Pubowe spotkania przy kominku w prowicji Munster

Już skończyłam blogowy fejsbukowy cykl „najlepszy pub w hrabstwie na grudniowe spotkania przy kominku”.  Zabierałam Was do pubów w każdym hrabstwie kierując się kolejnością alfabetyczną. Na blogu przedstawiam je zebrane razem według prowincji.

Irlandzkich prowincji jest cztery. Poprzednie dwa opublikowane wpisy były o prownicjach Connacht i UlsterDziś czas na prowincję Munster, a jej hrabstwa to: Clare, Cork, Kerry, Limerick, Tipperary, Waterford.

Clare

Dawno, dawno temu na zachodzie Irlandii mieszkała sobie pani Durty Nelly. Jej dom znajdował się przy rzece Owengarney, która dalej łączyła się z rzeka Shannon. Aby przekroczyć rzekę, trzeba było przejść przez most którego właśnie pilnowała Nelly i pobierała opłatę. Placono pieniędzmi, żywnością a podobno też czasem panowie płacili Nelly w naturze. Nelly nie tylko pobierała opłaty, ale też karmiła i raczyła whiskey strudzonych podróżnych. Pewnej nocy jednak, jakiś rzezimieszek ukradł jej wszystkie oszczędności. Nelly początkowo była zrozpaczona tym zdarzeniem, jednak szybko się pozbierała i rozpoczęłą próby stworzenia własnej whiskey – tak oto według jednej z legend powstał poitin – irlandzki bimber. Przypisywano mu cudowne właściwości, a Nelly się wkrótce wzbogaciała karmiąc i pojąc wędrówców poitin. Wierzyła ona podobno, że będzie znana. To marzenie się spełniło – na świecie jest dużo pubów o nazwie Durty Nelly’s.

Jednak ten orginalny to pub Durty Nelly’s pochodzący z 1620 roku i stojący w cieniu Bunratty Castle. Pub jest duży, lecz mimo tego sprawia wrażenie przytulnego. Ma taras, trzy bary, restaurację oraz ogródek piwny. Pub jest zawsze pełen turystów, ale też i tambylców. Jedzenie ma wyborne, i delektuję się nim zawsze z przyjemnością, niezależnie od tego czy jem na zewnątrz w słońcu, czy wewnątrz w starodawnym otoczeniu irlandzkiego pubu. Ponadto ma świetną, muzykę na żywo oraz kominek! Spełnia te wszystkie zasady aby móc go nazwać najlepszym pubem hrabstwa Clare do spotkań w nastroju świąteczno zimowym. Na co czekacie? Do pubu!

Cork

Przyznaję, że w Cork ciężko mi było zdecydować się na ten jeden jedyny. Ten, który wybrałam sławą cieszy się na całej wyspie oraz poza nią. Tu można usłyszeć świetnych muzyków każdego wieczora, napić się pysznego Murphy’s (stout z Cork) oraz zjeść smacznie. Nie nastawiajcie się jednak na możliwość pogawędki w spokoju i ciszy. Tu się dzieje!!!!! Panie i Panowie zapraszam do De Barra’s Folk Club

Kerry

Dacie się jeszcze czymś zaskoczyć, czy myślicie, że już każdy rodzaj tradycyjnego pubu Wam pokazałam? Dziś własnie Was zaskoczę, bo nie będzie to taki do końca pub jakiego się spodziewacie. Zresztą, chyba żaden z tych, które Wam przedstawiłam nie był? Dziś wyślę Was na biegun! Badacz Antarktyki, Tom Crean, gdy już przeszedł na emeryturę, prowadził pub South Pole Inn w Annascaul . Obecnie pub serwuje między innymi dania tematycznie nazwami powiązane z jego byłym legendarnym właścicielem i jego ekspedycjami oraz lokalne jasne piwo zwane Crean. Ponadto, miejsce służy jako muzeum oraz sklep z pamiątkami. Nie ma telewizora, jest kominek, jest historia i pasja. W kraju w którym nie ma śniegu na święta, gdzie lepiej udać się po jego namiastkę niż do pubu zwanego “Biegun Południowy”?

Limerick

Wahałam się przez jakiś czas, ale padło w końcu na miejsce, które oprócz tej naszej podstawy – czyli kominka, ma jeszcze coś co wyróżnia je od wszystkich innych. I tak oto zapraszam Was do XVII wiecznego pubu w sercu miasta Limerick. Podobno nie znajdziecie smaczniejszych ryb i owoców morza w całym Limerick. Pub The Curragower Bar, bo o nim mowa, nazwano tak na cześć wodospadów na rzece Shannon. Dawno temu rolnicy, w czasie gdy poziom wody był niski, przechodzili tędy z kozami na druga stronę. Irlandzkie słowo “Curragh” oznacza “przekraczać”, a “gabhar” “kozę”. Czemu zapraszam Was do tego pubu? Samo miejsce jest przytulne i pięknie udekorowane na święta. Dodatkową wisienką na torcie jest to, że z pubu zobaczycie po drugiej stronie rzeki King John’s Castle oraz spienione wody wodospadu Curragower Falls. Zamek pięknie oświetlony, w okresie światecznym wydaje się jeszcze piękniejszy. Gdzie nie spojrzycie tam widok będzie cieszył Wasze oczy. Przyjemnie.

Tipperary

Wioseczka Garrykennedy znajduje się w malowniczym miejscu nad jeziorem Lough Derg. W niej znajdziecie Larkins Bar & Restaurant, najlepszy pub na spotkania grudniowe przy kominku w hrabstwie Tipperary. Miejsce ma ponad 300 lat, dach ze strzechy, pobielone wapnem ściany, muzykę na żywo w ramach trad sessions i pyszne jedzenie. Ma wszystko to co książkowo tradycyjny pub irlandzki. A, i pyszną o tej porze roku gorącą whiskey czyli hot toddy. To co? Jedziecie?

Waterford

Gdzie idziemy do pubu w jednem z sunny south east hrabstw? The Local w Dungarvan. To jest co prawda dość sportowy pub, dla miłośników GAA, ale spodoba się wszystkim, w szczególności o tej porze roku. Jest świetna atmosfera oraz muzyka na żywo w najlepszym wydaniu. Przytulny pub mimo, że nowoczesny. Właścicielami pubu są Helena i Donnchadh Gough. Donnchadh jest znanym muzykiem i grał koncerty na całym świecie ze swoim zespołem “Danú”.

Trasa Greenway w Waterford

http://www.visitwaterfordgreenway.com/ Swego czasu przez hrabstwo Waterford przebiegała malowniczo położona trasa kolejowa. Obecnie 46-kilometrowa część trasy została zamieniona w trasę rowerowo – pieszą. Jej oficjalne otwarcie miało miejsce w marcu tego roku.

Mimo ilości kilometrów jest to trasa mało wymagająca, niemalże spacerowa, jeśli jedziecie rowerem. Powierzchnia pokryta jest asflatem, a wzniesienia są nieliczne. Minusem trasy jest brak ławek do odpoczynku w towarzystwie butelki wody lub kosza piknikowego, szczególnie jak się ma taki przyczepiany do bagażnika, tak jak ja i chciałoby się czasem z niego skorzystać, a nie tylko wozić od czasu do czasu. W połowie trasy jest kawiarnia, w której można zjeść coś ciepłego lub napić się dobrej kawy.

Nie jest to trasa dla osób szukających wyzwań rowerowych. W pobliżu każdej miejscowości trasa zapełnia się pieszymi, rodzinami z wózkami oraz małymi dziećmi uczącymi się jeździć na rowerach. W tych miejscach należy jechać wolno i ostrożnie. Na całej trasie, z powodu jej popularności, warto zachować zasady dwustronnego ruchu i jechać gęsiego, unikając zajmowania całej szerokości ścieżki.

Uważam, że warto przejechać tę ze względu na widoki, scenerię i historię. Polecam jechać w kierunku z Wateford do Dungarvan, a nie na odwrót – tak też polecono mi ze względu na dawkowanie widoków i oczekiwań i myślę, że to była świetna porada. Pierwsza część trasy z Waterford do Kilmacthomas jest dość monotonna, druga z Kilmacthomas do Dungarvan jest o wiele ciekawsza. Dlatego też, jeśli macie mniej czasu lub sił i planujecie wybrać się tylko na połowę trasy, zachęcam do wybrania właśnie tej drugiej części.

Szkoda również, że na trasie nie ma tabliczek informacyjnych dotyczących ciekawych miejsc do zobaczenia. Ja miałam ściągę w postaci aplikacji i zaglądałam na nią co jakiś czas, aby wiedzieć jaka następna ciekawa rzecz mnie czeka. Warto zobaczyć kilka zdjęć przed podróżą. Mnie szczególnie zafascynował przejazd wiaduktami. Mimo że widok z nich podpowiada, jak wysoko jesteśmy, piękna samej budowli, stojąc na niej, nie zobaczymy.

Dwa wiadukty, Kilmacthomas oraz Durrow, mają kamienne barierki więc przejeżdża się po nich łatwo. Wiadukt Ballyvoyle zamiast barierki ma płot siatkowy  więc osobom z lękiem wysokości, w trakcie przejazdu może nieco podnieść się poziom adrenaliny lub wielkość gęsiej skórki. Wiele osób zachwyca się przejazdem niemal 500 metorowym tunelem Ballyvoyle. Nie zaprzeczam, jest to ciekawy dodatek do trasy, mnie jednak bardziej zachwycił wąwóz prowadzący do tunelu (zobaczcie na jednym ze zdjęć poniżej). Mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w jakimś zaczarowanym lesie, gdzie ciasno położone skały wąwozu pokrywają mchy i paprocie. Poczucie magii pogłębia się po tym, gdy wyjedziemy z tunelu i zobaczymy ściany wąwozu pokryte niezliczoną ilością wróżkowych drzwi oraz innych wróżkowych atrybutów. Widocznie to miejsce ma jakieś specjalne znaczenie dla tutejszych dzieci, które przynoszą swoje magiczne prace w to miejsce.

W planowaniu wyprawy pomoże Wam specjalnie przygotowana strona http://www.visitwaterfordgreenway.com/ Znajdziecie tam mapę z zaznaczonymi atrakcjami, ale też toaletami czy parkingami samochodowymi. Miłej przejażdżki!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Irlandzkie jarmarki bożonarodzeniowe

Mimo że w Irlandii jarmarki bożonarodzeniowe to bardzo nowa tradycja, coraz więcej miast i miasteczek chce w ten sposób celebrować oczekiwanie na święta. Zapewne specjalnie z ich powodu nie przyjedziecie do Irlandii, gdyż tym jarmarkom daleko do wiedeńskich, niemieckich lub tych, które znamy z Polski. Jednak jeśli tu mieszkacie lub przyjechaliście w odwiedziny, może zechcecie wybrać się na któryś z tych poza dublińskich jarmarków. 

Glow w Cork

Stali czytelnicy bloga wiedzą, że mam słabość do Cork więc rozumiecie, dlaczego rozpoczynam od tego miasta. Corkowicze bawią się na jarmarku na ulicy Grand Parade oraz w przylegającym do niej Bishop Lucey Park w czasie weekendów. Wśród atrakcji są diabelski młyn, starodawna karuzela no i oczywiście grzane wino. Jak już zawitacie do Cork, na stronie festiwalu sprawdźcie, z jakich innych atrakcji możecie skorzystać – między innymi Obserwatorium Blackrock. A jeśli tego za mało, to pamiętajcie, że będąc w Cork zachwyci Was tam również muzyka, jedzenie, lokalny akcent i poczucie humoru.

cork

Christmas Market w Galway

Dumnie nosi tytuł najstarszego bożonarodzeniowego jarmarku w Irlandii, czyli ma miejsce od bodajże 6 lat. Jarmark znajduje się w sercu miasta pomiędzy Eyre Square a Spanish Arch. Ma ponad 50 drewnianych domków – stoisk, w których można kupić przeróżne słodkości oraz prezenty. Są też miejsca, w których można coś zjeść. Na stronie jarmarku można przeczytać, że w roku 2014 odwiedziło go 600 tysięcy osób, co przeliczono na 20 milionów euro, które zostały w mieście. Szkoda tylko, że mimo iż już jarmark trwa, na jego stronie są nadal daty i wiadomości z ubiegłego roku.

Galway Christmas Market 2015. Photo: Reg Gordon

Galway Christmas Market 2015. Photo: Reg Gordon

Winterval w Waterford

Nigdy nie ukrywałam, że to mój ulubiony festiwal bożonarodzeniowy w Irlandii. Jeździłam na niego trzy lata z rzędu. Miałam noclegi zarezerwowane i na ten rok, ale ponieważ w tym roku zdecydowałam się polecić przed świętami na koło podbiegunowe, a grudzień ma wciąż tą samą małą ilość weekendów, musiałam zrezygnować z Waterford. Uwielbiam miasteczko Wateford i pomysł bożonarodzeniowego jarmarku w nim uważam za świetny. Jest malutkie, kompaktowe, ale na każdym kroku są atrakcje  i akcenty bożonarodzeniowe. Wcale nie przeszkadza to, że część z nich jest nieco kiczowata, dla mnie jest świetna, bo ja uwielbiam atmosferę Bożego Narodzenia. Zawsze przyjeżdżałam do Waterford w piątkowy wieczór, który rozpoczynałam od świetnej kolacji z winem. W miasteczku o tej porze roku restauracje są wspaniale przystrojone i pełne ludzi w wyśmienitych humorach oraz strojach, celebrujący czas zabaw grudniowych. Sobota i niedziela upływały mi na leniwym kręceniu się po miasteczku z dwoma obowiązkowymi przystankami. Polish Christmas Village gdzie mogłam zakupić sobie makowca, pierniki itp, oraz polska restauracja Fork and Knife (kilka late temu nazywała się Koliba, a następnie nieco odpychająco – On the Dole). Polecam to miejsce – robią pysznego pstrąga, że o rosołku czy żurku nie wspomnę!!! Moja ulubiona atrakcja tego festiwalu to Śpiewająca Choinka. Jest to kilkupiętrowa scena zbudowana na kształt choinki, na której odbywają się koncerty kolędników, trębaczy itp. 

15192738_1111490922283111_7111038305840586152_n

Belfast, Irlandia Północna

Można też pojechać do Irlandii Północnej na tamtejszy jarmark, który szczyci się tym, że stoiska swoje mają tam wystawcy z Francji czy Niemiec, a samych stoisk jest ponad 80. Pewien czytelnik donosił mi, że mają tam między innymi przepyszne hiszpańskie churros. Ja jednak pamiętam jak znajomi wybierali się do Belfastu na Christamas Market w roku 2013 i odwołali wyjazd na skutek wybuchu bomby podłożonej w tamtejszej katedrze.

A gdzie jest Wasz ulubiony jarmark?

belfast

Niebo w Tramore oraz w poszukiwaniu metalowca

Tramore  to piękna malutka nadmorska miejscowość położona na południowym wschodzie Irlandii w hrabstwie Waterford. Powinnam chyba dodać jeszcze, że na słonecznym południowym wschodzie jak to zazwyczaj określane jest przez tambylców: sunny southeast. Ja w niej spędziłam dwie noce trochę poza sezoenm bo późnym marcem, ale i tak w porównaniu do nadbałtyckich kurortów, tętniła życiem.

Miejscowość pełna kolorowych domków, rozsianych niemalże na każdym skrawku ziemi i na każdym klifie. Kolorowa jak z bajki lub książki dla dzieci. Bonusem ma być oczywiście piękna plaża i morze. Mnie jednak ujęła niebem i chmurami. Wyjątkowa ich różowość wyrażała się w tym, że tambylcza młodzież widząc, że robię niebu i chmurom zdjęcia, sama mnie zagadywała, mówiąc, że tak, widzą coś takiego po raz pierwszy oraz dodając, że nie, nie jest to typowy kolor nieba w tutejszych stronach. I do tego kształty chmur były przedziwne. Razem z młodzieżą próbowaliśmy te przedziwne kształty rozpoznać i nazwać – chyba wygrałam ja, rozpoznając i nazywając w jednej z chmur kijankę. (piąte zdjęcie – każdy widzi kijankę, prawdaż?)

tramore (8) tramore (9) tramore (10) tramore (11) tramore (12) tramore (13) tramore (14) tramore (15) tramore (16) tramore (17) tramore (18)

Następnego ranka, niebo co prawda zmieniło kolor ale nie przestało zadziwiać i zachwycać.

tramore (6) tramore (5) tramore (3) tramore (2) tramore (1)

A co z metalowcem powiecie? Ano to chyba nostalgia z czasów młodzieńczych, ale jak usłyszałam, że jest gdzieś w pobliżu wysoki i wart zobaczenia Metal Man chciałam go nieco bliżej poznać. Po dwóch stronach Tramore, niemal na krańcach klifów stoją trzy olbrzymie kolumny. Trzy z nich stoją sobie samotnie w miejscu zwanym Brownstown Head a kolejne trzy w miejscu zwanym Westown. Te jednakże nie są samotne gdyż na środkowej z nich stoi “Metal Man” – figura przedstawiająca żołnierza w służbie brytyjskiej marynarki. Metal Man został wzniesiony kilka lat po tym gdy brytyjski okręt Seahorse zatonął u wybrzeży Brownstown Head wraz z 360 osobami na pokładzie.  Podobno w czasie sztormu Metal Man ostrzega statki przed niebezpieczeństwem rozbicia się o klify, podśpiewując taki wers: “Keep out, keep out, good ships from me, for I am the rock of misery.”

tramore (4) tramore (7)

Kolumny z Metal Manem widać z daleka, ale niestety dość dużo czasu mi zajęło podjechanie w jego pobliże gdyż podejście do niego jest zabronione i dlatego żadnej wiodącej tam trasy nie widziałam. Znajdują się na terenie prywatnym, ogrodzonym płotem – klify i urwisko są niebezpieczne i nie zabezpieczone. Kluczyłam więc próbując podjechać tak blisko jak to możliwe. Niestety nie udało się zbyt blisko. Powiecie przez płot trzeba było skakać i ryzykować? Eeeeeee tam. Starzeję się…

Metalman-Tramore-960x540

Mój dubliński grudzień oraz moje irlandzkie pomysły na prezenty..

Już Wam wiele razy mówiłam, że bardzo uwielbiam grudzień i okres bożonarodzeniowy w Dublinie. Nastrój jest radosny a miasto kipi od atrakcji związanych tematycznie z tą porą roku. Odkąd zamieszkałam w Dublinie najwięcej radości przynosi mi oczekiwanie na święta i celebrowanie tego przez cały grudzień. Ulice są przepięknie przystrojone, tak samo witryny sklepowe a wystrój pubów i restauracji niemalże zatrzymuje dech w piersiach. Jednak to co najważniejsze to to, że w grudniu kalendarz spotkań towarzyskich pękach w szwach z różnych powodów. Oczywiście obowiązkowe są Christmas party z pracy ale poza tym jest zawsze wiele takich wyjść w rożnych mniejszych lub większych grupach znajomych i przyjaciół. Wzruszające jest to, że każdy stara się spotkać z dawno niewidzianymi przyjaciółmi właśnie dlatego że jest grudzień i mimo ciągłego zabiegania każdy wysila się, żeby chociaż tym razem pojawić się na zaplanowanym spotkaniu! Zdecydowanie grudzień to czas nadrabiania zaległości towarzyskich. Dlatego cały miesiąc wydaje się być takim jednym długim świętem.

Pisałam trzy posty temu o kilku alternatywnych atrakcjach dublińskiego grudnia a dziś wspomnę o kilku które sama wybrałam.

W tym roku miałam wiele radości z tego, że mój tegoroczny grudzień rozpoczął się fantastycznym koncertem w Dublin Castle. Nie raz chciałam się wybrać na koncerty, które się tam czasem odbywają wiec możecie sobie wyobrazić jak bardzo się cieszyłam gdy dostałam dwa bilety na koncert organizowany w zamku przez Ambasadę Estońską. Koncert odbywał się wieczorem w sali balowej dla małego grona słuchaczy. Bajkowej oprawy dodawało to, że w przerwie koncertu można było swobodnie samemu pochodzić po zamku tymi samymi ścieżkami, którymi normalnie w ciągu dnia chodzi się tylko z grupą i przewodnikiem. I jeszcze można było się napić całkiem dobrego wina i porozmawiać z panią ambasador. 🙂

Dublin Castle Christmas Concert (1)

Dublin Castle Christmas Concert (2)

Na drugi koncert, o którym chciałam Wam wspomnieć wybrałam się do dublińskiej Filharmonii Narodowej. Były to dwie niesamowicie spędzone godziny z pianistą i skrzypkiem, którzy nie tylko urzekli muzyką, ale też niesamowitym poczuciem humoru. Igudesman & Joo, bo o nich mowa, niesamowicie łączą muzykę poważną ze śmiechem. Do tego świetnie bawią się językiem i słowotwórstwem a to też i moja ulubiona zabawa więc byłam przeszczęśliwa. Zobaczcie sami jeden kawałek gdzie grają irlandzką muzykę i pokazują co mogło mieć wpływ na to jakie kroki ma irlandzki taniec…

http://www.youtube.com/watch?v=eANVgKuxqwU

Igudesmanan.jpg

Na trzeci i czwarty koncert na które się wybrałam….. Nie żartuję, ale może nie będę Wam już o tych koncertach pisać bo zrobi się z tego jakieś sprawozdanie studenta konserwatorium, a nim nie jestem 😉

Wybrałam się też na nowy dubliński Christmas Market przy St Stephen’s Green. Był rozczarowaniem muszę przyznać. Jak ogłoszono w lipcu (!!!), że będzie w tym roku taki Market to się bardzo ucieszyłam bo wyobraziłam sobie, że będzie w samym właśnie parku St Stephen’s Green co byłoby przecudne. Niestety tak nie było, i szumnie nazwany Christmas Market położony jest na chodniku wzdłuż parku. Można było napić się grzanego wina więc w sumie nie powinnam narzekać 🙂 Powiem szczerze, że daleko mu do tego typu imprez w Niemczech czy nawet w Polsce ale miejmy nadzieję, że jeszcze się rozkręci w przyszłych latach.

C-market-Main

Jeden weekend spędziłam też w Waterford na Winterval czyli miesięcznym festiwalu związanym ze świętami oraz Vikingami gdyż Waterfod się nimi szczyci. Już drugi raz z rzędu na nim byłam ale więcej może wspomnę … za rok jak dopiero się będzie zaczynał to może niektórych Was namówię w ten sposób do przyjazdu na to święto? Poza tym Waterford to nie Dublin więc nie pasuje do tytułu wpisu. 😉

waterford (1)

waterford (2)

Ale jeszcze miało być o prezentach. W Irlandii oprócz oczywiście bardzo indywidualnych i starannie wybranych prezentów, istnieje taki stały zestaw wypełniaczy skarpet na prezenty wiszących przy kominkach. Na ten zestaw składają się skarpety, pidżama oraz jakiś mniej lub bardziej kiczowaty gadżet związany z zimą lub świętami. Może to być na przykład kubek z mikołajem lub okulary przeciwsłoneczne ze święcącymi choinkami jako ozdobami wokół oprawek. Ja lubię przyjaciołom w Polsce zawsze przywieźć coś ciekawego z Irlandii, coś na co może nie natknęliby się sami w Polsce bez podpowiedzi lub głębszego szperania. Przedstawiam Wam mój zestaw tegorocznych prezentów jakie lecą ze mną do Polski. Nie są one typowo świąteczne więc może sami kiedyś je zakupicie na prezent dla kogoś?

Kilka osób dostanie płyty The Henry Girls, który to zespół dopiero co odkryłam w tym roku o czym zresztą z wielkim entuzjazmem Wam pisałam.

the-henry-girls-cd

Jedna osoba dostanie kalendarz irlandzkich rolników na 2015. Kalendarz można kupić tu a o nim samym pisałam już kiedyś tu.

mosaic

Kolejnych kilka osób dostanie czekoladowe tabletki Butlers do zrobienia gorącej białej czekolady (jakie cudo)!

a7832

a7832-2

A ponadto dostaną (w sumie nie kupione w Irlandii ale online w Polsce i mam nadzieję, że już tam na mnie czekają u Rodziców) najnowszą książkę polskiej poetki mieszkającej w Irlandii,  Małgorzaty Południak, “Liczby Nieparzyste”

liczby nieparzyste

Dobrych Świąt Wam życzę!