest mała i piaszczysta ale wygląda malowniczo i tym samym niemalże nie można przejść obojętnie obok niej. Nad nią rozpościera się dumnie kolejna Martello Tower tym razem przerobiona na dom mieszkalny. Zazwyczaj na plaży widywałam sporo osób pływających, ale musiały to chyba być osoby mieszkające po sąsiedzku gdyż tylko dla tej plaży tak daleko od miasta chyba mało osób się wybiera. Chyba, że potraktują ją jak ja czasem czyli jako grę wstępną do długiego dnia spędzonego nad morzem oraz gwarancję widoków jakie nam ta wstępna gra zaproponuje czyli…

(więcej o Portrane tu: klik)

portrane martello tower (1) portrane martello tower

portrane view portrane round tower (2) portrane to donabate (1)

Plaża Ballcarrick w Donabate

…jeśli z Portrane wybierzemy się wzdłuż lini brzegowej do plaży  Ballcarrick w Donabate. Spacer sam w sobie jest wart grzechu i przejścia kilka razy (lub kilkanaście/dziesiąt). Na końcu trasy a zarazem na początku plaży znajduje się wieża Martello. W tym samym miejscu są też dość widowiskowe skały, które zmniejszą się i po czasie całkiem znikają, aby otworzyć dla nas piękną piaszczystą plażę. Wisienką na torcie jest właśnie w tym miejscu położony hotel i restauracja. Gdy pogoda sprzyja polecam usiąść na dość dużym i słonecznym restauracyjnym tarasie widokowym. Delektując się lunchem z winem i patrząc w morze, jest dość duża szansa że poczujemy się jakbyśmy byli co najmniej gdzieś nad morzem śródziemnym.

Więcej o Donabate tu: klik.

portrane view (3)

donabate beach (3) donabate beach (1)

Malahide

Moja ulubiona plaża to oczywiście ta w Malahide. Ostatnio komuś pisałam, że Malahide to moja pierwsza wielka irlandzka miłość więc jako taka wciąż żywa, powodująca motylki w brzuchu i takie tam. Ale oczywiście dla Was moja miłość do miejsca to za mało aby przekonać się do lokalnej plaży. Na szczęście walorów ma wiele i chyba Was zainteresują. Oto one: przy plaży jest spory i bezpłatny parking oraz toaleta co bardzo ułatwia życie. Ponadto, wystarczy, szybki dziesięciominutowy spacer aby znaleźć się w centrum Malahide i skorzystać z jego licznych kafejek, restauracyjek czy uroczych pubów. Na plaży są “polskie” wydmy i mnóstwo muszelek do zbierania. I jachty w marinie, które co jakiś czas wraz z motorówkami przepływają nam pod nosem. Jest jeszcze widok na drugą stronę zatoki tam gdzie Donabate oraz widok na Lambay Island. I jest coś jeszcze co uważam za dość ciekawą przypadłość. W trakcie odpływu na plaży pozostają różnych rozmiarów wielkie “kałuże” w których woda jest niesamowicie ciepła. Można sobie siedzieć na plaży przy takiej kałuży i trzymać w niej nogi czytając książkę lub zwyczajnie nic nie robiąc. I wtedy, gdy nadchodzi przypływ, podchodzi do nas przystojny pan ratownik w opiętej koszulce i informuje, że lepiej aby się ewakuować bo wkrótce będzie tu wszędzie morze. (pan ratownik to bonus taki dla tych oporniejszych z Was do przekonania).

Więcej o tej plaży i samym Malahide znajdziecie tutaj: klik

odpływ spacer-juz-po-odpływie-ale-

kite

5 ulubionych miejsc2

Portmarnock 

Jak już znudzi nam się plaża w Malahide (mi nigdy) lub akurat w danym dniu ani widu ani słychu pana ratownika (przyznajmy szczerze, że w tym przypadku na widu nam zależy i w sumie może się obejść całkowicie bez słychu), możemy się przejść wzdłuż linii brzegowej do sąsiedniej plaży w Portmarnock. Spacer sam w sobie jest niezwykle przyjemny ze względu na widoki i polecam go niezależnie od pogody. Nawet gdy jest deszczowo lub/i wietrznie widoki nas zachwycą i zaskoczą gdyż zależnie od warunków pogodowych, widoki te są zawsze inne. Lata temu, spacerowałam tamtędy raz lub dwa razy dziennie a spacer ten miał działanie kojąco energetyzujące. 

o spacerze ciut więcej tutaj: klik

from malahide to portmarnock

lambay island

martello portmarnock 2 Martelllo Portmarnocks5

portmarnock ranek (1)

Velvet Strand w Portmarnock to szeroka, aksamitna, złotopiaszczysta plaża ciągnąca się na przestrzeni pięciu kilometrów. Jest to najczystsza dublińska plaża i śmiało przyznam że też najpiękniejsza. Kolejną jej zaletą jest to, że bywają na niej raczej lokalsi, reszty dublińczyków a już tym bardziej turystów nie stwierdza się. W jej tle jakby nigdy nic, skromniutko przycupnęła Martello Tower (liczycie je? która to już tym razem w dzisiejszym wpisie? i nie jest to ostatnia) oraz monument upamiętniający ważne zdarzenie z przeszłości. W 1930 roku posłużyła jako pas startowy dla samolotu o nazwie Southern Cross, który odbył pierwszy transatlantycki lot ze wschodu na zachód. Samolot wystartował o 4 rano w towarzystwie tysięcy gapiów. Lot trwał około 33h i dla uczenia tego wydarzenia, postawiono pomnik, który znajduje się tuż przed wejściem na plażę i nie sposób go przeoczyć. Przedstawia on nasz glob i iglicę kompasu, która wskazuje na Gwiazdę Północy. Dwa lata później z tej samej plaży wystartował inny samolot, którego pilot jako pierwszy samotnie przeleciał nad Atlantykiem (east-west crossing).

velvet strand velvet strand

swit w portmarnock

zamki na piasku, Martello Towerportmarnock beach portmarnock sunrise

Dollymount Strand

Bardzo blisko centrum miasta znajduje się Dollymount Strand na Bull Island, która jest dość popularna wśród dublińczyków. Ja doceniam jej dzikość, która w dość zadziwiający sposób wtapia się w wielomiejskie otoczenie. Wyspa jest rezerwatem przyrody ale pod nosem ma stolicę oraz widok wielkich statków w porcie czy sławnych kominów Poolbeg. Bull Island nie jest jednak zbyt czysta, do tego szczególnie wietrzna i zimna. Polecam ją bardziej jako miejsce idelane na szybki spacer czy jogging. Miejsce to jest cenione przez kitesurefów i windserferów. Ma podobano też kilka rodzin foczych oraz zimują na niej gęsi Brent które przylatują tu specjalnie z Kanady. Na wyspę można dostać się przez drewniany most w Clontarf lub groblę w Raheny. To sąsiedztwo to też są plusy tej plaży. Gdy odechce nam się pikniku i wiatru w oczy, szybko możemy podskoczyć do Clontarf Villlage która ma kilka symaptycznych restuaracji oraz świetne cukiernie. A Raheny ma z kolei piękny i duży park – St. Anne’s Park z uroczym ogrodem różanym oraz tzw Red Stables gdzie w weekendy są stoiska z jedzeniem. Na plaży od kilu lat odbywa się festiwal latowców – plaża ma warunki na to jak żadna inna dzięki właśnie temu że jest tak wietrzna. 

DollymountStrand_large headerPhoto IMG_0883 kite-surfers_2013169i

Plaża w Sandymount

Może słyszeliści o Sanydmount Strand? Plaża nieco zdradliwa w czasie odpływu. Woda oddala się wtedy o wiele kilometrów i niemalże nie widać jej wcale i domyślamy się, że morze jest rzeczywiście gdzieś tam w oddali bo widzimy na horyzoncie statki. Taki widok kusi aby iść i iść te kilometry w stronę morza. Gdy jednak nadchodzi przypływ jest on szybki i z niezwykle mocnym prądem. Można nie zdąrzyć dojść do lądu 😉 Kiedyś pracowałam w Dublin 4, w pobliżu plaży i niemal codziennie spacerowałam po niej w czasie przerwy na lunch. Jej niemalże środkowe położenie pomiędzy Howth i Dun Laoghaire, gwarantuje świetne widoki podczas spaceru a dzięki temu to co w sumie cenię w każdej jednej dublińskiej plaży czyli zapomnienie, że jest się w dużym mieście. (PS. Tu też jest Martello Tower)

banner1 Sandymount

Killiney Beach.

Kolejna plaża warta wspomnienia to Killiney Beach –  mała i dzięki otaczającym ją klifom tak jakby odcięta od świata. Część zwana White Rock podczas przypływu jest w sumie rzeczywiście odcięta od reszty plaży zapewniając wspaniały spokój dla ducha nie tylko dzięki całkowitej izolacji ale również kojącemu dźwiękowi fal uderzających o kamienie. Ta ją widać na popularnych zdjęciach z morzem i dartem. 

KILLINEY-143_(1424759226)DSC_0648

attractions-11

Opisywałam Wam moje ulubione dublińskie plaże zachowując jako taki szyk geograficzny – zaczynając od tej położonej najbardziej na północ od centrum i schodząc w kierunku południa. Plaża o której zaraz wspomnę, powinna znaleźć się o jedno miejsce wyżej ale z premedytacją dałam ją na koniec zaburzając nieco porządek. Zrobiłam tak gdyż uważam, że opis tej plaży idealnie pasuje na zakończenie tego wpisu. Każdy Irlandczyk ma swój ulubiony pub oraz chippera (fish & chips shop). Wydaje mi się też, że każdy ma swoją ulubioną plażę, a przynajmniej każdy mieszkaniec Dublina ma taką. Gdy zadałam to pytanie kilku znajomym, każdy się ożywił i każdy z nich widział piękno “swojej” plaży. Czasem jednak nie chodzi o samą plażę ale o wspomnienia sprzed lat, w których to wspomnieniach przed oczami wśród kolorowych obrazów z dzieciństwa widzimy uśmiechniętą mamę, czerwoną łopatkę do piasku czy mokrego brata skaczącego w ręczniku, którym otula go tata. Te wspomnienia to też smaki i doznania z nimi związane czyli na przykład piasek trzeszczący w zębach bo dostał się do kanapek. W naszym polskim przypadku typowym chyba jest wspomnienie zapachu i smaku cieplutkich, pachnących gofrów z bitą śmietaną i jagodami. W przypadku dublińczyków natomiast jest to wspomnienie smaku i doznania z tym związanego gdy jedli pierwsze w sezonie lody 99 kupione w kolorowym mini sklepiku legendzie czyli Teddy’s. Sklepik ten znajduje się około jednego kilometra od plaży Sandycove i stąd pewnie sporo z tą plażą związanych sentymentów, chociaż plaża sama w sobie niczym specjalnie nie zachwyca a w tle ma…..uwaga, uwaga – Martello Tower a zarazem Muzeum Jamesa Joyce. Mimo, że plaża nie należy do moich ulubionych, jest mikroskopijna, zapchana, z drogą i samochodami za plecami osób na niej siedzącymi czyli ogólnie bezpodstawnie przereklamowana jednak wspomniałam Wam o niej właśnie ze względu na siłę i ważność wspomnień. 

Powspominacie i podzielicie się Waszymi nostalgiami związanymi z plażą, morzem i okresem wakacyjnym?

sandycove (2)

sandycove

 

Dublin My Valentine

Dublinbemyvalentine pod takim hashtagiem, Dublin City Council, promuje stolicę jako miejsce idealne na Walentynki. Przygotowało nawet ciekawą mapkę, z według nich miejscami romantycznymi lub romantyczną historią w tle. Dostępna jest tutaj. 

 Ja większość tych miejsc nie uznałabym za romantyczne, dlatego też specjalnie dla Was ułożyłam moją subiektywną listę romantycznych dublińskich miejsc. 

Howth:  Przystań  / Cliff Walk / Bailey Lighthouse 

Ta należąca do Dublina wioseczka rybacka wydaje się być wymarzonym miejscem na ciekawe randez vous. Oczaruje Was piękną przystanią jachtową, widowiskową trasą po klifach z takimi niespodziankami jak latarnia morska Bailey. Dodatkowo ma kilka ciekawych restauracyjek z, jak na miejscowość nadmorską przystało, rybami i owocami morza.

Howth Harbour East Pier (3)

The Great Bailey (4)

Trinity College

Uczelnia położona w samym sercu miasta, po przejściu przez jej bramę, przenosi nas w przeszłość, pozwalając nam szybko zapomnieć o zgiełku stolicy.

trinity_college_dublin_by_k_sneachta_b-d388mj6

 Ha’ppeny Bridge

W dzień mostek ten pełen jest żebrzących osób, w weekendowe noce przetaczają się przez niego tłumy imprezujące w unikanym raczej przez Dublińczyków, Temple Bar. Jednak to ten mostek wybrali sobie zakochani i z uporem maniaka przymocowują do niego kłódki, które mają symbolizować ich dozgonną miłość. Czy trwa ona dłużej niż czas jaki miastu zajmuje usunięcie tych kłódek to tego nie wiem, ale przyznacie sami, że widok mostu nastraja romantycznie.

5127b80952f9

Phoenix Park / Farmleigh / People’s Park

Park jest ogromy i ma wiele romantycznych miejsc. Nie zaliczyłabym do niech jednak okolic krzyża papieskiego, bo to że na jego pobliskim parkingu podobno dużo prezerwatyw codziennie jest sprzątanych, raczej romantyzm zabija. Romantyczna za to z pewnością jest posiadłość Farmleigh i należące do niej ogrody. Natomiast People’s Park ze swym stawkiem z łabędziami i pagórkowym ukształtowaniem, wydaje się idealnym miejscem na piknik z winem i oliwkami.

Farmleigh-House-Sunken-Garden

24353_9369942585298cc35dbda8

Grand Canal Dock

W ciągu dnia Grand Canal Dock robi wrażenie, zimnego, szklanego miejsca z piosenki Kazika Moi Koledzy. Nocą gdy wszystko jest ładnie podświetlone i plejada kolorów dodatkowo odbija się w wodzie, miejsce wydaje się zdecydowanie romantyczne.

8715852549_0324284c10_b

Killiney Hill

Wysyłałam już Was do Howth a to jest na północy Dublina, dla równowagi polecę też coś na południu. Piękne wybrzeże morskie można podziwiać ze szczytu Killiney. Och i ach jak romatycznie.

travel-blog-i-heart-dublin-killiney-hill

Malahide Castle

Zarówno otoczenie zamku jak i on sam zachęcają na romantyczny spacer po ścieżkach, których część jest ukryta i niezbyt uczęszczana. Można więc z powowdzeniem uniknąć innych spacerujących. Jeśli po spacerze zgłodniejemy, możemy podejść do zamku a w nim do Avoci – znanej i popularnej w Irlandii restauracyjno sklepowej sieci.

malahide

Bull Island / Dollymount Strand

Na wyspie zawsze piździ jak w kieleckiem i do tego sielski krajobraz psują dwa brzydkie kominy z Ringsend. Tak pomyśli przypadkowy turysta. To niemal dzikie miejsc (częściowo rezerwat przyrody), które w sumie znajduje się prawie że w środku miasta, Dublińczycy darzą sporym sentymentem. A kominom również oddali część swego serca i traktują jak trwałą część stolicy i jeden z jej znaków rozpoznawczych.

bcwmqlriuaagafq

St. Stephen’s Green

Czy można poczuć się romantycznie w pełnym piknikujących ludzi parku? Jak najbardziej, pod warunkiem, że jest to ten park.

Green_in_St._Stephens_Green_(1922116424)

 Droga z Malahide do Portmarnock

Co ja będę mówić, wystarczy popatrzeć…

from malahide to portmarnock

 

portmarnock ranek

 

A Wasze romantyczne miejsce nie tylko w Dublinie to które? Zostawiam Was z wierszem Patricka Kavanagh (w którym i miłość i Dublin). 

On Raglan Road on an autumn day I met her first and knew

That her dark hair would weave a snare that I might one day rue;
I saw the danger, yet I walked along the enchanted way,
And I said, let grief be a fallen leaf at the dawning of the day.

On Grafton Street in November we tripped lightly along the ledge
Of the deep ravine where can be seen the worth of passion’s pledge,
The Queen of Hearts still making tarts and I not making hay –
O I loved too much and by such and such is happiness thrown away.

I gave her gifts of the mind I gave her the secret sign that’s known
To the artists who have known the true gods of sound and stone
And word and tint. I did not stint for I gave her poems to say.
With her own name there and her own dark hair like clouds over fields of May

On a quiet street where old ghosts meet I see her walking now
Away from me so hurriedly my reason must allow
That I had wooed not as I should a creature made of clay –
When the angel woos the clay he’d lose his wings at the dawn of day.

Już nie ma dzikich plaż…chyba że w Bunmahon

Plaża w Bunmahon, Co Waterford całkiem dzika nie była jak widać na zdjęciach bo była jakaś rodzina i pies, ale pomarzyć można. Poza tym zdjęcia były robione w marcu. Od kwietnia i w pozostałych miesiącach letnich (sic!) tzw “sunny south east coast” przyciąga tłumy plażowiczów. I plaża pewnie dzikiej wtedy nie przypomina.

Ale pomarzyć można.

5 km piaszczystej plaży, osłoniętej po obu końcach przez klify.

Pomarzyć można..

bunmahon (1) bunmahon (2) bunmahon (3) bunmahon (4) bunmahon (5) bunmahon (6) bunmahon (7) bunmahon (8) bunmahon (9)

Świt na plaży w Portmarnock

“If you want to build a ship, don’t drum up people together to collect wood and don’t assign them tasks and work, but rather teach them to long for the endless immensity of the sea

Moze Cie tez zainteresowac
Velvet Strand Z Malahide do Portmarnock Będzie padać..